2 tydzień Adwentu - poniedziałek
Łk 5,17-26 Pewnego
dnia, gdy Jezus nauczał, siedzieli przy tym faryzeusze i uczeni w
Prawie, którzy przyszli ze wszystkich miejscowości Galilei, Judei i
Jerozolimy. A była w Nim moc Pańska, że mógł uzdrawiać. Wtem
jacyś ludzie niosąc na łożu człowieka, który był sparaliżowany, starali
się go wnieść i położyć przed Nim. Nie mogąc z powodu tłumu w żaden
sposób przynieść go, wyszli na płaski dach i przez powałę spuścili go
wraz z łożem w sam środek przed Jezusa. On widząc ich wiarę, rzekł: „Człowieku, odpuszczają ci się twoje grzechy”. Na
to uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli się zastanawiać i mówić: „Któż
On jest, że śmie mówić bluźnierstwa? Któż może odpuszczać grzechy prócz
samego Boga?” Lecz Jezus przejrzał ich myśli i rzekł do nich: „Co
za myśli nurtują w sercach waszych? Cóż jest łatwiej powiedzieć:
«Odpuszczają ci się twoje grzechy», czy powiedzieć: «Wstań i chodź? »
Lecz abyście wiedzieli, że Syn Człowieczy ma na ziemi władzę
odpuszczania grzechów” — rzekł do sparaliżowanego: „Mówię ci, wstań, weź swoje łoże i idź do domu”. I natychmiast wstał wobec nich, wziął łoże, na którym leżał, i poszedł do domu, wielbiąc Boga. Wtedy zdumienie ogarnęło wszystkich; wielbili Boga i pełni bojaźni mówili: „Przedziwne rzeczy widzieliśmy dzisiaj”.
- Jak ty to robisz, że wciąż jesteś zadowolony?
- Oh. to kwestia trzech spojrzeń.
- Trzech spojrzeń?
-
Tak. Najpierw patrzę w niebo, do którego zmierzam. Potem w dół, na
ziemie, żeby zobaczyć, jak niewielki jej kawałek wystarczy mi, kiedy
umrę. Wreszcie rozglądam się wokół siebie i widzę, ilu jest ludzi,
którzy się mają gorzej ode mnie. Czyż nie są to wystarczające powody do
zadowolenia?
Ci zdumieni i wielbiący Boga, co tak
wielkie rzeczy dziś widzieli, to ludzie zadowoleni. Z czego? Najpierw z
tego, że spotkali paralityka - człowieka, który się miał gorzej od nich.
Potem, że doświadczyli uzdrowienia. Wreszcie dlatego, że Bóg odpuszcza
grzechy.
Panie, doświadcz mnie tak, bym umiał być człowiekiem zadowolonym.
2 tydzień Adwentu - wtorek
Mt 18,12-14 Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jak
wam się zdaje? Jeśli kto posiada sto owiec i zabłąka się jedna z nich:
czy nie zostawi dziewięćdziesięciu dziewięciu na górach i nie pójdzie
szukać tej, która się zabłąkała? A jeśli mu się uda ją odnaleźć,
zaprawdę powiadam wam : cieszy się nią bardziej niż dziewięćdziesięciu
dziewięciu tymi, które się nie zabłąkały. Tak też nie jest wolą Ojca waszego, który jest w niebie, żeby zginęło jedno z tych małych”.
- Czy to prawda, że Bóg kocha wszystkich ludzi?
- Oczywiście.
- W takim razie dlaczego nie troszczy się o biednych, głodujących, chorych?
- Zostawia to nam, żeby dać nam sposobność wywinięcia się piekłu.
Na różne sposoby szuka Pan Bóg zaginionych owiec. Czasem czyni to - paradoksalnie - przy pomocy najsłabszych i najbiedniejszych.
Panie spraw, bym nie starał się zrozumieć biedę, ale jej zaradzić.
2 tydzień Adwentu - środa
Mt 11,28-30 Jezus przemówił tymi słowami: „Przyjdźcie
do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was
pokrzepię. Weźmijcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo
jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz
waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.
Lekarz do pacjenta:
-
Z przykrością musze panu zakomunikować, iż pańska choroba jest
nieuleczalna. Ponadto postępuje w takim tempie, że daję panu nie więcej,
niż dwa, góra trzy dni życia. W tej sytuacji może mogę coś dla pana
zrobić? Może chciałby pan z kimś porozmawiać?
- Owszem.
- Z kim?
- Z jakimś innym lekarzem.
Jezus jest jedynym lekarzem. Kiedy inni cię zawiodą, czujesz się skazany na samotność, zawsze masz przecież jeszcze Jego.
Panie, z Tobą mogę być sam, ale nie osamotniony.
2 tydzień Adwentu - czwartek
Mt 11,11-15 Jezus powiedział do tłumów: „Zaprawdę
powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana
Chrzciciela. Lecz najmniejszy w królestwie niebieskim większy jest niż
on. A od czasu Jana Chrzciciela aż dotąd królestwo niebieskie doznaje
gwałtu i ludzie gwałtowni zdobywają je. Wszyscy bowiem Prorocy i Prawo
prorokowali aż do Jana. A jeśli chcecie przyjąć, to on jest Eliaszem,
który ma przyjść. Kto ma uszy, niechaj słucha”.
Okop
na polu bitwy tuż przed jej rozpoczęciem. Młody żołnierz, który będzie w
niej uczestniczył po raz pierwszy, drży na całym ciele.
- Ale z ciebie tchórz - drwi sobie z niego stojący obok weteran.
-
Nie jestem tchórzem, tylko się boję. Gdybyś ty odczuwał połowę mojego
strachu, dawno byś stąd uciekł. A ja się cały trzęsę, ale przecież
pozostaję na stanowisku.
Pięknie mówi Jezus o Janie,
także z powodu Janowej odwagi. Myślisz, że łatwo było chodzić
wielbłądziej skórze, jeść miód i szarańczę i pokrzykiwać na ludzie, żeby
się nawrócili - na pustkowiu, bez domu, żony i dzieci?
Panie, nie chroń mnie przed strachem, ale przed zniechęceniem, rezygnacją, przemożną chęcią ucieczki.
2 tydzień Adwentu - piątek
Mt 11,16-19 Jezus powiedział do tłumów: „Z
kim mam porównać to pokolenie? Podobne jest ono do przebywających na
rynku dzieci, które przymawiają swym rówieśnikom: «Przygrywaliśmy wam, a
nie tańczyliście; biadaliśmy, a wyście nie zawodzili». Przyszedł bowiem
Jan: nie jadł ani nie pił, a oni mówią: «Zły duch go opętał». Przyszedł
Syn Człowieczy: je i pije, a oni mówią: «Oto żarłok i pijak, przyjaciel
celników i grzeszników». A jednak mądrość usprawiedliwiona jest przez
swe czyny”.
- Panie doktorze, czego się
nie dotknę, czuję ból. Dotknę głowy - boli. Dotknę brzucha - boli.
Dotknę nogi albo ręki - boli. Czy cały jestem chory?
Lekarz dokładnie zbadał pacjenta i orzekł:
- Nie jest pan cały chory. Tylko palec, którym pan się dotyka, jest zwichnięty i to on pana boli.
Mieli ludzie pretensje do Jana Chrzciciela i do Jezusa, i do wszystkich pewnie po kolei, tylko nie do siebie samych.
Pretensje biorą się stąd, że człowiek stawia niewłaściwe diagnozy.
2 tydzień Adwentu - sobota
Mt 17,10-13 Kiedy schodzili z góry, uczniowie zapytali Jezusa: „Czemu uczeni w Piśmie twierdzą, że najpierw musi przyjść Eliasz?” On odparł: „Eliasz
istotnie przyjdzie i naprawi wszystko. Lecz powiadam wam: Eliasz już
przyszedł, a nie poznali go i postąpili z nim tak, jak chcieli. Tak i
Syn Człowieczy będzie od nich cierpiał”. Wtedy uczniowie zrozumieli, że mówił im o Janie Chrzcicielu.
Turysta w najsłynniejszej galerii świata zwraca się do przewodnika:
- I to mają być te arcydzieła? Szczerze mówiąc nie widzę w nich nic nadzwyczajnego.
-
Proszę pana, wartość tych płócien oszacowano już dawno temu. Wywieszono
je zaś tutaj nie po to by one przeszły egzamin kunsztu, ale by
zwiedzający mogli sprawdzić swoją wrażliwość.
Ludzie wciąż chcą weryfikować Eliasza, Jana Chrzciciela, samego Jezusa - autorytety, Boże arcydzieła.
Panie, naucz mnie wrażliwości na to, w czym sam muszę się zmienić, nawrócić.
II Niedziela Adwentu - Rok C
II Niedziela Adwentu - Rok C
Łk 3,1-6: Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.
Król wizytował więzienie. Tego i owego więźnia zagadnął o powód przebywania w tak ohydnym miejscu. Odpowiedź była jedna, zawsze ta sama:
- Za nic, jaśnie panie! Nicem złego nie uczynił.
Wymawiali się win swoich, bili w piersi, pobrzękując zamkniętymi na przegubach dłoni kajdanami. Aż król stanął przed zarośniętym zbirem, z twarzą oszpeconą długą blizną, biegnącą od prawej skroni, przez oba policzki i nos, aż do nasady lewego ucha.
- Za karę tu jestem wasza wysokość. Rabowałem, kradłem, oszukiwałem, raz nawet pewnemu jegomościowi nożem na żebrach zagrałem. To i słuszną karę odbywam.
Król - zdziwiony - zatrzymał się w pół kroku, nieuważni dworzanie, co szli zaraz za nim, powpadali na siebie.
- Uwolnić go - rzekł władca cicho, a naczelnik więzienia przytakiwać gorliwie zaczął na znak posłuszeństwa. - Uwolnić go czym prędzej, bo tych wszystkich niewinnie tu przetrzymywanych zaraz zgorszy. Uwolnić!
Adwent - czas, w którym tyle słyszysz o pokucie. Przejmujesz się tym, to fakt. Ale pamiętaj, że początkiem nawrócenia jest uznanie siebie za grzesznego człowieka.
Łk 3,1-6: Było to w piętnastym roku rządów Tyberiusza Cezara. Gdy Poncjusz Piłat był namiestnikiem Judei, Herod tetrarchą Galilei, brat jego Filip tetrarchą Iturei i kraju Trachonu, Lizaniasz tetrarchą Abileny; za najwyższych kapłanów Annasza i Kajfasza skierowane zostało słowo Boże do Jana, syna Zachariasza, na pustyni. Obchodził więc całą okolicę nad Jordanem i głosił chrzest nawrócenia dla odpuszczenia grzechów, jak jest napisane w księdze mów proroka Izajasza: Głos wołającego na pustyni: Przygotujcie drogę Panu, prostujcie ścieżki dla Niego! Każda dolina niech będzie wypełniona, każda góra i pagórek zrównane, drogi kręte niech się staną prostymi, a wyboiste drogami gładkimi! I wszyscy ludzie ujrzą zbawienie Boże.
Król wizytował więzienie. Tego i owego więźnia zagadnął o powód przebywania w tak ohydnym miejscu. Odpowiedź była jedna, zawsze ta sama:
- Za nic, jaśnie panie! Nicem złego nie uczynił.
Wymawiali się win swoich, bili w piersi, pobrzękując zamkniętymi na przegubach dłoni kajdanami. Aż król stanął przed zarośniętym zbirem, z twarzą oszpeconą długą blizną, biegnącą od prawej skroni, przez oba policzki i nos, aż do nasady lewego ucha.
- Za karę tu jestem wasza wysokość. Rabowałem, kradłem, oszukiwałem, raz nawet pewnemu jegomościowi nożem na żebrach zagrałem. To i słuszną karę odbywam.
Król - zdziwiony - zatrzymał się w pół kroku, nieuważni dworzanie, co szli zaraz za nim, powpadali na siebie.
- Uwolnić go - rzekł władca cicho, a naczelnik więzienia przytakiwać gorliwie zaczął na znak posłuszeństwa. - Uwolnić go czym prędzej, bo tych wszystkich niewinnie tu przetrzymywanych zaraz zgorszy. Uwolnić!
Adwent - czas, w którym tyle słyszysz o pokucie. Przejmujesz się tym, to fakt. Ale pamiętaj, że początkiem nawrócenia jest uznanie siebie za grzesznego człowieka.
I Tydzień Adwentu
I Tydzień Adwentu - poniedziałek
Mt 8,5-11: Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; drugiemu: «Chodź tu», a przychodzi; a słudze: «Zrób to», a robi”. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim”.
W sobotnie przedpołudnie ksiądz zabrał grupkę ministrantów na wycieczkę na basen. Chłopaki szaleją na zjeżdżalniach i trampolinach, tylko ksiądz pluska się wielce powściągliwie. W szatni jeden ze starszych ministrantów zagaduje z uśmiechem:
- A ksiądz to taki ostrożny w tej wodzie, jakby pływać nie potrafił.
- Tu nie chodzi o pływanie, synku, tylko o to, że, widzisz, jeden nierozważny ruch ręką wystarczy, żeby cały basen w wodę święconą zamienić.
Co trzeba zrobić, by stał się cud: iść, dotknąć? A może wystarczy jakiś jeden niewielki gest mimochodem? Otóż: nawet to nie jest potrzebne. Wiara sama jedna tylko starcza nad wszystkie, nawet najbardziej zamaszyste gesty.
Wiara nie tylko czyni cuda. Wiara również uczy je rozpoznawać.
I Tydzień Adwentu - wtorek
Łk 10,21-24: Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli”.
Autobus. Starsza pani siedząc przesuwa w palcach różaniec. Na kolejnym przystanku do autobusu wchodzi ojciec z synem, siadają naprzeciwko modlącej się pani. Chłopiec wpatrzony w różańcowe ziarenka trąca ojca łokciem:
- Tato, co ta pani robi?
- Modli się - mruczy pod wąsem ojciec.
- A co to znaczy?
- To taki zabobon uprawiany przez ludzi, którym słoma z butów wyłazi.
Starsza pani przerywa na chwilę pacierze, spogląda ciepło na mężczyznę i z niejakim przekąsem mówi trochę ponad nim:
- Ja to wolę, proszę pana, mieć słomę w butach, niż siano w głowie...
Co trzeba mieć w głowie, by w Jezusie nie umieć rozpoznać Syna Bożego? Co trzeba mieć w głowie, by w Kościele nie umieć rozpoznać Jezusa? A i może Kościół powinien bardziej zabiegać o to, by pokazywać Jezusa w ziarenkach przesuwanego w palcach różańca, niż w triumfie ustaw, protestów, uchwał, stanowisk i zdań...
I Tydzień Adwentu - środa
Mt 15,29-37: Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając ze sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: „Żal Mi tego tłumu. Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze”. Na to rzekli Mu uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić takie mnóstwo?” Jezus zapytał ich: „Ile macie chlebów?” Odpowiedzieli: „Siedem i parę rybek”. Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął te siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.
Biskupowi doniesiono o pewnym zakonniku, który - mimo surowej reguły - nie zwykł był panować nad swoim wielkim apetytem. Chcąc sprawdzić te pogłoski, biskup zaprosił go do swego stołu. Kucharzowi kazał przygotować na wszelki wypadek sześć porcji obiadowych: jedną dla siebie, pięć dla gościa. Kiedy przybysz zjadł wszystko, co przygotował mistrz patelni, biskup zapytał:
- I jak ojcu smakowało?
- Wybornie, ekscelencjo. Obiad był dokładnie taki, jak lubię najbardziej: mało, ale smacznie.
Tylko Chrystus potrafi zaspokoić każdy głód i każdy apetyt. Nie czyni tego sam, ale poprzez uczniów.
Pan Bóg potrzebuje twoich rąk, by zaspokoić głód i nasycić apetyt.
I Tydzień Adwentu - czwartek
Mt 7,21.24-27: Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki”.
Dzieci wzywają księdza do umierającego ojca. Ten jednak nie chce nawet słyszeć o spowiedzi.
- Zbiłem w życiu fortunę i teraz mogę zabrać ze sobą całe mnóstwo szeleszczących banknotów...
- Tam dokąd zmierzasz, spłoną one doszczętnie! - pokiwał smutno głową ksiądz.
Dziś Jezus mówiłby swoim słuchaczom o bezsensie budowania życia na fundamencie akcji, obligacji, udziałów, weksli, czeków i całej sterty papierów, do których zniszczenia nie trzeba już ogromnej wichury, lecz nikłej iskry. I tylko przez litość nie nazwałby nas śmieciarzami, bo czym - budując w ten sposób - jesteśmy?
I Tydzień Adwentu - piątek
Mt 9,27-31: Gdy Jezus przechodził, szli za Nim dwaj niewidomi, którzy głośno wołali: „Ulituj się nad nami, Synu Dawida”. Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: „Wierzycie, że mogę to uczynić”? Oni odpowiedzieli Mu: „Tak, Panie”. Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: „Według wiary waszej niech się wam stanie”. I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: „Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie”. Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.
- Synku, w komórce pod schodami stoi miotła. Przynieś mi ją!
- Mamo, tam jest ciemno. Ja się boję.
- Nie bój się. Wszędzie jest anioł stróż, który cię strzeże. Pod schodami też.
Dziecko staje w drzwiach, wychyla się w stronę schowka pod schodami i woła:
- Aniele stróżu! Jeśli jesteś tam, jak mówi moja mama, to czy możesz podać mi miotłę?
Z wiarą, to jest tak: bez niej do Pana Boga nie podchodź. Ale też nadużyciem jest wiarą i Panem Bogiem wyręczać się w tym, co wymaga własnej odwagi i wysiłku.
I Tydzień Adwentu - sobota
Mt 9,35-10,1.5.6-8: Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: „Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.
W klasztornym refektarzu, akurat podczas wieczerzy, zgasło światło.
- Bądź pochwalony, Panie, za siostrę ciemność! - klasnął w dłonie pierwszy z braciszków.
- To znak i zapowiedź Bożego gniewu nad nami - jęknął drugi i zaczął szeptać zdrowaśki.
- Jest też okazja, by podyskutować nad istotą światła i ciemności - ucieszył się trzeci.
W tej samej chwili światło w refektarzu znów się zapaliło. Bowiem czwarty ze świątobliwych braci w tym samym czasie po omacku dotarł na krużganki i wkręcił odpowiedni bezpiecznik.
Tylu mamy księży, zakonników, a Ty, Panie, wciąż powtarzasz, że robotników żniwa jest mało?
Bo apostoł, to nie tylko człowiek modlitwy i mądrości. To nade wszystko człowiek czynu.
Mt 8,5-11: Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; drugiemu: «Chodź tu», a przychodzi; a słudze: «Zrób to», a robi”. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim”.
W sobotnie przedpołudnie ksiądz zabrał grupkę ministrantów na wycieczkę na basen. Chłopaki szaleją na zjeżdżalniach i trampolinach, tylko ksiądz pluska się wielce powściągliwie. W szatni jeden ze starszych ministrantów zagaduje z uśmiechem:
- A ksiądz to taki ostrożny w tej wodzie, jakby pływać nie potrafił.
- Tu nie chodzi o pływanie, synku, tylko o to, że, widzisz, jeden nierozważny ruch ręką wystarczy, żeby cały basen w wodę święconą zamienić.
Co trzeba zrobić, by stał się cud: iść, dotknąć? A może wystarczy jakiś jeden niewielki gest mimochodem? Otóż: nawet to nie jest potrzebne. Wiara sama jedna tylko starcza nad wszystkie, nawet najbardziej zamaszyste gesty.
Wiara nie tylko czyni cuda. Wiara również uczy je rozpoznawać.
I Tydzień Adwentu - wtorek
Łk 10,21-24: Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli”.
Autobus. Starsza pani siedząc przesuwa w palcach różaniec. Na kolejnym przystanku do autobusu wchodzi ojciec z synem, siadają naprzeciwko modlącej się pani. Chłopiec wpatrzony w różańcowe ziarenka trąca ojca łokciem:
- Tato, co ta pani robi?
- Modli się - mruczy pod wąsem ojciec.
- A co to znaczy?
- To taki zabobon uprawiany przez ludzi, którym słoma z butów wyłazi.
Starsza pani przerywa na chwilę pacierze, spogląda ciepło na mężczyznę i z niejakim przekąsem mówi trochę ponad nim:
- Ja to wolę, proszę pana, mieć słomę w butach, niż siano w głowie...
Co trzeba mieć w głowie, by w Jezusie nie umieć rozpoznać Syna Bożego? Co trzeba mieć w głowie, by w Kościele nie umieć rozpoznać Jezusa? A i może Kościół powinien bardziej zabiegać o to, by pokazywać Jezusa w ziarenkach przesuwanego w palcach różańca, niż w triumfie ustaw, protestów, uchwał, stanowisk i zdań...
I Tydzień Adwentu - środa
Mt 15,29-37: Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając ze sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: „Żal Mi tego tłumu. Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze”. Na to rzekli Mu uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić takie mnóstwo?” Jezus zapytał ich: „Ile macie chlebów?” Odpowiedzieli: „Siedem i parę rybek”. Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął te siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.
Biskupowi doniesiono o pewnym zakonniku, który - mimo surowej reguły - nie zwykł był panować nad swoim wielkim apetytem. Chcąc sprawdzić te pogłoski, biskup zaprosił go do swego stołu. Kucharzowi kazał przygotować na wszelki wypadek sześć porcji obiadowych: jedną dla siebie, pięć dla gościa. Kiedy przybysz zjadł wszystko, co przygotował mistrz patelni, biskup zapytał:
- I jak ojcu smakowało?
- Wybornie, ekscelencjo. Obiad był dokładnie taki, jak lubię najbardziej: mało, ale smacznie.
Tylko Chrystus potrafi zaspokoić każdy głód i każdy apetyt. Nie czyni tego sam, ale poprzez uczniów.
Pan Bóg potrzebuje twoich rąk, by zaspokoić głód i nasycić apetyt.
I Tydzień Adwentu - czwartek
Mt 7,21.24-27: Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki”.
Dzieci wzywają księdza do umierającego ojca. Ten jednak nie chce nawet słyszeć o spowiedzi.
- Zbiłem w życiu fortunę i teraz mogę zabrać ze sobą całe mnóstwo szeleszczących banknotów...
- Tam dokąd zmierzasz, spłoną one doszczętnie! - pokiwał smutno głową ksiądz.
Dziś Jezus mówiłby swoim słuchaczom o bezsensie budowania życia na fundamencie akcji, obligacji, udziałów, weksli, czeków i całej sterty papierów, do których zniszczenia nie trzeba już ogromnej wichury, lecz nikłej iskry. I tylko przez litość nie nazwałby nas śmieciarzami, bo czym - budując w ten sposób - jesteśmy?
I Tydzień Adwentu - piątek
Mt 9,27-31: Gdy Jezus przechodził, szli za Nim dwaj niewidomi, którzy głośno wołali: „Ulituj się nad nami, Synu Dawida”. Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: „Wierzycie, że mogę to uczynić”? Oni odpowiedzieli Mu: „Tak, Panie”. Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: „Według wiary waszej niech się wam stanie”. I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: „Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie”. Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.
- Synku, w komórce pod schodami stoi miotła. Przynieś mi ją!
- Mamo, tam jest ciemno. Ja się boję.
- Nie bój się. Wszędzie jest anioł stróż, który cię strzeże. Pod schodami też.
Dziecko staje w drzwiach, wychyla się w stronę schowka pod schodami i woła:
- Aniele stróżu! Jeśli jesteś tam, jak mówi moja mama, to czy możesz podać mi miotłę?
Z wiarą, to jest tak: bez niej do Pana Boga nie podchodź. Ale też nadużyciem jest wiarą i Panem Bogiem wyręczać się w tym, co wymaga własnej odwagi i wysiłku.
I Tydzień Adwentu - sobota
Mt 9,35-10,1.5.6-8: Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: „Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.
W klasztornym refektarzu, akurat podczas wieczerzy, zgasło światło.
- Bądź pochwalony, Panie, za siostrę ciemność! - klasnął w dłonie pierwszy z braciszków.
- To znak i zapowiedź Bożego gniewu nad nami - jęknął drugi i zaczął szeptać zdrowaśki.
- Jest też okazja, by podyskutować nad istotą światła i ciemności - ucieszył się trzeci.
W tej samej chwili światło w refektarzu znów się zapaliło. Bowiem czwarty ze świątobliwych braci w tym samym czasie po omacku dotarł na krużganki i wkręcił odpowiedni bezpiecznik.
Tylu mamy księży, zakonników, a Ty, Panie, wciąż powtarzasz, że robotników żniwa jest mało?
Bo apostoł, to nie tylko człowiek modlitwy i mądrości. To nade wszystko człowiek czynu.
I niedziela Adwentu (rok C)
Łk 21,25-28.34-36: Jezus powiedział do swoich uczniów: Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu, w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Al-bowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte. Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie. Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka, jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma nastąpić, i stanąć przed Synem Człowieczym.
Sprawa honoru
Czas wojny. W okopach młodzi chłopcy w źle dopasowanych mundurach. Nieprzyjaciel zaczyna ostrzał artyleryjski ich pozycji. Istne piekło: wybuch za wybuchem, wstrząs za wstrząsem, odpryski błota i kamieni, ostry swąd spalenizny i prochu, a w przerwach jęki rannych. Kanonada przycichła naraz, ale tylko po to, by znów zerwać się z jeszcze większą siłą. Pociski już nie świszczą, ale wyją złowrogo.
- Z nami koniec! - żołnierzyk z krostowatą twarzą, usiadł i rozpłakał się.
Kolega rzucił się na niego, siłą obalił, przycisnął do ziemi.
- Rozum ci się pomieszał czy co? - wycharczał do ucha. - Jak cię strach obleciał to się zacznij modlić!
Chłopak uspokoił się trochę, pociągnął nosem.
- Nie wypada. Skorom się nie modlił z pobożności przed bitwą, to teraz nie wypada się modlić tylko dlatego, że się boję. Swój ho-nor i przed Panem Bogiem trzeba mieć.
Jezus mówi o znakach na niebie i na ziemi, wobec których ludzie drżeć będą ze strachu. Boisz się? Pomyśl o modlitwie. Nie z trwogi. Modlitwa, to także sprawa honoru.
34. tydzień zwykły
34. tydzień zwykły - poniedziałek
Łk 21,1-4
Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki.
I rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”.
Dwóch mnichów spotkało się u wrót cudami słynnego sanktuarium. Od słowa, do słowa rozmowa zeszła na pobożne uczynki, praktykowane w rodzimych klasztorach.
- W każdy piątek pościmy - chwali się pierwszy. - W nocy z piątku na sobotę czuwamy na modlitwie. W soboty rozdajemy jałmużnę ubogim..
- A my pościmy kiedy się da - odpowiada mu drugi. - Czuwamy tak długo, jak starcza nam sił, dajemy jałmużnę, ilekroć spotkamy ubogiego i mamy jakiś grosz albo kęs strawy.
Bogaci nawet dając wiele, faktycznie dają tylko coś. Ubodzy ofiarując nawet bardzo mało, czasem dają wszystko.
Panie Boże, nie pytaj mnie, czy ci dużo daję, czy dużo się modlę, czy sporo przeznaczam na biednych. Pytaj mnie, nie o to coś, bez czego i tak spokojnie się obejdę, ale o to wszystko, czego ode mnie oczekujesz.
34. tydzień zwykły - wtorek
Łk 21,5-11
Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”.
Zapytali Go: „Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?”
Jezus odpowiedział: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: «Ja jestem» oraz: «nadszedł czas». Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”.
Wtedy mówił do nich: „Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie”.
- Piłeś mleko?
- Piłem.
- A masło w nim widziałeś?
- Nie widziałem.
- Właśnie tak samo Pan Bóg ukrywa się w swoim stworzeniu.
Jak trzeba zebrać śmietanę z mleka, a następnie mocną nią wstrząsnąć, by wytrącić grudki masła, tak potrzeba wstrząsających znaków, by wśród nich odnaleźć Pana Boga. Skądinąd szkoda, że tak wielu spotyka go dopiero w nieszczęściu, chorobie, śmierci kogoś bliskiego... Zresztą nie ma co narzekać: lepiej później, niż wcale.
34. tydzień zwykły - środa
Łk 21,12-19
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić.
A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.
Dwóch mnichów, przechadzając się po klasztornych krużgankach, napotkało śmierć. Pierwszy z promiennym uśmiechem wyszedł jej naprzeciw. Drugi, ogarnięty strachem, uskoczył, by znaleźć kryjówkę w jakimś zaułku. Jego to właśnie śmierć zabrała, bojącego się, nie tego z uśmiechem szczęścia na twarzy.
Nabierzcie ducha i podnieście głowy! Jutro - niepewne, wczoraj - do przeszłości należy, nie do nas. Więc podnieście głowy i z uśmiechem wyjdźcie naprzeciw dniowi dzisiejszemu. Nawet jeśli śmierć pojawi się gdzieś na horyzoncie, trzeba przez nią, niczym przez obłok kadzielnego dymu, dojrzeć i rozpoznać przychodzącego Pana.
34. tydzień zwykły - czwartek
Łk 21,20-28
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane.
Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni. Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą.
Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte.
Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”.
Wracał chłop z pola do domu, kiedy nagle wielka skała, wokół której wiła się droga, rozwarła swą czeluść, bogactwa mu ukazując nieprzeliczone. Ruszył więc chłopina i dalejże na wóz ładować te bogactwa niezmierzone, wszystko, co unieść zdołał, aż wóz był wkrótce pełen po brzegi. Uradowany już trzymał w ręku lejce, już miał krzyknąć na konia, by ruszał, gdy przypomniał sobie, że bat w jaskini zostawił. Skoczył więc w czeluść za nim, lecz oto w tej samej chwili skała z hukiem się zamknęła, grzebiąc w swych wnętrznościach chłopinę na zawsze. Sam koń z wozem pełnym złota wrócił do wsi, czyniąc ją odtąd majętną i zasobną.
Szkoda wracać po bat, jeśli można stracić pozostały dobytek, a nawet życie. Szkoda zawracać sobie głowę dobrami, które przemijają, gdyby przy okazji trzeba było narazić swoje odkupienie. Szkoda się martwić i niepokoić, troszczyć i zabiegać o wiele, skoro i tak liczy się tylko On: Pan przychodzący z wielką mocą i chwałą. Starczy jej i dla ciebie.
34. tydzień zwykły - piątek
Łk 21,29-33
Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść:
„Patrzcie na drzewo figowe i na inne drzewa. Gdy widzicie, że wypuszczają pączki, sami poznajecie, że już blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie.
Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą”.
Przysiadł wędrowiec pod wiekowym, samotnie rosnącym dębem i zamyślił się:
- Jak to właściwie jest, kiedy przychodzi się zestarzeć?
Drzewo, co rozumie ludzkie myśli, opowiedziało mu swoją historię:
- Dawno, dawno temu, rosło nas tutaj całe mnóstwo. Jedni skarleli, inni obumarli za młodu. Jednak wciąż było nas wiele, rosnących w bezładnej gromadzie. Tworzyliśmy las. Kiedy wyrośliśmy już zdrowo ludzie zaczęli niektórych z nas wycinać. Las się przerzedził. Wkrótce ludzie wyznaczyli i wysypali ceglanym tłuczniem alejki. To już nie był las, ale park. Niektóre drzewa pochorowały się, w jedno i drugie trafił piorun, wreszcie parę lat temu przeszedł tędy huragan i to, co pozostało, powyrywał z korzeniami. Tylko ja się ostałem, sam jeden. Tak to jest się zestarzeć...
Podobny jest mechanizm „starzenia się” Jezusa: ocalenie z rzezi niewiniątek, potem nieprzeliczone rzesze bezładnej gromady nakarmionych na pustkowiu entuzjastów, potem już tylko grono uczniów, na koniec samotność Ciemnicy i Golgoty. Tak „przemija” człowiek, niebo i ziemia. Tylko słowa Jezusa nie przemijają, nieśmiertelne Jego Zmartwychwstaniem.
34. tydzień zwykły - sobota
Łk 21,34-36
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma przyjść, i stanąć przed Synem Człowieczym”.
Małżeństwo, które właśnie obeszło złote gody, jedzie pociągiem na jubileuszowe wczasy nad morzem. W tym samym przedziale, naprzeciwko, siedzi para młodych ludzi: umizgi, uśmiechy, rumieńce, trzymanie się za ręce, szepty do ucha, westchnienia - wiadomo, zakochani. Aż przychodzi moment, że chłopak składa na ustach dziewczyny namiętny pocałunek. Jubilaci obserwują tę scenę ukradkiem, trochę zmieszani. W końcu żona szepcze do męża:
- Widziałeś? Pocałował ją? Tez byś mógł zdobyć się na taką odrobinę czułości.
Mąż wierci się przez chwilę na miejscu, w końcu odszeptuje żonie:
- Ale przecież, kochanie, ja tej dziewczyny w ogóle nie znam...
Właściciel ociężałego serca, to nie jest ktoś zły. To ktoś, kto nawet kocha, jest życzliwy, troskliwy. Jemu po prostu nie przyjdzie do głowy, że tę miłość, życzliwość i szacunek, trzeba nie tylko odczuwać, ale też okazać. Do wypłynięcia na głębię nie trzeba płetw, tylko... skrzydeł.
Łk 21,1-4
Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki.
I rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”.
Dwóch mnichów spotkało się u wrót cudami słynnego sanktuarium. Od słowa, do słowa rozmowa zeszła na pobożne uczynki, praktykowane w rodzimych klasztorach.
- W każdy piątek pościmy - chwali się pierwszy. - W nocy z piątku na sobotę czuwamy na modlitwie. W soboty rozdajemy jałmużnę ubogim..
- A my pościmy kiedy się da - odpowiada mu drugi. - Czuwamy tak długo, jak starcza nam sił, dajemy jałmużnę, ilekroć spotkamy ubogiego i mamy jakiś grosz albo kęs strawy.
Bogaci nawet dając wiele, faktycznie dają tylko coś. Ubodzy ofiarując nawet bardzo mało, czasem dają wszystko.
Panie Boże, nie pytaj mnie, czy ci dużo daję, czy dużo się modlę, czy sporo przeznaczam na biednych. Pytaj mnie, nie o to coś, bez czego i tak spokojnie się obejdę, ale o to wszystko, czego ode mnie oczekujesz.
34. tydzień zwykły - wtorek
Łk 21,5-11
Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”.
Zapytali Go: „Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?”
Jezus odpowiedział: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: «Ja jestem» oraz: «nadszedł czas». Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”.
Wtedy mówił do nich: „Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie”.
- Piłeś mleko?
- Piłem.
- A masło w nim widziałeś?
- Nie widziałem.
- Właśnie tak samo Pan Bóg ukrywa się w swoim stworzeniu.
Jak trzeba zebrać śmietanę z mleka, a następnie mocną nią wstrząsnąć, by wytrącić grudki masła, tak potrzeba wstrząsających znaków, by wśród nich odnaleźć Pana Boga. Skądinąd szkoda, że tak wielu spotyka go dopiero w nieszczęściu, chorobie, śmierci kogoś bliskiego... Zresztą nie ma co narzekać: lepiej później, niż wcale.
34. tydzień zwykły - środa
Łk 21,12-19
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić.
A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.
Dwóch mnichów, przechadzając się po klasztornych krużgankach, napotkało śmierć. Pierwszy z promiennym uśmiechem wyszedł jej naprzeciw. Drugi, ogarnięty strachem, uskoczył, by znaleźć kryjówkę w jakimś zaułku. Jego to właśnie śmierć zabrała, bojącego się, nie tego z uśmiechem szczęścia na twarzy.
Nabierzcie ducha i podnieście głowy! Jutro - niepewne, wczoraj - do przeszłości należy, nie do nas. Więc podnieście głowy i z uśmiechem wyjdźcie naprzeciw dniowi dzisiejszemu. Nawet jeśli śmierć pojawi się gdzieś na horyzoncie, trzeba przez nią, niczym przez obłok kadzielnego dymu, dojrzeć i rozpoznać przychodzącego Pana.
34. tydzień zwykły - czwartek
Łk 21,20-28
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane.
Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni. Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą.
Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte.
Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”.
Wracał chłop z pola do domu, kiedy nagle wielka skała, wokół której wiła się droga, rozwarła swą czeluść, bogactwa mu ukazując nieprzeliczone. Ruszył więc chłopina i dalejże na wóz ładować te bogactwa niezmierzone, wszystko, co unieść zdołał, aż wóz był wkrótce pełen po brzegi. Uradowany już trzymał w ręku lejce, już miał krzyknąć na konia, by ruszał, gdy przypomniał sobie, że bat w jaskini zostawił. Skoczył więc w czeluść za nim, lecz oto w tej samej chwili skała z hukiem się zamknęła, grzebiąc w swych wnętrznościach chłopinę na zawsze. Sam koń z wozem pełnym złota wrócił do wsi, czyniąc ją odtąd majętną i zasobną.
Szkoda wracać po bat, jeśli można stracić pozostały dobytek, a nawet życie. Szkoda zawracać sobie głowę dobrami, które przemijają, gdyby przy okazji trzeba było narazić swoje odkupienie. Szkoda się martwić i niepokoić, troszczyć i zabiegać o wiele, skoro i tak liczy się tylko On: Pan przychodzący z wielką mocą i chwałą. Starczy jej i dla ciebie.
34. tydzień zwykły - piątek
Łk 21,29-33
Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść:
„Patrzcie na drzewo figowe i na inne drzewa. Gdy widzicie, że wypuszczają pączki, sami poznajecie, że już blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie.
Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą”.
Przysiadł wędrowiec pod wiekowym, samotnie rosnącym dębem i zamyślił się:
- Jak to właściwie jest, kiedy przychodzi się zestarzeć?
Drzewo, co rozumie ludzkie myśli, opowiedziało mu swoją historię:
- Dawno, dawno temu, rosło nas tutaj całe mnóstwo. Jedni skarleli, inni obumarli za młodu. Jednak wciąż było nas wiele, rosnących w bezładnej gromadzie. Tworzyliśmy las. Kiedy wyrośliśmy już zdrowo ludzie zaczęli niektórych z nas wycinać. Las się przerzedził. Wkrótce ludzie wyznaczyli i wysypali ceglanym tłuczniem alejki. To już nie był las, ale park. Niektóre drzewa pochorowały się, w jedno i drugie trafił piorun, wreszcie parę lat temu przeszedł tędy huragan i to, co pozostało, powyrywał z korzeniami. Tylko ja się ostałem, sam jeden. Tak to jest się zestarzeć...
Podobny jest mechanizm „starzenia się” Jezusa: ocalenie z rzezi niewiniątek, potem nieprzeliczone rzesze bezładnej gromady nakarmionych na pustkowiu entuzjastów, potem już tylko grono uczniów, na koniec samotność Ciemnicy i Golgoty. Tak „przemija” człowiek, niebo i ziemia. Tylko słowa Jezusa nie przemijają, nieśmiertelne Jego Zmartwychwstaniem.
34. tydzień zwykły - sobota
Łk 21,34-36
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma przyjść, i stanąć przed Synem Człowieczym”.
Małżeństwo, które właśnie obeszło złote gody, jedzie pociągiem na jubileuszowe wczasy nad morzem. W tym samym przedziale, naprzeciwko, siedzi para młodych ludzi: umizgi, uśmiechy, rumieńce, trzymanie się za ręce, szepty do ucha, westchnienia - wiadomo, zakochani. Aż przychodzi moment, że chłopak składa na ustach dziewczyny namiętny pocałunek. Jubilaci obserwują tę scenę ukradkiem, trochę zmieszani. W końcu żona szepcze do męża:
- Widziałeś? Pocałował ją? Tez byś mógł zdobyć się na taką odrobinę czułości.
Mąż wierci się przez chwilę na miejscu, w końcu odszeptuje żonie:
- Ale przecież, kochanie, ja tej dziewczyny w ogóle nie znam...
Właściciel ociężałego serca, to nie jest ktoś zły. To ktoś, kto nawet kocha, jest życzliwy, troskliwy. Jemu po prostu nie przyjdzie do głowy, że tę miłość, życzliwość i szacunek, trzeba nie tylko odczuwać, ale też okazać. Do wypłynięcia na głębię nie trzeba płetw, tylko... skrzydeł.
33. tydzień zwykły
33. tydzień zwykły - poniedziałek
Łk 18,35-43
Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi.
Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”
Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie.
A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?”
Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”.
Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”.
Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.
- Skąd w tobie taka pogoda ducha?
- Bo nie wiem, czy dożyję wieczora.
- Przecież każdy może powiedzieć dokładnie to samo...
- Tak, ale nie każdy zdaje sobie z tego sprawę.
Ślepiec prosi: żebym przejrzał... Nie „żebym widział”, ale „żebym przejrzał”. Przejrzeć znaczy tyle, co widzieć więcej - wiedzieć więcej, niż widać. Przejrzeć - znaczy - wiedzieć, że mogę nie dożyć wieczora. I to jest wystarczający powód, by cieszyć się życiem i żyć chwilą.
33. tydzień zwykły - wtorek
Łk 19,1-10
Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”.
Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.
Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.
Skarżył się wyrzucony przez kogoś patyk drzewu, w cieniu którego leżał:
- Tak mi smutno. Nikt mnie nie potrzebuje. Do niczego się nie nadaję.
Wieczorem pod drzewem usiadło grono przyjaciół. Rozpalili ognisko. Ktoś wrzucił w płomienie leżący bezużyteczny patyk.
- Hej, uważaj, bo spłoniesz! - zawołało drzewo.
- To nic - odpowiedział drzewu patyk. - Najważniejsze, że daję tym ludziom światło i ciepło.
Zacheusz-celnik: odrzucony, niechciany, niepotrzebny, jak wyrzucony patyk. Jezus wrzuca go w ogień przebaczającej miłości. Płonie, spala się: rozdaje majątek, poczwórnie wynagradza, postępuje, jak potencjalny bankrut. To nic. Pierwszy raz w życiu nie bierze, ale daje.
33. tydzień zwykły - środa
Łk 19,11-28
Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi.
Mówił więc: „Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: «Zarabiajcie nimi, aż wrócę».
Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: «Nie chcemy, żeby ten królował nad nami».
Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dal pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał.
Stawił się więc pierwszy i rzekł: «Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min». Odpowiedział mu: «Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami».
Także drugi przyszedł i rzekł: «Panie, twoja mina przyniosła pięć min». Temu też powiedział: «I ty miej władzę nad pięciu miastami».
Następny przyszedł i rzekł: «Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał».
Odpowiedział mu: «Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał».
Do obecnych zaś rzekł: «Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min».
Odpowiedzieli mu: «Panie, ma już dziesięć min».
Powiadam wam: «Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach»”.
Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy.
Był raz na Dzikim Zachodzie szeryf, który skazanemu na śmierć bandycie zawsze pozostawiał wybór: szubienica, albo czarne drzwi.
- Ilu z nich wybrało czarne drzwi - zapytał go ktoś po latach.
- Nikt - odpowiedział szeryf. - Wszyscy bez wyjątku wybierali szubienicę.
- Dlaczego?
- Bo każdy wie, co to jest stryczek. A co kryje się za czarnymi drzwiami - tego nie wiedział nikt.
- A co kryło się za czarnymi drzwiami?
- Wolność: osiodłany koń i torba z zapasem wody i jedzenia na cztery dni.
Dlaczego ten, który otrzymał jedną minę, nie pomnożył jej? Z powodu strachu: lękałem się, Panie, Ciebie - mówi. Ze strachu człowiek gotów wybrać nawet śmierć. Wolność wymaga odwagi. Strach przed ryzykiem, może być bardziej zgubny, niż samo ryzyko.
33. tydzień zwykły - czwartek
Łk 19,41-44
Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, obiegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”.
Statek Krzysztofa Kolumba, poszukującego nowej drogi do Indii. Jeszcze nikt nie wie, że jego załoga odkryje Amerykę. Za to jeden z członków załogi smutnieje z każdym dniem.
- Co się z tobą dzieje? - pyta go pewnego razu kapitan.
- Martwię się, że, nie wrócimy na czas i ktoś inny ze wsi obejmie interes po moim ojcu, który jest szewcem.
Kiedy Jezus naucza, Jerozolima sprzedaje, kupuje, je, śpi, kłóci się, śmieje i martwi - nie poznaje czasu nawiedzenia, zaabsorbowana własnymi sprawami. Poznać czas nawiedzenia, to tak, jakby dla myśli o odkryciu Ameryki porzucić wszystkie ziemskie troski. Czas nawiedzenia nie jest czasem przeszłym, nie należy też do przyszłości. Nawiedzenie dokonuje się tu i teraz.
33. tydzień zwykły - piątek
Łk 19,45-48
Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: „Napisane jest: «Mój dom będzie domem modlitwy», a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”.
I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.
Pewien biskup wezwał do siebie trzech robotników, którzy pracowali przy remoncie jego domowej kaplicy. Kiedy stanęli przed jego majestatem wskazał na stół, na którym leżały trzy złote monety i trzy książki.
- Chcę was wynagrodzić za wasz trud. Możecie wybierać - wskazał leżące na stole monety i książki.
Dwóch pierwszych robotników bez wahania wyciągnęło ręce po pieniądze. Trzeci, po chwili zastanowienia sięgnął po książkę.
- Moja matka jest niewidoma, będę jej czytał wieczorami.
Kiedy otworzył wolumina znalazł przymocowane po wewnętrznej stronie okładki... trzy złote monety.
- Kto wybiera tylko pieniądze, pozbawia się dóbr duchowych, kto wybiera duchowe, tego Bóg nagradza dostatkiem - wyjaśnił biskup pozostałym dwóm, którzy stali nieco zdziwieni.
Świątynia, to miejsce spotkania człowieka z Bogiem,. To znak, że człowiek wybiera dobre duchowe, że szuka najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie mu przydane.
33. tydzień zwykły - sobota
Łk 20,27-40
Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: „Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: «Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu». Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę”.
Jezus im odpowiedział: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.
A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa «Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba». Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”.
Na to rzekli niektórzy z uczonych w Piśmie: „Nauczycielu, dobrze powiedziałeś”, bo o nic nie śmieli Go już pytać.
Zapytano raz Marcina Lutra:
- Co też porabiał Pan Bóg, zanim uczynił świat i powołał do życia wszelkie stworzenie?
Luter odpowiedział bez zastanowienia:
- Siedział w brzozowym zagajniku, obcinał gałązki i wkładał do wody.
- Po co?
- Żeby przygotować sobie rózgi na tych, którzy będą w przyszłości zadawać głupie pytania.
Jak to kiedyś będzie? Dlaczego akurat tak, a nie inaczej? Czy będziemy się żenić, za mąż wychodzić, jeść trzy razy dziennie, spać, bawić się, płakać, pleść trzy po trzy, kłócić się i godzić na nowo?
Zaufaj. Przestań pytać. Poczekaj cierpliwie. Sam zobaczysz, jak to będzie.
Łk 18,35-43
Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi.
Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”
Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie.
A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?”
Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”.
Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”.
Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.
- Skąd w tobie taka pogoda ducha?
- Bo nie wiem, czy dożyję wieczora.
- Przecież każdy może powiedzieć dokładnie to samo...
- Tak, ale nie każdy zdaje sobie z tego sprawę.
Ślepiec prosi: żebym przejrzał... Nie „żebym widział”, ale „żebym przejrzał”. Przejrzeć znaczy tyle, co widzieć więcej - wiedzieć więcej, niż widać. Przejrzeć - znaczy - wiedzieć, że mogę nie dożyć wieczora. I to jest wystarczający powód, by cieszyć się życiem i żyć chwilą.
33. tydzień zwykły - wtorek
Łk 19,1-10
Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”.
Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.
Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.
Skarżył się wyrzucony przez kogoś patyk drzewu, w cieniu którego leżał:
- Tak mi smutno. Nikt mnie nie potrzebuje. Do niczego się nie nadaję.
Wieczorem pod drzewem usiadło grono przyjaciół. Rozpalili ognisko. Ktoś wrzucił w płomienie leżący bezużyteczny patyk.
- Hej, uważaj, bo spłoniesz! - zawołało drzewo.
- To nic - odpowiedział drzewu patyk. - Najważniejsze, że daję tym ludziom światło i ciepło.
Zacheusz-celnik: odrzucony, niechciany, niepotrzebny, jak wyrzucony patyk. Jezus wrzuca go w ogień przebaczającej miłości. Płonie, spala się: rozdaje majątek, poczwórnie wynagradza, postępuje, jak potencjalny bankrut. To nic. Pierwszy raz w życiu nie bierze, ale daje.
33. tydzień zwykły - środa
Łk 19,11-28
Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi.
Mówił więc: „Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: «Zarabiajcie nimi, aż wrócę».
Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: «Nie chcemy, żeby ten królował nad nami».
Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dal pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał.
Stawił się więc pierwszy i rzekł: «Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min». Odpowiedział mu: «Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami».
Także drugi przyszedł i rzekł: «Panie, twoja mina przyniosła pięć min». Temu też powiedział: «I ty miej władzę nad pięciu miastami».
Następny przyszedł i rzekł: «Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał».
Odpowiedział mu: «Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał».
Do obecnych zaś rzekł: «Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min».
Odpowiedzieli mu: «Panie, ma już dziesięć min».
Powiadam wam: «Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach»”.
Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy.
Był raz na Dzikim Zachodzie szeryf, który skazanemu na śmierć bandycie zawsze pozostawiał wybór: szubienica, albo czarne drzwi.
- Ilu z nich wybrało czarne drzwi - zapytał go ktoś po latach.
- Nikt - odpowiedział szeryf. - Wszyscy bez wyjątku wybierali szubienicę.
- Dlaczego?
- Bo każdy wie, co to jest stryczek. A co kryje się za czarnymi drzwiami - tego nie wiedział nikt.
- A co kryło się za czarnymi drzwiami?
- Wolność: osiodłany koń i torba z zapasem wody i jedzenia na cztery dni.
Dlaczego ten, który otrzymał jedną minę, nie pomnożył jej? Z powodu strachu: lękałem się, Panie, Ciebie - mówi. Ze strachu człowiek gotów wybrać nawet śmierć. Wolność wymaga odwagi. Strach przed ryzykiem, może być bardziej zgubny, niż samo ryzyko.
33. tydzień zwykły - czwartek
Łk 19,41-44
Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, obiegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”.
Statek Krzysztofa Kolumba, poszukującego nowej drogi do Indii. Jeszcze nikt nie wie, że jego załoga odkryje Amerykę. Za to jeden z członków załogi smutnieje z każdym dniem.
- Co się z tobą dzieje? - pyta go pewnego razu kapitan.
- Martwię się, że, nie wrócimy na czas i ktoś inny ze wsi obejmie interes po moim ojcu, który jest szewcem.
Kiedy Jezus naucza, Jerozolima sprzedaje, kupuje, je, śpi, kłóci się, śmieje i martwi - nie poznaje czasu nawiedzenia, zaabsorbowana własnymi sprawami. Poznać czas nawiedzenia, to tak, jakby dla myśli o odkryciu Ameryki porzucić wszystkie ziemskie troski. Czas nawiedzenia nie jest czasem przeszłym, nie należy też do przyszłości. Nawiedzenie dokonuje się tu i teraz.
33. tydzień zwykły - piątek
Łk 19,45-48
Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: „Napisane jest: «Mój dom będzie domem modlitwy», a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”.
I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.
Pewien biskup wezwał do siebie trzech robotników, którzy pracowali przy remoncie jego domowej kaplicy. Kiedy stanęli przed jego majestatem wskazał na stół, na którym leżały trzy złote monety i trzy książki.
- Chcę was wynagrodzić za wasz trud. Możecie wybierać - wskazał leżące na stole monety i książki.
Dwóch pierwszych robotników bez wahania wyciągnęło ręce po pieniądze. Trzeci, po chwili zastanowienia sięgnął po książkę.
- Moja matka jest niewidoma, będę jej czytał wieczorami.
Kiedy otworzył wolumina znalazł przymocowane po wewnętrznej stronie okładki... trzy złote monety.
- Kto wybiera tylko pieniądze, pozbawia się dóbr duchowych, kto wybiera duchowe, tego Bóg nagradza dostatkiem - wyjaśnił biskup pozostałym dwóm, którzy stali nieco zdziwieni.
Świątynia, to miejsce spotkania człowieka z Bogiem,. To znak, że człowiek wybiera dobre duchowe, że szuka najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie mu przydane.
33. tydzień zwykły - sobota
Łk 20,27-40
Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: „Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: «Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu». Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę”.
Jezus im odpowiedział: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.
A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa «Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba». Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”.
Na to rzekli niektórzy z uczonych w Piśmie: „Nauczycielu, dobrze powiedziałeś”, bo o nic nie śmieli Go już pytać.
Zapytano raz Marcina Lutra:
- Co też porabiał Pan Bóg, zanim uczynił świat i powołał do życia wszelkie stworzenie?
Luter odpowiedział bez zastanowienia:
- Siedział w brzozowym zagajniku, obcinał gałązki i wkładał do wody.
- Po co?
- Żeby przygotować sobie rózgi na tych, którzy będą w przyszłości zadawać głupie pytania.
Jak to kiedyś będzie? Dlaczego akurat tak, a nie inaczej? Czy będziemy się żenić, za mąż wychodzić, jeść trzy razy dziennie, spać, bawić się, płakać, pleść trzy po trzy, kłócić się i godzić na nowo?
Zaufaj. Przestań pytać. Poczekaj cierpliwie. Sam zobaczysz, jak to będzie.
Subskrybuj:
Posty (Atom)

