8. tydzień zwykły

Poniedziałek 27. maja

Mk 10,17-27
: Gdy Jezus wybierał się w drogę, przybiegł pewien człowiek i upadłszy przed Nim na kolana, pytał Go: „Nauczycielu dobry, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne ?”
Jezus mu rzekł: „Czemu nazywasz Mnie dobrym? Nikt nie jest dobry, tylko sam Bóg. Znasz przykazania: Nie zabijaj, nie cudzołóż, nie kradnij, nie zeznawaj fałszywie, nie oszukuj, czcij swego ojca i matkę”.
On Mu rzekł: „Nauczycielu, wszystkiego tego przestrzegałem od mojej młodości”.
Wtedy Jezus spojrzał z miłością na niego i rzekł mu: „Jednego ci brakuje. Idź, sprzedaj wszystko, co masz, i rozdaj ubogim, a będziesz miał skarb w niebie. Potem przyjdź i chodź za Mną”. Lecz on spochmurniał na te słowa i odszedł zasmucony, miał bowiem wiele posiadłości.
Wówczas Jezus spojrzał wokoło i rzekł do swoich uczniów: „Jak trudno jest bogatym wejść do królestwa Bożego”. Uczniowie zdumieli się na Jego słowa, lecz Jezus powtórnie rzekł im: „Dzieci, jakże trudno wejść do królestwa Bożego tym, którzy w dostatkach pokładają ufność. Łatwiej jest wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu wejść do królestwa Bożego”.
A oni tym bardziej się dziwili i mówili między sobą: „Któż więc może się zbawić?”
Jezus spojrzał na nich i rzekł: „U ludzi to niemożliwe, ale nie u Boga; bo u Boga wszystko jest możliwe”.

- Musi pan odstawić alkohol - mówi lekarz do pacjenta.
- Zupełnie? Nawet piwko? Jedno? Wieczorem?
- Nawet to jest dalece niepożądane w pańskim stanie.
- Wie pan co, panie doktorze? - pacjent podnosi się i zmierza w stronę drzwi. - Pan doktor jest przemęczony, przepracowany. To ja może przyjdę, kiedy pan będzie w lepszym humorze i wypoczęty.

Co Ty opowiadasz, Panie Jezu? Że mam sprzedać majątek i rozdać pieniądze ubogim? Zostać bez niczego? Posłucham Cię innym razem. Jak będziesz wypoczęty i w lepszym humorze.

Mój drogi Aniele Stróżu, zastanawiam się, czy ty pilnujesz mnie nagiego, takiego, jakim wyszedłem z łona matki, czy też razem z tym wszystkim, w co obrosłem: obraniem, portfelem, kluczami, domem. Całe szczęście, że dla Boga nie ma nic niemożliwego. Z tą myślą czuję się bezpieczniej.


Wtorek 28. maja
Mk 10,28-31
: Piotr powiedział do Jezusa: „Oto my opuściliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą”.
Jezus odpowiedział: „Zaprawdę powiadam wam: Nikt nie opuszcza domu, braci, sióstr, matki, ojca, dzieci i pól z powodu Mnie i z powodu Ewangelii, żeby nie otrzymał stokroć więcej teraz, w tym czasie, domów, braci, sióstr, matek, dzieci i pól wśród prześladowań, a życia wiecznego w czasie przyszłym.
Lecz wielu pierwszych będzie ostatnimi, a ostatnich pierwszymi”.

Obok żebraka, co z miską siedział na skraju drogi, zatrzymał się jakiś dostojnie odziany jegomość.
- Daj mi coś do zjedzenia - poprosił.
Żebrak otaksował go wzrokiem. Pomyślał, że to bezczelność, by tak dostatnio wyglądający człek prosił o coś do jedzenia jego, któremu ludzie wrzucali resztki do miski. Pochylił się nad nią, wybrał najmniejsze ziarenko ryżu i podał je nieznajomemu.
- Tylko tyle?
Żebrak, acz z widoczną niechęcią, podał mu jeszcze jedno ziarenko.
- Ostatnie - stwierdził kategorycznie. - Nie licz na więcej.
Nieznajomy ukłonił się i odszedł. Wieczorem, zbierając się do domu, żebrak zauważył coś błyszczącego w swojej misce. Przyjrzał się uważnie. To były podarowane nieznajomemu dwa ziarenka ryżu przemienione w najczystsze złoto. Gdyby mu był podarował całą miskę, do końca życia nie musiałby żebrać

Niczego nie opuszczasz dla Jezusa, byś nie miał stokroć więcej otrzymać. A tobie szkoda, a tobie żal. Nie dam, chyba, że muszę. Jesteś bez serca dla innych, a przez to też dla samego siebie.

Dobry Aniel, dajże mi kuksańca w bok, kiedy będę rachował i myślał, czy mi się coś opłaca. Kopnij w kostkę i szepnij do ucha „daj, daj, daj”...


Środa 29. maja
Mk 10,32-45
: Uczniowie byli w drodze, zdążając do Jerozolimy. Jezus wyprzedzał ich, tak że się dziwili; ci zaś, którzy szli za Nim, byli strwożeni. Wziął znowu Dwunastu i zaczął mówić im o tym, co Go miało spotkać:
„Oto idziemy do Jerozolimy. Tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą poganom. I będą z Niego szydzić, oplują Go, ubiczują i zabiją, a po trzech dniach zmartwychwstanie”.
Wtedy zbliżyli się do Niego synowie Zebedeusza, Jakub i Jan, i rzekli: „Nauczycielu, chcemy, żebyś nam uczynił to, o co Cię poprosimy”.
On ich zapytał: „Co chcecie, żebym wam uczynił?”
Rzekli Mu: „Użycz nam, żebyśmy w Twojej chwale siedzieli jeden po prawej, drugi po lewej Twej stronie”.
Jezus im odparł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić, albo przyjąć chrzest, którym Ja mam być ochrzczony?”
Odpowiedzieli Mu: „Możemy”.
Lecz Jezus rzekł do nich: „Kielich, który Ja mam pić, pić będziecie; i chrzest, który Ja mam przyjąć, wy również przyjmiecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej lub lewej, ale dostanie się ono tym, dla których zostało przygotowane”.
Gdy dziesięciu pozostałych to usłyszało, poczęli oburzać się na Jakuba i Jana. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł do nich: „Wiecie, że ci, którzy uchodzą za władców narodów, uciskają je, a ich wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie między wami. Lecz kto by między wami chciał się stać wielkim, niech będzie sługą waszym. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie niewolnikiem wszystkich. Bo i Syn Człowieczy nie przyszedł, aby Mu służono, lecz żeby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”.

Wycieczka zwiedza jeden z amerykańskich parków narodowych. Ktoś pyta przewodnika:
- Przepraszam, jak można dostać się na szczyt tak wysokiej sekwoi.
Sekwoja, to wiecznie zielone drzewo, dożywające ponad dwóch tysięcy lat, o wysokości nierzadko przekraczającej sto metrów.
- Są dwa sposoby, by dostać się na jej szczyt - wyjaśnia przewodnik.
Wszyscy słuchają zaciekawieni.
- Można się nań po prostu wspiąć. To jeden sposób.
- A drugi? - pyta ktoś niecierpliwie.
- Można usiąść na wierzchołku małej jeszcze sekwoi i po prostu czekać, aż urośnie.

Droga do Boga, to wspinaczka, połączona ze wzrostem. Droga do Boga jest wypadkową odwagi i cierpliwości. W końcu to też droga na szczyt.

Aniele mój, pomóż mi dobyć z mego serca odwagę i cierpliwość - w odpowiednim czasie i we właściwych proporcjach.


Czwartek 30. maja
Mk 10,46-52
: Gdy Jezus wraz z uczniami i sporym tłumem wychodził z Jerycha, niewidomy żebrak Bartymeusz, syn Tymeusza, siedział przy drodze. Ten słysząc, że to jest Jezus z Nazaretu, zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną”. Wielu na-stawało na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Synu Dawida, ulituj się nade mną”.
Jezus przystanął i rzekł: „Zawołajcie go”. I przywołali niewidomego, mówiąc mu: „Bądź dobrej myśli, wstań, woła cię”. On zrzucił z siebie płaszcz, zerwał się i przyszedł do Jezusa. A Jezus przemówił do niego: „Co chcesz, abym Ci uczynił?”
Powiedział Mu niewidomy: „Rabbuni, żebym przejrzał”. Jezus mu rzekł: „Idź, twoja wiara cię uzdrowiła”. Natychmiast przejrzał i szedł za Nim drogą.

Ksiądz proboszcz miał sen, w którym ujrzał diabła śpiącego na dachu kościoła. Kiedy zalękniony zaczął się rozglądać - oczywiście cały czas we śnie - z jeszcze większą trwogą zauważył cały zastęp diabłów, uwijających się wokół jednego z pobliskich domów.
- Co to ma znaczyć? - wykrzyknął zdumiony. A wtedy jego anioł stróż, który jest przewodnikiem ludzkich snów, rzecz całą mu wyjaśnił.
- W kościele wszyscy myślą o niebieskich migdałach, albo drzemią. Więc i diabeł nie ma tu za wiele do zrobienia. Wystarczy sam jeden i do tego niezbyt rozgarnięty. Ale rodzina żyjąca w tym domu co wieczór razem mówi pacierz, a w niedzielę po Mszy czyta Pismo Święte. Więc diabły uwijają się, jak w ukropie i robią, co mogą, by sprowadzić na manowce tych bogobojnych ludzi, których wiara jest silniejsza, niż całej parafii zebranej w kościele, razem wziętej.

Za Jezusem idzie cały tłum. Pewnie każdy w nim jakoś niedomaga, czegoś potrzebuje, ale tylko jeden niewidomy żebrak ma odwagę, ma żar, ma wiarę, by zawołać na Jezusa „Ulituj się!”.

Aniele mój, dodaj mi męstwa, bym się nie bał pokus i diabelskich podszeptów, lecz zdołał je przezwyciężyć. Z twoją pomocą, oczywiście. Przecież po to dobry Bóg postawił cię przy mnie, żebyś mi we właściwym momencie podpowiedział, kiedy mam zawołać na Jezusa „Ulituj się!”.


Piątek 31. maja
Mk 11,11-25
: Jezus przybył do Jerozolimy i wszedł do świątyni. Obejrzał wszystko, a że pora była już późna, wyszedł razem z Dwunastoma do Betanii.
Nazajutrz, gdy wyszli z Betanii, uczuł głód. A widząc z daleka drzewo figowe, okryte liśćmi, podszedł ku niemu zobaczyć, czy nie znajdzie czegoś na nim. Lecz przyszedłszy bliżej, nie znalazł nic prócz liści, gdyż nie był to czas na figi. Wtedy rzekł do drzewa: „Niech już nikt nigdy nie je owocu z ciebie”. Słyszeli to Jego uczniowie.
I przyszli do Jerozolimy. Wszedłszy do świątyni, zaczął wyrzucać tych, którzy sprzedawali i kupowali w świątyni, powywracał stoły zmieniających pieniądze i ławki tych, którzy sprzedawali gołębie, i nie pozwolił, żeby kto przeniósł sprzęt jaki przez świątynię. Potem uczył ich mówiąc: „Czyż nie jest napisane: Mój dom ma być domem modlitwy dla wszystkich narodów? Lecz wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”.
Doszło to do arcykapłanów i uczonych w Piśmie i szukali sposobu, jak by Go zgładzić. Czuli bowiem lęk przed Nim, gdyż cały tłum był zachwycony Jego nauką.
Gdy zaś wieczór zapadał, wychodzili poza miasto. Przechodząc rano, ujrzeli drzewo figowe uschłe od korzeni. Wtedy Piotr przypomniał sobie i rzekł do Niego: „Rabbi, patrz, drzewo figowe, któreś przeklął, uschło”.
Jezus im odpowiedział: „Miejcie wiarę w Boga. Zaprawdę powiadam wam: Kto powie tej górze: «Podnieś się i rzuć w morze», a nie wątpi w duszy, lecz wierzy, że spełni się to, co mówi, tak mu się stanie. Dlatego powiadam wam: Wszystko, o co w modlitwie prosicie, stanie się wam, tylko wierzcie, że otrzymacie. A kiedy stajecie do modlitwy, przebaczcie, jeśli macie co przeciw komu, aby także Ojciec wasz, który jest w niebie, przebaczył wam wykroczenia wasze”.

Chłopiec przystanął przy drogim samochodzie na parkingu supermarketu.
- Mam pan fajny samochód - zagadnął do kierowcy.
- No - odpowiedział mężczyzna. - Mój brat, który ma własną firmę, dał mi go w prezencie.
- Ach - westchnął chłopiec.
- Co, chciałbyś być na moim miejscu, mały? - kierowca uśmiechnął się nieszczerze.
- Nie - odpowiedział chłopiec. - Chciałbym być na miejscu pańskiego brata. Wtedy też kupiłbym samochód mojemu bratu. On ma niedowład nóg i nie wychodzi z domu. A gdyby miał samochód, to mama mogłaby go zawieźć do każdego miejsca, które chciałby zobaczyć.

Czym właściwie jest wiara? Wierzy, to znaczy owocować, góry przenosić, otwierać serce, dawać, a nie handlować.

Popraw mi wzrok, mój aniele stróżu. Wyostrz. Uczyń wrażliwszym. Bym mógł widzieć dalej. Dalej. Jeszcze dalej. Poza czubek własnego nosa.


Sobota 1. czerwca
Mk 11,27-33
: Jezus wraz z uczniami przyszli znowu do Jerozolimy. Kiedy chodził po świątyni, przystąpili do Niego arcykapłani, uczeni w Piśmie i starsi i pytali Go: „Jakim prawem to czynisz? I kto Ci dał tę władzę, żeby to czynić?”
Jezus im odpowiedział: „Zadam wam jedno pytanie. Odpowiedzcie Mi na nie, a powiem wam, jakim prawem to czynię. Czy chrzest Janowy pochodził z nieba czy też od ludzi? Odpowiedzcie Mi”.
Oni zastanawiali się między sobą: „Jeśli powiemy: «Z nieba», to nam zarzuci: «Dlaczego więc nie uwierzyliście mu?» Powiemy: «Od ludzi»”. Lecz bali się tłumu, ponieważ wszyscy uważali Jana rzeczywiście za proroka. Odpowiedzieli więc Jezusowi : „Nie wiemy”.
Jezus im rzekł: „Więc i Ja nie powiem wam, jakim prawem to czynię”.

W dzieciństwie byłem pod wrażeniem dziejów chłopca wychowanego przez wilki, bohatera „Księgi dżungli” Rudyarda Kiplinga. Ów pierwszy anglojęzyczny twórca nagrodzony literackim Noblem był też jednym z najlepiej zarabiających pisarzy swoich czasów. Podobno za jedno słowo płacono mu aż dziesięć szylingów, czyli pół funta.
Pewnego razu jakaś paczka studentów postanowiła zrobić Kiplingowi na złość. Młodzieńcy wysłali mu w kopercie owe dziesięć szylingów i bilecik następującej treści:
- Proszę przysłać nam w zamian swoje najlepsze słowo.
Na odpowiedź nie czekali długo. Na starannie złożonej kartce Kipling napisał dużymi literami „DZIĘKUJĘ”.

Jakim prawem to czynisz? Jakim prawem coś masz? Jakim prawem jest mądry i piękny? Jakim prawem jesteś lojalny, uczciwy, rzetelny, sumienny, punktualny, pracowity? Ile takich pytań zadajesz pod adresem bliźnich każdego dnia?

Mój aniele stróżu. Kiedy zaczynam opowiadać głupoty o kimś, kto jest dobry, albo robi coś dobrego, podpowiedz mi najcenniejsze słowo: „dziękuję”. Słowo, które jest najlepszym lekarstwem na bezinteresowną zawiść.

7. tydzień zwykły

7. tydzień zwykły – poniedziałek
 
Gdy Jezus z Piotrem, Jakubem i Janem zstąpił z góry i przyszedł do uczniów, ujrzał wielki tłum wokół nich i uczonych w Piśmie, którzy rozprawiali z nimi. Skoro Go zobaczyli, zaraz podziw ogarnął cały tłum i przybiegając, witali Go. On ich zapytał: „O czym rozprawiacie z nimi?” Odpowiedział Mu jeden z tłumu: „Nauczycielu, przyprowadziłem do Ciebie mojego syna, który ma ducha niemego. Ten gdziekolwiek go chwyci, rzuca nim, a on wtedy się pieni, zgrzyta zębami i drętwieje. Powiedziałem Twoim uczniom, żeby go wyrzucili, ale nie mogli”. On zaś rzekł do nich: „O plemię niewierne, dopóki mam być z wami? Dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie go do Mnie”. I przywiedli go do Niego. Na widok Jezusa duch zaraz począł szarpać chłopca, tak że upadł na ziemię i tarzał się z pianą na ustach. Jezus zapytał ojca: „Od jak dawna to mu się zdarza?” Ten zaś odrzekł: „Od dzieciństwa. I często wrzucał go nawet w ogień i w wodę, żeby go zgubić. Lecz jeśli możesz co, zlituj się nad nami i pomóż nam”. Jezus mu odrzekł: „Jeśli możesz? Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy”. Natychmiast ojciec chłopca zawołał: „Wierzę, zaradź memu niedowiarstwu!” A Jezus widząc, że tłum się zbiega, rozkazał surowo duchowi nieczystemu: „Duchu niemy i głuchy, rozkazuję ci, wyjdź z niego i nie wchodź więcej w niego”. A on krzyknął i wyszedł wśród gwałtownych wstrząsów. Chłopiec zaś pozostawał jak martwy, tak że wielu mówiło: „On umarł”. Lecz Jezus ujął go za rękę i podniósł, a on wstał. Gdy przyszedł do domu, uczniowie pytali Go na osobności: „Dlaczego my nie mogliśmy go wyrzucić?” Rzekł im: „Ten rodzaj można wyrzucić tylko modlitwą i postem”.

Zamknął Pan Bóg trzech - Niemca, Rosjanina i Polaka - każdego osobno w pustym pokoju. Dał im po dwie metalowe kulki i powiedział:
- Postąpcie z nimi według uznania.
Po jakimś czasie postanowił sprawdzić, co każdy z nich zrobił z powierzonym im dobrem. Kazał więc aniołom otworzyć kolejne pokoje. I co się okazało? Niemiec ułożył swoje kulki w dwóch przeciwległych kątach pomieszczenia. Rosjanin ustawił je obok siebie na środku podłogi. A Polak? Jego pokój okazał się być pustym.
- Gdzie twoje kulki? - spytał Pan Bóg.
- No, jakoś tak wyszło - nasz rodak jął się tłumaczyć dość niezgrabnie. - Jedna mi się zepsuła, a druga zgubiła...

Nic nie potrafią zrobić apostołowie bez Jezusa, nawet jednego złego ducha wypędzić, choć jest ich dziewięciu (bo Jakub, Piotr i Jan przebywają w tym czasie z Jezusem na Górze Przemienienia). Nic bez Jezusa.
Kiedy coś ci się nie udaje, coś się zepsuło, coś zginęło, rozejrzyj się wokół: czy masz Jezusa przy sobie? I na wszelki wypadek co rano pomódl się do aniołów opiekujących się twoim domem, samochodem, komputerem, ogródkiem i narzędziem pracy, żebyś dziś szczęśliwie niczego nie zgubił ani nie zepsuł.


7. tydzień zwykły – wtorek Mk 9,30-37

Jezus i uczniowie Jego podróżowali przez Galileę, On jednak nie chciał, żeby kto wiedział o tym. Pouczał bowiem swoich uczniów i mówił im: „Syn Człowieczy będzie wydany w ręce ludzi. Ci Go zabiją, lecz zabity po trzech dniach zmartwychwstanie”. Oni jednak nie rozumieli tych słów, a bali się Go pytać.
Tak przyszli do Kafarnaum. Gdy był w domu, zapytał ich: „O czym to rozprawialiście w drodze?” Lecz oni milczeli, w drodze bowiem posprzeczali się między sobą o to, kto z nich jest największy. On usiadł, przywołał Dwunastu i rzekł do nich: „Jeśli kto chce być pierwszym, niech będzie ostatnim ze wszystkich i sługą wszystkich”. Potem wziął dziecko, postawił je przed nimi i objąwszy je ramionami, rzekł do nich: „Kto przyjmuje jedno z tych dzieci w imię moje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, nie przyjmuje Mnie, lecz Tego, który Mnie posłał”.

Jakiś spocony chłopiec ledwo powłócząc nogami szedł ulicą, niosąc na plecach niewiele mniejsze od siebie dziecko.
- Hej! - ktoś go zaczepił. - Uważaj, bo się przewrócisz!. A w ogóle to przecież za duży ciężar dla ciebie!
Chłopiec przystanął, spojrzał w twarz przechodnia i cicho wyjaśnił.
- To nie jest ciężar, psze pana. To jest mój brat.

Być ostatnim, najmniejszym, mieć ciężar za brata a chorobę i słabość za siostry - błogosławione rodzeństwo, które - nawet nie wiesz kiedy i jak - z balastu staje się przepustką do nieba.
Aniele mój stróżu, pomóż mi nie tylko nie być ciężarem, ale nawet odrobinę więcej - choć czasami umniejszyć się, usłużyć, ulżyć.


7. tydzień zwykły – środa Mk 9,38-40

Apostoł Jan rzekł do Jezusa: „Nauczycielu, widzieliśmy kogoś, kto nie chodzi z nami, jak w imię Twoje wyrzucał złe duchy, i zabranialiśmy mu, bo nie chodził z nami”.
Lecz Jezus odrzekł: „Nie zabraniajcie mu, bo nikt, kto czyni cuda w imię moje, nie będzie mógł zaraz źle mówić o Mnie. Kto bowiem nie jest przeciwko nam, ten jest z nami”.

Masz coś zrobić: umyć okna, skosić trawnik, posprzątać garaż. Jak się za to zabrać? Są na to trzy sposoby.
Po pierwsze - możesz to zrobić sam. Po drugie - możesz kogoś wynająć, zapłacić mu i on zrobi to za ciebie. Jest jeszcze trzeci sposób - możesz swoim dzieciom surowo zabronić, aby kategorycznie i w żadnym wypadku nie robiły tego, co jest do zrobienia. A będzie zrobione.
Dziś apostołowie zabraniają komuś kto nie chodzi z nimi, czynienia dobrze. - Nie zabraniajcie im - prosi Jezus. Nie wolno zabronić innym czynić dobrze. Chyba, że... no właśnie. Chyba, że zna się przekorę ludzkiej natury...
Aniele, mój Stróżu, strzeż mnie przed pokusą tego, co zabronione. A jeżeli już nawet ulegnę pokusie - wiem, że to strasznie nie pobożne - ale jeśli już ulegnę pokusie zrobienia tego, co zabronione, to niech przynajmniej z tego będzie dla innych jakiś pożytek.


7. tydzień zwykły - czwartek Mk 9,41-50

Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Kto wam poda kubek wody do picia, dlatego że należycie do Chrystusa, zaprawdę powiadam wam, nie utraci swojej nagrody. Kto by się stał powodem grzechu dla jednego z tych małych, którzy wierzą, temu byłoby lepiej uwiązać kamień młyński u szyi i wrzucić go w morze. Jeśli twoja ręka jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie ułomnym wejść do życia wiecznego, niż z dwiema rękami pójść do piekła w ogień nieugaszony. I jeśli twoja noga jest dla ciebie powodem grzechu, odetnij ją; lepiej jest dla ciebie chromym wejść do życia, niż z dwiema nogami być wrzuconym do piekła. Jeśli twoje oko jest dla ciebie powodem grzechu, wyłup je; lepiej jest dla ciebie jednookim wejść do królestwa Bożego, niż z dwojgiem oczu być wrzuconym do piekła, gdzie robak ich nie umiera i ogień nie gaśnie. Bo każdy ogniem będzie posolony. Dobra jest sól; lecz jeśli sól smak swój utraci, czymże ją przyprawicie? Miejcie sól w sobie i zachowujcie pokój między sobą”.

Kapłan przyuważył człowieka, który co tydzień przychodził do świątyni, zajmował swoje miejsce, przymykając oczy wyciągał ręce i modlił się zawsze tak samo:
- Panie, zerwij pajęczynę moich grzechów, zaniedbań i niewierności. Panie, zerwij pajęczynę. Panie, zerwij pajęczynę…
Trwało to miesiąc, pół roku, a nawet dłużej. Pewnego dnia znów stanął za modlącym się o zerwanie pajęczyny człowiekiem. I tym razem nie wytrzymał. Kolejną prośbę o zerwanie pajęczyny skwitował krótko:
- Panie, daj sobie spokój z jego pajęczyną. Zabij wreszcie samego pająka.

Twoja spowiedź, próba poprawy, dobre postanowienia – wszystko to przypomina walkę z pajęczyną, która wciąż od nowa się pojawia. Jeżeli rażą cię radykalne metody pozbycia się grzechu, które podaje Jezus – w rodzaju odcięcia ręki czy wyłupienia oka – rzecz można ująć może mało ekologicznie, ale za to skutecznie i mniej brutalnie – zabij pająka…
Niech twój Anioł Stróż strzeże cię przed pajęczyną grzechu, nie pomaga ci ją wciąż od nowa zrywać. I może nawet kiedyś niech pozwoli ci się zebrać na odwagę: jeśli nie stać cię na zabicie pająka, to przynajmniej spróbuj tupnąć nogą i pogonić go precz.


7. tydzień zwykły – piątek Mk 10,1-12

Jezus przeszedł w granice Judei i Zajordania. Tłumy znowu ściągały do Niego i znowu je nauczał, jak miał zwyczaj.
Przystąpili do Niego faryzeusze i chcąc Go wystawić na próbę, pytali Go, czy wolno mężowi oddalić żonę. Odpowiadając zapytał ich: „Co wam nakazał Mojżesz?” Oni rzekli: „Mojżesz pozwolił napisać list rozwodowy i oddalić”. Wówczas Jezus rzekł do nich: „Przez wzgląd na zatwardziałość serc waszych napisał wam to przykazanie. Lecz na początku stworzenia Bóg stworzył ich jako mężczyznę i kobietę: dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną, i będą oboje jednym ciałem. A tak już nie są dwoje, lecz jedno ciało. Co więc Bóg złączył, tego człowiek nich nie rozdziela”. W domu uczniowie raz jeszcze pytali Go o to. Powiedział im: „Kto oddala żonę swoją, a bierze inną, popełnia cudzołóstwo względem niej. I jeśli żona opuści swego męża, a wyjdzie za innego, popełnia cudzołóstwo”.

- Gdyby ktoś cię spytał: co to jest łaskawość? Co byś odpowiedział?
- Hm, cóż, wyjaśniłbym to może tak: kiedy puka do moich drzwi nieznajomy i mówi, że jest głodny, odkrawam kawałek chleba i dam mu go. To jest łaskawość.
- Mylisz się. Sytuacja, którą przedstawiłeś, to zaledwie przykład troski i niczego więcej.
- W takim razie czym jest łaskawość?
- Ktoś puka do twoich drzwi i mówi, że jest głodny. Dajesz mu kawałek chleba, ale wcześniej smarujesz go masłem. To jest właśnie łaskawość.

Cóż wielkiego jest w troskliwości o bliźnich? Czyż i poganie nie są troskliwi? Jezus wymaga od nas czegoś więcej – łaskawości. To dlatego, gdy pytają go o możliwość udzielenia listu rozwodowego żonie, broni miłości z siłą większą niż prawo: co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela. Litość wypełnia prawo, a łaskawość dodaje do litości cząstkę serca.
Niech twój dobry anioł uchroni cię przed tym, byś dawał komukolwiek coś bez serca, z samej tylko, zimnej i wyrachowanej troski. Niech twój anioł przymnaża ci serca, by nikomu go nie brakło.


7. tydzień zwykły - sobota Mk 10,13-16

Przynosili Jezusowi dzieci, żeby ich dotknął; lecz uczniowie szorstko zabraniali im tego.
A Jezus widząc to, oburzył się i rzekł do nich: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do Mnie, nie przeszkadzajcie im; do takich bowiem należy królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Kto nie przyjmie królestwa Bożego jak dziecko, ten nie wejdzie do niego”. I biorąc je w objęcia, kładł na nie ręce i błogosławił je.

Dwie kozy spotkały się w dość niecodziennej sytuacji, mianowicie na środku wąziutkiej kładki, przerzuconej nad rwącym potokiem. Stanęły naprzeciw i… Pewnie myślisz, że zaczęły wieść spór o to, która powinna się wycofać, ustąpić, pozwolić tej drugiej przejść pierwsze? Bóść się i przepychać? Która ważniejsza i bardziej zasłużona? Nic z tych rzeczy. Po prostu jedna z nich ostrożnie położyła się na kładce, a druga przeskoczyła przez nią. W ten sposób obie szczęśliwie i bez zwłoki dotarły – każda na swój brzeg.

Co Jezus ma na myśli, mówiąc „jeśli się nie staniecie jak dzieci”? Naiwność? Prostotę? Nieświadomość jakąś czy niewiedzę? A może chodzi o to, by po prostu się umniejszyć, zmaleć?
Niech twój dobry anioł zegnie cię zawsze, kiedy – nawet niechcący i nieświadomie – zasłaniałbyś Jezusa innym. Jeśli trzeba, niech cię nawet położy, by w ten sposób przez ciebie ktoś mógł dojść do Chrystusa.

VII tydzień Okresu Wielkanocnego

7. tydzień Okresu Wielkanocnego - poniedziałek

J 16,29-33: Uczniowie rzekli do Jezusa:
„Oto teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie trzeba, aby Cię kto pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś”.
Odpowiedział im Jezus: „Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną.
To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”.

Ksiądz dotarł do znajdującej się w granicach parafii kapliczki, w położonej wysoko w górach wiosce. Niestety, czekał na niego tutaj tylko jeden, stary góral.
- Baco, powiedzcie, a gdyby wam została tylko jedna owieczka, dalibyście jej jeść?
- A czegóżby nie, przecież nie zostawiłbym jej głodną.
Ksiądz ubrał się więc do Mszy, podczas której wygłosił płomienne, trwające trzy kwadranse, kazanie. Po nabożeństwie znów podszedł do starego górala i zapytał:
- I co, baco, jak wam się podobało moje kazanie?
- No wiecie, dobrodzieju, jakby mi została tylko jedna owieczka, to zaś bym jej nie dał na raz całej tej paszy, która powinna wystarczyć całemu stadu owiec…
Jezusa nie zniechęca świadomość faktu, że uczniowie wkrótce uciekną gdzie pieprz rośnie i zostawią Go samemu sobie. Podziwiam Go za to: ileż trzeba cierpliwości, odwagi, a nade wszystko rozsądku…
Niech wspiera cię anioł umiaru, byś zawsze mówił tyle, ile trzeba, nie za dużo i nie za mało. Niech anioł umiera nade wszystko chroni cię jednak przed zniechęceniem, przed obawą, że to na nic, że nie ma sensu, że to nic nie da. Nawet jedną owcę trzeba nakarmić. I nie na zasadzie: wszystko, albo nic. Ale właśnie z umiarem. I z wytrwałością.


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - wtorek

J 17,1-11a: W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: „Ojcze, nadeszła godzina! Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.
Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał.
Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje. Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał.
Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi. Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje, i w nich zostałem otoczony chwałą. Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie”.

Pierwszy diabeł powiedział:
- Przekonam ludzi, że nie ma Boga.
- Nic to nie da – pokręcił rogatym łbem Lucyfer. – Ludzie i tak czują Jego obecność.
- A ja wmówię im, że nie ma piekła – postanowił drugi.
- No, to już lepiej – osądził diabelski herszt. – Ale tylko nieliczni dadzą się na to złapać, bo przecież każdy ma jakieś poczucie sprawiedliwości i czuje, że zło musi być ukarane.
- A ja mam inny pomysł – piekielne ogniki zapaliły się w oczach trzeciego diabła. – Ja nakłonię ludzi, żeby do niczego się nie przykładali, bo to wszystko jedno, czy zrobi się coś solidnie, czy byle jak.
To ostatnie diablątko działa odtąd, niestety, piekielnie skutecznie.
Wzrusza ostatnia modlitwa Jezusa w Wieczerniku, modlitwa za uczniów umiłowanych do końca, a więc nie byle jak, nie po łebkach, ale aż po śmierć, aż po krzyż.
Niech cię błogosławi anioł wypełniania woli Bożej, anioł oddania, anioł gorliwości, anioł zapału. Niech uzdolni cię do tego, byś – cokolwiek robisz – robił to porządnie, żebyś ci się chciało przyłożyć.


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - środa

J 17,11b-19: W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo.
Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.
Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie”.

- Kiedy znajdę się w kościele, kiedy słucham Słowa Bożego i kazania, jestem tak pełen dobrych chęci i postanowień, a kiedy wracam do domu, znów wszystko jest po staremu. Dlaczego tak jest?
- Wyobraź sobie, że idziesz z przyjacielem przez tunel, gęsty las, albo zacieniony wąwóz. Twój towarzysz trzyma w ręku lampę, więc widzisz drogę. Ale kiedy się rozstaniecie zostaniesz w ciemności. Chyba, że wcześniej od jego płomienia zapalisz swoją lampę.
Wielu z nas przychodzi do kościoła, bo tak fajnie jest posiedzieć sobie przy świetle Chrystusa. I równie wielu z nas nawet nie przyjdzie do głowy, by od tego Światła zapalić swoje lampy. Kiedy Chrystus prosi Ojca, by Ten uświęcił nas w prawdzie, modli się tym samym o to, by każdemu z nas chciało się zapalić swoją lampę.
Niech twój anioł pozwoli ci wreszcie zrozumieć, że i ty jesteś posłany. I że być posłanym oznacza tyle, co mieć lampę zapaloną i oświetlać nią drogę – przynajmniej swoją, a, daj Boże, także bliźniego.


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - czwartek

J 17,20-26: W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał.
I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś.
Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata.
Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich”.

Ojciec Pio miał stygmaty – krwawiące rany w tych samych miejscach, w których poranione było ciało Jezusa Ukrzyżowanego. Badano je, próbowano wytłumaczyć, zdiagnozować. Pewien znamienity lekarz zawyrokował:
- To wynik sugestii. Ojciec tak się zapatrzył w wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego, że na skutek sugestii na ciele ojca powstały krwawiące miejsca.
Ojciec Pio się zdenerwował:
- To niech pan się tak samo mocno zapatrzy w byka. Zobaczymy, czy wyrosną panu rogi.
Jezus modli się o wiarę dla świata. O wiarę, której niestety nie da się zdiagnozować, wytłumaczyć, nawet zmierzyć. O taką wiarę.
Niech twój dobry anioł uchroni cię przed próba dociekania tego, co można objąć tylko wiarą. Niech twój dobry anioł uchroni cię przed śmiesznością, cechującą ludzi, którym się wydaje, że wszystko można wytłumaczyć. Jeżeli ty uwierzysz bez warunków i zastrzeżeń, świat wraz z tobą może jeszcze nie uwierzy do końca, ale na pewno będzie wierzył odrobinę bardziej.


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - piątek

J 21,15-19: Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”
Odpowiedział Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś baranki moje”. I powtórnie powiedział do niego: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” Odparł Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś owce moje”. Powiedział mu po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?” Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: „Czy kochasz Mnie?” I rzekł do Niego: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego Jezus: „Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: „Pójdź za Mną!”

Prześladowany przez komunistów biskup czeskiej Pragi Franciszek Tomaszek, zapytany przez zagranicznego dziennikarza o to, co człowiek wierzący może zrobić dla Kościoła, odpowiedział:
- Może się pomodlić. Wówczas zrobi wiele. Może dla Kościoła po prostu pracować. Wtedy zrobi jeszcze więcej. Może też, jeśli zdoła, dla Kościoła cierpieć. W ten sposób zrobi najwięcej.
Dlaczego Jezus aż trzykrotnie pyta Piotra o miłość? Bo kiedy Piotr pierwszy raz mówi „kocham”, obiecuje: będę się modlił. Za drugim razem deklaruje: o.k., będę pracował dla Kościoła. Wreszcie, kiedy mówi – Panie, ty wiesz, że Cię miłuję – faktycznie deklaruje: tak, jestem gotów dla Ciebie cierpieć.
Niech dobry anioł da ci siłę do modlitwy. Niech da ci siłę do pracy. Niech da ci odwagę do cierpienia. Ale gdyby to było dla ciebie zbyt wiele, niech chociaż przynajmniej da ci silę do modlitwy.


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - sobota

J 21,20-25: Gdy Jezus zmartwychwstały ukazał się uczniom nad jeziorem Genezaret, Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi, i powiedział: „Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi ?”
Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: „Panie, a co z tym będzie ?”
Odpowiedział mu Jezus: „Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną”.
Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: „Jeśli Ja chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego?”
Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe.
Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać.

Powązki, to chyba najznamienitszy cmentarz w Polsce. Tutaj spoczywa między innymi obdarzony za życia cudownym głosem Chłopak z Sosnowca – Jan Kiepura. Na jego nagrobku płytką czcionką wyryto głęboką sentencję: kiedy człowiek umiera, nie pozostaje po nim na tej ziemi nic, oprócz dobra, które uczynił innym.
Ostatnie wiersze ewangelii Jana są o nim samym. Jan zostawił ciekawy ślad, ujęty w klamrę prawdy o Słowie, które stało się Ciałem, a którego nie są w stanie pomieścić wszystkie księgi całego świata.
Niech dobry anioł pozwoli ci zostawić po sobie dobry ślad uczyniony dobrym słowem. Niech twoje słowa wcielają się w czyn. Niech służą Bogu. I najważniejsze – zawsze mówi ludziom takie słowa, jakich nie powstydziłbyś się powiedzieć samemu Jezusowi.

IV Tydzień Wielkancny

IV Niedziela Wielkanocna - Rok C


obraz The Good Shepherd, ca. 1665 Bartolomé Estéban Murillo


Bartolomé Estéban Murillo, Dobry Pasterz, 1665

J 10,27-30: Jezus powiedział: Moje owce słuchają mego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki. Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy.

Ksiądz Mateusz był domatorem.
- Wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma – powtarzał, kiedy któryś z zacnego grona kolegów – kapłanów namawiał go na urlopową eskapadę czy chociaż tylko krótkie odwiedziny o podłożu ciastczano - kawowym. Nawet wyprawa do pobliskie-go miasteczka była dla niego istną Drogą Krzyżową. Ale cóż: nie wszystko można załatwić, nie ruszając się z miejsca.
Zaraz po śniadaniu proboszcz wkroczył do garażu, po raz pierwszy tej wiosny zresztą. Drzwi starego fiata otworzyły się z rdzawym piskiem, a silnik zaskoczył dopiero wówczas, kiedy akumulator prawie nabawił się anemii. Powoli, w wątpliwym kadzidle błękitnych spalin wóz wytoczył się na plebańskie podwórze, a potem na wiejską drogę. Biegi wrzucało się siermiężnie. Hamulec dopiero za trzecim czy czwartym naciśnięciem pedału jako tako spowalniał maszynę. Ale i tak drogi księdzu Mateuszowi ubywało dość skoro. Zwłaszcza, że co chwilę wyprzedzał go jakiś wóz, którego kierowca z nieukrywaną wyższością litościwie kiwał głową nad proboszczowym zabytkiem.
- No, niechby tak który na procesji spróbował się rwać do przodu – pomyślał ksiądz Mateusz wjeżdżając w opłotki miasta.
Tłok na ulicy systematycznie gęstniał. A już w centrum ścisk aut był tak wielki, że proboszcz aż zaczął się zastana-wiać, jakim cudem ta masa żelastwa w miarę bezpiecznie i skutecznie posuwa się naprzód. Po kwadransie morderczej gimnastyki i zwycięskiej walki nad stetryczałymi mechanizmami fiata, ksiądz Mateusz dotarł wreszcie na rynek, przy którym mieścił się urząd. To tutaj proboszcz miał załatwić swoją sprawę.
- Ale gdzie postawić auto? – zastanawiał się, już po raz czwarty okrążając kwadratowy plac w poszukiwaniu miejsca na parking. Wszystkie były zajęte. Nagle zauważył, że na chodniku między dwiema wychodzącymi z rynku uliczkami stoi tylko jeden wóz. Podjechał. Fiat jakoś tam wytrzymał morderczą wspinaczkę na krawężnik. Udało się. Kiedy wysiadł i zaczął poprawiać podmiętą nieco sutannę, spostrzegł, że podejrzliwie spogląda w jego stronę stoją opodal policjant.
- Przepraszam pana – spytał ksiądz Mateusz – ja tak tylko dla pewności: czy tu aby wolno parkować?
- Nie – odparł stróż prawa, marsowo marszczą brwi.
- No a ten tu przede mną zaparkował.
- Tak, proszę księdza. Ale on nie pytał, czy wolno.
Zasypują dziś Jezusa pytaniami: co?, jak?, kiedy?, czy? i – chyba najczęściej – dlaczego? Bo tylko uczniowie nie pytali Zmartwychwstałego: kto Ty jesteś? Oni wiedzieli. W ciszy.



4. tydzień Okresu Wielkanocnego - poniedziałek

J 10,11-18: Jezus powiedział:
„Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach.
Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz.
Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca”.

Pielgrzymka do Ziemi Świętej. W autokarze przewodnik zwraca się do pątników.
- Za chwilę zatrzymamy się w jednej z typowych wiosek pasterskich. Proszę zwrócić uwagę na to, że pasterz idzie zawsze na czele stada, a owce podążają za nim. Zupełnie tak, jak mówił o sobie Jezus.
Dojeżdżają do wioski. Wysiadają z autokaru. I co widzą? Stado owiec energicznie popędzane przez człowieka, który kroczy za nim, a nie na czele. Przewodnik podchodzi doń z pretensjami.
- Popsułeś mi całą robotę. Właśnie przed chwilą mówiłem tym ludziom, że tutaj pasterz zawsze prowadzi stado, idąc na jego czele. A ty pędzisz te zwierzęta idąc za nimi.
- Ale je nie jestem pasterzem tylko rzeźnikiem i właśnie prowadzę to stado na ubój!
Jeśli cię ktoś popędza i pogania, to na pewno nie jest Chrystus. Jego miłość przynagla Cię, ale On sam jest zawsze przed tobą i wskazuje ci drogę.
Sam tez nikogo nie popędzaj. Idź pierwszy, pokazuj drogę, dawaj przykład. Jak pasterz. Nie bądź rzeźnikiem.


4. tydzień Okresu Wielkanocnego - wtorek

J 10,22-30: Obchodzono w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia Świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona.
Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: „Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie”.
Rzekł do nich Jezus: „Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec.
Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki.
Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

Morze wyrzuciło na brzeg zakorkowana butelkę z listem w środku. Po otwarciu okazało się, że nie jest to nic niezwykłego: żadna prośba o ratunek czy coś w tym stylu. Ot, zwinięta karteczka z zapewnieniem, że taki to a taki kocha dozgonnie i z całego serca taką to a taką. List opatrzony był datą: ktoś napisał go, włożył do butelki i wrzucił do morza sto pięćdziesiąt lat temu. Ciekawe było to, że butelka była tak szczelnie zamknięta, iż list przetrwał w stanie nienaruszonym, w dodatku wyschnięty na pieprz półtorawieczne dryfowanie.
Żydzi pytają Jezusa: dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Czy mamy Ci wierzyć. Iluż ludzi i dziś całymi latami trwa w zanurzeniu w Jezusie: modli się, chodzi do kościoła, łamie opłatkiem w wigilię i święci wielkanocny koszyczek, a mimo to, jak butelka z listem w środku, dobrze zakorkowana i szczelna, wykazuje całkowitą odporność na Jego słowo, Jego cud, Jego miłość… Może sprzyja temu fakt, iż w wszystko w Kościele zmieniło się w symbol: chrzest nie jest już zanurzeniem, ale polaniem głowy odrobiną wody, Komunia, to maleńki opłatek, a pokuta zadana w konfesjonale nie kosztuje nawet połowy tego trudu, co ugotowanie obiadu.
Niech twój Anioł Stróż zedrze z ciebie nieprzemakalny płaszcz obojętności. Niech pozwoli ci „zmoknąć” Chrystusem, przeniknąć Mu do twego wnętrza, przyjąć Go całym sercem.


4. tydzień Okresu Wielkanocnego - środa

J 12,44-50: Jezus tak wołał:
„Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał.
Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale by świat zbawić.
Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym. Nie mówiłem bowiem sam od siebie, ale Ten, który Mnie posłał, Ojciec, On Mi nakazał, co mam powiedzieć i oznajmić. A wiem, że przykazanie Jego jest życiem wiecznym. To, co mówię, mówię tak, jak Mi Ojciec powiedział”.

Podczas krótkiego spaceru w posiadłości swojej pewien cesarz poranił swoje stopy.
- Rozkazuję, aby od dziś wszystkie drogi mojego królestwa zasłano miękką, wołową skórą - zadecydował po powrocie do pałacu.
- Panie, a na cóż ten wielki wydatek? - wyśmiał go nadworny trefniś. - O wiele mniej pieniędzy i zachodu będzie cię to kosztować, jeżeli rozkażesz, by twoje stopy owinięto miękką wołową skórą.
Tak podobno zrodził się pomysł noszenia butów.
Kiwając głową wciąż powtarzasz: świat potrzebuje Jezusa! Światu potrzebna jest jego światłość! Bez niej świat nie będzie lepszy! To tak, jakbyś chciał obuć drogi. A nie prościej samemu przyjąć Jezusa, zapłonąć jego światłem? Świat się nie poprawi, jeśli ty nie będziesz lepszy.
Niech Anioł z nieba obuje twoje stopy swym blaskiem i uczyni twoje nogi pięknymi, abyś bez zmęczenia i zniechęcenia wnosił Światłość Świata, gdziekolwiek się znajdziesz.


4. tydzień Okresu Wielkanocnego - czwartek

J 13,16-20: Kiedy Jezus umył uczniom nogi, powiedział im:
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał. Wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować.
Nie mówię o was wszystkich. Ja wiem, których wybrałem; lecz potrzeba, aby się wypełniło Pismo: «Kto ze Mną spożywa chleb, ten podniósł na Mnie swoją piętę». Już teraz, zanim się to stanie, mówię wam, abyście, gdy się stanie, uwierzyli, że Ja jestem.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto przyjmuje tego, którego Ja poślę, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał”.

Podrożał chleb. A wszystko to przez wróble. Tak. Bo ktoś zauważył, że wróble wyjadają ziarno z kłosów. Więc w ramach kampanii uświadamiającej pouczono rolników, jak wytępić ptaki, a ci z zapałem zapewniającym skuteczność wzięli się do pracy. Tyle, że bez wróbli niemiłosiernie rozmnożyły się owady pasożytniczo niszczące uprawy. Żeby z kolei ich się pozbyć, trzeba było zainwestować ogromne pieniądze w opryski pól. To znacznie podniosło koszt uprawy zboża i w konsekwencji spowodowało wzrost cen chleba. Nie mówiąc już o tym, ile będzie kosztować leczenie nowotworów, wywołanych spożywaniem żywności sporządzonej z traktowanymi chemikaliami upraw. Gdyby zostawiono wróble w spokoju, chleb byłby tańszy i zdrowszy.
Kto przyjmuje Chrystusowego posłańca, ten przyjmuje Chrystusa. Ludzie tymczasem odrzucają swoich sprzymierzeńców - najpierw w trosce o chleb doczesny, a później nawet tych, którzy prowadzą ich do stołu zastawionego chlebem wiecznego życia.
Niech anioł dobrego spojrzenia pobłogosławi twoje oczy, byś umiał rozpoznać i przyjąć Bożego posłańca - twojego sprzymierzeńca w drodze do Pana.

4. tydzień Okresu Wielkanocnego - piątek

J 14,1-6: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę”.
Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę ?”
Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”.

Na parterze tej samej kamienicy aż trzech kupców otworzyło sklepy. Problem tym, że wszyscy trzej handlowali tym samym: butami. Co zrobić, by przyciągnąć klientów? Właściciel sklepiku po prawej - patrząc na kamienicę od frontu - umieścił nad wejściem szyld „NAJTAŃSZE OBUWIE”. Sąsiad po przeciwnej stronie już nazajutrz wieszał napis: „NAJMODNIEJSZE OBUWIE”. A ten w środku? Cóż, trzeciego dnia wywiesił skromną tabliczkę: „WEJŚCIE GŁÓWNE”.
Napisy, znaki, mapy, szyldy, kolorowe reklamy, urządzenia elektroniczne - wszystko to pokazuje nam drogę, albo pomaga ją odnaleźć. W tym gąszczu dawnych i współczesnych udogodnień nie wolno nam zapomnieć o Chrystusie, który mówi JA jestem DROGĄ. Chrystus jest drogą człowieka, a człowiek jest drogą Kościoła. Człowiek jest najważniejszy i nie zastąpią go żadne urządzenia i wymysły techniki. Nie da się dojść do Chrystusa inaczej, niż przez człowieka. Nie da się dojść do Boga bez Chrystusa.
Niech Archanioł Rafał błogosławi cię i ochrania na wszystkich drogach twojego życia i w ich gąszczu pomoże ci odnaleźć tę jedyną, prawdziwą Drogę - Zmartwychwstałego Pana.


4. tydzień Okresu Wielkanocnego - sobota

J 14,1-6: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”.
Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wy starczy”.
Odpowiedział mu Jezus: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: «Pokaż nam Ojca?» Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię”.

- Czego potrzebuje dobre rządzenie? - spytał władca pewnego mędrca.
- Trzech rzeczy: broni, jedzenia i zaufania.
- A gdybym tych trzech nie mógł zapewnić, to z której można zrezygnować?
- Z broni.
- A gdyby i dwie było za wiele?
- To z jedzenia.
- Jak to? - zdziwił się władca. - Bez jedzenia podwładni umrą!
- Śmierć wcześniej lub później i tak jest udziałem całego stworzenia. Bez chleba, choćby przez krótki czas, jednak można rządzić i być posłusznym. Ale kiedy umiera zaufanie, i władca, i lud jemu powierzony - giną marnie.
Jezus mówi: wierzcie Mi. Bez zaufania mu twoja modlitwa nie ma sensu, ani twój chrzest, ani spowiedź, ani komunia, ani... nic nie ma sensu. Nawet gdybyś był uzbrojony po zęby i syty.
Niech błogosławi cię anioł pokory, niech wciąż szepcze ci do ucha, że owszem, dasz sobie radę i zrobisz wiele, ale nie sam, tylko z Jezusem.


III tydzień Wielkanocny


III Niedziela Wielkanocna

Plik:Konrad Witz 008.jpg

Konrad Witz, Cudowny połów, 1444

J 21,1-19: Jezus ukazał się znowu nad Morzem Tyberiadzkim. A ukazał się w ten sposób: Byli razem Szymon Piotr, Tomasz, zwany Didymos, Natanael z Kany Galilejskiej, synowie Zebedeusza oraz dwaj inni z Jego uczniów. Szymon Piotr powiedział do nich: Idę łowić ryby. Odpowiedzieli mu: Idziemy i my z tobą. Wyszli więc i wsiedli do łodzi, ale tej nocy nic nie złowili. A gdy ranek zaświtał, Jezus stanął na brzegu. Jednakże uczniowie nie wiedzieli, że to był Jezus. A Jezus rzekł do nich: Dzieci, czy nie macie nic do jedzenia? Odpowiedzieli Mu: Nie. On rzekł do nich: Zarzućcie sieć po prawej stronie łodzi, a znajdziecie. Zarzucili więc i z powodu mnóstwa ryb nie mogli jej wyciągnąć. Powiedział więc do Piotra ów uczeń, którego Jezus miłował: To jest Pan! Szymon Piotr usłyszawszy, że to jest Pan, przywdział na siebie wierzchnią szatę - był bowiem prawie nagi - i rzucił się w morze. Reszta uczniów dobiła łodzią, ciągnąc za sobą sieć z rybami. Od brzegu bowiem nie było daleko - tylko około dwustu łokci. A kiedy zeszli na ląd, ujrzeli żarzące się na ziemi węgle, a na nich ułożoną rybę oraz chleb. Rzekł do nich Jezus: Przynieście jeszcze ryb, któreście teraz ułowili. Poszedł Szymon Piotr i wyciągnął na brzeg sieć pełną wielkich ryb w liczbie stu pięćdziesięciu trzech. A pomimo tak wielkiej ilości, sieć się nie rozerwała. Rzekł do nich Jezus: Chodźcie, posilcie się! Żaden z uczniów nie odważył się zadać Mu pytania: Kto Ty jesteś? bo wiedzieli, że to jest Pan. A Jezus przyszedł, wziął chleb i podał im - podobnie i rybę. To już trzeci raz, jak Jezus ukazał się uczniom od chwili, gdy zmartwychwstał. A gdy spożyli śniadanie, rzekł Jezus do Szymona Piotra: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci? Odpowiedział Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś baranki moje. I znowu, po raz drugi, powiedział do niego: Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie? Odparł Mu: Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego: Paś owce moje. Powiedział mu po raz trzeci: Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie? Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: Czy kochasz Mnie? I rzekł do Niego: Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham. Rzekł do niego Jezus: Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę, powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: Pójdź za Mną!


Tydzień po Wielkanocy ksiądz Mateusz wylądował w szpitalu. Czuł zawroty głowy już na jednej i drugiej Mszy świętej przed południem w dusznym i zatłoczonym kościele.
- Zdrzemnę się trochę po obiedzie, to mi przejdzie - uspokajał samego siebie.
Ale popołudniowa drzemka nic nie dała. Już na nieszporach proboszcz spocił się jak mysz. Przy wieczornej Mszy świętej drżały mu ręce. Kiedy po nabożeństwie schodził ze stopni prezbiterium przed oczami zobaczył czarne i granatowe plamki. W zakrystii, nie zdjąwszy nawet ornatu, opadł na krzesło. Świadomość wróciła mu dopiero w karetce pogotowia.
- Za chwilę będziemy w szpitalu, niech się ksiądz leży spokojnie - oznajmił mu ciepły głos dyżurnego lekarza. Karetką rzucało trochę na nierównej ulicy. Ale faktycznie niebawem wóz zatrzymał się z piskiem opon. Dwaj rośli sanitariusze porwali nosze i umieścili wystraszonego proboszcza w izbie przyjęć.
- Co..., co mi właściwie jest? - spytał słabym głosem lekarza podczas wieczornego obchodu. Do tego bowiem czasu, po pospiesznych badaniach, znalazł się już w szpitalnym łóżku.
- Cóż - rosły mężczyzna w białym kitlu podrapał się za uchem, - to nic poważnego, można to nazwać stanem przedzawałowym. Musi ksiądz trochę poleżeć, odpocząć. Jutro weźmiemy się za solidne badania, a póki co proszę spróbować zasnąć, kiedy tylko pielęgniarka zrobi księdzu zastrzyk.
Nazajutrz ksiądz Mateusz obudził się z przekonaniem, że zaspał. Za oknem było już całkiem widno.
- Nie usłyszałem dzwonów - pomyślał, nim dotarło do niego że od wczoraj znajduje się w szpitalu. Po śniadaniu i kolejnym obchodzie poddano proboszcza całej serii specjalistycznych badań, które ksiądz Mateusz znosił ze stoickim spokojem. Po obiedzie udało mu się nawet trochę zdrzemnąć. A kiedy otworzył oczy, zobaczył twarz nachylającego się nad wezgłowiem wójta.
- Jużem myślał, że z księdzem całkiem źle - uśmiechnął się mężczyzna. - Ale jak widzę nie jest najgorzej.
- Dziękuję, panie wójcie - blade wargi proboszcza rozchyliły się w anemicznym uśmiechu. - Cieszę się, że pana widzę.
- O, ja tu jestem oficjalnie, proszę księdza proboszcza, nie we własnym, ale w całej społeczności imieniu. Dziś rano obradował zarząd gminny, który przez moją skromną osobę przesyła księdzu proboszczowi najserdeczniejsze życzenia rychłego powrotu do zdrowia. Zarząd uchwalił te życzenia ośmioma głosami za, przy trzech przeciwnych i jednym wstrzymującym się!

Szukasz argumentów, by żyć wiarą. Przy okazji zawsze znajdziesz jakieś „tak, ale...”. Wiara nie podlega głosowaniu. Dlatego Chrystus stawia proste pytanie: „Czy miłujesz mnie?”


3. tydzień Okresu Wielkanocnego - poniedziałek

J 6,22-29: Nazajutrz po rozmnożeniu chlebów lud, stojąc po drugiej stronie jeziora, spostrzegł, że poza jedną łodzią nie było tam żadnej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami, lecz że Jego uczniowie odpłynęli sami. Tymczasem w pobliże tego miejsca, gdzie spożyto chleb po modlitwie dziękczynnej Pana, przypłynęły od Tyberiady inne łodzie.
A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy Go zaś odnaleźli na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?”
W odpowiedzi rzekł im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec”.
Oni zaś rzekli do Niego: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?”
Jezus odpowiadając, rzekł do nich: „Na tym polega dzieło zamierzone przez Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał”.

Sposób na upolowanie małpy: w dziupli z wąskim otworem umieść świeżego banana, albo inny smakowity kąsek. Małpa widząc to przybiegnie tutaj, skoro tylko się nieco oddalisz. Z trudem wsadzi rękę do dziupli i chwyci owoc. Lecz trzymając go, nie będzie w stanie wyjąć łapy z dziupli. Znieruchomieje, bo żal jej będzie pożegnać się ze smakowitym kąskiem. Wówczas łatwo ją podejdziesz i schwytasz.
Jezus łapie ludzi na rozmnożony chleb. Jednak nie dla przyjemności, zysku lub zabawy, ale dla ich dobra. I to wiecznego.
Coś się nie udaje, idzie nie tak. Idź do Komunii. Pozwól, by Jezus złapał cię na Chleb – złapał i już nigdy nie wypuścił.


3. tydzień Okresu Wielkanocnego - wtorek

J 6,30-35: W Kafarnaum lud powiedział do Jezusa:
„Jakiego dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: «Dał im do jedzenia chleb z nieba»”.
Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”.
Rzekli więc do Niego: „Panie, dawaj nam zawsze tego chleba”.
Odpowiedział im Jezus: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”.

Jak zbudować most nad przepaścią? Przy pomocy latawca. Przywiązuje się doń lichy sznurek, który w ten sposób przerzuca się na przeciwległy skraj przepaści. Potem do sznurka przewiązuje się powróz, do powroza drut, wreszcie stalową linę, na której zawiśnie cała konstrukcja z jezdnią, ścieżką dla pieszych i barierkami. A kiedy przez most ruszą pojazdy i ludzie, o latawcu, od którego wszystko się zaczęło, nikt już nie będzie pamiętał.
Jezus zaczyna od lichych kawałków chleba, którymi karmi tłumy, by wreszcie dać im prawdziwy pokarm z nieba. To, co wielkie, zaczyna się od tego co małe, liche, niepozorne, niczym lawina – od małego kamienia lub burza – od pierwszej kropli.
Chcesz zrobić coś wielkiego? Zacznij od czegoś małego. Dam ci przykład: chciałbyś uczynić świat lepszym? O.K. W takim razie zacznij od jednego człowieka – od siebie.


3. tydzień Okresu Wielkanocnego - środa

J 6,35-40: Jezus powiedział do ludu:
„Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby czynić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał.
Jest wolą Tego, który Mię posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym?”.

Gospodyni dziwiła się, że w najciemniejszym kącie piwnicy wyrosły i zakwitły przechowywane tutaj ziemniaki. Dopiero po chwili uważnej obserwacji znalazła przyczynę tego niezwykłego zjawiska. Na środku stropu piwnicy, na zardzewiałym haku wisiał stary miedziany sagan. Nikłe promienie słońca, wpadające przez okienko w drugim końcu piwnicy, dotarłszy od niego, przez kilka godzin dziennie oświetlały ciemny zakątek z ziemniakami. To wystarczyło, by wyrosły i zakwitły.
Jezus odbija chwałę Ojca, pozwalając nam Go poznać i napełnić się jej blaskiem, a tym samym wydać zakwitnąć i zaowocować. Nie, żebym przyrównywał Jezusa do miedzianego sagana, ale trochę tak to działa.
Otrząśnij się z ciemności. Poszukaj Blasku. Idź za Światłem. Nie zatrzymuj go dla siebie, ale pozwól, by odbiwszy się w twoich słowach i uczynkach, dotarło Ono do innych i przyczyniło się do ich wzrostu.

3. tydzień Okresu Wielkanocnego - czwartek

J 6,44-51: Jezus powiedział do ludu:
„Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: «Oni wszyscy będą uczniami Boga».
Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne.
Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi spożywali mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”.

Sąsiad spotyka sąsiada, ciągnącego solidny łańcuch.
- Witajcie, panie sąsiedzie.
- Ano, witajcie.
- Dlaczegóż to tak, panie sąsiedzie, ten łańcuch ciągniecie?
- A co, mam go pchać?
Nikt nie może przyjść do Mnie – mówi Jezus – jeśli go nie pociągnie Ojciec. Najciekawsze jest to „pociągnie”, wskazuje ono bowiem na to, jak bardzo Bóg szanuje człowieka, jego wolność i wolę, skoro nie działa na siłę, nie popycha, tylko pociąga.
Też pociągaj innych. Pamiętaj – pociągać, to znaczy iść przodem, dawać przykład. W odróżnieniu od „pchać”, które oznacza nakładanie ciężarów, co to się ich samemu nie dźwiga.


3. tydzień Okresu Wielkanocnego - piątek

J 6,52-59: Żydzi sprzeczali się między sobą mówiąc: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?”
Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.
Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim.
Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił. Nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.
To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum.

Powszechnie się dziwiono, mówiąc:
- Zobaczcie, takie stare drzewo prze drodze, powyginane i nieładne, liści na nim niewiele, gałązki koślawe i naciągnięte ku ziemi, w owoców wciąć takie mnóstwo…
Wyciągali ręce i rwali owoce, a drzewo wciąż rodziło nowe. Aż skrawek ziemi przy drodze kupił pewien człowiek. Wzniósł ogrodzenie i zabronił ludziom zrywać owoców ze starego drzewa.
- Moje i basta. Nie dla was – zapowiedział. Sam zresztą tych owoców też nie zrywał.
A drzewo? Smutno to napisać, ale wkrótce uschło sromotnie. To właśnie zrywanie owoców i rodzenie nowych sprawiało, że wciąż rześko krążyły w nim życiodajne soki.
Jezus na to przyszedł na świat, aby dać siebie. Przestać karmić się Nim, oznacza tyle samo, co powtórnie przybić Go do krzyża.
Wyciągnij rękę, zaczerpnij Jezusa. Trwajcie w sobie nawzajem. Jeśli będziesz chodził do piekarni tylko po to, by oglądać wystawę, wkrótce obaj – zarówno ty, jak i piekarz – wkrótce umrzecie z głodu. Ze Mszą świętą bez Komunii – aż strach pomyśleć – może być podobnie.


3. tydzień Okresu Wielkanocnego - sobota

J 6,55.60-69: W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojeni”.
Wielu spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?”
Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: „To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą”.
Jezus bowiem od początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: „Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca”. Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: „Czyż i wy chcecie odejść?”
Odpowiedział Mu Szymon Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”.

- Życie jest jak motyl.
- To może twoje, takie kolorowe i beztroskie. Ja o swoim życiu tego nie mogę powiedzieć.
- Mylisz się. Życie jest jak motyl, ale pod innym względem.
- Pod jakim?
- Próbujesz schwytać motyla, biegniesz za nim, klaszcze pułapką dłoni, A on ci się wymyka. Ale czasem wystarczy, byś przystanął, albo usiadł, a on, nieproszony, zatacza koło i spoczywa na twojej głowie lub ramieniu. Teraz już rozumiesz, co miałem na myśli, mówiąc, że życie jest jak motyl?
Ciągle biegniesz, próbujesz uchwycić prawdę, piękno, sens, nie wiadomo, co jeszcze. Posłuchaj wyznania Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy, Ty masz słowa życia wiecznego.
Zatrzymaj się, usiądź w pobliżu Chrystusa, a On sam napełni twoje serce.

II Tydzień Wielkanocny

II Niedziela Wielkanocna - Rok C

Caravaggio, Niedowiarstwo świętego Tomasza, 1602-03

J 20,19-31: Było to wieczorem owego pierwszego dnia tygodnia. Tam gdzie przebywali uczniowie, drzwi były zamknięte z obawy przed Żydami, przyszedł Jezus, stanął pośrodku i rzekł do nich: Pokój wam! A to powiedziawszy, pokazał im ręce i bok. Uradowali się zatem uczniowie ujrzawszy Pana. A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane. Ale Tomasz, jeden z Dwunastu, zwany Didymos, nie był razem z nimi, kiedy przyszedł Jezus. Inni więc uczniowie mówili do niego: Widzieliśmy Pana! Ale on rzekł do nich: Jeżeli na rękach Jego nie zobaczę śladu gwoździ i nie włożę palca mego w miejsce gwoździ, i nie włożę ręki mojej do boku Jego, nie uwierzę. A po ośmiu dniach, kiedy uczniowie Jego byli znowu wewnątrz /domu/ i Tomasz z nimi, Jezus przyszedł mimo drzwi zamkniętych, stanął pośrodku i rzekł: Pokój wam! Następnie rzekł do Tomasza: Podnieś tutaj swój palec i zobacz moje ręce. Podnieś rękę i włóż /ją/ do mego boku, i nie bądź niedowiarkiem, lecz wierzącym. Tomasz Mu odpowiedział: Pan mój i Bóg mój! Powiedział mu Jezus: Uwierzyłeś Tomaszu, bo Mnie ujrzałeś; błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli. I wiele innych znaków, których nie zapisano w tej księdze, uczynił Jezus wobec uczniów. Te zaś zapisano, abyście wierzyli, że Jezus jest Mesjaszem, Synem Bożym, i abyście wierząc mieli życie w imię Jego.

- Czy to już wszystko? - spytał król jegomość. Uniósł przy tym brwi, co zawsze czynił mimochodem, tak samo, jak jego ojciec nieboszczyk. Ministrowie siedzący przy stole odłożyli na bok sztućce. Pytanie było bowiem sygnałem do zakończenia śniadania, podczas którego najważniejsze persony w państwie składały królowi raport o stanie jego włodarstwa.
- Jeszcze jedna rzecz, mości królu - głos zabrał milczący dotąd kanclerz. - Rzecz wielce smutna, dlategom ją do tej chwili trzymał, by apetytu ani humoru waszmościom nie popsuć.
- Cóż to takiego? Mów waść czym prędzej - ponaglił go król. - Czas bowiem ruszać do swoich obowiązków.
- Obawiam się, wasza wysokość, że nic się tu zrobić nie da, chyba jeno w dzwony bić, a wór pokutny przywdziać. Oto bowiem królewska kancelaria otrzymała wreszcie i zrachowała spis ludności z całego królestwa.
- I cóż w tym tak niepokojącego? - król znów uniósł brwi.
- Ano to, iż jak wynika z tej arytmetyki, w całym królestwie, ilekroć niewiasta powija dzieciątko, w tej samej chwili jeden obywatel musi wyzionąć ducha.
Szepty i pomruki wypełniły salę.
- To tak, jakby śmierć brała odwet za urodziny! - wykrzyknął w końcu hetman wielki.
- Ostudź swój gniew, panie hetmanie - rzekł mu król na to. - Człowiek jeno z człowiekiem wojować zdoła, lecz nie ze śmiercią. Tę można tylko próbować udobruchać. Nie czekajmyż więc. Niech opuszczą flagi i chorągwie do połowy masztów. Niech naród usiądzie w popiele i w poście. Niech nie grają bębny ani trąbki, koniec wszelkim hulankom i swawolom...
Władca zrobił pauzę, by zaczerpnąć tchu i zastanowić się w jaki jeszcze sposób można śmierć ułaskawić.
- Zaraz, zaraz! - chwilę ciszy przerwał milczący dotąd królewski błazen. Jego zadaniem było rozweselanie króla, wszyscy więc myśleli, że trefniś wyprawiać będzie jakieś krotochwile.
- Ucisz się, błaźnie, nie czas na żarty - warknął kanclerz.
- Niech mówi - przyzwolił jednak król. - Może swym z natury pogodniejszym na świat wejrzeniem coś poradzi.
- Tak właśnie chciałem uczynić - trefniś pokłonił się głęboko. - Bo zda mi się, że pan kanclerz rzecz całą na opak przedstawił. Raczej trzeba by rzec: ilekroć ktoś umiera, w zamian niejako nowe dziecię się rodzi. Czyż to nie powód do radości?
Błazen miał rację. Wkrótce też z powodu tak radosnej statystyki święto wielkie w królestwie ogłoszono, radość nakazując.

„Jezus umarł” - to pół prawdy. „Jezus zmartwychwstał” - to cała prawda. Podobnie: „Zgrzeszyłem” - to też połowa prawdy. Cała prawda zawsze dodaje: „Ale Miłosierny Bóg przebaczył”.


2. tydzień Okresu Wielkanocnego - poniedziałek 

J 3,1-8: Był wśród faryzeuszów pewien człowiek, imieniem Nikodem, dostojnik żydowski. Ten przyszedł do Jezusa nocą i powiedział Mu: „Rabbi, wiemy, że od Boga przyszedłeś jako nauczyciel. Nikt bowiem nie mógłby czynić takich znaków, jakie Ty czynisz, gdyby Bóg nie był z nim”. W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi powtórnie, nie może ujrzeć królestwa Bożego”. Nikodem powiedział do Niego: „Jakżeż może się człowiek narodzić będąc starcem? Czyż może powtórnie wejść do łona swej matki i narodzić się?” Jezus odpowiedział: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, jeśli się ktoś nie narodzi z wody i z Ducha, nie może wejść do królestwa Bożego. To, co się z ciała narodziło, jest ciałem, a to, co się z Ducha narodziło, jest duchem. Nie dziw się, że powiedziałem ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha”. 

Ponoć zdarzyło się to kilka wieków temu na papieskim dworze. Król Hiszpański wysłał tutaj jako swego reprezentanta młodziutkiego, acz rezolutnego szlachcica. Papież widząc go, miał zapytać: - Czyliż król hiszpański nie ma na swej służbie dość poważnych ludzi, skoro w poselstwie młodzika przysyła, któremu jeszcze nawet broda nie urosła? Na co ów młodzieniec miał odpowiedzieć: - Zapewniam Waszą Świątobliwość, iż gdyby mój pan wiedział, że o brodę Wam jeno idzie, kozła by przysłał w legaty, nie mnie. 
To nie wygląd, ubiór, inteligencja lub sposób bycia decydują, czy ktoś jest człowiekiem Bożym, ale jego narodzenie z Ducha. On jest jak wiatr, który nie wiadomo skąd pochodzi i dokąd zmierza. Skończyć studia, zrobić karierę, zdobyć majątek – daleko mniej znaczy, niż narodzić się z Ducha. Nie osądzaj bliźnich po tym, jak wyglądają. Zamiast osądzać, spróbuj doszukać się w nich Ducha Bożego. 


2. tydzień Okresu Wielkanocnego - wtorek 

J 3,7-15: Jezus powiedział do Nikodema: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Trzeba wam się powtórnie narodzić. Wiatr wieje tam, gdzie chce, i szum jego słyszysz, lecz nie wiesz, skąd przychodzi i dokąd podąża. Tak jest z każdym, który narodził się z Ducha”. W odpowiedzi rzekł do Niego Nikodem: „Jakżeż to się może stać?” Odpowiadając na to rzekł mu Jezus: „Ty jesteś nauczycielem Izraela, a tego nie wiesz? Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci, że to mówimy, co wiemy, i o tym świadczymy, cośmy widzieli, a świadectwa naszego nie przyjmujecie. Jeżeli wam mówię o tym, co jest ziemskie, a nie wierzycie, to jakżeż uwierzycie temu, co wam powiem o sprawach niebieskich? I nikt nie wstąpił do nieba oprócz Tego, który z nieba zstąpił - Syna Człowieczego. A jak Mojżesz wywyższył węża na pustyni, tak potrzeba, by wywyższono Syna Człowieczego, aby każdy, kto w Niego wierzy, miał życie wieczne”. 

Słynny z ekscentryzmu grecki filozof Diogenes – ten co mieszkał w beczce – postawił na rynku w Atenach stragan z szyldem: „Tu kupisz mądrość”. Jeden ze znamienitych ateńczyków widząc to, dał swemu słudze drobną monetę srebrną z rozkazem: - Idź do tego błazna i spytaj, jakąż mądrość można kupić za tak lichy grosz. Sługa wrócił po chwili, oznajmiając: - Za tę srebrną monetę takie odstąpił słowo: przy każdej swej czynności pamiętaj o końcu. Ateńczyk nie pożałował srebrnego pieniążka, a otrzymaną zań mądrość kazał wyryć wielkimi literami nad wejściem do swego domu, aby każdemu wchodzącemu przypominała o celu życia. 
Nadstaw drugi policzek, daj i płaszcz temu, kto żąda od ciebie szaty, miłuj nieprzyjaciele – tak trudno przyjąć naukę Jezusa w sprawach ziemskich, a cóż dopiero powiedzieć o Jego nauce w sprawach niebieskich? Czy one w ogóle Cię obchodzą? Czy myślisz choćby odrobinę o tym, co będzie potem, na starość, po śmierci? Cokolwiek czynisz – pomyśl – co o tym sądzą w niebie? Co o tym powie Ci kiedyś Jezus. Pomyśl o końcu. 


2. tydzień Okresu Wielkanocnego - środa 

J 3,16-21: Jezus powiedział do Nikodema: „Tak Bóg umiłował świat, że Syna swego Jednorodzonego dał, aby każdy, kto w Niego wierzy, nie zginął, ale miał życie wieczne. Albowiem Bóg nie posłał swego Syna na świat po to, aby świat potępił, ale po to, by świat został przez Niego zbawiony. Kto wierzy w Niego, nie podlega potępieniu; a kto nie wierzy, już został potępiony, bo nie uwierzył w imię Jednorodzonego Syna Bożego. A sąd polega na tym, że światło przyszło na świat, lecz ludzie bardziej umiłowali ciemność aniżeli światło: bo złe były ich uczynki. Każdy bowiem, kto się dopuszcza nieprawości, nienawidzi światła i nie zbliża się do światła, aby nie potępiono jego uczynków. Kto spełnia wymagania prawdy, zbliża się do światła, aby się okazało, że jego uczynki są dokonane w Bogu”. 

Nauczyciel bierze śnieżnobiałą, dużą kartkę. Dokładnie na środku rysuje flamastrem niedużą czarną kropkę. Unosi kartkę i pyta uczniów: - Co widzicie? - Czar-ną krop-kę – chórem skandują dzieci. - I nic więcej? Uczniowie milczą, Najwyraźniej nie rozumieją pytania. - Dlaczego nikt z was nie widzi dużej, białej kartki? Dlaczego wszyscy widzą tylko małą czarną kropkę
Światło przyszło na świat. Lecz ludzie umiłowali bardziej ciemność. Ilekroć niebo zaciągnie się chmurami, mówisz: ale ciemno. Nigdy nie mówisz: ale dziś jasno. Zło nie jest mocniejsze od dobra, ale wyraźniejsze, bardziej krzykliwe, przereklamowane. Zrób eksperyment. Wieczorem wejdź do ciemnego pokoju. Posiedź w nim na chwilę. A potem włącz tylko jedną mała żarówkę, albo zapal świecę. Zobacz, z jaką łatwością niewielkie światełko rozprawia się z ciemnością. Dobro ma sens. 


2. tydzień Okresu Wielkanocnego - czwartek 

J 3,31-36: Jezus powiedział do Nikodema: „Kto przychodzi z wysoka, panuje nad wszystkimi, a kto z ziemi pochodzi, należy do ziemi i po ziemsku przemawia. Kto z nieba pochodzi, Ten jest ponad wszystkim. Świadczy On o tym, co widział i słyszał, a świadectwa Jego nikt nie przyjmuje. Kto przyjął Jego świadectwo, wyraźnie potwierdził, że Bóg jest prawdomówny. Ten bowiem, kogo Bóg posłał, mówi słowa Boże: a z niezmierzonej obfitości udziela mu Ducha. Ojciec miłuje Syna i wszystko oddał w Jego ręce. Kto wierzy w Syna, ma życie wieczne; kto zaś nie wierzy Synowi, nie ujrzy życia, lecz grozi mu gniew Boży”. 

 Lekcja matematyki. Nauczyciel każe przygotować kartki i długopisy. - Napiszemy klasówkę – mówi. Uczniowie drżą. Nerwowo kartkują podręczniki. Próbują zapisać jakieś wzory na blacie ławki, mankiecie, nawet na dłoni. - To będzie podwójny sprawdzian – ciągnie dalej nauczyciel. – Z logarytmów i z uczciwości. Osobiście uważam, że bez porównania bardziej godnym szacunku jest człowiek uczciwy, który nie zna się na logarytmach, niż nieuczciwy matematyk. Więc już wiecie – wyniki którego sprawdzianu są ważniejsze. 
Jezus przychodzi z wysoka i świadczy o tym, co w górze, o Bogu samym. A ty? Czy tylko doraźne, ziemskie korzyści rachujesz? Staraj się wypaść dobrze, ale nie tylko przed ludźmi, za wszelką cenę. Czy naprawdę cieszyłby cię Nobel zdobyty jakimś draństwem? 


2. tydzień Okresu Wielkanocnego - piątek 

J 6,1-15: Jezus udał się za Jezioro Galilejskie, czyli Tyberiadzkie. Szedł za Nim wielki tłum, bo widziano znaki, jakie czynił na tych, którzy chorowali. Jezus wszedł na wzgórze i usiadł tam ze swoimi uczniami. A zbliżało się święto żydowskie, Pascha. Kiedy więc Jezus podniósł oczy i ujrzał, że liczne tłumy schodzą się do Niego, rzekł do Filipa: „Skąd kupimy chleba, aby oni się posilili?” A mówił to wystawiając go na próbę. Wiedział bowiem, co miał czynić. Odpowiedział Mu Filip: „Za dwieście denarów nie wystarczy chleba, aby każdy z nich mógł choć trochę otrzymać”. Jeden z uczniów Jego, Andrzej, brat Szymona Piotra, rzekł do Niego: „Jest tu jeden chłopiec, który ma pięć chlebów jęczmiennych i dwie ryby, lecz cóż to jest dla tak wielu?” Jezus zatem rzekł: „Każcie ludziom usiąść”. A w miejscu tym było wiele trawy. Usiedli więc mężczyźni, a liczba ich dochodziła do pięciu tysięcy. Jezus więc wziął chleby i odmówiwszy dziękczynienie, rozdał siedzącym; podobnie uczynił i z rybami rozdając tyle, ile kto chciał. A gdy się nasycili, rzekł do uczniów: „Zbierzcie pozostałe ułomki, aby nic nie zginęło”. Zebrali więc i ułomkami z pięciu chlebów jęczmiennych, które zostały po spożywających, napełnili dwanaście koszów. A kiedy ci ludzie spostrzegli, jaki cud uczynił Jezus, mówili: „Ten prawdziwie jest prorokiem, który miał przyjść na świat”. Gdy więc Jezus poznał, że mieli przyjść i porwać Go, aby Go obwołać królem, sam usunął się znów na górę. 

- Tatusiu, pobaw się ze mną. - Teraz nie mogę. - A dlaczego? - Bo pracuję. - A po co? - Żeby zarobić pieniążki. - Na co ci pieniążki? - Żeby ci kupić coś do jedzenia, kochanie. - Ale ja nie jestem głodny, tylko chcę, żebyś się ze mną pobawił. 
Jezus wie lepiej, czego ludziom potrzeba, niż oni sami. Kiedą są głodni, staje się chlebem, kiedy samotni – obecnością, kiedy smutni – uśmiechem. A ty myślisz, że wszystko załatwią pieniądze. Dawaj – ale spróbuj bez pieniędzy. Daj trochę czasu, dobrego słowa. nadstaw ucha, popłacz sobie z kimś, albo się pośmiej. Zanim zareagujesz, postaraj się obadać, co twojemu bliźniemu jest najbardziej potrzebne. 


2. tydzień Okresu Wielkanocnego - sobota 

J 6,16-21: Po rozmnożeniu chlebów, o zmierzchu uczniowie Jezusa zeszli nad jezioro i wsiadłszy do łodzi przeprawili się przez nie do Kafarnaum. Nastały już ciemności, a Jezus jeszcze do nich nie przyszedł; jezioro burzyło się od silnego wiatru. Gdy upłynęli około dwudziestu pięciu lub trzydziestu stadiów, ujrzeli Jezusa kroczącego po jeziorze i zbliżającego się do łodzi. I przestraszyli się. On zaś rzekł do nich: „To Ja jestem, nie bójcie się”. Chcieli Go zabrać do łodzi, ale łódź znalazła się natychmiast przy brzegu, do którego zdążali. 

- Czy wiesz, na czym polega logiczne myślenie? - Nie. - Zaraz ci wytłumaczę. Wyobraź sobie, że z komina wychodzi dwóch kominiarzy, jeden brudny i jeden czysty. Który z nich się umyje? - Ten brudny, wiadomo. - A jeśli ten czysty spojrzy na tego brudnego, to co? - Pomyśli, że też jest brudny. W takim razie umyje się ten czysty! - No dobrze, a co z tym brudnym? - Spojrzy na czystego, pomyśli, że tez jest czysty i nie będzie się mył. Hurra, już wiem, na czym polega logiczne myślenie! - Przykro mi, ale gdybyś pomyślał logicznie, to na samym początku naszej rozmowy dostrzegłbyś, że to niemożliwe, żeby z tego samego komina wyszło dwóch kominiarzy, z których jeden jest brudny, a drugi czysty… 
Jezus kroczący po wodzie wymyka się spod kontroli logicznego myślenia uczniów. Ale kto powiedział, że w działaniem Jezusa musi kierować ludzka logika? Jego postępowanie determinuje miłość. Przestań kalkulować, zastanawiać się – kto, komu, kiedy, jak, dlaczego? Zostaw na boku własną logikę. Rób to, co nakazuje miłość, nawet wbrew logice.