3. tydzień Wielkiego Postu

3. tydzień Wielkiego Postu - poniedziałek 29 lutego

Łk 4,24-30 Kiedy Jezus przyszedł do Nazaretu, przemówił do ludu w synagodze: „Zaprawdę powiadam wam: Żaden prorok nie jest mile widziany w swojej ojczyźnie. Naprawdę mówię wam: Wiele wdów było w Izraelu za czasów Eliasza, kiedy niebo pozostawało zamknięte przez trzy lata i sześć miesięcy, tak że wielki głód panował w całym kraju; a Eliasz do żadnej z nich nie został posłany, tylko do owej wdowy w Sarepcie Sydońskiej. I wielu trędowatych było w Izraelu za proroka Elizeusza, a żaden z nich nie został oczyszczony, tylko Syryjczyk Naaman”. Na te słowa wszyscy w synagodze unieśli się gniewem. Porwali Go z miejsca, wyrzucili Go z miasta i wyprowadzili aż na stok góry, na której ich miasto było zbudowane, aby Go strącić. On jednak przeszedłszy pośród nich oddalił się.

Kilka wieków temu. Na uniwersytecie toczą się otwarte naukowe debaty. Oczywiście w ówczesnym języku nauki – czyli po łacinie. Chętnie uczestniczy w nich pewien prosty zdun. Pewnego razu zaczepia go jakaś rozszczebiotana grupa żaków.
- Po co, dobry człowieku, przychodzicie na nasze debaty. Przecie nie znacie łaciny i nic z nich nie pojmujecie.
- Prawie nic – odpowiada zagadnięty zdun. – Prawie nic, poza tym, że zawsze wiem, który z dyskutantów jest w błędzie.
- A po czymże można to poznać?
- To proste. To ten, który pierwszy wpada w gniew.

No właśnie: z jakimże zatrważającym spokojem Jezus mówi o proroku nie docenionym przez swoich. Z jakimże gniewem rodacy powstają, by wziąć na Nim odwet. Gołym okiem widać, po czyjej stronie jest racja.
Niech ustaną wszystkie gniewy i spory, a pośrodku was niech będzie Chrystus. Zastanów się nad swoim gniewem: jak często, na kogo, w jaki sposób się gniewasz. Zgoda. Może cię ktoś rozzłości, wyprowadzić z równowagi. Ale twój gniew świadczy o tym, że po prostu nie masz racji.


3. tydzień Wielkiego Postu - wtorek 1 marca

Mt 18,21-35 Piotr zbliżył się do Jezusa i zapytał: „Panie, ile razy mam przebaczyć, jeśli mój brat wykroczy przeciwko mnie? Czy aż siedem razy?” Jezus mu odrzekł: „Nie mówię ci, że aż siedem razy, lecz aż siedemdziesiąt siedem razy. Dlatego podobne jest królestwo niebieskie do króla, który chciał się rozliczyć ze swymi sługami. Gdy zaczął się rozliczać, przyprowadzono mu jednego, który mu był winien dziesięć tysięcy talentów. Ponieważ nie miał z czego ich oddać, pan kazał sprzedać go razem z żoną, dziećmi i całym jego mieniem, i tak dług oddać. Wtedy sługa upadł przed nim i prosił go: «Panie, miej cierpliwość nade mną, a wszystko ci oddam». Pan ulitował się nad tym sługą, uwolnił go i dług mu darował. Lecz gdy sługa ów wyszedł, spotkał jednego ze współsług, który mu był winien sto denarów. Chwycił go i zaczął dusić, mówiąc: «Oddaj, coś winien!» Jego współsługa upadł przed nim i prosił go: «Miej cierpliwość nade mną, a oddam tobie». On jednak nie chciał, lecz odszedł i wtrącił go do więzienia, dopóki nie odda długu. Współsłudzy jego widząc, co się działo, bardzo się zasmucili. Poszli i opowiedzieli swemu panu wszystko, co zaszło. Wtedy pan jego wezwał go przed siebie i rzekł mu: «Sługo niegodziwy, darowałem ci cały ten dług, ponieważ mnie prosiłeś. Czyż więc i ty nie powinieneś był ulitować się nad swym współsługa, jak ja ulitowałem się nad tobą?» I uniesiony gniewem pan jego kazał wydać go katom, dopóki mu całego długu nie odda. Podobnie uczyni wam Ojciec mój niebieski, jeżeli każdy z was nie przebaczy z serca swemu bratu”.

W kolejce do bram raju stoją ci, którzy są pewni swojego zbawienia. Brama coś długo pozostaje zamknięta. Jakby się Pan Bóg nad czymś zastanawiał. Nagle rodzi się plotka: mówią, że Pan Bóg ma wszystkim przebaczyć.
- Wszystkim, grzesznikom też? – dziwią się ci pewni swojego zbawienia.
Wkrótce zdziwienie ustępuje pola oburzeniu, potem złości. Wreszcie rodzi się bunt.
- Czemu nie powiedział wcześniej. Całkiem inaczej ułożylibyśmy sobie życie!

Zaczynają wymyślać Bogu i odgrażać mu się. W końcu staje się to, co się musi stać: Pan Bóg potępia zbuntowanych pewnych swojego zbawienia. Tych, którzy nie potrafili przebaczyć.
Bardzo lubię tę metaforkę: przebaczenie jest zapachem, który wydają deptane kwiaty. Brak przebaczenia, to zapyzienie, zaduch, więcej – przepraszam – smrodek, który z biegiem czasy strasznie cuchnie. Dobra rada: zacznij wreszcie pachnieć. Wiesz, o co mi chodzi?
Rabini w czasach Jezusa zastanawiali się, ile razy Bóg może przebaczyć ten sam grzech. Rygoryści mówili – raz, umiarkowani – dwa, liberałowie – trzy. Podobnie traktowano przebaczenie ludzkie – za szczyt wspaniałomyślności uchodziło czterokrotne przebaczenie tego samego rodzaju złego postępowania. W pytaniu Piotra – „siedem” – trąci chyba nawet nutką ironii.


3. tydzień Wielkiego Postu - środa 2 marca

Mt 5,17-19 Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie sądźcie, że przyszedłem znieść Prawo albo Proroków. Nie przyszedłem znieść, ale wypełnić. Zaprawdę bowiem powiadam wam: Dopóki niebo i ziemia nie przeminą, ani jedna jota, ani jedna kreska nie zmieni się w Prawie, aż się wszystko spełni. Ktokolwiek więc zniósłby jedno z tych przykazań, choćby najmniejsze, i uczyłby tak ludzi, ten będzie najmniejszy w królestwie niebieskim. A kto je wypełnia i uczy wypełniać, ten będzie wielki w królestwie niebieskim”.

Wodzowi przyniesiono do podpisania wyrok, skazujący młodego oficera za niesubordynację. Wyrok brzmiał:
- Ułaskawić nie można, rozstrzelać.
Wódz przejrzał akta młodego oficera: chodziło o jakąś błahostkę, ale w warunkach wojny tylko jeden wyrok sądu jest możliwy: śmierć. Przed oczami stanęła mu cała drabina wojskowej kariery, przyszłość, która nie będzie mu dana, ból rodziców i kolegów młodzieńca. Całą noc nie zmrużył oka. Nad ranem wydał strażom podpisany wyrok. W sentencji nastąpiła tylko jedna mała zmiana przecinka:
- Ułaskawić, nie można rozstrzelać.

Czym jest Boże miłosierdzie? Myślimy sobie czasem tak: Pan Bóg zmieni przykazania. Wyjaśni, że z tym cudzołóstwem, kradzieżą czy zabijaniem to wcale nie było tak, jak myśleliśmy i w ogóle. A tymczasem Jezus mówi: ani jota nie zostanie w prawie zmieniona. Miłosierdzie Boże nie zmienia praw. Miłosierdzie Boże może zmienić jedynie wyrok. A i to o bardzo niewiele. Czasem tylko o jeden maleńki przecinek.
Nie ryzykuj, nie przeciągaj struny, nie próbuj, na ile sobie jeszcze możesz pozwolić, by wciąż pozostać w granicach Bożego Miłosierdzia. Odrobina gorliwości i zaangażowania w wypełnianiu Bożego prawa jeszcze nikomu nie zaszkodziła.
Jota (jod) – najmniejsza spółgłoska alfabetu hebrajskiego, kreska oddzielająca dwie podobnie brzmiące spółgłoski.


3. tydzień Wielkiego Postu - czwartek 3 marca

Łk 11,14-23 Jezus wyrzucał złego ducha, który był niemy. A gdy zły duch wyszedł, niemy zaczął mówić i tłumy były zdumione. Lecz niektórzy z nich rzekli: „Przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”. Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba. On jednak, znając ich myśli, rzekł do nich: „Każde królestwo wewnętrznie rozdarte pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i szatan sam przeciw sobie wewnętrznie jest rozdwojony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze wszystką broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda. Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza”.

Do sklepu wchodzi mężczyzna. Zbliża się do lady, za która stoi sprzedawca i pyta:
- Czy dostanę u pana taki trochę przeterminowany kefir?
- W naszym sklepie mamy tylko najświeższe i najlepszej jakości produkty.
Nazajutrz sytuacja powtarza się z dokładnością do jednego słowa. Na trzeci i czwarty dzień – tak samo. Sprzedawcy widać nie daje to spokoju, bo kiedy piątego dnia zjawia się znów ten sam klient i pyta o trochę przeterminowany kefir, odpowiada:
- Klient nasz pan. Proszę sobie wyobrazić, że tak: mamy taki trochę przeterminowany kefir!
Na to pytający mężczyzna wyciąga zza pazuchy jakiś niewielki kartonik i machając nim przed nosem sprzedawcy stanowczo oznajmia:
- W takim razie płaci pan pięćset złotych grzywny. Jestem kontrolerem z Sanepidu!

Trochę to wygląda tak, jakby Żydzi specjalnie podsuwali Jezusowi opętanych, chcąc Go sprowokować do takiego działania, które da asumpt oskarżeniom o zmowę z Belzebubem. Azaliż może być coś bardziej pokrętnego i oburzającego zarazem, niż ludzka natura?
Strzeż się zgorszenia. I pamiętaj, że zgorszyć kogoś, to nie tylko sobie zakląć, czy zachować się nieprzyzwoicie. Ale to – przede wszystkim – sprowokować kogoś do zrobienia czegoś złego. Albo ujmę to jeszcze prościej: nie działaj ludziom na nerwy.
Skąd się bierze posądzenie Jezusa o pakt z Belzebubem? Stąd, że ów duch zły był niemy, a po wypędzeniu go z człowieka zaczął mówić. Mianem Belzebuba Żydzi określali „konkurenta” Jahwe – filistyńskiego boga o tym imieniu (wzniosły), przekręcali z drwiną jego imię na Baal-Zebub (Panujący nad Muchami) albo nawet Beel-Zebul (Rządzący odchodami – sic!). Posądzenie o pakt Jezusa z Belzebubem jest próbą oczywistego poderwania jego autorytetu poprzez ośmieszenie.


3. tydzień Wielkiego Postu - piątek 4 marca

Mk 12,28b-34 Jeden z uczonych w Piśmie zbliżył się do Jezusa i zapytał Go: „Które jest pierwsze ze wszystkich przykazań?” Jezus odpowiedział: „Pierwsze jest: «Słuchaj, Izraelu, Pan, Bóg nasz, Pan jest jedyny. Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całym swoim umysłem i całą swoją mocą». Drugie jest to: «Będziesz miłował bliźniego swego jak siebie samego». Nie ma innego przykazania większego od tych”. Rzekł Mu uczony w Piśmie: „Bardzo dobrze, Nauczycielu, słusznieś powiedział, bo Jeden jest i nie ma innego prócz Niego. Miłować Go całym sercem, całym umysłem i całą mocą i miłować bliźniego jak siebie samego daleko więcej znaczy niż wszystkie całopalenia i ofiary”. Jezus widząc, że rozumnie odpowiedział, rzekł do niego: „Niedaleko jesteś od królestwa Bożego”. I nikt już nie odważył się więcej Go pytać.

Pierwsza połowa dwunastego wieku. W Niemczech trwa bratobójcza wojna. Wojska cesarskie oblegają twierdzę Weinsberg. Przewaga oblegających - stokrotna, ale opór broniących się jest nieustępliwy. W końcu cesarz postanawia rozprawić się z załogą Weinsberu ostatecznie. Jest jednak łaskawy:
- Jutro o świcie niech wyjdą z twierdzy dzieci i niewiasty. Kobiety mogą zabrać to, co mają najcenniejszego.
Nazajutrz skoro świt otwierają się podwoje bramy wiodącej do twierdzy. Najpierw wysypują się dzieci. Potem wychodzą kobiety. Każda dźwiga na plecach… swojego męża.
Cesarz znów okazuje się łaskawy. Zbudowany odwagą kobiet wszystkim pozwala odejść wolno.

Największe przykazanie: będziesz miłował Pana Boga nade wszystko i bliźniego jak siebie. Największe. Ciekawostka: formuła, którą posługuje się Jezus, udzielając odpowiedzi na pytanie o największe przykazanie jest żydowskim „pacierzem”, powtarzanym przez pobożnych pięć razy dziennie.
Też uczyń te słowa swoim pacierzem. Niech będą nie tylko twoim największym przykazaniem, ale też najcenniejszym skarbem, unoszonym przez ciebie i unoszącym ciebie z każdego oblężenia i z każdej zawieruchy.
Prawo samo w sobie wraz z tym, co stanowiło pokłosie jego interpretacji, obejmowało w czasach Jezusa łącznie 613 przykazań, w tym 248 nakazów (co miało nawiązywać do domniemanej liczby członków, z jakich składa się ludzkie ciało) oraz 365 zakazów (po jednym, na każdy dzień).


3. tydzień Wielkiego Postu - sobota 5 marca

Łk 18,9-14 Jezus powiedział do niektórych, co ufali sobie, że są sprawiedliwi, a innymi gardzili, tę przypowieść: „Dwóch ludzi przyszło do świątyni, żeby się modlić, jeden faryzeusz, a drugi celnik. Faryzeusz stanął i tak w duszy się modlił: «Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam». Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: «Boże, miej litość dla mnie, grzesznika». Powiadam wam: Ten odszedł do domu usprawiedliwony, nie tamten. Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się uniża, będzie wywyższony”.

Jeden z cesarzy wizytował więzienie. Przystawał przy każdej celi i pytał uwięzionych o powód, dla którego znaleźli się w tak nędznym miejscu i kondycji.
- Jestem niewinny, wasza wysokość! – mówili jedni.
- Nic złego nie uczyniłem! – utrzymywali inni.
- Znalazłem się tutaj na skutek jakiejś fatalnej pomyłki! – ktoś tłumaczył.
- W życiu muchy bym nie skrzywdził!
- Litości, wasza wysokość!
Wreszcie cesarz stanął przed milczącym osobnikiem, stojącym przy kracie gdzieś z boku.
- A ty, jak się tutaj znalazłeś, człowieku – spytał władca.
- W gniewie porachowałem kości pewnemu biedakowi. Sąd skazał mnie na karę, którą tu sprawiedliwie odbywam.
Cesarz usłyszawszy to rozkazał:
- Natychmiast uwolnić mi tego człowieka. Nie można pozwolić na to, aby przyznający się do winy bandyta zgorszył swym niecnym przykładem wszystkie przetrzymywane tu niewiniątka.

Skrucha jest siostrą pokory, pozwala poznać i przyjąć prawdę o sobie, przede wszystkim w odniesieniu do swoich słabości i win. Skrucha nie potrzebuje oglądania się na innych, porównywania do nich, wywyższania się nad bliźniego – tak jak pokora.
Może w dzieciństwie miałeś w domu taką futrynę, na której ojciec ołówkiem zaznaczał co miesiąc twój wzrost? Stosuj taką miarkę i dzisiaj. Nigdy nie zastanawiaj się, na ile jesteś lepszy od niego czy od niej. Zawsze pytaj sam siebie: na ile jestem lepszy od siebie sprzed tygodnia, miesiąca, roku…
Żydzi – także ci z przypowieści Jezusa, wyraźnie adresowanej do faryzeuszów, modlili się w postawie stojącej, a słowa modlitwy wypowiadali półgłosem

III niedziela Wielkiego Postu: 28 lutego





Łk 13,1-9
W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Mu o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie. Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloam i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie. I opowiedział im następującą przypowieść: Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł. Rzekł więc do ogrodnika: Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia? Lecz on mu odpowiedział: Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć.

2. tydzień Wielkiego Postu

2. tydzień Wielkiego Postu - poniedziałek 22 lutego

Łk 6,36-38 Jezus powiedział do swoich uczniów: „Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane: miarą dobrą, natłoczoną, utrzęsioną i opływającą wsypią w zanadrze wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie”.

Nowa wersja „Dziewczynki z zapałkami”: Do zziębniętej staniem na ulicy sieroty podchodzi kobieta. Bierze dziewczynkę za rękę i prowadzi do sklepu, gdzie kupuje jej ciepły płaszcz. Potem siadają razem w cukierni przy piętrowym ciastku i kubku parującego soku z malin.
- Czy pani jest żoną Boga? – pyta niespodziewanie dziewczynka.
- Nie, kochanie – odpowiada kobieta. – Jestem tylko, zwyczajnie, dzieckiem Bożym.
- A więc jednak dobrze myślałam, że jest pani jakoś spokrewniona z Panem Bogiem…
Co czyni nas dziećmi Bożymi?
- Chrzest – mówią teologowie.
- Jednak sam chrzest, to tak jak więzi rodzinne, których się nie utrzymuje.
- Jeszcze inne sakramenty – dodają.
A ja myślę, że o stopniu pokrewieństwa z Bogiem świadczy nasze miłosierdzie: nie-osądzanie, nie-potępianie, odpuszczanie, dawanie miarą obfitą, utrzęsioną, przesypującą się.
Kiedy ostatni raz coś komuś dałeś? Dawno? Daj coś bezinteresownie, nie czekając zapłaty czy rewanżu. Choćby drobiazg: grosz, minutę, kromkę chleba, łyk kawy.


2. tydzień Wielkiego Postu - wtorek  23 lutego

Mt 23,1-12 Jezus przemówił do tłumów i do swych uczniów tymi słowami „Na katedrze Mojżesza zasiedli uczeni w Piśmie i faryzeusze. Czyńcie więc i zachowujcie wszystko, co wam polecą, lecz uczynków ich nie naśladujcie. Mówią bowiem, ale sami nie czynią. Wiążą ciężary wielkie i nie do uniesienia i kładą je ludziom na ramiona, lecz sami palcem ruszyć ich nie chcą. Wszystkie swe uczynki spełniają w tym celu, żeby się ludziom pokazać. Rozszerzają swoje filakterie i wydłużają frędzle u płaszczów. Lubią zaszczytne miejsce na ucztach i pierwsze krzesła w synagogach. Chcą, by ich pozdrawiano na rynkach i żeby ludzie nazywali ich Rabbi. Wy zaś nie pozwalajcie nazywać się Rabbi, albowiem jeden jest wasz Nauczyciel, a wy wszyscy braćmi jesteście. Nikogo też na ziemi nie nazywajcie waszym ojcem; jeden bowiem jest Ojciec wasz, Ten, który jest w niebie. Nie chciejcie również, żeby was nazywano mistrzami, bo tylko jeden jest wasz Mistrz, Chrystus. Największy z was niech będzie waszym sługą. Kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.

Niedzielny poranek. Mężczyzna wychodzi z mieszkania, do którego sprowadził się dwa miesiące temu. W windzie spotyka – jak zwykle– tego samego sąsiada.
- Jadę do hipermarketu za miasto. Może zabierze się pan ze mną? Pochodzimy sobie po sklepie, pooglądamy towary, może załapiemy się na coś fajnego z promocji?
- Po raz kolejny żądam: niech pan mi da święty spokój! – syczy oburzony. – Jestem praktykującym katolikiem i właśnie, jak w każdą niedzielę o tej porze, idę do kościoła na Mszę świętą!
- Jaki tam z pana praktykujący katolik – dziwi się sąsiad.
- A co, może nie?
- Widzi pan to jest tak: ja już po raz siódmy spotykam pana w windzie w niedzielę o tej porze i po raz siódmy zapraszam pana na wspólny wypad do hipermarketu. A pan jeszcze ani razu nie zaprosił mnie, bym poszedł z panem do kościoła…
Wiara na pokaz: to może być skądinąd całkiem sumienne spełnianie wszelkich religijnych praktyk i obowiązków. Tyle tylko, że właściwie nikt z tego nic nie ma. Ludziom nie trzeba SIĘ pokazać. Im trzeba pokazać CHRYSTUSA. To jest prawdziwa pobożność.
Zaproś, przyprowadź kogoś do kościoła. Albo zachęć: niech przeczyta kawałek Pisma Świętego, albo się pomodli. Albo zrób to razem z nim.


2. tydzień Wielkiego Postu - środa  24 lutego

Mt 20,17-28 Mając udać się do Jerozolimy, Jezus wziął osobno Dwunastu i w drodze rzekł do nich: „Oto idziemy do Jerozolimy: tam Syn Człowieczy zostanie wydany arcykapłanom i uczonym w Piśmie. Oni skażą Go na śmierć i wydadzą Go poganom na wyszydzenie, ubiczowanie i ukrzyżowanie; a trzeciego dnia zmartwychwstanie”. Wtedy podeszła do Niego matka synów Zebedeusza ze swoimi synami i upadając Mu do nóg, o coś Go prosiła. On ją zapytał: „Czego pragniesz?” Rzekła Mu: „Po wiedz, żeby ci dwaj moi synowie zasiedli w Twoim królestwie jeden po prawej, a drugi po lewej Twej stronie”. Odpowiadając Jezus rzekł: „Nie wiecie, o co prosicie. Czy możecie pić kielich, który Ja mam pić?” Odpowiedzieli Mu: „Możemy”. On rzekł do nich: „Kielich mój pić będziecie. Nie do Mnie jednak należy dać miejsce po mojej stronie prawej i lewej, ale dostanie się ono tym, dla których mój Ojciec je przygotował”. Gdy dziesięciu to usłyszało, oburzyli się na tych dwóch braci. A Jezus przywołał ich do siebie i rzekł: „Wiecie, że władcy narodów uciskają je, a wielcy dają im odczuć swą władzę. Nie tak będzie u was. Lecz kto by między wami chciał stać się wielkim, niech będzie waszym sługą. A kto by chciał być pierwszym między wami, niech będzie waszym niewolnikiem. Na wzór Syna Człowieczego, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć i dać swoje życie na okup za wielu”.
Gabinet lekarski. Wchodzi jakaś zażywna jejmość. Doktor pyta:
- Co pani dolega?
- Przywykłam do tego, że tytułuje się mnie „Wielce szanowna pani”!
- Przykro mi, ale nie potrafię wyleczyć tego rodzaju schorzenia. Następny pacjent, proszę!
Pycha nie jest tylko wywyższaniem się nad innych. Zawsze znajdzie się ktoś mądrzejszy, piękniejszy, takie jest życie. Pycha to brak umiejętności spojrzenia na siebie w prawdzie. Pycha, to kłamstwo o sobie.
Jezus pyta Jakuba i Jana: czy możecie pić mój kielich? Możemy, możemy! – zapewniają. A w Ogrójcu usną, potem pouciekają, w zmartwychwstanie nie uwierzą. I jak tu wyleczyć tego rodzaju schorzenie? Nie ma lekarstwa z zewnątrz. Jest tylko samouzdrowienie.
Spuść z siebie trochę powietrza. Nie można ciągle żyć na wdechu.


2. tydzień Wielkiego Postu - czwartek  25 lutego

Łk 16,19-31 Jezus powiedział do faryzeuszów: „Żył pewien człowiek bogaty, który ubierał się w purpurę i bisior i dzień w dzień świetnie się bawił. U bramy jego pałacu leżał żebrak okryty wrzodami, imieniem Łazarz. Pragnął on nasycić się odpadkami ze stołu bogacza; nadto i psy przychodziły i lizały jego wrzody. Umarł żebrak i aniołowie zanieśli go na łono Abrahama. Umarł także bogacz i został pogrzebany. Gdy w Otchłani, pogrążony w mękach, podniósł oczy, ujrzał z daleka Abrahama i Łazarza na jego łonie. I zawołał: «Ojcze Abrahamie, ulituj się nade mną i poślij Łazarza; niech koniec swego palca umoczy w wodzie i ochłodzi mój język, bo strasznie cierpię w tym płomieniu». Lecz Abraham odrzekł: «Wspomnij, synu, że za życia otrzymałeś swoje dobra, a Łazarz przeciwnie, niedolę; teraz on tu doznaje pociechy, a ty męki cierpisz. A prócz tego między nami a wami zionie ogromna przepaść, tak że nikt, choćby chciał, stąd do was przejść nie może ani stamtąd do nas się przedostać». Tamten rzekł: «Proszę cię więc, ojcze, poślij go do domu mojego ojca. Mam bowiem pięciu braci: niech ich przestrzeże, żeby i oni nie przyszli na to miejsce męki". Lecz Abraham odparł: «Mają Mojżesza i Proroków, niechże ich słuchają». «Nie, ojcze Abrahamie, odrzekł tamten, lecz gdyby kto z umarłych poszedł do nich, to się nawrócą». Odpowiedział mu: «Jeśli Mojżesza i Proroków nie słuchają, to choćby kto z umarłych powstał, nie uwierzą»”.

Powiadają, że:
- ten, kto coś wie i wie o tym, że wie, to człowiek wykształcony;
- ten, kto coś wie, a nie wie o tym, że wie, to człowiek śpiący – wystarczy go obudzić,
- ten, kto nic nie wie, i wie o tym, że nie wie, to uczeń – wystarczy mu pomóc,
- ten, kto nic nie wie, i nie wie, że nie wie, to głupiec – dla niego nie ma już ratunku.
Jezusowa przypowieść o bogaczu i jego braciach w tle, to w gruncie rzeczy opowieść o głupcach, którzy nawet nie wiedzą, że niewiedzą – o Bogu i sądzie, miłosierdziu i łasce, bogactwie i biedzie, sytości i głodzie. W swojej głupocie przypominają pewnego księcia, który ustrzeliwszy orła był wielce zdziwiony, iż ten ma tylko jedną głowę, a nie dwie, jak na habsburżym herbie. Cóż, okazuje się, że dla głupoty nie ma ratunku.
Nawet jeśli wiesz niewiele, nic straconego. Zawsze można się jeszcze czegoś dowiedzieć. Obudź się. Otwórz książkę, gazetę, poszukaj w Internecie. Codziennie staraj się zasnąć mądrzejszy.


2. tydzień Wielkiego Postu - piątek  26 lutego

Mt 21,33-43.45-46 Jezus powiedział do arcykapłanów i starszych ludu:
„Posłuchajcie innej przypowieści: Był pewien gospodarz, który założył winnicę. Otoczył ją murem, wykopał w niej tłocznię, zbudował wieżę, w końcu oddał ją w dzierżawę rolnikom i wyjechał. Gdy nadszedł czas zbiorów, posłał swoje sługi do rolników, by odebrali plon jemu należny. Ale rolnicy chwycili jego sługi i jednego obili, drugiego zabili, trzeciego zaś kamieniami obrzucili. Wtedy posłał inne sługi, więcej niż za pierwszym razem, lecz i z nimi tak samo postąpili. W końcu posłał do nich swego syna, tak sobie myśląc: «Uszanują mojego syna». Lecz rolnicy zobaczywszy syna mówili do siebie: «To jest dziedzic; chodźcie, zabijmy go, a posiądziemy jego dziedzictwo». Chwyciwszy go, wyrzucili z winnicy i zabili. Kiedy więc właściciel winnicy przyjdzie, co uczyni z owymi rolnikami?”
Rzekli Mu: „Nędzników marnie wytraci, a winnicę odda w dzierżawę innym rolnikom, takim, którzy mu będą oddawali plon we właściwej porze”. Jezus im rzekł: „Czy nigdy nie czytaliście w Piśmie: «Kamień, który odrzucili budujący, ten stał się kamieniem węgielnym. Pan to sprawił i jest cudem w naszych oczach». Dlatego powiadam wam: Królestwo Boże będzie wam zabrane, a dane narodowi, który wyda jego owoce”. Arcykapłani i faryzeusze słuchając Jego przypowieści poznali, że o nich mówi. Toteż starali się Go ująć, lecz bali się tłumów, ponieważ Go miały za proroka.

Na poczcie znaleziono kopertę zaadresowaną do świętego Mikołaja – bez znaczka, ale za to ze zwrotnym adresem. Komisyjnie ją otwarto:
- Drogi świenty Mikołaju – pisał mały Grześ. – Moi rodzice som bardzo biedni. Proszem cie, przynieś mi trzapkę, renkawiczki, kórtkę i rower. Na koperdzie masz muj adres. Czekam. Pa.
Pracowników poczty zdjęła litość. Listonosz przyniósł wypraną kurtkę po synku, który z niej wyrósł. Panie z okienka zrzuciły się z chudych pensji na czapkę i rękawiczki. Na rower oczywiście nie starczyło. Zrobiono paczkę, którą. Zaadresowano do Grzesia. Listonoszce zaniósł ją chłopcu.
Po tygodniu na poczcie znów znaleziono kopertę zaadresowaną do świętego Mikołaja. Komisyjnie ją otwarto:
- Drogi świenty Mikołaju! Bardzo ci dzinkójem za prezęty. Wiem, rze jezdeś zapracowany, ale jak mnożesz, to za rok przynieś mi je sam osobiście. Bo dostałem ino trzaskę, enkawiczki i kórtke, a rower mi pewnie ukradły te świnie spoczty.
Dzisiejsza Ewangelia jest o niewdzięczności, o ludziach odrzucających miłość, kąsających miłosierną dłoń Boga. Jesteśmy wdzięczni Jezusowi dziś, kiedy jego śmierć mamy już za sobą. I zmartwychwstanie zresztą też. Jednak wdzięczność dla żyjących o wiele więcej warta, niż tylko wdzięczna pamięć o zmarłych.
Powiedz dzisiaj dziękuję. Nie, nie obcym i dalekim. Ale swoim bliskim, najbliższym.


2. tydzień Wielkiego Postu - sobota  27 lutego

Łk 15,1-3.11-32 W owym czasie zbliżali się do Jezusa wszyscy celnicy i grzesznicy, aby Go słuchać. Na to szemrali faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Ten przyjmuje grzeszników i jada z nimi”. Opowiedział im wtedy następującą przypowieść: „Pewien człowiek miał dwóch synów. Młodszy z nich rzekł do ojca: «Ojcze, daj mi część majątku, która na mnie przypada». Podzielił więc majątek między nich. Niedługo potem młodszy syn, zebrawszy wszystko, odjechał w dalekie strony i tam roztrwonił swój majątek, żyjąc rozrzutnie. A gdy wszystko wydał, nastał ciężki głód w owej krainie i on sam zaczął cierpieć niedostatek. Poszedł i przystał do jednego z obywateli owej krainy, a ten posłał go na swoje pola, żeby pasł świnie. Pragnął on napełnić swój żołądek strąkami, które jadały świnie, lecz nikt mu ich nie dawał. Wtedy zastanowił się i rzekł: «Iluż to najemników mojego ojca ma pod dostatkiem chleba, a ja tu z głodu ginę. Zabiorę się i pójdę do mego ojca, i powiem mu: Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie; już nie jestem godzien nazywać się twoim synem: uczyń mię choćby jednym z najemników». Wybrał się więc i poszedł do swojego ojca. A gdy był jeszcze daleko, ujrzał go jego ojciec i wzruszył się głęboko; wybiegł naprzeciw niego, rzucił mu się na szyję i ucałował go. A syn rzekł do niego: «Ojcze, zgrzeszyłem przeciw Bogu i względem ciebie, już nie jestem godzien nazywać się twoim synem». Lecz ojciec rzekł do swoich sług: «Przynieście szybko najlepszą suknię i ubierzcie go; dajcie mu też pierścień na rękę i sandały na nogi. Przyprowadźcie utuczone cielę i zabijcie: będziemy ucztować i bawić się, ponieważ ten mój syn był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się». I zaczęli się bawić. Tymczasem starszy jego syn przebywał na polu. Gdy wracał i był blisko domu, usłyszał muzykę i tańce. Przywołał jednego ze sług i pytał go, co to znaczy. Ten mu rzekł: «Twój brat powrócił, a ojciec twój kazał zabić utuczone cielę, ponieważ odzyskał go zdrowego». Na to rozgniewał się i nie chciał wejść; wtedy ojciec jego wyszedł i tłumaczył mu. Lecz on odpowiedział ojcu: «Oto tyle lat ci służę i nigdy nie przekroczyłem twojego rozkazu; ale mnie nie dałeś nigdy koźlęcia, żebym się zabawił z przyjaciółmi. Skoro jednak wrócił ten syn twój, który roztrwonił twój majątek z nierządnicami, kazałeś zabić dla niego utuczone cielę». Lecz on mu odpowiedział: «Moje dziecko, ty zawsze jesteś przy mnie i wszystko moje do ciebie należy. A trzeba się weselić i cieszyć z tego, że ten brat twój był umarły, a znów ożył; zaginął, a odnalazł się»”

Spotykają się dwaj przyjaciele. Pierwszy z nich ma niezwykle zasępioną minę – nos spuszczony na kwintę, zmarszczone czoło, podpuchnięte oczy w ciemnych, bezsennych obwódkach.
- Niech zgadnę – mówi widząc go ten drugi. – Albo ciebie spotkało jakieś nieszczęście, albo kogoś z twoich znajomych spotkało jakieś szczęście?
Przypowieść o synu marnotrawnym mniej dotyczy przebaczenia i miłosierdzia, a więcej zazdrości. Opowiedział ją wszak faryzeuszom i uczonym w Piśmie, którzy szemrali, że przyjmuje grzeszników i jada z nimi. Podejrzewam, że nie mówili tego głośno. Jezusowi wystarczył widok i nosów spuszczonych na kwintę, zmarszczonych czół i podpuchniętych oczu. Wyglądali na takich, których spotkało nieszczęście cudzego szczęścia.
Dowiedz się, że kogoś spotkało coś dobrego. A potem podejdź do niego, powiedz, że gratulujesz i że się cieszysz. Będzie cię to więcej kosztowało, niż niejedzenie kiełbasy w piątek. I wielka będzie twoja nagroda w niebie.

II niedziela Wielkiego Postu



Rozmawiamy o Przemienieniu Pańskim, o błyszczeniu i o tym, skąd się wzięły ubrania.

Łk 9,28b-36
Jezus wziął z sobą Piotra, Jana i Jakuba i wyszedł na górę, aby się modlić. Gdy się modlił, wygląd Jego twarzy się odmienił, a Jego odzienie stało się lśniąco białe. A oto dwóch mężów rozmawiało z Nim. Byli to Mojżesz i Eliasz. Ukazali się oni w chwale i mówili o Jego odejściu, którego miał dokonać w Jerozolimie. Tymczasem Piotr i towarzysze snem byli zmorzeni. Gdy się ocknęli, ujrzeli Jego chwałę i obydwóch mężów, stojących przy Nim. Gdy oni odchodzili od Niego, Piotr rzekł do Jezusa: Mistrzu, dobrze, że tu jesteśmy. Postawimy trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza. Nie wiedział bowiem, co mówi. Gdy jeszcze to mówił, zjawił się obłok i osłonił ich; zlękli się, gdy tamci weszli w obłok. A z obłoku odezwał się głos: To jest Syn mój, Wybrany, Jego słuchajcie! W chwili, gdy odezwał się ten głos, Jezus znalazł się sam. A oni zachowali milczenie i w owym czasie nikomu nic nie oznajmili o tym, co widzieli.

1. Tydzień Wielkiego Postu

1. tydzień Wielkiego Postu - poniedziałek

Mt 25,31-46 Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy Syn Człowieczy przyjdzie w swej chwale i wszyscy aniołowie z Nim, wtedy zasiądzie na swoim tronie, pełnym chwały. I zgromadzą się przed Nim wszystkie narody, a On oddzieli jedne od drugich, jak pasterz oddziela owce od kozłów. Owce postawi po prawej, a kozły po swojej lewej stronie.
Wtedy odezwie się Król do tych po prawej stronie: «Pójdźcie, błogosławieni Ojca mojego, weźcie w posiadanie królestwo, przygotowane wam od założenia świata. Bo byłem głodny, a daliście Mi jeść; byłem spragniony, a daliście Mi pić; byłem przybyszem, a przyjęliście Mnie; byłem nagi, a przyodzialiście Mnie; byłem chory, a odwiedziliście Mnie; byłem w więzieniu, a przyszliście do Mnie».
Wówczas zapytają sprawiedliwi: «Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym i nakarmiliśmy Ciebie? spragnionym i daliśmy Ci pić? Kiedy widzieliśmy Cię przybyszem i przyjęliśmy Cię? lub nagim i przyodzialiśmy Cię? Kiedy widzieliśmy Cię chorym lub w więzieniu i przyszliśmy do Ciebie? »
A Król im odpowie: «Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili».
Wtedy odezwie się do tych po lewej stronie: «Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom. Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić; byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie».
Wówczas zapytają i ci: «Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?»
Wtedy im odpowie: «Zaprawdę powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili».
I pójdą ci na mękę wieczną, sprawiedliwi zaś do życia wiecznego”.

Pierwsze kazanie rekolekcyjne:
- Trzeba starać się jak najlepiej zarabiać… - zaczął kaznodzieja.
- Świetnie mówi – jeden z wiernych trącił sąsiada w ławce.
- Powiem więcej: nie tylko jak najlepiej zarabiać, ale też jak najwięcej z tego odłożyć…
- No nie – wymamrotał znów nasz słuchacz – nie wiedziałem, że spotkam jeszcze tak życiowego księdza.
- A teraz najważniejsze… - kaznodzieja zawiesił głos. – Wszystko po to, by móc jak najwięcej rozdać ubogim!
- No i takie kazanie diabli wzięli – westchnął z zawodem dotąd zadowolony słuchacz.

Nakarmić i napoić, przyodziać, w dom przyjąć, odwiedzić – to nie jest zwykła zachęta. To honorowy kodeks postępowania człowieka ochrzczonego, według którego Chrystus osądzi każdego z nas.
Nie tylko nakarm i napój. Więcej – spójrz głęboko w oczy tego, kogo karmisz lub poisz. Zobacz w nich Chrystusa, może nawet bardziej, niż na ołtarzu.


1. tydzień Wielkiego Postu - wtorek

Mt 6,7-15 Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Na modlitwie nie bądźcie gadatliwi jak poganie. Oni myślą, że przez wzgląd na swe wielomówstwo będą wysłuchani. Nie bądźcie podobni do nich. Albowiem wie Ojciec wasz, czego wam potrzeba, wpierw zanim Go poprosicie. Wy zatem tak się módlcie:
Ojcze nasz, któryś jest w niebie: święć się imię Twoje, przyjdź królestwo Twoje, bądź wola Twoja jako w niebie, tak i na ziemi. Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj; i odpuść nam nasze winy, jako i my odpuszczamy naszym winowajcom; i nie dopuść, abyśmy ulegli pokusie, ale nas zbaw ode złego.
Jeśli bowiem przebaczycie ludziom ich przewinienia, i wam przebaczy Ojciec wasz niebieski. Lecz jeśli nie przebaczycie ludziom, i Ojciec wasz nie przebaczy wam waszych przewinień”.

- Prawda, wiecie, właśnie, że tak powiem, naturalnie, jakby – różne ludzie mają przysłowia, czyli słowa lub zwroty, które, przesadnie wtrącane w wypowiedź w gruncie rzeczy nic nie znaczą. By nie wspomnieć już o nie nadających się do zacytowania przekleństw wszelkiego kalibru. Pewien człowiek miał jednak przezabawne przysłowie: niemal w każdym zdaniu wtrącał pobożne słowo „Amen”.
- Dlaczego tak mówisz? – spytał ktoś.
- Chcę w ten sposób powiedzieć: Panie Boże, jestem tutaj, dysponuj mną według uznania!
- No dobrze, a nie wystarczy ci powiedzieć „Amen” na końcu pacierza?
- „Amen” na końcu modlitwy, która jest prośbą, oznacza: zgadzam się na każdą Twoją odpowiedź, Panie, zarówno na Twoje „tak”, „nie” jak i na „zaczekaj”.

Korzystałem kiedyś z rozmówek polsko-wegierskich. Dzięki nim, potrafiłem zapytać o wszystko, co mi było potrzebne: drogę, nocleg, jedzenie i pieniądze. Rozmówki miały tylko jedną wadę – nie sposób było przy ich użyciu zrozumieć odpowiedzi tuziemców.
Modlitwa, to rodzaj szczególnej „rozmówki” z Bogiem, w której jego odpowiedź łatwiej zrozumieć, niż przyjąć.
Starannie wypowiadaj „Amen” w modlitwie. I pamiętaj, co ono znaczy.


1. tydzień Wielkiego Postu - środa

Łk 11,29-32 Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: „To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia.
Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon.
Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz”.

Znany snycerz przyniósł królowi w darze misternie rzeźbione, naturalnej wielkości i barwy jabłka, grusze i granaty. Władca zachwycony kunsztem artysty kazał wypłacić mu sto złotych monet.
Ubogi chłop przyniósł królowi kosz prawdziwych jabłek, gruszek i granatów. Dostał za to wszystkiego dwa marne, srebrne pieniążki…
Bywa, że ludzie wyżej sobie cenią znaki, niż to, na co one wskazują. To dlatego plemię „przewrotne i żmijowe” patrząc ponad Jezusem, ślepe na Niego samego, domaga się znaku. Może i dla ciebie obrazek, medalik i krzyżyk – poświęcone, ale jednak tylko przedmioty – znaczą więcej, niż sam Jezus?


1. tydzień Wielkiego Postu - czwartek

Mt 7,7-12 Jezus powiedział do swoich uczniów: „Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Albowiem każdy, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajduje; a kołaczącemu otworzą.
Gdy którego z was syn prosi o chleb, czy jest taki, który poda mu kamień? Albo gdy prosi o rybę, czy poda mu węża? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec wasz, który jest w niebie, da to co dobre tym, którzy Go proszą.
Wszystko więc, co byście chcieli, żeby wam ludzie czynili, i wy im czyńcie. Albowiem na tym polega Prawo i Prorocy”.

Chłopiec robi porządki wokół piaskownicy. Pozbierał papierki, zgrabił zeschłe liście. Przeszkadza mu jeszcze zbutwiały pień. Próbuje go odciągnąć, potem popchnąć, podważa znalezioną gałęzią, rzuca weń kamieniami. Bezskutecznie – pień ani drgnie. Z boku przygląda się ojciec malca.
- Czy wypróbowałeś już wszystkie możliwe sposoby? – pyta.
- Tak, tato. Ciągnąłem go, pchałem i podważałem. To na nic.
- I zrobiłeś WSZYSTKO, co mogłeś.
- Wszystko.
- Nie, nie wszystko. Nie zrobiłeś jeszcze jednego.
- Czego?
- Nie poprosiłeś mnie o pomoc.
Masz jakiś problem. Pchasz go, ciągniesz, podważasz, obrzucasz kamieniami. Wszystko to na nic. Wszystko? Spróbuj jeszcze jednego – poproś o pomoc.
Wybierz to, co cię najbardziej boli czy dręczy. I pomódl się za to. Ot, wszystko.


1. tydzień Wielkiego Postu - piątek

5,20-26
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeśli wasza sprawiedliwość nie będzie większa niż uczonych w Piśmie i faryzeuszów, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego.
Słyszeliście, że powiedziano przodkom: «Nie zabijaj»; a kto by się dopuścił zabójstwa, podlega sądowi. A Ja wam powiadam: Każdy, kto się gniewa na swego brata, podlega sądowi. A kto by rzekł swemu bratu «Raka», podlega Wysokiej Radzie. A kto by mu rzekł «Bezbożniku», podlega karze piekła ognistego.
Jeśli więc przyniesiesz dar swój przed ołtarz i tam wspomnisz, że brat twój ma coś przeciw tobie, zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i ofiaruj dar swój.
Pogódź się ze swoim przeciwnikiem szybko, dopóki jesteś z nim w drodze, by cię przeciwnik nie podał sędziemu, a sędzia dozorcy, i aby nie wtrącono cię do więzienia. Zaprawdę powiadam ci: nie wyjdziesz stamtąd, aż zwrócisz ostatni grosz”.

Noc. Wilki atakują stado dzikich koni. Konie bronią się, jak potrafią – wierzgają zadnimi nogami, by zadać cios drapieżnikom. Ale przy okazji, zdarza się, że kopią się także nawzajem. Po – mimo wszystko – szczęśliwie przeżytej nocy zbierają się na naradę.
- Wilki zaatakują raz jeszcze – mówi doświadczony przewodnik stada. – Żeby się skutecznie obronić musimy stanąć w kręgu, głowa przy głowie, zadami na zewnątrz. Wtedy nie będziemy się nawzajem kopać.
Już najbliższej nocy metoda okazuje się zupełnie bezbolesna dla koni i jednocześnie zabójcza dla wilków.
Pojednać się z bratem znaczy tyle, co stanąć z nim twarzą w twarz, głowa w głowę. To tak, jakby Jezus mówił: kopcie, ale nie siebie nawzajem, lecz to, co na zewnątrz: podłość i grzech.
Dobra rada: Nie powiedz dziś złego słowa do bliźniego. Nie powiedz dziś złego sowa o bliźnim. Nie kop go – hm – językiem.


1. tydzień Wielkiego Postu - sobota

Mt 5,43-48 Jezus powiedział do swoich uczniów: „Słyszeliście, że powiedziano: «Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził».
A Ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują; tak będziecie synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych.
Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią?
Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest wasz Ojciec niebieski”.

Hala gdzieś w górach. Niemłody już góral dogląda owiec. Podchodzi turysta ze szlaku.
- Jak się wam owce pasą, gospodarzu?
- A które, białe czy czarne?
Nieco zbity z pantałyku ceper wybiera:
- Ee, no…, tego…, białe.
- Białe dobrze.
- A czarne?
- Też dobrze.
- A ile wełny dają rocznie?
- A które, białe czy czarne?
- No, białe.
- Cztery kilo każda.
- A czarne?
- Też cztery kilo każda.
- A co z mlekiem? Ile mleka dają?
- A które, białe czy czarne?
- Białe.
- Białe dają półtora litra dziennie. Każda sztuka.
- A czarne?
- A czarne też półtora litra dziennie.
- A niech mi pan powie w takim razie, dlaczego za każdym razem pyta pan, czy chodzi mi o czarne czy o białe owce, skoro u jednych i u drugich wszystko ma się tak samo?
- A, to dlatego, że białe owce są moje.
- A czarne?
- A czarne też są moje
To my rozróżniamy na lepszych i gorszych, wierzących i niewierzących, świętych i grzesznych, przyjaciół i wrogów. A Bóg śmieje się z tych naszych nieszczęsnych rozróżnień i jakby na przekór nam leje deszczem i grzeje słońcem jednakowo na wszystkich.
Nie czekaj aż:
- ktoś pierwszy poda ci rękę,
- powie dzień dobry,
- przeprosi cię,
- uśmiechnie się do ciebie,
- zagadnie.
Bądź miły dla innych nie dlatego, że są dżentelmenami, ale dlatego, że ty nim jesteś.

II niedziela Wielkiego Postu



Łk 4,1-13
Jezus pełen Ducha Świętego, powrócił znad Jordanu i czterdzieści dni przebywał w Duchu na pustyni, gdzie był kuszony przez diabła. Nic w owe dni nie jadł, a po ich upływie odczuł głód. Rzekł Mu wtedy diabeł: Jeśli jesteś Synem Bożym, powiedz temu kamieniowi, żeby się stał chlebem. Odpowiedział mu Jezus: Napisane jest: Nie samym chlebem żyje człowiek. Wówczas wyprowadził Go w górę, pokazał Mu w jednej chwili wszystkie królestwa świata i rzekł diabeł do Niego: Tobie dam potęgę i wspaniałość tego wszystkiego, bo mnie są poddane i mogę je odstąpić, komu chcę. Jeśli więc upadniesz i oddasz mi pokłon, wszystko będzie Twoje. Lecz Jezus mu odrzekł: Napisane jest: Panu, Bogu swemu, będziesz oddawał pokłon i Jemu samemu służyć będziesz. Zaprowadził Go też do Jerozolimy, postawił na narożniku świątyni i rzekł do Niego: Jeśli jesteś Synem Bożym, rzuć się stąd w dół! Jest bowiem napisane: Aniołom swoim rozkaże o Tobie, żeby Cię strzegli, i na rękach nosić Cię będą, byś przypadkiem nie uraził swej nogi o kamień. Lecz Jezus mu odparł: Powiedziano: Nie będziesz wystawiał na próbę Pana, Boga swego. Gdy diabeł dokończył całego kuszenia, odstąpił od Niego aż do czasu.