Wielka Środa 1 kwietnia

Mt 26,14-25:
 Jeden z Dwunastu, imieniem Judasz Iskariota, udał się do arcykapłanów i rzekł: „Co chcecie mi dać, a ja wam Go wydam”. A oni wyznaczyli mu trzydzieści srebrników. Odtąd szukał sposobności, żeby Go wydać.
W pierwszy dzień Przaśników przystąpili do Jezusa uczniowie i zapytali Go: „Gdzie chcesz, żebyśmy Ci przygotowali Paschę do spożycia ?”
On odrzekł: „Idźcie do miasta, do znanego nam człowieka i powiedzcie mu: «Nauczyciel mówi: Czas mój jest bliski; u ciebie chcę urządzić Paschę z moimi uczniami»”. Uczniowie uczynili tak, jak im polecił Jezus, i przygotowali Paschę.
Z nastaniem wieczoru zajął miejsce u stołu razem z dwunastu uczniami. A gdy jedli, rzekł: „Zaprawdę powiadam wam: jeden z was Mnie zdradzi”.
Zasmuceni tym bardzo, zaczęli pytać jeden przez drugiego: „Chyba nie ja, Panie?”
On zaś odpowiedział: „Ten, który ze Mną rękę zanurza w misie, on Mnie zdradzi. Wprawdzie Syn Człowieczy odchodzi, jak o Nim jest napisane; lecz biada temu człowiekowi, przez którego Syn Człowieczy będzie wydany. Byłoby lepiej dla tego człowieka, gdyby się nie narodził”.
Wtedy Judasz, który Go miał zdradzić, rzekł: „Czy nie ja, Rabbi?” Mówi mu: „Tak jest, ty”.

Giotto, Zdrada Judasza

- Dlaczego ludzie tak głupieją nieraz?
- Od pieniędzy.
- Od pieniędzy? Przecież bez nich nie można zbudować domu, kupić chleba, wspomóc biednego. Co złego jest w pieniądzach.
- Podejdź do okna. Co widzisz?
- Ulicę, samochody, biegnących – każdy w swoją stronę – ludzi.
- A teraz podejdź tutaj, do lustra. Co widzisz?
- Siebie.
- A czym się różni lustro od zwykłej szyby?
- Warstwą odrobiny jakiegoś takiego srebra.
- No właśnie. Wystarczy odrobina srebra i człowiek przestaje widzieć cokolwiek, poza samym sobą. Rozumiesz już teraz, od czego głupieją ludzie?
Różnie próbuje się wyjaśnić zdradę Judasza: zazdrością, chciwością, zawiścią, może nawet szantażem jakimś uwikłaniem… Któż to wie, jak było naprawdę. Jednak myślę, że w tej sprawie jest jedno dobre, choć ogólne, wytłumaczenie: Judasz przestał widzieć cokolwiek i kogokolwiek poza sobą. Wystarczyła odrobina srebra. Bo przecież trzydzieści srebrników za zdradę kogoś takiego, jak Jezus, to faktycznie odrobina – miesięczna pensja niewykwalifikowanego robotnika. Jak ciężko w życiu człowiekowi, który świata poza sobą samym nie widzi…
Częściej spoglądaj w okno, niż w lustro. Częściej słucha człowieka żywego, nić wirtualnego czy medialnego.

Wielki Wtorek 31 marca

J 13,21-33.36-38:
 Jezus w czasie wieczerzy z uczniami swoimi doznał głębokiego wzruszenia i tak oświadczył: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeden z was Mnie zdradzi”. Spoglądali uczniowie jeden na drugiego niepewni, o kim mówi.
Jeden z uczniów Jego, ten, którego Jezus miłował, spoczywał na Jego piersi. Jemu to dał znak Szymon Piotr i rzekł do niego: „Kto to jest? O kim mówi?” Ten oparł się zaraz na piersi Jezusa i rzekł do Niego: „Panie, kto to jest?”
Jezus odpowiedział: „To ten, dla którego umaczam kawałek chleba i podam mu”. Umoczywszy więc kawałek chleba, wziął i podał Judaszowi, synowi Szymona Iskarioty. A po spożyciu kawałka chleba wszedł w niego szatan.
Jezus zaś rzekł do niego: „Co chcesz czynić, czyń prędzej”. Nikt jednak z biesiadników nie rozumiał, dlaczego mu to powiedział. Ponieważ Judasz miał pieczę nad trzosem, niektórzy sądzili, że Jezus powiedział do niego: „Zakup, czego nam potrzeba na święta”, albo żeby dał coś ubogim. On zaś po spożyciu kawałka chleba zaraz wyszedł. A była noc.
Po jego wyjściu rzekł Jezus: „Syn Człowieczy został teraz otoczony chwałą, a w Nim Bóg został chwałą otoczony. Jeżeli Bóg został w Nim chwałą otoczony, to i Bóg Go otoczy chwałą w sobie samym, i to zaraz Go chwałą otoczy. Dzieci, jeszcze krótko jestem z wami. Będziecie Mnie szukać, ale jak to Żydom powiedziałem, tak i wam teraz mówię, dokąd Ja idę, wy pójść nie możecie”.
Rzekł do Niego Szymon Piotr: „Panie, dokąd idziesz?”
Odpowiedział mu Jezus: „Dokąd Ja idę, ty teraz za Mną pójść nie możesz, ale później pójdziesz”.
Powiedział Mu Piotr: „Panie, dlaczego teraz nie mogę pójść za Tobą? Życie moje oddam za Ciebie”.
Odpowiedział Jezus: „Życie swoje oddasz za Mnie? Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Kogut nie zapieje, aż ty trzy razy się Mnie wyprzesz”.

Giuseppe De Ribera, Święty Piotr

Po naszej stronie
Kolejna bitwa krwawej wojny. Zanim zacznie się szturm, artyleria przeczesuje przedpole. Żołnierze przywarli w okopach. Jeden z nich, nasadzając bagnet trąca nieśmiało oficera, który przykucnął obok:
- Panie poruczniku, jak pan myśli: czy Bóg jest po naszej stronie?
Oficer ociera pot z czoła, poprawia hełm i mrużąc oczy wzdycha:
- Wiesz synku, nie wiem, czy Bóg jest po naszej stronie. Natomiast zastanawiam się, czy my jesteśmy po stronie Boga.
Nurtuje cię to pytanie: czy Bóg jest ze mną? Zarówno wtedy, gdy sumiennie pracujesz, jaj i wówczas, kiedy ze tej pracy coś wynosisz: jedzenie, śrubki, trochę złomu albo innego towaru. Wtedy, gdy głaszczesz dzieci, i wtedy, gdy dajesz im klapsa. Gdy sprzątasz mieszkanie albo harujesz w ogródku a wówczas, gdy byczysz się przed telewizorem. Czy Bóg jest ze mną? Wiesz co? To niewłaściwe pytanie. Przy wszystkich swoich zajęciach zastanów się raczej nad tym właśnie, czy ty jesteś z Nim.
A co na to Pan Bóg? – zadawaj sobie to pytanie, zarówno wówczas, kiedy odczuwasz satysfakcję, jak i wtedy, gdy czujesz się obity jak pies.

Wielki Poniedziałek 30 marca

Dieric Bouts, Jezus w Betanii
J 12,1-11:
 Na sześć dni przed Paschą Jezus przybył do Betanii, gdzie mieszkał Łazarz, którego Jezus wskrzesił z martwych. Urządzono tam dla Niego ucztę. Marta posługiwała, a Łazarz był jednym z zasiadających z Nim przy stole. Maria zaś wzięła funt szlachetnego i drogocennego olejku nardowego i namaściła Jezusowi nogi, a włosami swymi je otarła. A dom napełnił się wonią olejku.
Na to rzekł Judasz Iskariota, jeden z uczniów Jego, ten, który Go miał wydać: „Czemu to nie sprzedano tego olejku za trzysta denarów i nie rozdano ich ubogim?” Powiedział zaś to nie dlatego, jakoby dbał o biednych, ale ponieważ był złodziejem, i mając trzos wykradał to, co składano.
Na to Jezus powiedział: „Zostaw ją! Przechowała to, aby Mnie namaścić na dzień mojego pogrzebu. Bo ubogich zawsze macie u siebie, ale Mnie nie zawsze macie”.
Wielki tłum Żydów dowiedział się, że tam jest; a przybyli nie tylko ze względu na Jezusa, ale także by ujrzeć Łazarza, którego wskrzesił z martwych. Arcykapłani zatem postanowili stracić również Łazarza, gdyż wielu z jego powodu odłączyło się od Żydów i uwierzyło w Jezusa.

Piekarz i rzeźnik prowadzili handel wymienny: piekarz codziennie dawał rzeźnikowi dwufuntowy bochenek chleba, a rzeźnik ważący również dwa funty wołowiny.
Układ funkcjonował bez zarzuty, aż do dnia, kiedy piekarza coś podkusiło i zważył mięso przyniesione przez rzeźnika:
- Ty draniu – wykrzykną. – twoje mięso waży nie dwa funty, ale ledwo półtora! Od jak dawna mnie oszukujesz, szubrawcze?!
- Wcale cię nie oszukuję – odpowiedział spokojnie rzeźnik. – Do odmierzenia twojej porcji wołowiny nigdy nie używam odważników.
- Więc co? Dajesz mi tyle mięsa, ile ci się ukroi?
- Nie – wyjaśnił rzeźnik. – Jako odważnika używam twojego bochenka chleba.
Jak wiele Maria otrzymała od Jezusa. Ten olejek, wart był trzysta denarów, jak błyskawicznie policzył Judasz, trzysta denarów, to jest równowartość rocznego zarobku prostego robotnika, czyli tyle, za ile dziś można kupić najtańszy samochód. Jak wiele otrzymała Maria, że obdarowała Jezusa tak cennym olejkiem? Czy ludzkie relacje z Jezusem w ogóle można zmierzyć, zważyć, oszacować. Czy ma to jakikolwiek sens?
Jeśli chodzi o zakupy, inwestycje, oszczędności – owszem, zawsze to skrzętnie policz. Ale – na Boga – nie da się, nie można, nie wypada kalkulować wszystkiego. Daj jałmużnę, albo wspomóż jakieś dobre dzieło bez liczenia, bez oglądania się na wartość. By się nie okazało, że twoje dwa funty są piórkiem, wobec dwóch funtów Jezusowych.

Niedziela Palmowa Męki Pańskiej 29 marca: Osioł i płaszcz

Rozmowa o Ewangelii o wjeździe Jezusa do Jerozolimy


Mk 11,1-19:

Gdy się zbliżali do Jerozolimy, do Betfage i Betanii na Górze Oliwnej,
posłał dwóch spośród swoich uczniów i rzekł im: Idźcie do wsi, która
jest przed wami, a zaraz przy wejściu do niej znajdziecie oślę uwiązane,
na którym jeszcze nikt z ludzi nie siedział. Odwiążcie je i
przyprowadźcie tutaj! A gdyby was kto pytał, dlaczego to robicie,
powiedzcie: Pan go potrzebuje i zaraz odeśle je tu z powrotem.
Poszli i
znaleźli oślę przywiązane do drzwi z zewnątrz, na ulicy. Odwiązali je, a
niektórzy ze stojących tam pytali ich: Co to ma znaczyć, że
odwiązujecie oślę? Oni zaś odpowiedzieli im tak, jak Jezus polecił. I
pozwolili im. Przyprowadzili więc oślę do Jezusa i zarzucili na nie swe
płaszcze, a On wsiadł na nie. Wielu zaś słało swe płaszcze na drodze, a
inni gałązki ścięte na polach. A ci, którzy Go poprzedzali i którzy szli
za Nim, wołali: Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię
Pańskie. Błogosławione królestwo ojca naszego Dawida, które przychodzi.
Hosanna na wysokościach!



5. tydzień Wielkiego Postu

5. tydzień Wielkiego Postu - środa 25 marca

 J 8,31-42: Jezus powiedział do Żydów, którzy Mu uwierzyli: „Jeżeli będziecie trwać w nauce mojej, będziecie prawdziwie moimi uczniami i poznacie prawdę, a prawda was wyzwoli”. Odpowiedzieli Mu: „Jesteśmy potomstwem Abrahama i nigdy nie byliśmy poddani w niczyją niewolę. Jakżeż Ty możesz mówić: «Wolni będziecie?»” Odpowiedział im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Każdy, kto popełnia grzech, jest niewolnikiem grzechu. A niewolnik nie przebywa w domu na zawsze, lecz Syn przebywa na zawsze. Jeżeli więc Syn was wyzwoli, wówczas będziecie rzeczywiście wolni. Wiem, że jesteście potomstwem Abrahama, ale wy usiłujecie Mnie zabić, bo nie przyjmujecie mojej nauki. Głoszę to, co widziałem u mego Ojca, wy czynicie to, coście słyszeli od waszego ojca”. W odpowiedzi rzekli do Niego: „Ojcem naszym jest Abraham”. Rzekł do nich Jezus: „Gdybyście byli dziećmi Abrahama, to byście pełnili czyny Abrahama. Teraz usiłujecie Mnie zabić, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. Tego Abraham nie czynił. Wy pełnicie czyny ojca waszego”. Rzekli do Niego: „Myśmy się nie narodzili z nierządu, jednego mamy Ojca - Boga”. Rzekł do nich Jezus: „Gdyby Bóg był waszym ojcem, to i Mnie byście miłowali. Ja bowiem od Boga wyszedłem i przychodzę. Nie wyszedłem od siebie, lecz On Mnie posłał”.

Dwóch więźniów w celi. Jeden z nich niespokojnie krąży po celi od ściany do ściany, od zakratowanego okna do drzwi. Drugi, spokojnie siedzący na pryczy, pyta:
- Co ty tak chodzisz? Czy ty myślisz, że jak chodzisz, to nie siedzisz?
Jesteśmy dziećmi Abrahama! Wolni jesteśmy! – oburzają się słuchacze Jezusa. Tylko wam się tak wydaje. Nie grube więzienne ściany, stalowe drzwi k firanka z krat w małym okienku odbierają wolność, a grzech. Jezus powiedział już coś podobnego: nie to, co z zewnątrz wchodzi w człowieka czyni go nieczysty, lecz to, co pochodzi z jego wnętrza. Wolność, to czystość, nieskazitelność, niepokalaność. Filozofowie mówią: wolność jest o tyle wolnością w ogóle, o ile jest wolnością do dobra. Nie ma wolności do zła. To co najwyżej jej karykatura, czyli swawola.
Poczuj się wolnym – zrób coś dobrego.


5. tydzień Wielkiego Postu - czwartek 26 marca

 J 8,51-59: Jezus powiedział do Żydów: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeśli kto zachowa moją naukę, nie zazna śmierci na wieki”. Rzekli do Niego Żydzi: „Teraz wiemy, że jesteś opętany. Abraham umarł i prorocy, a Ty mówisz: «Jeśli kto zachowa moją naukę, ten śmierci nie zazna na wiek». Czy Ty jesteś większy od ojca naszego Abrahama, który przecież umarł? I prorocy pomarli. Kim Ty siebie czynisz?” Odpowiedział Jezus: „Jeżeli Ja sam siebie otaczam chwałą, chwała moja jest niczym. Ale jest Ojciec mój, który Mnie chwałą otacza, o którym wy mówicie: «Jest naszym Bogiem», ale wy Go nie znacie. Ja Go jednak znam. Gdybym powiedział, że Go nie znam, byłbym podobnie jak wy kłamcą. Ale Ja Go znam i słowo Jego zachowuję. Abraham, ojciec wasz, rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień, ujrzał go i ucieszył się”. Na to rzekli do Niego Żydzi: „Pięćdziesięciu lat jeszcze nie masz, a Abrahama widziałeś?” Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Zanim Abraham stał się, Ja jestem”. Porwali więc kamienie, aby je rzucić na Niego. Jezus jednak ukrył się i wyszedł ze świątyni.

Pewien rolnik ma fermę świń. Nie grzeszy pobożnością.
- Po co mi chodzić do kościoła – tłumaczy – Kościół jest zły, skoro tylu w nim grzeszników i obłudników.
Aż raz przychodzi do hodowcy miejscowy proboszcz. Chce kupić świniaka. Gospodarz prowadzi go do zagrody i prezentuje swój przychówek. Proboszcz wybiera prosię: kulawe, brudne z oklapniętym uchem, parchate i chude tak, że – co u świni niezwykłe – żebra chcą przebić skórę.
- Wybrał ksiądz dobrodziej najbrzydsze prosię, któremu pozwalam żyć tylko dlatego, że mi go żal. To nie dla księdza. O tu i tu, i tutaj, proszę zobaczyć, jakie piękne sztuki. Niech ksiądz wybierze którąś z nich!
Ksiądz jednak się upiera. Poza tym gotów jest zapłacić jak za każdą inną sztukę, więc w końcu dobijają targu. Gospodarzowi jednak nie daje to spokoju.
- Po co księdzu taka marna świnia?
- Wsadzę ją na wózek, żeby obwieźć ja po całej wsi i pokazać jakie świnie macie na swojej fermie.
- Proszę księdza, ależ to niesprawiedliwe! Sam ksiądz widział, że to tylko jeden taki prosiak. No, może ze dwa, trzy podobne jeszcze by się znalazły. Ale reszta, to piękne, tłuściutkie sztuki. Nie może mi ksiądz tego zrobić. To niesprawiedliwe!
- A to jest sprawiedliwe, że wy nie chodzicie do kościoła z powodu paru grzeszników, którzy też do niego chodzą?
Nie zazna śmierci na wieki, kto zachowa Jezusowa naukę. Zachowa, to znaczy pozna ją, zrozumie, przyjmie, według niej ułoży swoje życie. Nie da się ukryć, że jest przy tym trochę wysiłku. Ale warto. Ostatecznie czego się nie robi, żeby zachować życie. Tonący się nawet brzytwy chwyta… Jak rozkoszną głupotą wydaje się wobec tego tłumaczenie swojego własnego braku zaangażowania obłudą i grzesznością bliźnich. Toż to czyste samobójstwo.
Nie oglądaj się na innych. Nie tłumacz się ani nie pocieszaj siebie tym, że są od ciebie gorsi. Kiedy ktoś grzeszy, a ty nie umiesz go upomnieć, to po prostu spuść wzrok. I nic więcej.


5. tydzień Wielkiego Postu - piątek 27 marca

 J 10,31-42: Żydzi porwali kamienie, aby Jezusa ukamienować. Odpowiedział im Jezus: „Ukazałem wam wiele dobrych czynów pochodzących od Ojca. Za który z tych czynów chcecie Mnie ukamienować ?” Odpowiedzieli Mu Żydzi: „Nie chcemy Cię kamienować za dobry czyn, ale za bluźnierstwo, za to, że Ty będąc człowiekiem uważasz siebie za Boga”. Odpowiedział im Jezus: "Czyż nie napisano w waszym Prawie: «Ja rzekłem: Bogami jesteście?» Jeżeli Pismo nazywa bogami tych, do których skierowano słowo Boże — a Pisma nie można odrzucić - to jakżeż wy o Tym, którego Ojciec poświęcił i posłał na świat, mówicie: «Bluźnisz», dlatego że powiedziałem: Jestem Synem Bożym? Jeżeli nie dokonuję dzieł mojego Ojca, to Mi nie wierzcie. Jeżeli jednak dokonuję, to choćbyście Mnie nie wierzyli, wierzcie moim dziełom, abyście poznali i wiedzieli, że Ojciec jest we Mnie, a Ja w Ojcu”. I znowu starali się Go pojmać, ale On uszedł z ich rąk. I powtórnie udał się za Jordan, na miejsce, gdzie Jan poprzednio udzielał chrztu, i tam przebywał. Wielu przybyło do Niego, mówiąc, iż Jan wprawdzie nie uczynił żadnego znaku, ale że wszystko, co Jan o Nim powiedział, było prawdą. I wielu tam w Niego uwierzyło.

Pewnego razu przeprowadzono ankietę pod hasłem „Katolik XXI wieku”. Wśród wielu pytań, było i takie:
- Jak dobry katolik może głosić Chrystusa?
Padały różne odpowiedzi. Jedna z nich była jednak zaskakująca:
- Katolik nie musi nic mówić. Dobry katolik, to taki człowiek, na którego się patrzy i to wystarcza.
Za który z tych czynów chcecie mnie ukamienować? – pyta Jezus. To ciekawe: czyny przemawiają mocno, mocniej, niż słowa, najmocniej. To tak, jak ktoś powiedział w innej sprawie, że – mianowicie – wychowuje się na trzy sposoby: przykładem, przykładem i jeszcze raz przykładem. Czyli czynem.
Chcesz być apostołem? Nie musisz nic mówić. Wystarczy tylko, żebyś przyzwoicie żył. To co, chcesz być apostołem, czy nie?


5. tydzień Wielkiego Postu - sobota 28 marca

 J 11,45-57: Wielu spośród Żydów przybyłych do Marii, ujrzawszy to, czego Jezus dokonał, uwierzyło w Niego. Niektórzy z nich udali się do faryzeuszów i donieśli im, co Jezus uczynił. Wobec tego arcykapłani i faryzeusze zwołali Najwyższą Radę i rzekli: „Cóż my robimy wobec tego, że ten człowiek czyni wiele znaków? Jeżeli Go tak pozostawimy, to wszyscy uwierzą w Niego, i przyjdą Rzymianie, i zniszczą nasze miejsce święte i nasz naród”. Wówczas jeden z nich, Kajfasz, który w owym roku był najwyższym kapłanem, rzekł do nich: „Wy nic nie rozumiecie i nie bierzecie tego pod uwagę, że lepiej jest dla was, gdy jeden człowiek umrze za lud, niż miałby zginąć cały naród”. Tego jednak nie powiedział sam od siebie, ale jako najwyższy kapłan w owym roku wypowiedział proroctwo, że Jezus miał umrzeć za naród, a nie tylko za naród, ale także, by rozproszone dzieci Boże zgromadzić w jedno. Tego więc dnia postanowili Go zabić. Odtąd Jezus już nie występował wśród Żydów publicznie, tylko odszedł stamtąd do krainy w pobliżu pustyni, do miasteczka, zwanego Efraim, i tam przebywał ze swymi uczniami. A była blisko Pascha żydowska. Wielu przed Paschą udawało się z tej okolicy do Jerozolimy, aby się oczyścić. Oni więc szukali Jezusa i gdy stanęli w świątyni, mówili jeden do drugiego: „Cóż wam się zdaje? Czyżby nie miał przyjść na święto?” Arcykapłani zaś i faryzeusze wydali polecenie, aby każdy, ktokolwiek będzie wiedział o miejscu Jego pobytu, doniósł o tym, aby Go można było pojmać.

Już miał zrobić ten pierwszy krok, już miał ruszyć przez zatłoczoną samochodami jezdnię, kiedy nagle ktoś przytrzymał go, chwytając za ramię.
- Stój! Uważaj! Czerwone światło!
- To co, że czerwone – zdziwił się. – I tak wszyscy przechodzą.
- To co, że wszyscy przechodzą. Ty nie patrz na wszystkich. Ty patrz na światło…
Boję się określeń kategorycznych, w rodzaju: nigdy, zawsze, nikt albo wszyscy. Chyba dlatego, że kojarzy mi się nie tylko z trzema muszkieterami i ich „Jeden za wszystkich, wszyscy za jednego”, ale także z tym ewangelijnym: warto jednego poświęcić za naród, czyli za wszystkich.
W pracy, na ulicy, nawet w kościele – nigdy – o przepraszam, mówiłem, że nie lubię kategorycznych określeń, ale tym razem, to będzie wyjątek – nigdy nie patrz, co robią inny. Zawsze patrz na Światło.

5. tydzień Wielkiego Postu - wtorek 24 marca

http://luisapiccarreta.com/wp-content/uploads/2014/06/BlessedTrinity.jpg
Święta Trójca
J 8,21-30: Jezus powiedział do faryzeuszów: „Ja odchodzę, a wy będziecie Mnie szukać i w grzechu swoim pomrzecie. Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie”. Rzekli więc do Niego Żydzi: „Czyżby miał sam siebie zabić, skoro powiada: Tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie?” A On rzekł do nich: „Wy jesteście z niskości, a Ja jestem z wysoka. Wy jesteście z tego świata, Ja nie jestem z tego świata. Powiedziałem wam, że pomrzecie w grzechach swoich. Tak, jeżeli nie uwierzycie, że Ja jestem, pomrzecie w grzechach swoich”. Powiedzieli do Niego: „Kimże Ty jesteś?” Odpowiedział im Jezus: „Przede wszystkim po cóż jeszcze do was mówię? Wiele mam o was do powiedzenia i do sądzenia. Ale Ten, który Mnie posłał, jest prawdziwy, a Ja mówię wobec świata to, co usłyszałem od Niego”. A oni nie pojęli, że im mówił o Ojcu. Rzekł więc do nich Jezus: „Gdy wywyższycie Syna Człowieczego, wtedy poznacie, że Ja jestem i że Ja nic od siebie nie czynię, ale że to mówię, czego Mnie Ojciec nauczył. A Ten, który Mnie posłał, jest ze Mną: nie pozostawił Mnie samego, bo Ja zawsze czynię to, co się Jemu podoba”. Kiedy to mówił, wielu uwierzyło w Niego.

Dyrektor więzienia badał przypadek więźnia z dożywotnim wyrokiem. Im pilniej to czynił, tym bardziej umacniał się w przekonaniu, że człowiek ów odbywa niezasłużoną karę. Przedstawił swoje racje gdzie trzeba i w końcu uzyskał dla więźnia ułaskawienie. Kiedy kartka z sentencją anulująca wyrok znalazła się w szufladzie jego biurka wezwał więźnia do siebie.
- Co byś zrobił, gdyby cię ułaskawiono? – spytał człowieka w kajdanach. Ów bez zastanowienia odparł:
- Odszukałbym sędziego, który mnie skazał i obu świadków, których zeznania zaważyły na wyroku.
Ubiłbym ich wszystkich jak psy. Patrząc w oczy czekałbym na ich powolną, straszną śmierć…
Nie zwlekając dyrektor więzienia kazał odprowadzić więźnia do celi. A potem sięgnął do szuflady biurka, podarł akt ułaskawienia na strzępy i wrzucił do kosza.

Trwożą te słowa: w grzechu pomrzecie. I jeszcze bardziej te: tam, gdzie Ja idę, wy pójść nie możecie. Pan Jezus nas straszy. Odwykliśmy od tego, że ktoś nas straszy. Zwłaszcza w kościele. Zwłaszcza Pan Jezus. Myślimy sobie – tym gorzej dla Pana Jezusa. A tymczasem tym gorzej dla nas.
Może w ramach wielkopostnego umartwienia przyjmij chociaż raz czyjeś upomnienie bez tłumaczenia się, usprawiedliwiania i – co najważniejsze – bez jakiekolwiek