codzienne rozważanie Słowa Bożego

PrzeCZYTAJ, przeMYŚL, przeŻYJ, przeMÓW do innych, poSŁUCHAJ "Anioła Beskidów".

I Tydzień Adwentu: 28 listopada - 3 grudnia

I Tydzień Adwentu - poniedziałek 28 listopada



Mistrz z Alkmaar: 7 uczynków miłosierdzia (fragment)

Mt 8,5-11
Gdy Jezus wszedł do Kafarnaum, zwrócił się do Niego setnik i prosił Go, mówiąc: „Panie, sługa mój leży w domu sparaliżowany i bardzo cierpi”. Rzekł mu Jezus: „Przyjdę i uzdrowię go”. Lecz setnik odpowiedział: „Panie, nie jestem godzien, abyś wszedł pod dach mój, ale powiedz tylko słowo, a mój sługa odzyska zdrowie. Bo i ja, choć podlegam władzy, mam pod sobą żołnierzy. Mówię temu: «Idź», a idzie; drugiemu: «Chodź tu», a przychodzi; a słudze: «Zrób to», a robi”. Gdy Jezus to usłyszał, zdziwił się i rzekł do tych, którzy szli za Nim: „Zaprawdę powiadam wam: U nikogo w Izraelu nie znalazłem tak wielkiej wiary. Lecz powiadam wam: Wielu przyjdzie ze Wschodu i Zachodu i zasiądą do stołu z Abrahamem, Izaakiem i Jakubem w królestwie niebieskim”.

W sobotnie przedpołudnie ksiądz zabrał grupkę ministrantów na wycieczkę na basen. Chłopaki szaleją na zjeżdżalniach i trampolinach, tylko ksiądz pluska się wielce powściągliwie. W szatni jeden ze starszych ministrantów zagaduje z uśmiechem:
- A ksiądz to taki ostrożny w tej wodzie, jakby pływać nie potrafił.
- Tu nie chodzi o pływanie, synku, tylko o to, że, widzisz, jeden nierozważny ruch ręką wystarczy, żeby cały basen w wodę święconą zamienić.

Co trzeba zrobić, by stał się cud: iść, dotknąć? A może wystarczy jakiś jeden niewielki gest mimochodem? Otóż: nawet to nie jest potrzebne. Wiara sama jedna tylko starcza nad wszystkie, nawet najbardziej zamaszyste gesty.
Wiara nie tylko czyni cuda. Wiara również uczy je rozpoznawać.


I Tydzień Adwentu - wtorek 29 listopada

Łk 10,21-24
Jezus rozradował się w Duchu Świętym i rzekł: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie. Ojciec mój przekazał Mi wszystko. Nikt też nie wie, kim jest Syn, tylko Ojciec; ani kim jest Ojciec, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”. Potem zwrócił się do samych uczniów i rzekł: „Szczęśliwe oczy, które widzą to, co wy widzicie. Bo powiadam wam: Wielu proroków i królów pragnęło ujrzeć to, co wy widzicie, a nie ujrzeli, i usłyszeć, co słyszycie, a nie usłyszeli”.

Autobus. Starsza pani siedząc przesuwa w palcach różaniec. Na kolejnym przystanku do autobusu wchodzi ojciec z synem, siadają naprzeciwko modlącej się pani. Chłopiec wpatrzony w różańcowe ziarenka trąca ojca łokciem:
- Tato, co ta pani robi?
- Modli się - mruczy pod wąsem ojciec.
- A co to znaczy?
- To taki zabobon uprawiany przez ludzi, którym słoma z butów wyłazi.
Starsza pani przerywa na chwilę pacierze, spogląda ciepło na mężczyznę i z niejakim przekąsem mówi trochę ponad nim:
- Ja to wolę, proszę pana, mieć słomę w butach, niż siano w głowie...

Co trzeba mieć w głowie, by w Jezusie nie umieć rozpoznać Syna Bożego? Co trzeba mieć w głowie, by w Kościele nie umieć rozpoznać Jezusa? A i może Kościół powinien bardziej zabiegać o to, by pokazywać Jezusa w ziarenkach przesuwanego w palcach różańca, niż w triumfie ustaw, protestów, uchwał, stanowisk i zdań...


I Tydzień Adwentu - środa 30 listopada

Mt 15,29-37
Jezus przyszedł nad Jezioro Galilejskie. Wszedł na górę i tam siedział. I przyszły do Niego wielkie tłumy, mając ze sobą chromych, ułomnych, niewidomych, niemych i wielu innych, i położyli ich u nóg Jego, a On ich uzdrowił. Tłumy zdumiewały się widząc, że niemi mówią, ułomni są zdrowi, chromi chodzą, niewidomi widzą. I wielbiły Boga Izraela. Lecz Jezus przywołał swoich uczniów i rzekł: „Żal Mi tego tłumu. Już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. Nie chcę ich puścić zgłodniałych, żeby kto nie zasłabł w drodze”. Na to rzekli Mu uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu weźmiemy tyle chleba, żeby nakarmić takie mnóstwo?” Jezus zapytał ich: „Ile macie chlebów?”Odpowiedzieli: „Siedem i parę rybek”. Polecił ludowi usiąść na ziemi; wziął te siedem chlebów i ryby, i odmówiwszy dziękczynienie, połamał, dawał uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, a pozostałych ułomków zebrano jeszcze siedem pełnych koszów.

Biskupowi doniesiono o pewnym zakonniku, który - mimo surowej reguły - nie zwykł był panować nad swoim wielkim apetytem. Chcąc sprawdzić te pogłoski, biskup zaprosił go do swego stołu. Kucharzowi kazał przygotować na wszelki wypadek sześć porcji obiadowych: jedną dla siebie, pięć dla gościa. Kiedy przybysz zjadł wszystko, co przygotował mistrz patelni, biskup zapytał:
- I jak ojcu smakowało?
- Wybornie, ekscelencjo. Obiad był dokładnie taki, jak lubię najbardziej: mało, ale smacznie.

Tylko Chrystus potrafi zaspokoić każdy głód i każdy apetyt. Nie czyni tego sam, ale poprzez uczniów.
Pan Bóg potrzebuje twoich rąk, by zaspokoić głód i nasycić apetyt.


I Tydzień Adwentu - czwartek 1 grudnia

Mt 7,21.24-27
Jezus powiedział do swoich uczniów: „Nie każdy, który Mi mówi: «Panie, Panie», wejdzie do królestwa niebieskiego, lecz ten, kto spełnia wolę mojego Ojca, który jest w niebie. Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki”.

Dzieci wzywają księdza do umierającego ojca. Ten jednak nie chce nawet słyszeć o spowiedzi.
- Zbiłem w życiu fortunę i teraz mogę zabrać ze sobą całe mnóstwo szeleszczących banknotów...
- Tam dokąd zmierzasz, spłoną one doszczętnie! - pokiwał smutno głową ksiądz.

Dziś Jezus mówiłby swoim słuchaczom o bezsensie budowania życia na fundamencie akcji, obligacji, udziałów, weksli, czeków i całej sterty papierów, do których zniszczenia nie trzeba już ogromnej wichury, lecz nikłej iskry. I tylko przez litość nie nazwałby nas śmieciarzami, bo czym - budując w ten sposób - jesteśmy?


I Tydzień Adwentu - piątek 2 grudnia

Mt 9,27-31Gdy Jezus przechodził, szli za Nim dwaj niewidomi, którzy głośno wołali: „Ulituj się nad nami, Synu Dawida”. Gdy wszedł do domu, niewidomi przystąpili do Niego, a Jezus ich zapytał: „Wierzycie, że mogę to uczynić”? Oni odpowiedzieli Mu: „Tak, Panie”. Wtedy dotknął ich oczu, mówiąc: „Według wiary waszej niech się wam stanie”. I otworzyły się ich oczy, a Jezus surowo im przykazał: „Uważajcie, niech się nikt o tym nie dowie”. Oni jednak, skoro tylko wyszli, roznieśli wieść o Nim po całej tamtejszej okolicy.

- Synku, w komórce pod schodami stoi miotła. Przynieś mi ją!
- Mamo, tam jest ciemno. Ja się boję.
- Nie bój się. Wszędzie jest anioł stróż, który cię strzeże. Pod schodami też.
Dziecko staje w drzwiach, wychyla się w stronę schowka pod schodami i woła:
- Aniele stróżu! Jeśli jesteś tam, jak mówi moja mama, to czy możesz podać mi miotłę?

Z wiarą, to jest tak: bez niej do Pana Boga nie podchodź. Ale też nadużyciem jest wiarą i Panem Bogiem wyręczać się w tym, co wymaga własnej odwagi i wysiłku.


I Tydzień Adwentu - sobota 3 grudnia

Mt 9,35-10,1.5.6-8
Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza. Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”. Wtedy przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszelkie choroby i wszelkie słabości. Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: „Idźcie do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: Bliskie już jest królestwo niebieskie. Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”.

W klasztornym refektarzu, akurat podczas wieczerzy, zgasło światło.
- Bądź pochwalony, Panie, za siostrę ciemność! - klasnął w dłonie pierwszy z braciszków.
- To znak i zapowiedź Bożego gniewu nad nami - jęknął drugi i zaczął szeptać zdrowaśki.
- Jest też okazja, by podyskutować nad istotą światła i ciemności - ucieszył się trzeci.
W tej samej chwili światło w refektarzu znów się zapaliło. Bowiem czwarty ze świątobliwych braci w tym samym czasie po omacku dotarł na krużganki i wkręcił odpowiedni bezpiecznik.

Tylu mamy księży, zakonników, a Ty, Panie, wciąż powtarzasz, że robotników żniwa jest mało?
Bo apostoł, to nie tylko człowiek modlitwy i mądrości. To nade wszystko człowiek czynu.

34. tydzień zwykły: 21-26 listopada

34. tydzień zwykły - poniedziałek 21 listopada 


Łk 21,1-4
Gdy Jezus podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki.
I rzekł: „Prawdziwie powiadam wam: Ta uboga wdowa wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie”.

Dwóch mnichów spotkało się u wrót cudami słynnego sanktuarium. Od słowa, do słowa rozmowa zeszła na pobożne uczynki, praktykowane w rodzimych klasztorach.
- W każdy piątek pościmy - chwali się pierwszy. - W nocy z piątku na sobotę czuwamy na modlitwie. W soboty rozdajemy jałmużnę ubogim..
- A my pościmy kiedy się da - odpowiada mu drugi. - Czuwamy tak długo, jak starcza nam sił, dajemy jałmużnę, ilekroć spotkamy ubogiego i mamy jakiś grosz albo kęs strawy.

Bogaci nawet dając wiele, faktycznie dają tylko coś. Ubodzy ofiarując nawet bardzo mało, czasem dają wszystko.
Panie Boże, nie pytaj mnie, czy ci dużo daję, czy dużo się modlę, czy sporo przeznaczam na biednych. Pytaj mnie, nie o to coś, bez czego i tak spokojnie się obejdę, ale o to wszystko, czego ode mnie oczekujesz.


34. tydzień zwykły - wtorek 22 listopada 

Łk 21,5-11
Gdy niektórzy mówili o świątyni, że jest przyozdobiona pięknymi kamieniami i darami, Jezus powiedział: „Przyjdzie czas, kiedy z tego, na co patrzycie, nie zostanie kamień na kamieniu, który by nie był zwalony”.
Zapytali Go: „Nauczycielu, kiedy to nastąpi? I jaki będzie znak, gdy się to dziać zacznie?”
Jezus odpowiedział: „Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: «Ja jestem» oraz: «nadszedł czas». Nie chodźcie za nimi. I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec”.
Wtedy mówił do nich: „Powstanie naród przeciw narodowi i królestwo przeciw królestwu. Będą silne trzęsienia ziemi, a miejscami głód i zaraza; ukażą się straszne zjawiska i wielkie znaki na niebie”.

- Piłeś mleko?
- Piłem.
- A masło w nim widziałeś?
- Nie widziałem.
- Właśnie tak samo Pan Bóg ukrywa się w swoim stworzeniu.

Jak trzeba zebrać śmietanę z mleka, a następnie mocną nią wstrząsnąć, by wytrącić grudki masła, tak potrzeba wstrząsających znaków, by wśród nich odnaleźć Pana Boga. Skądinąd szkoda, że tak wielu spotyka go dopiero w nieszczęściu, chorobie, śmierci kogoś bliskiego... Zresztą nie ma co narzekać: lepiej później, niż wcale.


34. tydzień zwykły - środa 23 listopada 

Łk 21,12-19
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Podniosą na was ręce i będą was prześladować. Wydadzą was do synagog i do więzień oraz z powodu mojego imienia wlec was będą przed królów i namiestników. Będzie to dla was sposobność do składania świadectwa. Postanówcie sobie w sercu nie obmyślać naprzód swej obrony. Ja bowiem dam wam wymowę i mądrość, której żaden z waszych prześladowców nie będzie się mógł oprzeć ani się sprzeciwić.
A wydawać was będą nawet rodzice i bracia, krewni i przyjaciele i niektórych z was o śmierć przyprawią. I z powodu mojego imienia będziecie w nienawiści u wszystkich. Ale włos z głowy wam nie zginie. Przez swoją wytrwałość ocalicie wasze życie”.

Dwóch mnichów, przechadzając się po klasztornych krużgankach, napotkało śmierć. Pierwszy z promiennym uśmiechem wyszedł jej naprzeciw. Drugi, ogarnięty strachem, uskoczył, by znaleźć kryjówkę w jakimś zaułku. Jego to właśnie śmierć zabrała, bojącego się, nie tego z uśmiechem szczęścia na twarzy.

Nabierzcie ducha i podnieście głowy! Jutro - niepewne, wczoraj - do przeszłości należy, nie do nas. Więc podnieście głowy i z uśmiechem wyjdźcie naprzeciw dniowi dzisiejszemu. Nawet jeśli śmierć pojawi się gdzieś na horyzoncie, trzeba przez nią, niczym przez obłok kadzielnego dymu, dojrzeć i rozpoznać przychodzącego Pana.


34. tydzień zwykły - czwartek 24 listopada 

Łk 21,20-28
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Skoro ujrzycie Jerozolimę otoczoną przez wojska, wtedy wiedzcie, że jej spustoszenie jest bliskie. Wtedy ci, którzy będą w Judei, niech uciekają w góry; ci, którzy są w mieście, niech z niego uchodzą, a ci po wsiach, niech do niego nie wchodzą. Będzie to bowiem czas pomsty, aby się spełniło wszystko, co jest napisane.
Biada brzemiennym i karmiącym w owe dni. Będzie bowiem wielki ucisk na ziemi i gniew na ten naród: jedni polegną od miecza, a drugich zapędzą w niewolę między wszystkie narody. A Jerozolima będzie deptana przez pogan, aż czasy pogan przeminą.
Będą znaki na słońcu, księżycu i gwiazdach, a na ziemi trwoga narodów bezradnych wobec szumu morza i jego nawałnicy. Ludzie mdleć będą ze strachu w oczekiwaniu wydarzeń zagrażających ziemi. Albowiem moce niebios zostaną wstrząśnięte.
Wtedy ujrzą Syna Człowieczego, nadchodzącego w obłoku z wielką mocą i chwałą. A gdy się to dziać zacznie, nabierzcie ducha i podnieście głowy, ponieważ zbliża się wasze odkupienie”.

Wracał chłop z pola do domu, kiedy nagle wielka skała, wokół której wiła się droga, rozwarła swą czeluść, bogactwa mu ukazując nieprzeliczone. Ruszył więc chłopina i dalejże na wóz ładować te bogactwa niezmierzone, wszystko, co unieść zdołał, aż wóz był wkrótce pełen po brzegi. Uradowany już trzymał w ręku lejce, już miał krzyknąć na konia, by ruszał, gdy przypomniał sobie, że bat w jaskini zostawił. Skoczył więc w czeluść za nim, lecz oto w tej samej chwili skała z hukiem się zamknęła, grzebiąc w swych wnętrznościach chłopinę na zawsze. Sam koń z wozem pełnym złota wrócił do wsi, czyniąc ją odtąd majętną i zasobną.

Szkoda wracać po bat, jeśli można stracić pozostały dobytek, a nawet życie. Szkoda zawracać sobie głowę dobrami, które przemijają, gdyby przy okazji trzeba było narazić swoje odkupienie. Szkoda się martwić i niepokoić, troszczyć i zabiegać o wiele, skoro i tak liczy się tylko On: Pan przychodzący z wielką mocą i chwałą. Starczy jej i dla ciebie.


34. tydzień zwykły - piątek 25 listopada 

Łk 21,29-33
Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść:
„Patrzcie na drzewo figowe i na inne drzewa. Gdy widzicie, że wypuszczają pączki, sami poznajecie, że już blisko jest lato. Tak i wy, gdy ujrzycie, że to się dzieje, wiedzcie, iż blisko jest królestwo Boże. Zaprawdę powiadam wam: Nie przeminie to pokolenie, aż się wszystko stanie.
Niebo i ziemia przeminą, ale moje słowa nie przeminą”.

Przysiadł wędrowiec pod wiekowym, samotnie rosnącym dębem i zamyślił się:
- Jak to właściwie jest, kiedy przychodzi się zestarzeć?
Drzewo, co rozumie ludzkie myśli, opowiedziało mu swoją historię:
- Dawno, dawno temu, rosło nas tutaj całe mnóstwo. Jedni skarleli, inni obumarli za młodu. Jednak wciąż było nas wiele, rosnących w bezładnej gromadzie. Tworzyliśmy las. Kiedy wyrośliśmy  już zdrowo ludzie zaczęli niektórych z nas wycinać. Las się przerzedził. Wkrótce ludzie wyznaczyli i wysypali ceglanym tłuczniem alejki. To już nie był las, ale park. Niektóre drzewa pochorowały się, w jedno i drugie trafił piorun, wreszcie parę lat temu przeszedł tędy huragan i to, co pozostało, powyrywał z korzeniami. Tylko ja się ostałem, sam jeden. Tak to jest się zestarzeć...

Podobny jest mechanizm „starzenia się” Jezusa: ocalenie z rzezi niewiniątek, potem nieprzeliczone rzesze bezładnej gromady nakarmionych na pustkowiu entuzjastów, potem już tylko grono uczniów, na koniec samotność Ciemnicy i Golgoty. Tak „przemija” człowiek, niebo i ziemia. Tylko słowa Jezusa nie przemijają, nieśmiertelne Jego Zmartwychwstaniem.


34. tydzień zwykły - sobota 26 listopada 

Łk 21,34-36
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Uważajcie na siebie, aby wasze serca nie były ociężałe wskutek obżarstwa, pijaństwa i trosk doczesnych, żeby ten dzień nie przypadł na was znienacka jak potrzask. Przyjdzie on bowiem na wszystkich, którzy mieszkają na całej ziemi. Czuwajcie więc i módlcie się w każdym czasie, abyście mogli uniknąć tego wszystkiego, co ma przyjść, i stanąć przed Synem Człowieczym”.

Małżeństwo, które właśnie obeszło złote gody, jedzie pociągiem na jubileuszowe wczasy nad morzem. W tym samym przedziale, naprzeciwko, siedzi para młodych ludzi: umizgi, uśmiechy, rumieńce, trzymanie się za ręce, szepty do ucha, westchnienia - wiadomo, zakochani. Aż przychodzi moment, że chłopak składa na ustach dziewczyny namiętny pocałunek. Jubilaci obserwują tę scenę ukradkiem, trochę zmieszani. W końcu żona szepcze do męża:
- Widziałeś? Pocałował ją? Tez byś mógł zdobyć się na taką odrobinę czułości.
Mąż wierci się przez chwilę na miejscu, w końcu odszeptuje żonie:
- Ale przecież, kochanie, ja tej dziewczyny w ogóle nie znam...

Właściciel ociężałego serca, to nie jest ktoś zły. To ktoś, kto nawet kocha, jest życzliwy, troskliwy. Jemu po prostu nie przyjdzie do głowy, że tę miłość, życzliwość i szacunek, trzeba nie tylko odczuwać, ale też okazać. Do wypłynięcia na głębię nie trzeba płetw, tylko... skrzydeł.

33. tydzień zwykły: 14-19 listopada

14. listopada - 33. tydzień zwykły - poniedziałek


Łk 18,35-43
Kiedy Jezus zbliżył się do Jerycha, jakiś niewidomy siedział przy drodze i żebrał. Gdy usłyszał, że tłum przeciąga, dowiadywał się, co się dzieje. Powiedzieli mu, że Jezus z Nazaretu przechodzi.
Wtedy zaczął wołać: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!” Ci, co szli na przedzie, nastawali na niego, żeby umilkł. Lecz on jeszcze głośniej wołał: „Jezusie, Synu Dawida, ulituj się nade mną!”
Jezus przystanął i kazał przyprowadzić go do siebie.
A gdy się zbliżył, zapytał go: „Co chcesz, abym ci uczynił?”
Odpowiedział: „Panie, żebym przejrzał”.
Jezus mu odrzekł: „Przejrzyj, twoja wiara cię uzdrowiła”.
Natychmiast przejrzał i szedł za Nim, wielbiąc Boga. Także cały lud, który to widział, oddał chwałę Bogu.

- Skąd w tobie taka pogoda ducha?
- Bo nie wiem, czy dożyję wieczora.
- Przecież każdy może powiedzieć dokładnie to samo...
- Tak, ale nie każdy zdaje sobie z tego sprawę.

Ślepiec prosi: żebym przejrzał... Nie „żebym widział”, ale „żebym przejrzał”. Przejrzeć znaczy tyle, co widzieć więcej - wiedzieć więcej, niż widać. Przejrzeć - znaczy - wiedzieć, że mogę nie dożyć wieczora. I to jest wystarczający powód, by cieszyć się życiem i żyć chwilą.


15. listopada - 33. tydzień zwykły - wtorek

Łk 19,1-10
Jezus wszedł do Jerycha i przechodził przez miasto. A był tam pewien człowiek, imieniem Zacheusz, zwierzchnik celników i bardzo bogaty. Chciał on koniecznie zobaczyć Jezusa, kto to jest, ale nie mógł z powodu tłumu, gdyż był niskiego wzrostu. Pobiegł więc naprzód i wspiął się na sykomorę, aby móc Go ujrzeć, tamtędy bowiem miał przechodzić.
Gdy Jezus przyszedł na to miejsce, spojrzał w górę i rzekł do niego: „Zacheuszu, zejdź prędko, albowiem dziś muszę się zatrzymać w twoim domu”. Zeszedł więc z pośpiechem i przyjął Go rozradowany. A wszyscy widząc to, szemrali: „Do grzesznika poszedł w gościnę”.
Lecz Zacheusz stanął i rzekł do Pana: „Panie, oto połowę mego majątku daję ubogim, a jeśli kogo w czym skrzywdziłem, zwracam poczwórnie”.
Na to Jezus rzekł do niego: „Dziś zbawienie stało się udziałem tego domu, gdyż i on jest synem Abrahama. Albowiem Syn Człowieczy przyszedł szukać i zbawić to, co zginęło”.

Skarżył się wyrzucony przez kogoś patyk drzewu, w cieniu którego leżał:
- Tak mi smutno. Nikt mnie nie potrzebuje. Do niczego się nie nadaję.
Wieczorem pod drzewem usiadło grono przyjaciół. Rozpalili ognisko. Ktoś wrzucił w płomienie leżący bezużyteczny patyk.
- Hej, uważaj, bo spłoniesz! - zawołało drzewo.
- To nic - odpowiedział drzewu patyk. - Najważniejsze, że daję tym ludziom światło i ciepło.

Zacheusz-celnik: odrzucony, niechciany, niepotrzebny, jak wyrzucony patyk. Jezus wrzuca go w ogień przebaczającej miłości. Płonie, spala się: rozdaje majątek, poczwórnie wynagradza, postępuje, jak potencjalny bankrut. To nic. Pierwszy raz w życiu nie bierze, ale daje.


16. listopada - 33. tydzień zwykły - środa

Łk 19,11-28
Jezus opowiedział przypowieść, dlatego że był blisko Jerozolimy, a oni myśleli, że królestwo Boże zaraz się zjawi.
Mówił więc: „Pewien człowiek szlachetnego rodu udał się w kraj daleki, aby uzyskać dla siebie godność królewską i wrócić. Przywołał więc dziesięciu sług swoich, dał im dziesięć min i rzekł do nich: «Zarabiajcie nimi, aż wrócę».
Ale jego współobywatele nienawidzili go i wysłali za nim poselstwo z oświadczeniem: «Nie chcemy, żeby ten królował nad nami».
Gdy po otrzymaniu godności królewskiej wrócił, kazał przywołać do siebie te sługi, którym dal pieniądze, aby się dowiedzieć, co każdy zyskał.
Stawił się więc pierwszy i rzekł: «Panie, twoja mina przysporzyła dziesięć min». Odpowiedział mu: «Dobrze, sługo dobry; ponieważ w drobnej rzeczy okazałeś się wierny, sprawuj władzę nad dziesięciu miastami».
Także drugi przyszedł i rzekł: «Panie, twoja mina przyniosła pięć min». Temu też powiedział: «I ty miej władzę nad pięciu miastami».
Następny przyszedł i rzekł: «Panie, tu jest twoja mina, którą trzymałem zawiniętą w chustce. Lękałem się bowiem ciebie, bo jesteś człowiekiem surowym: chcesz brać, czegoś nie położył, i żąć, czegoś nie posiał».
Odpowiedział mu: «Według słów twoich sądzę cię, zły sługo. Wiedziałeś, że jestem człowiekiem surowym: chcę brać, gdzie nie położyłem, i żąć, gdziem nie posiał. Czemu więc nie dałeś moich pieniędzy do banku? A ja po powrocie byłbym je z zyskiem odebrał».
Do obecnych zaś rzekł: «Odbierzcie mu minę i dajcie temu, który ma dziesięć min».
Odpowiedzieli mu: «Panie, ma już dziesięć min».
Powiadam wam: «Każdemu, kto ma, będzie dodane; a temu, kto nie ma, zabiorą nawet to, co ma. Tych zaś przeciwników moich, którzy nie chcieli, żebym panował nad nimi, przyprowadźcie tu i pościnajcie w moich oczach»”.
Po tych słowach ruszył na przedzie zdążając do Jerozolimy.

Był raz na Dzikim Zachodzie szeryf, który skazanemu na śmierć bandycie zawsze pozostawiał wybór: szubienica, albo czarne drzwi.
- Ilu z nich wybrało czarne drzwi - zapytał go ktoś po latach.
- Nikt - odpowiedział szeryf. - Wszyscy bez wyjątku wybierali szubienicę.
- Dlaczego?
- Bo każdy wie, co to jest stryczek. A co kryje się za czarnymi drzwiami - tego nie wiedział nikt.
- A co kryło się za czarnymi drzwiami?
- Wolność: osiodłany koń i torba z zapasem wody i jedzenia na cztery dni.
Dlaczego ten, który otrzymał jedną minę, nie pomnożył jej? Z powodu strachu: lękałem się, Panie, Ciebie - mówi. Ze strachu człowiek gotów wybrać nawet śmierć. Wolność wymaga odwagi. Strach przed ryzykiem, może być bardziej zgubny, niż samo ryzyko.


17. listopada - 33. tydzień zwykły - czwartek

Łk 19,41-44
Gdy Jezus był już blisko Jerozolimy, na widok miasta zapłakał nad nim i rzekł: „O gdybyś i ty poznało w ten dzień to, co służy pokojowi. Ale teraz zostało to zakryte przed twoimi oczami. Bo przyjdą na ciebie dni, gdy twoi nieprzyjaciele otoczą cię wałem, obiegną cię i ścisną zewsząd. Powalą na ziemię ciebie i twoje dzieci z tobą i nie zostawią w tobie kamienia na kamieniu za to, żeś nie rozpoznało czasu twojego nawiedzenia”.

Statek Krzysztofa Kolumba, poszukującego nowej drogi do Indii. Jeszcze nikt nie wie, że jego załoga odkryje Amerykę. Za to jeden z członków załogi smutnieje z każdym dniem.
- Co się z tobą dzieje? - pyta go pewnego razu kapitan.
- Martwię się, że, nie wrócimy na czas i ktoś inny ze wsi obejmie interes po moim ojcu, który jest szewcem.

Kiedy Jezus naucza, Jerozolima sprzedaje, kupuje, je, śpi, kłóci się, śmieje i martwi - nie poznaje czasu nawiedzenia, zaabsorbowana własnymi sprawami. Poznać czas nawiedzenia, to tak, jakby dla myśli o odkryciu Ameryki porzucić wszystkie ziemskie troski. Czas nawiedzenia nie jest czasem przeszłym, nie należy też do przyszłości. Nawiedzenie dokonuje się tu i teraz.


18. listopada - 33. tydzień zwykły - piątek

Łk 19,45-48
Jezus wszedł do świątyni i zaczął wyrzucać sprzedających w niej. Mówił do nich: „Napisane jest: «Mój dom będzie domem modlitwy», a wy uczyniliście z niego jaskinię zbójców”.
I nauczał codziennie w świątyni. Lecz arcykapłani i uczeni w Piśmie oraz przywódcy ludu czyhali na Jego życie. Tylko nie wiedzieli, co by mogli uczynić, cały lud bowiem słuchał Go z zapartym tchem.

Pewien biskup wezwał do siebie trzech robotników, którzy pracowali przy remoncie jego domowej kaplicy. Kiedy stanęli przed jego majestatem wskazał na stół, na którym leżały trzy złote monety i trzy książki.
- Chcę was wynagrodzić za wasz trud. Możecie wybierać - wskazał leżące na stole monety i książki.
Dwóch pierwszych robotników bez wahania wyciągnęło ręce po pieniądze. Trzeci, po chwili zastanowienia sięgnął po książkę.
- Moja matka jest niewidoma, będę jej czytał wieczorami.
Kiedy otworzył wolumina znalazł przymocowane po wewnętrznej stronie okładki... trzy złote monety.
- Kto wybiera tylko pieniądze, pozbawia się dóbr duchowych, kto wybiera duchowe, tego Bóg nagradza dostatkiem - wyjaśnił biskup pozostałym dwóm, którzy stali nieco zdziwieni.
Świątynia, to miejsce spotkania człowieka z Bogiem,. To znak, że człowiek wybiera dobre duchowe, że szuka najpierw Królestwa Bożego i jego sprawiedliwości, a wszystko inne będzie mu przydane.


19. listopada - 33. tydzień zwykły - sobota

Łk 20,27-40
Podeszło do Jezusa kilku saduceuszów, którzy twierdzą, że nie ma zmartwychwstania, i zagadnęli Go w ten sposób: „Nauczycielu, Mojżesz tak nam przepisał: «Jeśli umrze czyjś brat, który miał żonę, a był bezdzietny, niech jego brat weźmie wdowę i niech wzbudzi potomstwo swemu bratu». Otóż było siedmiu braci. Pierwszy wziął żonę i umarł bezdzietnie. Wziął ją drugi, a potem trzeci, i tak wszyscy pomarli, nie zostawiwszy dzieci. W końcu umarła ta kobieta. Przy zmartwychwstaniu więc którego z nich będzie żoną? Wszyscy siedmiu bowiem mieli ją za żonę”.
Jezus im odpowiedział: „Dzieci tego świata żenią się i za mąż wychodzą. Lecz ci, którzy uznani są za godnych udziału w świecie przyszłym i w powstaniu z martwych, ani się żenić nie będą, ani za mąż wychodzić. Już bowiem umrzeć nie mogą, gdyż są równi aniołom i są dziećmi Bożymi, będąc uczestnikami zmartwychwstania.
A że umarli zmartwychwstają, to i Mojżesz zaznaczył tam, gdzie jest mowa o krzaku, gdy Pana nazywa «Bogiem Abrahama, Bogiem Izaaka i Bogiem Jakuba». Bóg nie jest Bogiem umarłych, lecz żywych; wszyscy bowiem dla Niego żyją”.
Na to rzekli niektórzy z uczonych w Piśmie: „Nauczycielu, dobrze powiedziałeś”, bo o nic nie śmieli Go już pytać.

Zapytano raz Marcina Lutra:
- Co też porabiał Pan Bóg, zanim uczynił świat i powołał do życia wszelkie stworzenie?
Luter odpowiedział bez zastanowienia:
- Siedział w brzozowym zagajniku, obcinał gałązki i wkładał do wody.
- Po co?
- Żeby przygotować sobie rózgi na tych, którzy będą w przyszłości zadawać głupie pytania.

Jak to kiedyś będzie? Dlaczego akurat tak, a nie inaczej? Czy będziemy się żenić, za mąż wychodzić, jeść trzy razy dziennie, spać, bawić się, płakać, pleść trzy po trzy, kłócić się i godzić na nowo?
Zaufaj. Przestań pytać. Poczekaj cierpliwie. Sam zobaczysz, jak to będzie.

32. tydzień zwykły 7-12 listopada

7 listopada: 32. tydzień zwykły - poniedziałek


Łk 17,1-6
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Niepodobna, żeby nie przyszły zgorszenia; lecz biada temu, przez którego przychodzą. Byłoby lepiej dla niego, gdyby kamień młyński zawieszono mu u szyi i wrzucono go w morze, niż żeby miał być powodem grzechu jednego z tych małych.
Uważajcie na siebie. Jeśli brat twój zawini, upomnij go; i jeśli żałuje, przebacz mu. I jeśliby siedem razy na dzień zawinił przeciw tobie i siedem razy zwróciłby się do ciebie, mówiąc: «Żałuję tego», przebacz mu”.
Apostołowie prosili Pana: „Przymnóż nam wiary”.
Pan rzekł: „Gdybyście mieli wiarę jak ziarnko gorczycy, powiedzielibyście tej morwie: «Wyrwij się z korzeniem i przesadź się w morze», a byłaby wam posłuszna”.

Pierwszy prawodawca ateński Drakon był autorem kodeksu kar, w którym nie było żadnego zróżnicowania podlegającym im przestępstw. Ktoś zapytał go zatem:
- Dlaczego drobnego złodziejaszka, który ukradł ze straganu garść fig, należy według ciebie karać tak samo, jak mordercę?
- Bo kradzież garści fig zasługuje na śmierć, a za morderstwo po prostu nie ma już cięższej kary.

Jeżeli twój brat żałuje - przebacz mu! Jezus nie czyni żadnego zróżnicowania win, które... należy darować bratu. Popełnił zbrodnię i żałuje? Przebacz mu. A za wszystkie lżejsze przewinienia - jeśli żałuje - tym bardziej nie ma już nic innego, niż przebaczająca miłość.


8 listopada: 32. tydzień zwykły - wtorek

Łk 17,7-10
Jezus powiedział do swoich apostołów:
„Kto z was, mając sługę, który orze lub pasie, powie mu, gdy on wróci z pola: «Pójdź i siądź do stołu»? Czy nie powie mu raczej: «Przygotuj mi wieczerzę, przepasz się i usługuj mi, aż zjem i napiję się, a potem ty będziesz jadł i pił»? Czy dziękuje słudze za to, że wykonał to, co mu polecono? Tak mówcie i wy, gdy uczynicie wszystko, co wam polecono: «Słudzy nieużyteczni jesteśmy; wykonaliśmy to, co powinniśmy wykonać»”.

Turysta w beskidzkim schronisku narzeka, że nie smakuje mu kwaśnica.
- Nic dziwnego - mówi właściciel schroniska - skoro nie ma w niej przypraw.
- Jakich przypraw.
- Takich, których używają górale: orki, zbierania kamieni z pola, plewienia chwastów, zbierania, czyszczenia, szatkowania, deptania i kiszenia kapusty, wreszcie prawdziwego głodu...

Dlaczego Jezus tak namolnie powraca do wezwania do służby? Bo służba, oznacza trud. A trud dodaje smaku. A smak pozwala rozsmakować się w Królestwie Bożym. Nie chodzi zatem Jezusowi o umęczenie swych uczniów, sponiewieranie. Służba dodaje życiu smaku.


9 listopada: 32. tydzień zwykły - środa

Łk 17,11-19
Zmierzając do Jerozolimy Jezus przechodził przez pogranicze Samarii i Galilei.
Gdy wchodził do pewnej wsi, wyszło naprzeciw Niego dziesięciu trędowatych. Zatrzymali się z daleka i głośno zawołali: „Jezusie, Mistrzu, ulituj się nad nami”.
Na ich widok rzekł do nich: „Idźcie, pokażcie się kapłanom”. A gdy szli, zostali oczyszczeni.
Wtedy jeden z nich widząc, że jest uzdrowiony, wrócił chwaląc Boga donośnym głosem, upadł na twarz do nóg Jego i dziękował Mu. A był to Samarytanin.
Jezus zaś rzekł: „Czy nie dziesięciu zostało oczyszczonych? Gdzie jest dziewięciu? Żaden się nie znalazł, który by wrócił i oddał chwałę Bogu, tylko ten cudzoziemiec”.
Do niego zaś rzekł: „Wstań, idź, twoja wiara cię uzdrowiła”.

W drodze do pracy, codziennie w tym samym miejscu, spotykał tego samego żebraka i codziennie wrzucał do jego kapelusza dwa złote. Pewne niedzieli zachorował. Przez tydzień nie wychodził z domu. Kiedy w kolejny poniedziałek znów ruszył do pracy, jak zwykle spotkał żebraka i jak zawsze wrzucił do jego kapelusza dwa złote.
- Zaraz, zaraz! - upomniał się żebrak. - Jest mi pan winien dziesięć złotych za ubiegły tydzień!
- Jak to jestem ci winien? - zdziwił się szczerze. - Przecież nie daję ci wynagrodzenia, tylko jałmużnę.

Wynagrodzenie jest za pracę, a jałmużna płynie z miłości. Dziewięćdziesiąt procent z nas uważa, że Bóg cię wynagradza nas: za pacierz, medalik na szyi, posyłanie dzieci na religię i chodzenie w niedzielę do kościoła - daje to, na co sobie zasłużyliśmy. Tylko co dziesiąty człowiek wie, że Bóg nie wynagradza. Bóg daje z miłości. I tylko ten, kto to wie, czuje się zobowiązany, żeby wrócić, upaść na kolana i podziękować.


10 listopada: 32. tydzień zwykły - czwartek

Łk 17,20-25
Jezus zapytany przez faryzeuszów, kiedy przyjdzie królestwo Boże, odpowiedział im: „Królestwo Boże nie przyjdzie dostrzegalnie; i nie powiedzą: «Oto tu jest» albo: «tam». Oto bowiem królestwo Boże jest pośród was”.
Do uczniów zaś rzekł: „Przyjdzie czas, kiedy zapragniecie ujrzeć choćby jeden z dni Syna Człowieczego, a nie zobaczycie. Powiedzą wam: «Oto tam» lub: «oto tu». Nie chodźcie tam i nie biegnijcie za nimi. Bo jak błyskawica, gdy zabłyśnie, świeci od jednego krańca widnokręgu aż do drugiego, tak będzie z Synem Człowieczym w dniu Jego.
Wpierw jednak musi wiele wycierpieć i być odrzuconym przez to pokolenie”.

Klient reklamuje parę zakupionych kilka dni wcześniej butów.
- Coś nie w porządku? - pyta właściciel sklepu. - Uwierają? Źle się noszą? Kolor nie pasuje do garnituru?
- Nie.
- Więc dlaczego pan je zwraca?
- Bo nie skrzypią i kiedy w niedzielę szedłęm przez kościół do swojej ławki, nikt na mnie nie zwrócił uwagi.

Królestwo Boże nie zwraca na siebie uwagi, nie jest głośne, nie rzuca się w oczy, nie absorbuje uwagi. Ono po prostu... jest pośród nas. Nie szukaj go gdzieś, daleko, nie czekaj, aż ktoś pokaże ci Je palcem. Ono jest pośród twych braci. I w tobie.


11 listopada: 32. tydzień zwykły - piątek

Łk 17,26-37
Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Jak działo się za dni Noego, tak będzie również za dni Syna Człowieczego: jedli i pili, żenili się i za mąż wychodziły aż do dnia, kiedy Noe wszedł do arki; nagle przyszedł potop i wygubił wszystkich.
Podobnie jak działo się za czasów Lota: jedli i pili, kupowali i sprzedawali, sadzili i budowali, lecz w dniu, kiedy Lot wyszedł z Sodomy, spadł z nieba deszcz ognia i siarki i wygubił wszystkich; tak samo będzie w dniu, kiedy Syn Człowieczy się objawi.
W owym dniu kto będzie na dachu, a jego rzeczy w mieszkaniu, niech nie schodzi, by je zabrać; a kto na polu, niech również nie wraca do siebie. Przypomnijcie sobie żonę Lota. Kto będzie się starał zachować swoje życie, straci je; a kto je straci, zachowa je.
Powiadam wam: Tej nocy dwóch będzie na jednym posłaniu: jeden będzie wzięty, a drugi zostawiony. Dwie będą mleć razem: jedna będzie wzięta, a druga zostawiona”.
Pytali Go: „Gdzie, Panie?”
On im odpowiedział: „Gdzie jest padlina, tam się zgromadzą i sępy”.

Na ulicy zaczepia księdza obwieszony różańcami młody człowiek.
- Przeżyłem głębokie nawrócenie - chwali się.
- A pojednałeś się z Kościołem?
- Nie. Łotr na krzyżu też tego nie zrobił, a Jezus przyjął go do raju.
- Przystępujesz do spowiedzi, do komunii świętej?
- Nie, łotr też tego nie robił.
- To może chociaż uczestniczysz we Mszy świętej, albo zaglądasz do kościoła na adorację?
- Nie, nie. Łotr na krzyżu żadnej z tych rzeczy nie praktykował.
- A wiesz, że jednak jest pewna zasadnicza różnica, między łotrem na krzyżu a tobą?
- Jaka?
- On jest łotrem umierającym, a ty wciąż żywym.

Któż z nas nie chciałby spytać Jezusa o koniec świata - kiedy, gdzie i jak nastąpi? Nie warto w tym względzie oglądać się na innych, porównywać z kimkolwiek. Jedyne co warto, to po prostu się nawrócić. Ale tak na prawdę - z pojednaniem z Kościołem i życiem sakramentalnym włącznie.


12 listopada: 32. tydzień zwykły - sobota

Łk 18,1-8
Jezus opowiedział swoim uczniom przypowieść o tym, że zawsze powinni się modlić i nie ustawać: „W pewnym mieście żył sędzia, który Boga się nie bał i nie liczył się z ludźmi.
W tym samym mieście żyła wdowa, która przychodziła do niego z prośbą: «Obroń mnie przed moim przeciwnikiem». Przez pewien czas nie chciał».
Lecz potem rzekł do siebie: «Chociaż Boga się nie boję ani z ludźmi się nie liczę, to jednak ponieważ naprzykrza mi się ta wdowa, wezmę ją w obronę, żeby nie przychodziła bez końca i nie zadręczała mnie»”.
I Pan dodał: „Słuchajcie, co ten niesprawiedliwy sędzia mówi. A Bóg czyż nie weźmie w obronę swoich wybranych, którzy dniem i nocą wołają do Niego, i czy będzie zwlekał w ich sprawie? Powiadam wam, że prędko weźmie ich w obronę. Czy jednak Syn Człowieczy znajdzie wiarę na ziemi, gdy przyjdzie?”

- Czemu jesteś taki smutny, Jasiu?
- Bo zginął mi kangurek, taka mała piłeczka do odbijania.
- Musisz się zatem pomodlić, żeby Pan Bóg pomógł ci ją znaleźć.
Minęła godzina.
- I co, Jasiu, pomodliłeś się?
- Tak. I Pan Bóg mnie wysłuchał.
- Pomógł znaleźć ci piłeczkę?
- Nie, sprawił, że przestałem jej chcieć.

Nieustannie się módlcie - wzywa nas Jezus. Bo Pan Bóg zawsze wysłuchuje nasze modlitwy. A czyni to w dwojaki sposób: ale spełnia nasze pragnienia, jeśli te służą naszemu wiecznemu dobru, albo pozbawia nas pragnień - jeśli te w niczym nam się nie przysłużą.