codzienne rozważanie Słowa Bożego

PrzeCZYTAJ, przeMYŚL, przeŻYJ, przeMÓW do innych, poSŁUCHAJ "Anioła Beskidów".

18. Tydzień Zwykły: 1-6 sierpnia

18. tydzień zwykły - poniedziałek 1 sierpnia
 
Mt 14,13-21: Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.
A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: „Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności”.
Lecz Jezus im odpowiedział: „Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść”.
Odpowiedzieli Mu: „Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”.
On rzekł: „Przynieście mi je tutaj”.
Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.

Spotkało się dwóch kolegów – przedsiębiorców.
- Dlaczego zwolniłeś tego człowieka?
- Za nadgorliwość.
- Co? W takim razie ja przyjmę go do pracy.
Spotkali się znów za jakiś czas.
- Czemu jesteś taki przybity?
- To przez tego nadgorliwego, którego się pozbyłeś. Przyjąłem go do pracy. Wczoraj kazałem mu spalić stertę niepotrzebnych kartonów. A on z własnej inicjatywy dorzucił do pieca jeszcze dwie drewniane skrzynki. Problem w tym, że był w nich dynamit i cała hala wyleciała w powietrze.

Apostołowie mówią Jezusowi: odpraw tłumy. To nadgorliwość. Nadgorliwość jest po prostu przedawkowaniem – i to nie czegoś niebezpiecznego, z natury szkodliwego, w rodzaju alkoholu czy papierosów. Nadgorliwość jest przedawkowaniem życzliwości, troski, zmartwienia o kogoś.
Przykazanie „nie zabijaj” odnosi się także do umiaru. Nie przesadzaj z gorliwością. Staraj się, by było jej dokładnie tyle, ile potrzeba. Każdy nadmiar, to po prostu rak, który zabija.


18. tydzień zwykły - wtorek 2 sierpnia

Mt 14,22-36: Skoro tłum został nakarmiony, Jezus zaraz przynaglił uczniów, żeby wsiedli do łodzi i wyprzedzili Go na drugi brzeg, zanim odprawi tłumy. Gdy to uczynił, wyszedł sam jeden na górę, aby się modlić. Wieczór zapadł, a On sam tam przebywał. Łódź zaś była już sporo stadiów oddalona od brzegu, miotana falami, bo wiatr był przeciwny.
Lecz o czwartej straży nocnej przyszedł do nich, krocząc po jeziorze. Uczniowie, zobaczywszy Go kroczącego po jeziorze, zlękli się myśląc, że to zjawa, i ze strachu krzyknęli.
Wtedy Jezus odezwał się do nich: „Odwagi, Ja jestem, nie bójcie się”.
Na to odpowiedział Piotr: „Panie, jeśli to Ty jesteś, każ mi przyjść do siebie po wodzie”.
A On rzekł: „Przyjdź”.
Piotr wyszedł z łodzi i krocząc po wodzie, przyszedł do Jezusa. Lecz na widok silnego wiatru uląkł się i gdy zaczął tonąć, krzyknął: „Panie, ratuj mnie”.
Jezus natychmiast wyciągnął rękę i chwycił go, mówiąc: „Czemu zwątpiłeś, małej wiary?”
Gdy wsiedli do łodzi, wiatr się uciszył. Ci zaś, którzy byli w łodzi, upadli przed Nim, mówiąc: „Prawdziwie jesteś Synem Bożym”.
Gdy się przeprawili, przyszli do ziemi Genezaret. Ludzie miejscowi, poznawszy Go, rozesłali posłańców po całej tamtejszej okolicy, znieśli do Niego wszystkich chorych i prosili, żeby przynajmniej frędzli Jego płaszcza mogli się dotknąć; a wszyscy, którzy się Go dotknęli, zostali uzdrowieni.

Wypił za tego wieczoru za dużo. Potem wsiadł do łodzi, by przepłynąwszy jezioro dostać się do domu. Chwycił wiosła i zaczął odpychać łódź ze wszystkich sił. Wiosłował tak wiele godzin, aż – opadłszy z sił – zapadł w drzemkę. Kiedy się zbudził, było już jasno. Okazało się, że jest wciąć w tym samym miejscu, na przystani przed barem, w którym wypił za dużo. Okazało się, że zapomniał odcumować łódź i ta przez cały czas pozostawała mocno przywiązana do słupka na nadbrzeżu.

Nie dotrzesz do drugiego brzegu, dopóki trzyma cię grzech. Musisz uwolnić się od nałogów i złych przyzwyczajeń. Musisz mieć wolne ręce, by w razie trwogi móc je – jak Piotr – wyciągnąć do Jezusa i zawołać: Panie, ratuj!
Panie, odcumuj mnie, odwiąż od wszystkiego, co mnie powstrzymuje przed duchowym wzrostem. Pomóż mi zerwać nie tylko grube liny, ale i na pozór cienkie, choć mocne nitki.


18. tydzień zwykły - środa 3 sierpnia

Mt 15,21-28: Jezus podążył w stronę Tyru i Sydonu. A oto kobieta kananejska, wyszedłszy z tamtych okolic, wołała: „Ulituj się nade mną, Panie, Synu Dawida! Moja córka jest ciężko dręczona przez złego ducha”. Lecz On nie odezwał się do niej ani słowem.
Na to zbliżyli się do Niego uczniowie i prosili: „Odpraw ją, bo krzyczy za nami”.
Lecz On odpowiedział: „Jestem posłany tylko do owiec, które poginęły z domu Izraela”.
A ona przyszła, upadła przed Nim i prosiła: „Panie, dopomóż mi”.
On jednak odparł: „Niedobrze jest brać chleb dzieciom i rzucać psom”.
A ona odrzekła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta jedzą z okruszyn, które spadają ze stołu ich panów”.
Wtedy Jezus jej odpowiedział: „O niewiasto, wielka jest twoja wiara; niech ci się stanie, jak chcesz”. Od tej chwili jej córka została uzdrowiona.

Turystka z cywilizowanego świata dostrzegła na szyi egzotycznego przewodnika naszyjnik.
- Z czego jest zrobiony?
- Z zębów krokodyla.
- Domyślam się, że jest równie cenny, jak naszyjnik z pereł.
- Niezupełnie – odparł przewodnik. – Widzi pani, perły dobywa się z muszli małży. Taką muszlę w zasadzie potrafi otworzyć każdy. Z paszczą krokodyla już tak łatwo nie jest…

Człowiek ceni najwyżej to, co najtrudniej przychodzi. Bóg o tym wie. Dlatego czasem nawet – jak Jezus z Syrofenicjanką – przekomarza się z nami, dyskutuje, każe się prosić i przekonywać. Nie, żeby nas nie kochał, lecz po to, by nie poszło nam zbyt łatwo, by łaska miała dla nas wartość, byśmy ją cenili.
Panie spraw, bym zanim wykorzystam Twoją łaskę, wpierw umiał ją docenić.


18. tydzień zwykły - czwartek 4 sierpnia

Mt 16,13-23: Gdy Jezus przyszedł w okolice Cezarei Filipowej, pytał swych uczniów: „Za kogo ludzie uważają Syna Człowieczego?”
A oni odpowiedzieli: „Jedni za Jana Chrzciciela, inni za Eliasza, jeszcze inni za Jeremiasza albo za jednego z proroków”.
Jezus zapytał ich: „A wy za kogo Mnie uważacie?”
Odpowiedział Szymon Piotr: „Ty jesteś Mesjasz, Syn Boga żywego”.
Na to Jezus mu rzekł: „Błogosławiony jesteś, Szymonie, synu Jony. Albowiem ciało i krew nie objawiły ci tego, lecz Ojciec mój, który jest w niebie. Otóż i Ja tobie powiadam: Ty jesteś Piotr - Opoka, i na tej opoce zbuduję mój Kościół, a bramy piekielne go nie przemogą. I tobie dam klucze królestwa niebieskiego; cokolwiek zwiążesz na ziemi, będzie związane w niebie, a co rozwiążesz na ziemi, będzie rozwiązane w niebie”.
Wtedy surowo zabronił uczniom, aby nikomu nie mówili, że On jest Mesjaszem.
Odtąd zaczął Jezus wskazywać swoim uczniom na to, że musi iść do Jerozolimy i wiele cierpieć od starszych i arcykapłanów, i uczonych w Piśmie; że będzie zabity i trzeciego dnia zmartwychwstanie. A Piotr wziął Go na bok i począł robić Mu wyrzuty: „Panie, niech Cię Bóg broni! Nie przyjdzie to nigdy na Ciebie”.
Lecz On odwrócił się i rzekł do Piotra: „Zejdź Mi z oczu, szatanie! Jesteś Mi zawadą, bo nie myślisz o tym, co Boże, ale o tym, co ludzkie”.
Spotkałem na klatce schodowej sąsiadów mocujących się z szafą.
- Poczekajcie, pomogę wam.
Zdjąłem marynarkę, splunąłem w dłonie i wziąłem się do roboty. Zapieraliśmy się z całych sił, dyszeliśmy w wysiłku. Żyły na szyi nabrzmiały, czoła zarosiły się potem. I nic.
- Poczekajcie – powiedziałem. – Musimy coś wymyślić. W ten sposób nigdy nie wniesiemy tej szafy.
- Nie wniesiemy? – zdziwił się jeden z sąsiadów. – Ależ my właśnie chcemy ją znieść!

Piotr przepycha się na słowa z Jezusem. Owszem, chce być zbawiony, ale nie za taką cenę, nie za cenę męki i śmierci. Piotr chce zjeść ciastko i mieć ciastko, chce niemożliwego. Trzeba się jednak na coś zdecydować.
Panie postaw przy mnie anioła, który zmusi mnie do namysłu, bym nie działał i nie mówił pochopnie, bym nie męczył się niepotrzebnie i bez efektu, zwłaszcza wówczas, gdy próbuje zrobić coś dobrego.


18. tydzień zwykły - piątek 5 sierpnia

Mt 16,24-28: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Jeśli kto chce pójść za Mną, niech się zaprze samego siebie, niech weźmie krzyż swój i niech Mnie naśladuje. Bo kto chce zachować swoje życie, straci je; a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je. Cóż bowiem za korzyść odniesie człowiek, choćby cały świat zyskał, a na swej duszy szkodę poniósł? Albo co da człowiek w zamian za swoją duszę?
Albowiem Syn Człowieczy przyjdzie w chwale Ojca swego razem z aniołami swoimi, i wtedy odda każdemu według jego postępowania. Zaprawdę powiadam wam: Niektórzy z tych, co tu stoją, nie zaznają, śmierci, aż ujrzą Syna Człowieczego, przychodzącego w królestwie swoim”.

To zdarzyło się na misjach w Afryce. Dziewczynka codziennie widziała misjonarza, który karmił głodnych i opatrywał rany chorych. Nigdy nie zdobyła się na odwagę, by podejść do niego i porozmawiać. Aż posłano ją do szkoły. Tutaj katechetka tak zaczęła pierwszą lekcję z dziećmi:
- Chcę wam opowiedzieć o kimś, kto jest bardzo dobry, kto przyszedł na świat, żeby nas zbawić, żeby nakarmić głodnych i uleczyć chorych. Czy wiecie już może i kim mówię?
Wyrwała się dziewczynka do odpowiedzi:
- Tak, wiem, ja wiem! – uśmiechnęła się szczęśliwa. – Mówisz o misjonarzu z naszej wioski.

Kto chce iść za Mną, niech mnie naśladuje – mówi Jezus. Musisz jednak uważać, by twoje naśladowanie Jezusa nie stało się Jego parodią. Masz Go naśladować, a nie przedrzeźniać, małpować. Naśladować Jezusa, to znaczy żyć tak, żeby nikt ni zauważył różnicy między tobą a Nim.
Uczyń mnie Panie prawdziwym Twoim uczniem i rzetelnym Twoim naśladowcą.


18. tydzień zwykły - sobota 6 sierpnia

Mt 17,14-20: Pewien człowiek zbliżył się do Jezusa i padając przed Nim na kolana, prosił: „Panie, zlituj się nad moim synem. Jest epileptykiem i bardzo cierpi; bo często wpada w ogień, a często w wodę. Przyprowadziłem go do twoich uczniów, lecz nie mogli go uzdrowić”.
Na to Jezus odrzekł: „O plemię niewierne i przewrotne! Dopóki jeszcze mam być z wami; dopóki mam was cierpieć? Przyprowadźcie mi go tutaj”. Jezus rozkazał mu surowo i zły duch opuścił go. Od owej pory chłopiec odzyskał zdrowie.
Wtedy uczniowie zbliżyli się do Jezusa na osobności i pytali: „Dlaczego my nie mogliśmy go wypędzić?”
On zaś im rzekł: „Z powodu małej wiary waszej. Bo zaprawdę powiadam wam: Jeśli będziecie mieć wiarę jak ziarnko gorczycy, powiecie tej górze: «Przesuń się stąd tam», i przesunie się. I nic niemożliwego nie będzie dla was”.

Obudził ich łomot do drzwi. To był policjant. Przyszedł powiadomić, że ich córka zginęła w wypadku samochodowym. Dodał jeszcze, że musiała ze znajomymi nieźle się zabawić. We wraku pojazdu, który owinął się wokół drzewa, znaleziono pustą butelkę po wódce.
- Niech ja dorwę tego drania, który sprzedał smarkaczom alkohol – ojciec zatrząsł się ze złości. – Zabiję drania!
Podszedł do barku, żeby nalać sobie drinka i spróbować uspokoić nerwy. W środku znalazł zapisaną ręką córki kartkę: Tato. Pożyczam butelkę czegoś mocniejszego z twoich solidnych zapasów. Myślę, że jak wrócisz z pracy, nie będziesz się gniewał. Wybieramy się z przyjaciółmi na imprezę. Potem ci odkupię. Pa.

Przychodzi do Jezusa ojciec dziecka opętanego przez złego ducha. Czy tylko z troski o swoje dziecko? A może pchają go wyrzuty sumienia? Może i on ma swój udział w tym opętaniu? Może i on sam coś zaniedbał, zlekceważył, przeoczył? Może chce nie tylko oczyszczenia syna, ale przy okazji także uspokojenia swojego sumienia?
Panie, daj mi anioła odwagi, bym od czasu do czasu nie bał się postawić sobie parę niewygodnych pytań dotyczących tego, ile zła na świecie jest tylko i wyłącznie z mojego powodu.

17. Tydzień Zwykły: 25-30 lipca

17. tydzień zwykły - poniedziałek 25 lipca


Mt 13,31-35: Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posiał na swej roli. Jest ono najmniejsze ze wszystkich nasion, lecz gdy wyrośnie, jest większe od innych jarzyn i staje się drzewem, tak że ptaki przylatują z powietrza i gnieżdżą się na jego gałęziach”.
Powiedział im inną przypowieść: „Królestwo niebieskie podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż się wszystko zakwasiło”.
To wszystko mówił Jezus tłumom w przypowieściach, a bez przypowieści nic im nie mówił. Tak miało się spełnić słowo Proroka: „Otworzę usta w przypowieściach, wypowiem rzeczy ukryte od założenia świata”.

Wszystko przez kroplę miodu, która w sklepie upadła na podłogę. Natychmiast zjawiła się osa, spragniona słodkości, chwilę potem kos, który chciał ją złapać, zaraz za nim kot zaczajony, by upolować ptaka, a wreszcie pies, który rzucił się na kota i go zagryzł. Widząc to sprzedawca miodu przy pomocy solidnego kija położył psa trupem na miejscu. Natychmiast dowiedział się o tym mieszkający w sąsiedniej wiosce właściciel psa, który w odwecie zabił sklepikarza. To rozpętało wojnę międzyplemienną, z której wkrótce ocalało zaledwie kilku podeszłych wiekiem starców, którzy nawet nie wiedzieli, że cała rzeź zaczęła się od małej kropli miodu.

Wszystko zaczyna się od czego małego: pożar od iskry, lawina od kamyka a powódź od kropli. Na szczęście nie tylko to co złe. Małe rzeczy mogą też inicjować to co wielkie: pestka – drzewo, zaczyn – chleb, uśmiech – radość, spojrzenie – miłość, uścisk dłoni – przyjaźń.
Panie, naucz mnie, jak małe rzeczy zamieniać w dobro i piękno.


17. tydzień zwykły - wtorek 26 lipca


Mt 13,36-43: Jezus odprawił tłumy i wrócił do domu. Tam przystąpili do Niego uczniowie i prosili Go: „Wyjaśnij nam przypowieść o chwaście”. On odpowiedział :
„Tym, który sieje dobre nasienie, jest Syn Człowieczy. Rolą jest świat, dobrym nasieniem są synowie królestwa, chwastem zaś synowie Złego. Nieprzyjacielem, który posiał chwast, jest diabeł; żniwem jest koniec świata, a żeńcami są aniołowie.
Jak więc zbiera się chwast i spala ogniem, tak będzie przy końcu świata. Syn Człowieczy pośle aniołów swoich: ci zbiorą z Jego królestwa wszystkie zgorszenia i tych, którzy dopuszczają się nieprawości, i wrzucą ich w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów. Wtedy sprawiedliwi jaśnieć będą jak słońce w królestwie Ojca swego.
Kto ma uszy, niechaj słucha”.

Do proboszcza przyszedł jeden z parafian:
- I co ksiądz powie na to? Od pół roku nie byłem w kościele, ani raz nie zmówiłem pacierza, nie przeżegnałem się nawet przed jedzeniem i takie tam… A na dodatek co niedzielę od świtu do zmierzchu pracowałem na polu. I wie ksiądz co? Nikt nie zebrał tyle zboża, tyle ziemniaków, tyle warzyw i owoców co ja. Nikt. I co ksiądz na to powie?
Ksiądz zamyślił się przez chwilę. I westchnął:
- A kto powiedział, mój drogi, że Pan Bóg wyrównuje rachunki w porze zbiorów?

Przyjdzie czas Bożych żniw, pora, kiedy aniołowie dobędą, zważą i ocenią plon. A szukać go będą nie na polach, nie w ogrodach i sadach, ale w sercach.
Panie, jeśli możesz, poślij mi anioła nie czekając dnia sądu. Niech zawczasu dokona inspekcji mojego serca, niech oceni na pniu, co tam rośnie. A jak tego jest zbyt mało, albo plon szykuje się lichy, niech mi zaszumi wyrzutami sumienia, bym w porę się spostrzegł i popracował jeszcze nad duchowa wydajnością.


17. tydzień zwykły - środa 27 lipca


Mt 13,44-46: Jezus powiedział do tłumów:
„Królestwo niebieskie podobne jest do skarbu ukrytego w roli. Znalazł go pewien człowiek i ukrył ponownie. Uradowany poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił tę rolę.
Dalej, podobne jest królestwo niebieskie do kupca poszukującego pięknych pereł. Gdy znalazł jedną, drogocenną perłę, poszedł, sprzedał wszystko, co miał, i kupił ją”.

Pewien człowiek na łoży śmierci zdołał jeszcze wyszeptać do stojących wokół synów:
- Nasza winnica…, nasza winnica…
- Co, tato? Co nasza winnica – najstarszy z nich pochylił się nad starcem.
- …kryje w sobie skarb.
- Gdzie, ojcze, w którym miejscu? – zaczęli dopytywać jeden przez drugiego, ale ojciec nie wypowiedział już ani słowa.
Zaraz po pogrzebie zaczęli szukać. Przekopali winnicę wzdłuż i wszerz. Nic nie znaleźli. Ale zruszana ziemia ożyła, a przez to winnica przyniosła nadzwyczajny plon, który przymnożył synom majątku. Rzeczywiście winnica kryła skarb. Trzeba go było tylko umieć rozpoznać.

Bogactwo bierze się z wysiłku. Tak jest też w Jezusowej przypowieści o dwóch szczęśliwych poszukiwaczach skarbów. Obaj sprzedali wszystko, co mieli, cały swój dobytek i wysiłek. Natrudzili się, napracowali i zaryzykowali. Twój skarb jest na wyciągnięcie ręki. Tylko musisz zaryzykować, poświęcić wszystko, siebie też. Nie bój się.
Panie pomóż mi, bym się nie potykał o skarby, które mi podsuwasz, bym umiał je dostrzec, znaleźć, docenić, nimi się nacieszyć.


17. tydzień zwykły - czwartek 28 lipca


Mt 13,47-53: Jezus powiedział do tłumów:
„Podobne jest królestwo niebieskie do sieci zarzuconej w morze i zagarniającej ryby wszelkiego rodzaju. Gdy się napełniła, wyciągnęli ją na brzeg i usiadłszy, dobre zebrali w naczynia, a złe odrzucili. Tak będzie przy końcu świata: wyjdą aniołowie, wyłączą złych spośród sprawiedliwych i wrzucą w piec rozpalony; tam będzie płacz i zgrzytanie zębów.
Zrozumieliście to wszystko?”
Odpowiedzieli Mu: „Tak jest”.
A On rzekł do nich: „Dlatego każdy uczony w Piśmie, który stał się uczniem królestwa niebieskiego, podobny jest do ojca rodziny, który ze swego skarbca wydobywa rzeczy nowe i stare”.
Gdy Jezus dokończył tych przypowieści, oddalił się stamtąd.

Zapytał ktoś młodego seminarzystę:
- Dlaczego chcesz zostać kapłanem?
- Żeby zrobić coś dobrego dla ludzi.
- To nie ma sensu. Jeżeli chcesz zrobić coś dobrego dla ludzi, zostać lekarzem –  będziesz leczył, albo architektem – zbudujesz domy, albo krawcem – będziesz innych ubierał, w ostateczności politykiem – będziesz ustalał jakiś ład.
- Kim zatem jest kapłan?
- Kapłan nie jest po to, by coś zrobić dla ludzi. Kapłan jest po to, by dla ludzi kimś być.
- Kim?
- Chrystusem.

W Jezusowej przypowieści pojawia się uczony w Piśmie – człowiek, który stał się posiadaczem skarbca swojego serca i teraz dobywa zeń to, czym może dzielić się z innymi. To jest powołanie nie tylko kapłana, ale każdego chrześcijanina.
Panie, uchroń mnie przed tym, by moja wiara sprowadzała się do dawania czegokolwiek innych. Panie, pomóż mi, bym dzięki mojej wierze był dla innych wszystkim, czego potrzebują, wizerunkiem Chrystusa, choćby małym i niedoskonałym.


17. tydzień zwykły - piątek 29 lipca


Mt 13,54-58: Jezus, przyszedłszy do swego rodzinnego miasta, nauczał ich w synagodze, tak że byli zdumieni i pytali:
„Skąd u Niego ta mądrość i cuda? Czyż nie jest On synem cieśli? Czy Jego Matce nie jest na imię Mariam, a Jego braciom Jakub, Józef, Szymon i Juda? Także Jego siostry czy nie żyją wszystkie u nas? Skądże więc ma to wszystko?” I powątpiewali o Nim.
A Jezus rzekł do nich: „Tylko w swojej ojczyźnie i w swoim domu może być prorok lekceważony”. I niewiele zdziałał tam cudów z powodu ich niedowiarstwa.

- Pożycz mi sznur.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Żona wiesza na nim właśnie zboże, by przeschło nieco.
- Zboże suszy na sznurze? Przecież to niemożliwe?
- Mój drogi, wszystko jest możliwe, nawet suszenie zboża na sznurze, wówczas, kiedy nie po prostu nie chce się go pożyczyć.

Okazuje się, że wszystko może przeszkadzać w przyjęciu Jezusa, jeżeli nie ma się odrobiny dobrych chęci. Nawet może przeszkadzać – tak, jak nazarejczykom – fakt, że się Jezusa po prostu zna.
Daj mi poznać Twoje drogi, Panie i naucz mnie chodzić Twoimi ścieżkami. Jednak zawsze po to, by móc zbliżyć się do Ciebie, nie zaś uciekać i gubić się.


17. tydzień zwykły - sobota 30 lipca


Mt 14,1-12: W owym czasie doszła do uszu tetrarchy Heroda wieść o Jezusie. I rzekł do swych dworzan: „To Jan Chrzciciel. On powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim”.
Herod bowiem kazał pochwycić Jana i związanego wrzucić do więzienia. Powodem była Herodiada, żona brata jego Filipa, Jan bowiem upominał go: „Nie wolno ci jej trzymać”. Chętnie też byłby go zgładził, bał się jednak ludu, ponieważ miano go za proroka.
Otóż kiedy obchodzono urodziny Heroda, tańczyła córka Herodiady wobec gości i spodobała się Herodowi. Zatem pod przysięgą obiecał jej dać wszystko, o cokolwiek poprosi. A ona, przedtem już podmówiona przez swą matkę, powiedziała: „Daj mi tu na misie głowę Jana Chrzciciela”. Zasmucił się król. Lecz przez wzgląd na przysięgę i na współbiesiadników kazał jej dać. Posłał więc kata i kazał ściąć Jana w więzieniu. Przyniesiono głowę jego na misie i dano dziewczęciu, a ono zaniosło ją swojej matce.
Uczniowie zaś Jana przyszli, zabrali jego ciało i pogrzebali je; potem poszli i donieśli o tym Jezusowi.

Była wojna. Przed komisją poborową stanął człowiek bez nóg.
- Chcę walczyć! – oznajmił stanowczo.
- Jak? – zaczęto drwić z niego i się wyśmiewać. – Przecież w razie ataku nieprzyjaciela nie będziesz mógł uciec!
- Przecież powiedziałem, że chcę walczyć. Walczyć i zwyciężyć, a nie uciekać przed wrogiem.
Jan Chrzciciel nie lęka się, że straci życie. Śmiało występuje z napomnieniem. W walce – również o Królestwo Niebieskie – liczy się nie tyle ręka, noga, nawet głowa, co serce, pełne zapału i odwagi. Potwierdzi to za jakiś czas sam Chrystus w Wielkim Tygodniu.
Panie, dodaj mi odwagi, żebym się nie użalał, nie biadolił i nie stękał, nie tłumaczył się i nie usprawiedliwiał, ale odważnie, zdecydowanie wziął się za bary ze złem, ze słabością – tą, która jest we mnie.

16. Tydzień Zwykły: 18-23 lipca

16. tydzień zwykły - poniedziałek 18 lipca

Mt 12,38-42: Niektórzy z uczonych w Piśmie i faryzeuszów rzekli do Jezusa: „Nauczycielu, chcielibyśmy jakiś znak widzieć od Ciebie”. Lecz On im odpowiedział:
„Plemię przewrotne i wiarołomne żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku proroka Jonasza. Albowiem jak Jonasz był trzy dni i trzy noce we wnętrznościach wielkiej ryby, tak Syn Człowieczy będzie trzy dni i trzy noce w łonie ziemi.
Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni wskutek nawoływania Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz.
Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw temu plemieniu i potępi je; ponieważ ona z krańców ziemi przybyła słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon”.

Diabeł jest do tego stopnia przewrotny, iż postanowił ukazać się pewnemu świątobliwemu człowiekowi pod postacią... samego Chrystusa.
- A gdzie są rany na twoich dłoniach, stopach i w boku? – zapytał ów mąż, bacznie się przyglądając zjawisku.
- Och, wiesz, ja teraz żyję w chwale niebieskiej, a tam przecież nie ma ran!
- Chrystus bez ran nie może być prawdziwy. Bo Chrystus bez ran nie zrozumie mnie i nie pomoże mi. Idź precz ode mnie, siło nieczysta!
I diabeł musiał dać za wygraną.

Plemię przewrotne żąda znaku. Dobrze, będą go mieli. Jednak nie taki, jakiego się spodziewają. Co jest znakiem rozpoznawczym Chrystusa? Właśnie Jego rany, dzięki którym rozumie i wspomaga wszelkie moje i twoje zranienie.
Nie pozwól mi, Panie, nigdy przejść koło krzyża tak, bym nie spojrzał na Twoje rany.


16. tydzień zwykły - wtorek 19 lipca

Mt 12,46-50: Gdy Jezus przemawiał do tłumów, oto Jego Matka i bracia stanęli na dworze i chcieli z Nim mówić. Ktoś rzekł do Niego: „Oto Twoja Matka i Twoi bracia stoją na dworze i chcą mówić z Tobą”.
Lecz On odpowiedział temu, który Mu to oznajmił: „Któż jest moją matką i którzy są moimi braćmi?”
I wyciągnąwszy rękę ku swoim uczniom, rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Ojca mojego, który jest w niebie, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.

Opat wezwał braci, by każdy uczynił coś, czym szczególnie przypodoba się Bogu.
- Nauczyłem się całej Ewangelii na pamięć – oznajmił pierwszy z nich po jakimś czasie.
- Możesz więc teraz zapełnić nasz klasztor słowami – skwitował opat.
- A ja przepisałem ręcznie całą Ewangelię – pochwalił się drugi.
- Utoniemy zatem w papierach.
- A ja tak pościłem, że piec w mojej pustelni zarósł trawą – pochwalił się trzeci.
- Jeżeli twój piec zarósł trawą, to znaczy, że zupełnie zaniedbałeś cnotę gościnności – zganił go opat.

Czym przypodobać się Bogu? Modlitwą, znajomością Pisma, postem? A co Pan Bóg z nich będzie miał? Jezus wyjaśnia, że miłym Bogu jest ten, kto pełni Jego wolę. A pełnienie woli Bożej trzeba oprzeć najpierw na jej rozpoznaniu. I na zdrowym rozsądku. Koniecznie na zdrowym rozsądku.
Panie, uczyń mnie spontanicznym, ale nie za wszelką cenę, jedynie tyle, na ile to konieczne, by moja miłość była świeża.


16. tydzień zwykły - środa 20 lipca


Mt 13,1-9: Tego dnia Jezus wyszedł z domu i usiadł nad jeziorem. Wnet zebrały się koło Niego tłumy tak wielkie, że wszedł do łodzi i usiadł, a cały lud stał na brzegu. I mówił im wiele w przypowieściach tymi słowami:
„Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, niektóre ziarna padły na drogę, nadleciały ptaki i wydziobały je. Inne padły na miejsca skaliste, gdzie niewiele miały ziemi; i wnet powschodziły, bo gleba nie była głęboka. Lecz gdy słońce wzeszło, przypaliły się i uschły, bo nie miały korzenia. Inne znowu padły między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je. Inne w końcu padły na ziemię żyzną i plon wydały, jedno stokrotny, drugie sześćdziesięciokrotny, a inne trzydziestokrotny. Kto ma uszy, niechaj słucha”.

Ojciec kazał synowi przynieść wodę ze studni. Jednak nim chłopiec zdążył pochwycić dzban, ojciec wytargał go z całej siły za ucho, aż w oczach dziecka pokazały się łzy.
- Dlaczego go karcisz? – spytał ktoś obudzony. – Cóż złego uczynił?
- Pewnie uważasz, że powinienem poczekać, aż, nie daj Bóg, rozbije dzban i dopiero wtedy sprawić mu lanie. Jednak ono nie przywróciłoby dzbana ani wody. A tak, kiedy chłopak pójdzie do studni, ucho go piec nie przestanie i dlatego będzie uważał, by dzbana nie rozbić i wody nie zmarnować.

Przypowieści Jezusa sporo wyjaśniły słuchaczom, ale nie poderwały ich do wiary. Tak, tak, wiem co mówię. Trzeba było dopiero Jego krzyża, i ran, które zapiekły świadectwem i wyrzutami sumienia, by słuchacze Jezusowych przypowieści, z apostołami na czele, zaczęli uważać, troszczyć się, wreszcie dbać o Królestwo Niebieskie i krzątać się około solidnego zasiewu.
Panie pomóż mi, bym ziarno dobrego słowa i przykładu siał zawsze porządnie, nie byle jak, nie byle gdzie i nie byle kiedy. Niech mnie zawsze pieką te miejsca, na których Ty nosiłeś swoje rany.


16. tydzień zwykły - czwartek 21 lipca


13,10-17: Uczniowie przystąpili do Jezusa i zapytali: „Dlaczego w przypowieściach mówisz do nich?”
On im odpowiedział: „Wam dano poznać tajemnice królestwa niebieskiego, im zaś nie dano. Bo kto ma, temu będzie dodane i nadmiar mieć będzie; kto zaś nie ma, temu zabiorą również to, co ma. Dlatego mówię do nich w przypowieściach, że otwartymi oczami nie widzą i otwartymi uszami nie słyszą ani nie rozumieją. Tak spełnia się na nich przepowiednia Izajasza:
«Słuchać będziecie, a nie zrozumiecie, patrzeć będziecie, a nie zobaczycie. Bo stwardniało serce tego ludu, ich uszy stępiały i oczy swe zamknęli, żeby oczami nie widzieli ani uszami nie słyszeli, ani swym sercem nie rozumieli: i nie nawrócili się, abym ich uzdrowił».
Lecz szczęśliwe oczy wasze, że widzą, i uszy wasze, że słyszą. Bo zaprawdę powiadam wam: Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, na co wy patrzycie, a nie ujrzeli; i usłyszeć to, co wy słyszycie, a nie usłyszeli”.

Pewien mężczyzna miał wiolonczelę z jedną struną, którą naciskał palcem wciąć w tym samym miejscu i jednostajnie ciągnąc smyczkiem dobywał z instrumentu wciąż tę samą, smętną nutę. Pewnego dnia jego żona wróciła z miasta czymś wyraźnie poruszona:
- Widziałam człowieka, który grał na wiolonczeli zupełnie inaczej. Miał cztery struny, przebierał po nich palcami…
- Wieszcz czemu przebierał palcami?
- Nie – odpowiedziała kobieta.
- Bo szukał właściwego miejsca. A ja już je znalazłem…

Nie słuchasz Jezusa. Owszem, słyszysz, ale nie słuchasz. Jesteś pewny, że skompletowałeś swoją wiarę, zrąb niewzruszonych przekonań, wszystko już wiesz i rozumiesz, znalazłeś swoje miejsce. I nawet nie zdajesz sobie sprawy, jak monotonna, smętna i pusta jest melodia twojego życia.
Panie, poślij mi anioła świętego niepokoju, bym nigdy nie myślał, że oto jestem szczęśliwy i spełniony lub że odniosłem sukces. Niech zawsze pobudza mnie do szukania wciąż nowego miejsca, lepiej brzmiącego, świeższego, doskonalszego.


16. tydzień zwykły - piątek 22 lipca


Mt 13,18-23: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Posłuchajcie co znaczy przypowieść o siewcy. Do każdego, kto słucha słowa o królestwie, a nie rozumie go, przychodzi Zły i porywa to, co zasiane jest w jego sercu. Takiego człowieka oznacza ziarno posiane na drodze.
Posiane na miejsca skaliste oznacza tego, kto słucha słowa i natychmiast z radością je przyjmuje; ale nie ma w sobie korzenia, lecz jest niestały. Gdy przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamuje.
Posiane między ciernie oznacza tego, kto słucha słowa, lecz troski doczesne i ułuda bogactwa zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne.
Posiane w końcu na ziemię żyzną oznacza tego, kto słucha słowa i rozumie je. On też wydaje plon: jeden stokrotny, drugi sześćdziesięciokrotny, inny trzydziestokrotny”.

- Królu, zdobędziemy miasto wroga tymi oto kulami! – dowódca armii chełpił się oprowadzając władcę po szańcach.
- Tymi kulami? A któż zdoła rzucić choćby jedną z nich?
- Nie ludzie oczywiście będą je miotać, lecz armaty.
- Armaty, tak same z siebie?
- Nie, wcześniej nabijemy je prochem.
- To już wystarczy?
- Nie, do prochu trzeba jeszcze wsadzić lont.
- I to wszystko?
- A na lont trzeba zakrzesać iskrę.
- Więc nie mów, że kulami zdobędziemy miasto wroga, lecz także armatami, prochem i lontem, które i tak nic nie są warte, jeśli zabraknie iskry.

Tak się mówi na skróty: ziarno wydaje plon. Ale ileż warunków musi zaistnieć, by tak się stało: siewca i ruch jego ręki, żyzna ziemia, odpowiednio – nie za dużo i nie za mało – nawilgocona i nasłoneczniona, wolna o chwastów, szkodników i złodziei. Ile musi zaistnieć czynników, by zostać świętym, by osiągnąć zbawienie?
Panie, pomóż mi… W czym? Nie, nie w tym, bym ZNALAZŁ właściwe warunki do świętości, ale bym je STWORZYŁ.


16. tydzień zwykły - sobota 23 lipca


Mt 13,24-30: Jezus opowiedział tłumom tę przypowieść:
„Królestwo niebieskie podobne jest do człowieka, który posiał dobre nasienie na swojej roli. Lecz gdy ludzie spali, przyszedł jego nieprzyjaciel, nasiał chwastu między pszenicę i odszedł.
A gdy zboże wyrosło i wypuściło kłosy, wtedy pojawił się i chwast. Słudzy gospodarza przyszli i zapytali go: «Panie, czy nie posiałeś dobrego nasienia na swej roli? Skąd więc się wziął na niej chwast?» Odpowiedział im: «Nieprzyjazny człowiek to sprawił». Rzekli mu słudzy: «Chcesz więc, żebyśmy poszli i zebrali go?»
A on im odrzekł: «Nie, byście zbierając chwast nie wyrwali razem z nim i pszenicy. Pozwólcie obojgu róść aż do żniwa; a w czasie żniwa powiem żeńcom: Zbierzcie najpierw chwast i powiążcie go w snopki na spalenie; pszenicę zaś zwieźcie do mego spichlerza».

Rozmawia dwóch żonatych mężczyzn:
- Wiesz czym się różni wypadek od nieszczęścia?
- Wypadek, to… - zastanawia się zapytany.
- Powiem ci. Z wypadkiem mamy do czynienia wówczas, kiedy na przykład teściowa wpadnie do studni.
- Do studni? To wypadek, mówisz. A nieszczęście?
- A nieszczęściem byłoby, gdyby ją stamtąd ktoś wyciągnął.

Jezus w swojej przypowieści opowiada o wypadku: nieprzyjaciel przyszedł nocą i na polu ze zbożem nasiał chwastu. Jezus jednocześnie przestrzega przed nieszczęściem, jakim byłaby próba usunięcia chwastu przed żniwem, czyli narażenie na stratę choćby jednego wartościowego źdźbła z kłosem.
Wiesz czym się różni wypadek od nieszczęścia? Z wypadkiem mamy do czynienia wówczas, kiedy teściowa wpadnie do studni. To się zdarza i chociaż boli, niekoniecznie musi oznaczać koniec świata. Nieszczęściem byłoby, gdybyś niosąc ratunek, przy okazji ją udusił…

16 niedziela zwykła: 17 lipca 2016

Pojedynek Marty i Marii





Łk 10,38-42
Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie. Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: Panie, czy Ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła. A Pan jej odpowiedział: Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona.

15 tydzień zwykły: 11-16 lipca 2016

15. tydzień  zwykły - poniedziałek 11 lipca


Mt 10,34-11,1: Jezus powiedział do swoich apostołów:
„Nie sądźcie, że przyszedłem pokój przynieść na ziemię. Nie przyszedłem przynieść pokoju, ale miecz. Bo przyszedłem poróżnić syna z jego ojcem, córkę z matką, synową z teściową; i będą nieprzyjaciółmi człowieka jego domownicy.
Kto miłuje ojca lub matkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. I kto miłuje syna lub córkę bardziej niż Mnie, nie jest Mnie godzien. Kto nie bierze swego krzyża, a idzie za Mną, nie jest Mnie godzien. Kto chce znaleźć swe życie, straci je, a kto straci swe życie z mego powodu, znajdzie je.
Kto was przyjmuje, Mnie przyjmuje; a kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał.
Kto przyjmuje proroka jako proroka, nagrodę proroka otrzyma. Kto przyjmuje sprawiedliwego jako sprawiedliwego, nagrodę sprawiedliwego otrzyma.
Kto poda kubek świeżej wody do picia jednemu z tych najmniejszych, dlatego że jest uczniem, zaprawdę powiadani wam, nie utraci swojej nagrody”.
Gdy Jezus skończył dawać te wskazania dwunastu swoim uczniom, odszedł stamtąd, aby nauczać i głosić Ewangelię w ich miastach.

Od roku nie spadła tutaj ani kropla deszczu. Wszystko zaczęło schnąć i powoli umierać. Ostało się tylko jedno maleńkie źródełko, które dawało zaledwie kilka kropel wody na dobę – akurat tyle, ile pozwalało utrzymać się przy życiu rosnącemu tuz obok kwiatuszkowi. Jednak źródełko z dnia na dzień stawało się smutniejsze.
- Czy warto żyć, skoro wszystko wokół uschło? – westchnęło pewnego dnia,
Na to resztkami sił odezwało się stojące nieopodal drzewo, które straciło już w suszy wszystkie swoje liście:
- Warto żyć, warto. Bo twoim zadaniem nie jest ożywienie całej pustyni, ale utrzymanie przy życiu tego jednego kwiatka u twego brzegu.

Warto się trudzić. Bo nie chodzi o to, byś dźwigał krzyże całego świata. Masz porządnie dźwigać swój własny krzyż. I naśladować Jezusa. Dlatego warto się trudzić.

Panie, ilekroć zamarzy mi się odkrycie kolejnej ameryki, skonstruowanie nowej żarówki, albo wymyślenie jeszcze innego, skuteczniejszego prochu, poślij mi anioła, który przypomni mi, gdzie leży mój krzyż i pomoże go znów włożyć na ramiona.



15. tydzień  zwykły - wtorek 12 lipca

Mt 11,20-24: Jezus począł czynić wyrzuty miastom, w których najwięcej Jego cudów się dokonało, że się nie nawróciły.
„Biada tobie, Korozain! Biada tobie, Betsaido! Bo gdyby w Tyrze i Sydonie działy się cuda, które u was się dokonały, już dawno w worze i w popiele by się nawróciły. Toteż powiadam wam: Tyrowi i Sydonowi lżej będzie w dzień sądu niż wam.
A ty, Kafarnaum, czy aż do nieba masz być wyniesione? Aż do Otchłani zejdziesz. Bo gdyby w Sodomie działy się cuda, które się w tobie dokonały, zostałaby aż do dnia dzisiejszego. Toteż powiadam wam: Ziemi sodomskiej lżej będzie w dzień sądu niż tobie”.

Człowiek od lat skarżący się na to samo schorzenie postanowił zaskoczyć swojego lekarza spostrzegawczością:
- Pan doktor zmienił mi ostatnio lekarstwo!
- Tak? A po czym pan to poznał? Po kolorze pigułek?
- Nie, kolor jest ten sam: żółty.
- Więc co? Może smak?
- Nie, nie – pacjent nie był już tak pewny siebie. – Po prostu, yyy…, tamte poprzednie tabletki po wrzuceniu do toalety tonęły w syfonie, a te pływają po wierzhu…

Jezus mówi „biada” – tym, którzy się nie nawrócili. Nie nawrócili, to znaczy – mówiąc dosadnie – zmarnowali lekarstwo: wzięli tabletki i – miast zażyć – wyrzucili do toalety, ciekawi czy utoną, czy też nie.

Panie, kiedy się na mnie zdenerwujesz, że marnuję moją wiarę, poślij swego anioła, nie pogrozi mi palcem, niech mną potrząśnie, jak drzewem, na którym się szuka owocu. Przecież o to, co ze mnie spadnie lżejszy będę w dzień sądu.


15. tydzień  zwykły - środa 13 lipca

Mt 11,25-27: W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami: „Wysławiam Cię, Ojcze, Panie nieba i ziemi, że zakryłeś te rzeczy przed mądrymi i roztropnymi, a objawiłeś je prostaczkom. Tak, Ojcze, gdyż takie było Twoje upodobanie.
Wszystko przekazał Mi Ojciec mój. Nikt też nie zna Syna, tylko Ojciec, ani Ojca nikt nie zna, tylko Syn i ten, komu Syn zechce objawić”.

Święty Jan Vianney miał takiego parafianina, który codziennie przez godzinę klęczał w kościele przed tabernakulum. Nie dawało mu to spokoju, więc pewnego dnia zapytał pobożnego człowieka:
- O czym ty właściwie tak długo rozmawiasz z Panem Bogiem?
- O niczym. Właściwie, to ja w ogóle z nim nie rozmawiam. Przychodzę, klękam, patrzę na Niego i wiem, że On na mnie patrzy. I to mi wystarcza.

Bóg objawia prostaczkom największą swoją tajemnicę. Jaką? Że jest. Po prostu, że jest. „Jestem, który jestem” – mówi.

Panie naucz mnie modlitwy patrzenia, modlitwy bez słów, modlitwy przekonania, że jesteś. Tylko tyle i aż tyle zarazem.


15. tydzień  zwykły - czwartek 14 lipca

Mt 11,28-30: W owym czasie Jezus przemówił tymi słowami:
„Przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię. Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie, bo jestem łagodny i pokorny sercem, a znajdziecie ukojenie dla dusz waszych. Albowiem jarzmo moje jest słodkie, a moje brzemię lekkie”.

Ksiądz proboszcz wygłosił poruszające kazanie, na temat słów Jezusa: przyjdźcie do Mnie wszyscy, którzy utrudzeni jesteście, a ja was pokrzepię. A potem zapowiedział – jak zwykle – że zostanie przeprowadzona zbiórka pieniężna, czyli składka na tacę. Kiedy było już po wszystkim wparowała do zakrystii czerstwa jejmość i dalejże do proboszcza z pretensjami:
- Ksiądz jest niewiarygodny! Jak tak można? Najpierw mówi ksiądz kazanie o Panu Jezusie, że chce pokrzepić utrudzonych, a potem nawołuje, żeby ludzie dawali pieniądze. A przecież Pan Jezus zsyła nam zdroje łask, jak wodę – za darmo!
- Droga pani, woda jest za darmo, ale zbudowanie i utrzymanie wodociągów swoje kosztuje…

Nie składa się ofiar, by zapłacić Bogu za łaskę. Składa się ofiary na infrastrukturę Bożej łaski: dach nad głową, ściany wokół, ławki do siedzenia. Po co to wszystko? – ktoś spyta. Żeby ludzie także pod względem wiary wyszli wreszcie z jaskini.

Panie, poślij do mnie swojego anioła także i po to, żeby od czasu do czasu zasznurował moje usta, a w zamian rozsupłał węzły na mojej sakiewce.


15. tydzień  zwykły - piątek 15 lipca

Mt 12,1-8: Pewnego razu Jezus przechodził w szabat wśród zbóż. Uczniowie Jego, będąc głodni, zaczęli zrywać kłosy i jeść.
Gdy to ujrzeli faryzeusze, rzekli Mu: „Oto Twoi uczniowie czynią to, czego nie wolno czynić w szabat”.
A On im odpowiedział:
„Nie czytaliście, co uczynił Dawid, gdy był głodny, on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego i jadł chleby pokładne, których nie wolno było jeść jemu ani jego towarzyszom, tylko samym kapłanom?
Albo nie czytaliście w Prawie, że w dzień szabatu kapłani naruszają w świątyni spoczynek szabatu, a są bez winy? Oto powiadam wam: Tu jest coś większego niż świątynia.
Gdybyście zrozumieli, co znaczy: «Chcę raczej miłosierdzia niż ofiary», nie potępialibyście niewinnych. Albowiem Syn Człowieczy jest Panem szabatu”.

Pewien bogacz zrobił prezent swojemu krewniakowi w dniu ślubu: dał mu sakiewkę pieniędzy. Nie mogąc wręczyć jej osobiście, bo był już podeszły wiekiem i słaby w nogach, posłał z podarunkiem swoją córkę. Kiedy wróciła, zaczął ja wypytywać.
- I cóż tam? Jak przyjął mój prezent?
- Był wzruszony.
- Jak bardzo.
- Az mu się łza zakręciła w oku.
- Długo płakał.
- Nie wiem. Nie patrzyłam na zegar. Może z jaką minutę?
Co?! Tylko minutę! A to niewdzięcznik! A ja trzy dni płakałem, odliczając dla niego pieniądze z mojej krwawicy.

Co znaczy: chcę raczej miłosierdzia, niż ofiary? Ofiara boli ofiarodawcę, nawet wyciska łzy, słowem – sporo kosztuje. A miłosierdzie? Miłosierdzie jest dawaniem z radością, bez żalu, z głębi serca samego. Taka jest różnica.

Panie, spraw, bym nie był ofiarą ofiary. Uczyń mnie raczej narzędziem miłosierdzia.


15. tydzień  zwykły - sobota 16 lipca

Mt 12,14-21: Faryzeusze wyszli i odbyli naradę przeciw Jezusowi, w jaki sposób Go zgładzić.
Gdy Jezus dowiedział się o tym, oddalił się stamtąd. A wielu poszło za Nim i uzdrowił ich wszystkich. Lecz im surowo zabronił, żeby Go nie ujawniali. Tak miało się spełnić słowo proroka Izajasza:
„Oto mój Sługa, którego wybrałem, umiłowany mój, w którym moje serce ma upodobanie. Położę ducha mojego na Nim, a On zapowie prawo narodom. Nie będzie się spierał ani krzyczał, i nikt nie usłyszy na ulicach Jego głosu. Trzciny zgniecionej nie złamie ani knota tlejącego nie dogasi, aż zwycięsko sąd przeprowadzi. W Jego imieniu narody nadzieję pokładać będą”.

Do orła, króla ptaków, dotarło tak wiele i ta różnych opinii o słowiku, że postanowił je zweryfikować. Wysłał na zwiady swoich zaufanych: pawia i skowronka. Po powrocie wysłannicy przedłożyli swój raport. Zaczął paw:
- Jest taki szary i tak podłej urody, że wygląda, jak pomięty, zgrzebny wór.
Zaś skowronek przyznał:
- Śpiewa tak cudownie, że zapomniałem przyjrzeć się, jak wygląda.

Pan Jezus jest trochę jak volkswagen garbus – jednym się podoba, innym nie, ale nikt nie przechodzi koło niego obojętnie. Kiedy jedni zachwycają się Jezusa, inni knują nań zasadzkę i szukają dlań śmierci.

Panie, daj mi anioła, co mą nadzieję położy w Twoim Imieniu. Niech nakłoni me ucho na głos Twego wołania. Niech będzie mi ono śpiewem najczystszym.

15 niedziela zwykła - 10 lipca 2016

Z Robertem rozmawiamy o Jezusowej przypowieści o Miłosiernym Samarytaninie. I o tym, że dzięki ranom, możemy doświadczyć Bożego Miłosierdzia.

Łk 10,25-37
Powstał jakiś uczony w Prawie i wystawiając Go na próbę, zapytał: Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne? Jezus mu odpowiedział: Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz? On rzekł: Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego. Jezus rzekł do niego: Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył. Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: A kto jest moim bliźnim? Jezus nawiązując do tego, rzekł: Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął. Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go. Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał. Któryż z tych trzech okazał się, według twego zdania, bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców? On odpowiedział: Ten, który mu okazał miłosierdzie. Jezus mu rzekł: Idź, i ty czyń podobnie!




14. tydzień zwykły: 4-9 lipca 2016

14. tydzień  zwykły - poniedziałek 4 lipca

Mt 9,18-26: Gdy Jezus mówił, pewien zwierzchnik synagogi przyszedł do Niego i oddając pokłon, prosił: „Panie, moja córka dopiero co skonała, lecz przyjdź i włóż na nią rękę, a żyć będzie”. Jezus wstał i wraz z uczniami poszedł za nim.
Wtem jakaś kobieta, która dwanaście lat cierpiała na krwotok, podeszła z tyłu i dotknęła się frędzli Jego płaszcza. Bo sobie mówiła: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”.
Jezus obrócił się i widząc ją, rzekł: „Ufaj córko; twoja wiara cię ocaliła”. I od tej chwili kobieta była zdrowa.
Gdy Jezus przyszedł do domu zwierzchnika i zobaczył fletnistów oraz tłum zgiełkliwy, rzekł: „Usuńcie się, bo dziewczynka nie umarła, tylko śpi”. A oni wyśmiewali Go. Skoro jednak usunięto tłum, wszedł i ujął ją za rękę, a dziewczynka wstała.
Wieść o tym rozeszła się po całej tamtejszej okolicy.

Do mądrego mnicha przyszła po poradę kobieta:
- Mąż się zrobił nieznośny, proszę ojca. Gdy wraca do domu, podnosi głos, awanturuje się, kłóci się ze mną i mi wygraża.
- Weź, to woda z naszej klasztornej studni – zakonnik dał jej butelkę. – Kiedy zobaczysz męża wracającego do domu, pociągnij łyk, ale nie połykaj od razu, dopiero za jaki kwadrans.
Przyszła znów ta sama kobieta po dwóch tygodniach.
- Woda zadziałała. Mąż przestał się pieklić i awanturować, więc proszę: daj mi jeszcze tej cudownej wody, bo butelka jest już pusta.
- Nie woda jest cudowna – odparł mnich. – Rzecz w tym, że trzymana w ustach nie pozwalała ci mówić. A to twoje słowa pobudzały zmęczonego pracą męża do gniewu. Idź i postępuj, już bez wody, tak samo, jak dotąd.

Nie dziwi cię to, że nie przetrwała żadna relikwia Jezusa, nawet kawałek płaszcza. Przecież, gdyby dziś czyjś płaszcz uzdrowiłby kogoś, natychmiast począsteczkowano by go jako cudowny. Nie płaszcza potrzeba, ale Jezusa. I wiary, że cud się może zdarzyć.

Panie, poślij mi anioła z mocnymi płucami, niech rozdmucha żar, co się we mnie jeno tli słabo, żar wiary.


14. tydzień  zwykły - wtorek 5 lipca

Mt 9,32-37: Przyprowadzono do Jezusa niemowę opętanego. Po wyrzuceniu złego ducha niemy odzyskał mowę, a tłumy pełne podziwu wołały: „Jeszcze się nigdy nic podobnego nie pojawiło w Izraelu”.
Lecz faryzeusze mówili: „Wyrzuca złe duchy mocą ich przywódcy”.
Tak Jezus obchodził wszystkie miasta i wioski. Nauczał w tamtejszych synagogach, głosił Ewangelię królestwa i leczył wszystkie choroby i wszystkie słabości. A widząc tłumy ludzi, litował się nad nimi, bo byli znękani i porzuceni, jak owce nie mające pasterza.
Wtedy rzekł do swych uczniów: „Żniwo wprawdzie wielkie, ale robotników mało. Proście więc Pana żniwa, żeby wyprawił robotników na swoje żniwo”.

Dwóch ludzi czekało w sieni plebani na radę księdza proboszcza: bogaty i biedny. Po ich wyglądzie łatwo było to ocenić. Z bogatym rozmawiał ksiądz proboszcz najpierw. Długo, prawie godzinę. A biednemu już po pięciu minutach dał znak, że rozmowa skończona.
- No tak. Z bogatym, to ksiądz rozprawiał przez godzinę. A dla mnie, biednego, to księdzu nawet pięciu minut szkoda.
- To nie tak, jak myślisz, dobry człowieku – odpowiedział proboszcz. – Twoją ubóstwo widać na pierwszy rzut oka. A tamtemu musiałem poświęcić całą godzinę, żeby się przekonać, że w gruncie rzeczy jest o wiele większym biedakiem, niż ty.

Biednym nie jest ten, kto mało posiada, lecz ten, kto pragnie mieć więcej. Dlatego Jezus mówi, że żniwo jest wielkie, bo wszyscy potrzebują nawrócenia. Bo wszyscy chcą mieć więcej. To my jesteśmy żniwem, każdy z nas narzekających, chcących czegoś jeszcze innego i jeszcze więcej.

Panie, naucz mnie cieszyć się tym, co mam. I nie chcieć niczego, poza miłością do Ciebie. Uczyń mnie żniwiarzem, nie zaś bezmyślną owcą bez pasterza.


14. tydzień  zwykły - środa 6 lipca

Mt 10,1-7: Jezus przywołał do siebie dwunastu swoich uczniów i udzielił im władzy nad duchami nieczystymi, aby je wypędzali i leczyli wszystkie choroby i wszelkie słabości.
A oto imiona dwunastu apostołów: pierwszy Szymon, zwany Piotrem, i brat jego Andrzej, potem Jakub, syn Zebedeusza, i brat jego Jan, Filip i Bartłomiej, Tomasz i celnik Mateusz, Jakub, syn Alfeusza, i Tadeusz, Szymon Gorliwy i Judasz Iskariota, ten, który Go zdradził.
Tych to Dwunastu wysłał Jezus, dając im następujące wskazania: „Nie idźcie do pogan i nie wstępujcie do żadnego miasta samarytańskiego. Idźcie raczej do owiec, które poginęły z domu Izraela. Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie»”.

Kiedy fale Morza Czerwonego pogrążyły w śmiertelnej topieli ścigających Naród Wybrany Egipcjan, aniołowie stanęli przed Bogiem, a jeden z nich zapytał:
- Jaką pieśń mamy zaśpiewać, by obwieścić Twój triumf, o Najwyższy?
A Bóg spojrzał na aniołów z rozżaleniem i odpowiedział z nutką gniewu w głosie:
- Oto kolejna część mojego stworzenia uległa zniszczeniu, a wam się śpiewać zachciewa?

Najpierw Jezus mówi apostołom: nie chodźcie do pogan. Ale po Zmartwychwstaniu powie już inaczej: idźcie na cały świat. Krzyż Chrystusa rzuca nowe światło na troskę, którą Bóg ogarnia całe stworzenie – nie tylko to pobożne i posłuszne, ale także to, które pobłądziło, oddaliło się i poganiało.

Drodzy aniołowie. Nie cieszcie się z upadku ludzi, ani też nad nim nie płaczcie. Nie, żebym was pouczał, ale proszę: pomóżcie apostołom, co głoszą królestwo niebieskie.


14. tydzień  zwykły - czwartek 7 lipca

Mt 10,7-15: Jezus powiedział do swoich apostołów:
„Idźcie i głoście: «Bliskie już jest królestwo niebieskie». Uzdrawiajcie chorych, wskrzeszajcie umarłych, oczyszczajcie trędowatych, wypędzajcie złe duchy. Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie. Nie zdobywajcie złota ani srebra, ani miedzi do swych trzosów. Nie bierzcie na drogę torby ani dwóch sukien, ani sandałów, ani laski. Wart jest bowiem robotnik swej strawy.
A gdy przyjdziecie do jakiegoś miasta albo wsi, wywiedzcie się, kto tam jest godny, i u niego zatrzymajcie się, dopóki nie wyjdziecie. Wchodząc do domu, powitajcie go pozdrowieniem. Jeśli dom na to zasługuje, niech zstąpi na niego pokój wasz; jeśli nie zasługuje, niech pokój wasz powróci do was.
Gdyby was gdzie nie chciano przyjąć i nie chciano słuchać słów waszych, wychodząc z takiego domu albo miasta, strząśnijcie proch z nóg waszych. Zaprawdę powiadam wam: Ziemi sodomskiej i gomorejskiej lżej będzie w dzień sądu niż temu miastu”.

Wykład w szkole dyplomatów:
- Jeżeli napiszecie sprawozdanie na jedną stronę maszynopisu, przeczyta je minister albo nawet i sam premier. Jeśli wasze sprawozdanie będzie miało dwie strony, przeczyta je co najwyżej dyrektor waszego departamentu w ministerstwie, albo nawet tylko jego sekretarka. I najważniejsze: sprawozdań, które mają trzy strony i więcej – nikt nie czyta.

„Bliskie jest królestwo niebieskie” – zaskakuje zwięzłość tego, co mają głosić apostołowie posłani przez Jezusa. A do tego taka długa lista pouczeń, jak mają się zachowywać. Stąd wniosek, że w sprawie królestwa niebieskiego obowiązuje zwięzłość wypowiedzi przy równoczesnej obfitości świadectwa.

Panie, niech stoi przy mnie twój anioł i pomaga mi, bym nigdy nie musiał udowadniać mojej wiary. Niech będzie ona da się poznać w moim postępowaniu.


14. tydzień  zwykły - piątek 8 lipca

Mt 10,16-23: Jezus powiedział do swoich apostołów:
„Oto Ja was posyłam jak owce między wilki. Bądźcie więc roztropni jak węże, a nieskazitelni jak gołębie.
Miejcie się na baczności przed ludźmi. Będą was wydawać sądom i w swych synagogach będą was biczować. Nawet przed namiestników i królów będą was wodzić z mego powodu, na świadectwo im i poganom. Kiedy was wydadzą, nie martwcie się o to, jak ani co macie mówić. W owej bowiem godzinie będzie wam poddane, co macie mówić. Gdyż nie wy będziecie mówili, lecz Duch Ojca waszego będzie mówił przez was.
Brat wyda brata na śmierć i ojciec syna; dzieci powstaną przeciw rodzicom i o śmierć ich przyprawią. Będziecie w nienawiści u wszystkich z powodu mego imienia. Lecz kto wytrwa do końca, ten będzie zbawiony.
Gdy was prześladować będą w tym mieście, uciekajcie do innego. Zaprawdę powiadam wam: Nie zdążycie obejść miast Izraela, nim przyjdzie Syn Człowieczy”.

- Czuję się czasem, jakby mnie Pan Bóg opuścił.
- A widziałeś kiedyś, jak ojciec uczy dziecko jeździć na rowerze?
- z takim kijkiem umocowanym do siodełka? Widziałem. Najpierw trzyma za ten kijek mocno, potem coraz słabiej, wreszcie go puszcza, by dziecko samo nauczyło się łapać równowagę.
- No i cóż z tego, że czasem czujesz się, jakby cię Pan Bóg opuścił? Widocznie chce cię przez to czegoś nauczyć.

Jezusowe kazanie o prześladowaniach, jest wezwaniem do wytrwałości, a wytrwałość jest dla wiary tym, czym rama dla obrazu – piękna podnosi wartość nawet nienajlepszego dzieła, brzydka i słaba może zohydzić arcydzieło.

Panie, poślij anioła z kosą. Niech wytnie z mego serca chwast strachu. Albo jeszcze lepiej anioła bez kosy – niech mi wyrwie z serca strach z korzeniami, by nie odrósł.


14. tydzień  zwykły - sobota 9 lipca

Mt 10,24-33: Jezus powiedział do swoich apostołów:
„Uczeń nie przewyższa nauczyciela ani sługa swego pana. Wystarczy uczniowi, jeśli będzie jak jego nauczyciel, a sługa jak pan jego. Jeśli pana domu przezwali Belzebubem, o ileż bardziej jego domowników tak nazwą.
Więc się ich nie bójcie. Nie ma bowiem nic zakrytego, co by nie miało być wyjawione, ani nic tajemnego, o czym by się nie miano dowiedzieć. Co mówię wam w ciemności, powtarzajcie jawnie, a co słyszycie na ucho, rozgłaszajcie na dachach.
Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, lecz duszy zabić nie mogą. Bójcie się raczej Tego, który duszę i ciało może zatracić w piekle. Czyż nie sprzedają dwóch wróbli za asa? A przecież żaden z nich bez woli Ojca waszego nie spadnie na ziemię. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone. Dlatego nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli.
Do każdego więc, który się przyzna do Mnie przed ludźmi, przyznam się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie. Lecz kto się Mnie zaprze przed ludźmi, tego zaprę się i Ja przed moim Ojcem, który jest w niebie”.

Drzewa postanowiły wybrać spośród siebie króla. Jednak co rusz spotykały się z czyjąś odmową.
- Nie mogę, muszę dostarczać ludziom jagód na wino – oznajmiła winorośl.
- Nie mam czasu, wszystko, co robię, do rodzenie owoców do tłoczenia oliwy – orzekła oliwka.
Podobnie tłumaczyły się śliwa, grusza i jabłoń, a potem także dąb, świerk, sosna i modrzew. Wreszcie, kiedy sprawa wydawała się być już zupełnie beznadziejna, nieoczekiwanie władcą drzew zgodziła się zostać tarnina.
- Ale mam jeden warunek – powiedziała. – Musicie się wszystkie tak zniżyć, żebym mogła nad wami górować i osłonić was swoim cieniem.

Jesteś uczniem Jezusa. To On ma panować, nie ty. Nie zasłaniaj go, nie próbuj przerosnąć. Bo masz się przed ludźmi przyznać do Niego, nie do siebie.

Panie, poślij do mnie anioła. Niech upuści ze mnie trochę powietrza. Bym nie chodził ciągle na wdechu, z wciągniętym brzuchem i naprężoną piersią, by inni – widząc we mnie ucznia – poznali nie mnie, ale Mistrza.