codzienne rozważanie Słowa Bożego

PrzeCZYTAJ, przeMYŚL, przeŻYJ, przeMÓW do innych, poSŁUCHAJ "Anioła Beskidów".

30. Tydzień Zwykły

30. tydzień zwykły - poniedziałek

Łk 13,10-17
Jezus nauczał w szabat w jednej z synagog. A była tam kobieta, która od osiemnastu lat miała ducha niemocy: była pochylona i w żaden sposób nie mogła się wyprostować.
Gdy Jezus ją zobaczył, przywołał ją i rzekł do niej: „Niewiasto, jesteś wolna od swej niemocy”. Włożył na nią ręce, a natychmiast wyprostowała się i chwaliła Boga.
Lecz przełożony synagogi, oburzony tym, że Jezus w szabat uzdrowił, rzekł do ludu: „Jest sześć dni, w które należy pracować. W te więc przychodźcie i leczcie się, a nie w dzień szabatu”.
Pan mu odpowiedział: „Obłudnicy, czyż każdy z was nie odwiązuje w szabat wołu lub osła od żłobu i nie prowadzi, by go napoić? A tej córki Abrahama, którą szatan osiemnaście lat trzymał na uwięzi, nie należało uwolnić od tych więzów w dzień szabatu?”
Na te słowa wstyd ogarnął wszystkich Jego przeciwników, a lud cały cieszył się ze wszystkich wspaniałych czynów, dokonywanych przez Niego.

Na oślim grzbiecie wiózł pewien wieśniak worek zboża na mąkę do młyna. W pół drogi osioł potknąwszy się na jakimś wykrocie wór z grzbietu zrzucił. Próżno chłopina próbował upadły worek na ośli grzbiet wywindować - w domu syn mu pomagała. Kiedy zdawało się, że nie pozostało mu już nic, jak tylko usiąść i zapłakać, nagle jak spod ziemi wyrósł dorodny rumak w pysznej uprzęży. W siodle prosto i dostojnie trzymał się pan z pobliskiego zamku, właściciel całej okolicy. Nim chłop zdążył czapkę zdjąć, by się ukłonić, bogacz już zeskoczył był z konia, już worek oburącz złapał.
- Chwyćże z drugiego końca i równo na grzbiet zarzuć - zarządził. I nim wieśniak zdążył się zorientować, co się właściwie stało, wór zboża znów bezpiecznie na oślim grzbiecie spoczywał.
- Panie, jakże ci się ja, biedny odwdzięczę za tak wielką łaskę? - zaczął chłop dziękować nieporadnie.
- Bardzo prosto - odpowiedział pan na to. - Kiedy tylko spotkasz kogo w potrzebie, pomóż mu bez ociągania, jak i ja tobie pomogłem.

Dlaczego Jezusa uzdrawia w szabat? By drażnić, prowokować? Nie. Chce przez to pokazać, że jeśli spotykasz człowieka w potrzebie, nie jest ważny czas, miejsce ani twoje z nim relacje, ale jedynie fakt, iż ów człowiek jest w potrzebie, To wystarczający powód, by przyjść mu z pomocą.


30. tydzień zwykły - wtorek

Łk 13,18-21
Jezus mówił: „Do czego podobne jest królestwo Boże i z czym mam je porównać? Podobne jest do ziarnka gorczycy, które ktoś wziął i posadził w swoim ogrodzie. Wyrosło i stało się wielkim drzewem, tak że ptaki powietrzne gnieździły się na jego gałęziach”.
I mówił dalej: „Z czym mam porównać królestwo Boże? Podobne jest do zaczynu, który pewna kobieta wzięła i włożyła w trzy miary mąki, aż wszystko się zakwasiło”.

Potrzebował wody. Zaczął więc kopać studnię. Po wybraniu ziemi na głębokość ośmiu metrów i nie znalazłszy nawet kropli wody, porzucił to miejsce i zaczął kopać w innym. Kolejne osiem metrów wybranej ziemi, znów bez wody. Spróbował raz jeszcze. Tak samo bezskutecznie. Porzucił więc swój trud, a ziemię sprzedał. Nabywca zaczął gospodarzenie od wykopania studni. Wodę znalazł na głębokości ośmiu i pół metra. Gdyby jego poprzednik za pierwszym razem podrążył jeszcze pięćdziesiąt centymetrów, znalazłby wodę za pierwszym razem.

Królestw Boże jest jak ziarnko gorczycy i zaczyn chlebowy. To oznacza nie tylko jego wzrost, ale także konieczność cierpliwości. Nie zdobędzie Królestwa ktoś, kto nie potrafi poczekać, kto za szybko się zniechęca, kto zniechęca się w ogóle.


30. tydzień zwykły - środa

Łk 13,22-30
Jezus, nauczając, szedł przez miasta i wsie i odbywał swą podróż do Jerozolimy.
Raz ktoś Go zapytał: „Panie, czy tylko nieliczni będą zbawieni?”
On rzekł do nich: „Usiłujcie wejść przez ciasne drzwi; gdyż wielu, powiadam wam, będzie chciało wejść, a nie będą mogli.
Skoro Pan domu wstanie i drzwi zamknie, wówczas stojąc na dworze, zaczniecie kołatać do drzwi i wołać: «Panie, otwórz nam»; lecz On wam odpowie: «Nie wiem, skąd jesteście».
Wtedy zaczniecie mówić: «Przecież jadaliśmy i piliśmy z tobą, i na ulicach naszych nauczałeś». Lecz On rzecze: «Powiadam wam, nie wiem, skąd jesteście. Odstąpcie ode Mnie wszyscy dopuszczający się niesprawiedliwości».
Tam będzie płacz i zgrzytanie zębów, gdy ujrzycie Abrahama, Izaaka i Jakuba, i wszystkich proroków w królestwie Bożym, a siebie samych precz wyrzuconych. Przyjdą ze wschodu i zachodu, z północy i południa i siądą za stołem w królestwie Bożym. Tak oto są ostatni, którzy będą pierwszymi, i są pierwsi, którzy będą ostatnimi”.

Rycerz stanął przed uczonym mnichem:
- Co wiesz o niebie i o piekle? Czy rzeczywiście istnieją?
- I tak tego nie zrozumiesz - odpowiedział mu z udaną pogardą mnich. - Czyś ty choć raz w życiu miał w ręku książkę? Umiesz tylko wykrzykiwać te swoje bezduszne rozkazy i poniewierać ludzi...
Rycerz oblał się rumieńcem gniewu , żuchwa zaczęła mleć przekleństwa, sięgnął nawet po przytroczony do boku miecz.
- Teraz otwierają się przed tobą bramy piekła - zauważył mnich.
Rycerz opamiętał się, schował miecz do pochwy, oblizał spierzchnięte wargi, uspokoił się, nawet jakby uśmiechnął.
- A teraz wrota nieba stają przed tobą otworem - wyjaśnił mnich. - To wiem o niebie i piekle, istnieją, a każdy z nas ma moc otworzyć jedno lub drugie.

Łatwiej się zdenerwować, unieść gniewem, zaperzyć. Trudniej zapanować nad sobą, uspokoić się. Dlatego łatwiejsza, prostsza, szersza jest droga wiodąca na zatracenie, a ta, która prowadzi do nieba, wiąże się z najwyższym trudem. To jednak, co trudniej przychodzi, lepiej potem smakuje.


30. tydzień zwykły - czwartek

Łk 13,31-35
W tym czasie przyszli niektórzy faryzeusze i rzekli do Jezusa : „Wyjdź i uchodź stąd, bo Herod chce Cię zabić”.
Lecz On im odpowiedział: „Idźcie i powiedzcie temu lisowi : «Oto wyrzucam złe duchy i dokonuję uzdrowień dziś i jutro, a trzeciego dnia będę u kresu». Jednak dziś, jutro i pojutrze muszę być w drodze, bo rzecz niemożliwa, żeby prorok zginął poza Jerozolimą.
Jeruzalem, Jeruzalem! Ty zabijasz proroków i kamienujesz tych, którzy do ciebie są posłani. Ile razy chciałem zgromadzić twoje dzieci, jak ptak swoje pisklęta pod skrzydła, a nie chcieliście.
Oto dom wasz tylko dla was pozostanie. Albowiem powiadam wam, nie ujrzycie Mnie, aż nadejdzie czas, gdy powiecie: «Błogosławiony ten, który przychodzi w imię Pańskie»”.

- Jak mam uwierzyć, że Bóg jest, skoro go nie wiedzę?
- Zróbmy eksperyment. Weź garść soli i wrzuć do garnka z wodą, pomieszaj. Widzisz tę sól?
- Nie. Rozpuściła się.
- Zanurz teraz palec i skosztuj wody.
- Słona.
- Popróbuj jeszcze ze środka garnka
- Też słona.
- A teraz postaw garnek na ogniu i poczekaj, aż woda wygotuje się i wyparuje. Co widzisz na dnie?
- Sól.
- Tak samo jest z Bogiem. Nawet, jeśli Go nie widzisz, on cały czas jest i nadaje twojemu życiu smak.

Chcą Jezusa zabić, chcą zabić Boga, uśmiercić go w swoim przekonaniu: bo przecież Go nie widać. Żeby ujrzeć Trudno zobaczyć Jezusa, nim powróci w chwale. Ale On, choć niewidzialny, nadaje życiu smak.


30. tydzień zwykły - piątek

Łk 14,1-6
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. A oto zjawił się przed Nim pewien człowiek chory na wodną puchlinę.
Wtedy Jezus zapytał uczonych w Prawie i faryzeuszów: „Czy wolno w szabat uzdrawiać, czy też nie?” Lecz oni milczeli. On zaś dotknął go, uzdrowił i odprawił.
A do nich rzekł: „Któż z was, jeśli jego syn albo wół wpadnie do studni, nie wyciągnie go zaraz nawet w dzień szabatu?” I nie mogli Mu na to odpowiedzieć.

Modnie ubrana kobieta, rozsiewająca wokół zapach drogich perfum, podchodzi do właściciela księgarni:
- Szukam czegoś na prezent dla bliskiej mi osoby. Ale czegoś naprawdę wyjątkowego. Czy może mi pan pokazać najlepszą książkę, jaką pan ma na sprzedaż?
Sprzedawca odpowiada bez namysłu:
- Proszę pani, w mojej księgarni każda książka jest najlepsza.

Coś dobrego wolno uczynić zawsze - nawet w szabat, dzień święty, w zmęczeniu, w starości. I nie ma sensu pytać, który z dobrych uczynków jest lepszy. Dobry uczynek jest jak książka - każdy jest najlepszy.


30. tydzień zwykły - sobota

Łk 14,1.7-11
Gdy Jezus przyszedł do domu pewnego przywódcy faryzeuszów, aby w szabat spożyć posiłek, oni Go śledzili. Opowiedział wówczas zaproszonym przypowieść, gdy zauważył, jak sobie pierwsze miejsca wybierali. Tak mówił do nich:
„Jeśli cię kto zaprosi na ucztę, nie zajmuj pierwszego miejsca, by czasem ktoś znakomitszy od ciebie nie był zaproszony przez niego. Wówczas przyjdzie ten, kto was obu zaprosił, i powie ci: «Ustąp temu miejsca». I musiałbyś ze wstydem zająć ostatnie miejsce. Lecz gdy będziesz zaproszony, idź i usiądź na ostatnim miejscu. Wtedy przyjdzie gospodarz i powie ci: «Przyjacielu, przesiądź się wyżej». I spotka cię zaszczyt wobec wszystkich współbiesiadników.
Każdy bowiem, kto się wywyższa, będzie poniżony, a kto się poniża, będzie wywyższony”.

Nieznajomy prosił majstra, by pozwolił mu przyłączyć się do budujących katedrę robotników. Chciał wykonać witraż. Majster w końcu się zgodził. Wskazał okno, pozwolił odgrodzić się zasłoną i zapomniał o ochotniku. Po miesiącu ten znów stanął przed majstrem, oznajmiając, że witraż jest gotowy. Zbiegli się wszyscy ciekawi dzieła, o którym nikt nie słyszał. Gdy tylko zdjęto zasłonę, widok dzieła zaparł patrzącym dech w piersi. Czegoś tak wspaniałego nigdy dotąd nie widzieli.
- Gdzie zdobyłeś tak piękne kolory szkła? - wreszcie dobył z siebie głoś majster.
- Nigdzie - odpowiedział nieznajomy. - Nie kupiłem ani jednego kawałeczka. Cały witraż zrobiłem z odpadów, które znalazłem na budowie, z kawałków, które inni szklarze uznali za bezwartościowe i wyrzucili.

To, co najmniejsze, najlichsze, odrzucone przez świat - bywa najlepszym materiałem w ręku Boga. Dlatego niech ci nie zależy na pierwszym miejscu i ludzkim poklasku. Od pochwał się niewieścieje. Odrzucenie i pogarda wzmacniają. Tylko nie daj się im zabić.

29. Tydzień Zwykły

29. tydzień zwykły - poniedziałek

Łk 12,13-21: Ktoś z tłumu rzekł do Jezusa: „Nauczycielu, powiedz mojemu bratu, żeby się podzielił ze mną spadkiem”.
Lecz On mu odpowiedział: „Człowieku, któż mię ustanowił sędzią albo rozjemcą nad wami?”
Powiedział też do nich: „Uważajcie i strzeżcie się wszelkiej chciwości, bo nawet gdy ktoś opływa we wszystko, życie jego nie jest zależne od jego mienia”.
I opowiedział im przypowieść: „Pewnemu zamożnemu człowiekowi dobrze obrodziło pole. I rozważał sam w sobie: «Co tu począć? Nie mam gdzie pomieścić moich zbiorów». I rzekł: «Tak zrobię: zburzę moje spichlerze, a pobuduję większe i tam zgromadzę całe zboże i moje dobra. I powiem sobie: Masz wielkie zasoby dóbr na długie lata złożone; odpoczywaj, jedz, pij i używaj».
Lecz Bóg rzekł do niego: «Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to, coś przygotował?»
Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie, a nie jest bogaty przed Bogiem”.

Chłopiec całe swoje dzieciństwo spędził w mieście. Dopiero kiedy miał siedem lat matka po raz pierwszy zabrała go na wycieczkę na wieś. Pokazała mu rozkołysane łany zbóż, szumiący las i wszędobylskie ptaki:
- To kos, to szpak, to jaskółka, to wróbel...
- Jakie te ptaszki biedne - westchnął chłopiec - nawet klatki nie mają...

Bogactwo nie oznacza obecność dóbr, ale ich nadmiar. A nadmiar zaczyna się wówczas, kiedy pieniądze i rzeczy ograniczają, otaczają sobą, stają się klatką. Wyzwala z niej śmierć. Ale czy aż jej trzeba czekać? Czy nie lepiej, miast dziwić się, tę klatkę samemu precz odrzucić?


29. tydzień zwykły - wtorek

Łk 12,35-38: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Niech będą przepasane biodra wasze i zapalone pochodnie. A wy podobni do ludzi oczekujących powrotu swego pana z uczty weselnej, aby mu zaraz otworzyć, gdy nadejdzie i zakołacze.
Szczęśliwi owi słudzy, których pan zastanie czuwających, gdy nadejdzie. Zaprawdę powiadam wam: Przepasze się i każe im zasiąść do stołu, a obchodząc będzie im usługiwał. Czy o drugiej, czy o trzeciej straży przyjdzie, szczęśliwi oni, gdy ich tak zastanie”.

W samym środku lata gospodarza opuścił parobek, szukał więc nowego. Ciężko było. Wreszcie znalazł kogoś.
- Co potrafisz? - spytał.
- Spać spokojnie!
Nie brzmiało to zbyt obiecującą, jednak gospodarz nie mając wyjścia, bo roboty było w brud, przyjął go do pracy.
Zaraz pierwszej nocy nad wsią rozpętała się straszliwa burza z wichurą, ulewą i piorunami. Zerwał się gospodarz i nuże budzić parobka. Ten jednak spał niewzruszony. Ruszył więc gospodarz sam na obchód obejścia. I co znalazł? Drzwi w stodole podparte, okiennice w stajni porządnie zahaczone, traktor wprowadzony pod wiatę - wszystko było bezpieczne. Parobek o to się zatroszczył. Wracając pod pierzynę gospodarz mamrotał coś pod nosem, że teraz to on już rozumie, co znaczy spać spokojnie.

Być przygotowanym, to nie znaczy nie spać. Może nawet wprost przeciwnie: być przygotowanym, to znaczy spać spokojnie. Rób wszystko rzetelnie, uczciwie i dokładnie, a Pan da ci dobry apetyt i spokojny sen.


29. tydzień zwykły - środa

Łk 12,39-48: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„To rozumiejcie, że gdyby gospodarz wiedział, o której godzinie złodziej ma przyjść, nie pozwoliłby włamać się do swego domu. Wy też bądźcie gotowi, gdyż o godzinie, której się nie domyślacie, Syn Człowieczy przyjdzie”.
Wtedy Piotr zapytał: „Panie, czy do nas mówisz tę przypowieść, czy też do wszystkich?”
Pan odpowiedział: «Któż jest owym rządcą wiernym i roztropnym, którego pan ustanowi nad swoją służbą, żeby na czas wydzielał jej żywność? Szczęśliwy ten sługa, którego pan powróciwszy zastanie przy tej czynności. Prawdziwie powiadam wam: Postawi go nad całym swoim mieniem. Lecz jeśli sługa ów powie sobie w duszy: «Mój pan ociąga się z powrotem», i zacznie bić sługi i służebnice, a przy tym jeść, pić i upijać się, to nadejdzie pan tego sługi w dniu, kiedy się nie spodziewa, i o godzinie, której nie zna; każe go ćwiartować i z niewiernymi wyznaczy mu miejsce.
Sługa, który zna wolę swego pana, a nic nie przygotował i nie uczynił zgodnie z jego wolą, otrzyma wielką chłostę. Ten zaś, który nie zna jego woli i uczynił coś godnego kary, otrzyma małą chłostę. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać się będzie; a komu wiele zlecono, tym więcej od niego żądać będą”.

Kiedy kolejne konklawe wybrało papieża Klemensa XVI ambasadorowie największych państw przyszli, by złożyć hołd jego świątobliwości. Stanęli przed tronem i ukłonili się nisko. Nowo wybrany papież widząc to również wstał i odkłonił się grzecznie. Po skończonej audiencji mistrz ceremonii zaczął go strofować:
- Nie wolno jego świątobliwości się kłaniać!
- Wybacz mi - odpowiedział mu papież Klemens z przekąsem. - Jestem papieżem bardzo krótko i jeszcze nie zdążyłem się oduczyć dobrych manier.

Bycie sługa nie oznacza jakiegoś rodzaju poniżenia - wystarczy uprzejmość, życzliwość, dobro, szacunek. Nie czekaj, aż ktoś pierwszy schyli się po papier, ustąpi miejsca, powie ci „dzień dobry”. Bycie sługa oznacza najpierw bycie człowiekiem dobrych manier.


29. tydzień zwykły - czwartek

Łk 12,49-53: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Przyszedłem ogień rzucić na ziemię i jakże bardzo pragnę, żeby on już zapłonął. Chrzest mam przyjąć i jakiej doznaję udręki, aż się to stanie.
Czy myślicie, że przyszedłem dać ziemi pokój? Nie, powiadani wam, lecz rozłam. Odtąd bowiem pięcioro będzie rozdwojonych w jednym domu: troje stanie przeciw dwojgu, a dwoje przeciw trojgu; ojciec przeciw synowi, a syn przeciw ojcu; matka przeciw córce, a córka przeciw matce; teściowa przeciw synowej, a synowa przeciw teściowej”.

Ksiądz kapelan odwiedził drużynę piłkarzy przed meczem.
- Będę się modlił o wasze zwycięstwo - zapewnił.
- Nie trzeba - odpowiedział na to kapitan drużyny. - Jeśli Bóg chce naszego zwycięstwa, księdza modlitwa jest niepotrzebna, a jeśli przegranej - daremna.
- W takim razie wyślijcie na boisko najwyżej połowę drużyny - odpowiedział ksiądz. - Jeśli Bóg chce waszego zwycięstwa dadzą sobie radę z przeciwnikiem, a jeśli przeznaczył wam klęskę - nie poradzi na to nawet pełny, najlepszy skład.

Co ma na myśli Jezus, mówiąc o ogniu, który przyszedł rzucić na ziemie? Gorliwość. Chce, żeby ludziom zależało na tym, o co się modlą i co robią.
Panie, rozpal mnie swym ogniem. Niech nigdy na Tobie ani na nikim nie przestanie mi zależeć.


29. tydzień zwykły - piątek

Łk 12,54-59: Jezus mówił do tłumów: „Gdy ujrzycie chmurę podnoszącą się na zachodzie, zaraz mówicie: «Deszcz idzie». I tak bywa. A gdy wiatr wieje z południa, powiadacie: «Będzie upał». I bywa. Obłudnicy, umiecie rozpoznawać wygląd ziemi i nieba, a jakże obecnego czasu nie rozpoznajecie? I dlaczego sami z siebie nie rozróżniacie tego, co jest słuszne?
Gdy idziesz do urzędu ze swym przeciwnikiem, staraj się w drodze dojść z nim do zgody, by cię nie pociągnął do sędziego; a sędzia przekazałby cię dozorcy, dozorca zaś wtrąciłby cię do więzienia.
Powiadam ci, nie wyjdziesz stamtąd, póki nie oddasz ostatniego pieniążka”.

Żona zwraca się do męża:
- Zauważyłam, że codziennie po obiedzie nakręcasz zegarek. Psuje ci się?
- Nie. Tylko byłem niedawno u lekarza i zalecił mi odrobinę ruchu po każdym obfitszym posiłku - odpowiedział przełykając kolejny kęs szarlotki.

Też mi ruch - śmiejesz się. A co Pan Bóg sądzi o twoim traktowaniu nieprzyjaciół? Też mi przebaczenie: cóż to wielkiego odmówić bezmyślnie „odpuść nam, jako i my odpuszczamy” i uprzejmie dyskretnie przejść na druga stronę ulicy, gdy wróg znajdzie się w zasięgu wzroku. Idź i pojednaj się - wzywa Jezus - zadaj sobie trud, niech cię to trochę kosztuje, niech poczerwienieją policzki ze wstydu i spocą się ręce. Tylko takie przebaczenie, które kosztuje, ma swoją wartość.


29. tydzień zwykły - sobota

Łk 13,1-9: W tym czasie przyszli niektórzy i donieśli Jezusowi o Galilejczykach, których krew Piłat zmieszał z krwią ich ofiar. Jezus im odpowiedział: „Czyż myślicie, że ci Galilejczycy byli większymi grzesznikami niż inni mieszkańcy Galilei, że to ucierpieli? Bynajmniej, powiadam wam; lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy podobnie zginiecie.
Albo myślicie, że owych osiemnastu, na których zwaliła się wieża w Siloe i zabiła ich, było większymi winowajcami niż inni mieszkańcy Jerozolimy? Bynajmniej, powiadam wam: lecz jeśli się nie nawrócicie, wszyscy tak samo zginiecie”?.
I opowiedział im następującą przypowieść: «Pewien człowiek miał drzewo figowe zasadzone w swojej winnicy; przyszedł i szukał na nim owoców, ale nie znalazł.
Rzekł więc do ogrodnika: «Oto już trzy lata, odkąd przychodzę i szukam owocu na tym drzewie figowym, a nie znajduję. Wytnij je: po co jeszcze ziemię wyjaławia?»
Lecz on mu odpowiedział: «Panie, jeszcze na ten rok je pozostaw; ja okopię je i obłożę nawozem; może wyda owoc. A jeśli nie, w przyszłości możesz je wyciąć»”.

Pierwsza lekcja po wakacjach.
- Proszę pani, a chłopcy zastawiali sidła na ptaki - skarży nauczycielce jakaś dziewczynka.
- I co ty na to?
- Modliłam się, żeby żaden ptak w nie nie wpadł.
- Tylko tyle?
- Nie. Kiedy okazało się, że sama modlitwa nie wystarcza, poszłam do lasu i zniszczyłam im wszystkie te pułapki.

W okopywaniu i nawożeniu znajduje się obraz nawrócenia. Okopywanie przypomina modlitwę, nawożenie - przyjęcie łaski Bożej, owocowanie - dobre uczynki.
Panie, pomóż mi nie tylko pięknie się modlić, ale też przynosić owoce dobrego postępowania.

28. Tydzień Zwykły

28. tydzień zwykły - poniedziałek

Łk 11,29-32: Gdy tłumy się gromadziły, Jezus zaczął mówić: „To plemię jest plemieniem przewrotnym. Żąda znaku, ale żaden znak nie będzie mu dany, prócz znaku Jonasza. Jak bowiem Jonasz był znakiem dla mieszkańców Niniwy, tak będzie Syn Człowieczy dla tego plemienia. Królowa z Południa powstanie na sądzie przeciw ludziom tego plemienia i potępi ich; ponieważ ona przybyła z krańców ziemi słuchać mądrości Salomona, a oto tu jest coś więcej niż Salomon. Ludzie z Niniwy powstaną na sądzie przeciw temu plemieniu i potępią je; ponieważ oni dzięki nawoływaniu Jonasza się nawrócili, a oto tu jest coś więcej niż Jonasz”.

Chłopiec przyniósł do szkoły pożyczony od starszego brata zegarek. Chwalił się nim przed wychowawczynią i całą klasą.
- On mówi, która jest godzina - wyjaśniła zdziwionym dzieciom nauczycielka.
- Nie mówi - sprostował chłopiec. - Ale wskazuje. I w dodatku trzeba na niego spojrzeć, żeby się dowiedzieć, która godzina.

Gdyby Żydzi spojrzeli na Jezusa, nie oczekiwaliby znaku.
Wiara rozjaśnia, nadaje sens, wskazuje pory i kierunki. Ale trzeba zdobyć się na trud spojrzenia na Jezusa, by je rozpoznać. On jest jak zegarek - trzeba nań spojrzeć.
Kieruj, Panie, moje spojrzenie, zawsze ku Tobie.


28. tydzień zwykły - wtorek

Łk 11,37-41: Pewien faryzeusz zaprosił Jezusa do siebie na obiad. Poszedł więc i zajął miejsce za stołem. Lecz faryzeusz, widząc to, wyraził zdziwienie, że nie obmył wpierw rąk przed posiłkiem.
Na to rzekł Pan do niego: „Właśnie wy, faryzeusze, dbacie o czystość zewnętrznej strony kielicha i misy, a wasze wnętrze pełne jest zdzierstwa i niegodziwości. Nierozumni! Czyż Stwórca zewnętrznej strony nie uczynił także wnętrza? Raczej dajcie to, co jest wewnątrz, na jałmużnę, a zaraz wszystko będzie dla was czyste”.

Święty Franciszek zwrócił się pewnego do braci:
- Chodźcie, pójdziemy do miasta nauczać.
Poszli. Chodzili po ulicach, przystawali na skwerach, przeciskali się przez rynek. Po dwóch godzinach Franciszek dał znak, że czas wracać. W połowie drogi do pustelni jeden z braci zauważył:
- Ojcze Franciszku! Nie powiedziałeś tym ludziom w mieście ani jednego słowa, a przecież mieliśmy nauczać, zapomniałeś?
- Chodziliśmy po ulicach, skwerach i rynku, ludzie widzieli nasze ubogie szaty, czuli naszą radość, rozpoznawali zaufanie położone w Panu. Nie potrzeba głosić kazań, kiedy sama nasza obecność daje świadectwo o Jezusie.

Faryzeusz głosi Boga oburzeniem, zgorszenie i zdziwieniem. Ten sposób nauczania nie przysporzy jednak Bogu przyjaciół. Najprostszym i najskuteczniejszym kazaniem jest nie słowo, nawet nie gest, ale sama obecność.


28. tydzień zwykły - środa

Łk 11,42-46: Jezus powiedział do faryzeuszów i uczonych w Prawie:
„Biada wam, faryzeuszom, bo dajecie dziesięcinę z mięty i ruty, i z wszelkiego rodzaju jarzyny, a pomijacie sprawiedliwość i miłość Bożą. Tymczasem to należało czynić i tamtego nie opuszczać.
Biada wam, faryzeuszom, bo lubicie pierwsze miejsce w synagogach i pozdrowienia na rynku.
Biada wam, bo jesteście jak groby niewidoczne, po których ludzie bezwiednie przechodzą”.
Wtedy odezwał się do Niego jeden z uczonych w Prawie: „Nauczycielu, tymi słowami nam też ubliżasz”.
On odparł: „I wam, uczonym w Prawie, biada. Bo wkładacie na ludzi ciężary nie do uniesienia, a sami jednym palcem ciężarów tych nie dotykacie”.

- Poradzę sobie z każdym teologiem, nawet całym zastępem mężów biegłych w Biblii i tradycji Kościoła - stwierdził pewnego razu znany ateusz. - Do każdej tezy potrafię znaleźć przeciwny argument. Nie boję się żadnej dysputy. Każdą wygram. W kwestii mojej pewności, że Pana Boga nie ma, mój niepokój budzi jedynie czyste i pracowite życie mojej służącej.

Diabeł nie boi się faryzeuszów i uczonych w Piśmie. To dlatego Jezus mówi im „biada”. Diabeł boi się prostego człowieka, z różańcem w ręku, uczciwego i prostego, który nie poucza innych, na nikogo nie nakłada ciężarów, jedynie sam stara się żyć pracowicie i uczciwie.


28. tydzień zwykły - czwartek

Łk 11,47-54: Jezus powiedział do faryzeuszów i do uczonych w Prawie:
„Biada wam, ponieważ budujecie grobowce prorokom, a wasi ojcowie ich zamordowali. A tak jesteście świadkami i przytakujecie uczynkom waszych ojców; gdyż oni ich pomordowali, a wy im wznosicie grobowce.
Dlatego też powiedziała Mądrość Boża: Poślę do nich proroków i apostołów, a z nich niektórych zabiją i prześladować będą. Tak na tym plemieniu będzie pomszczona krew wszystkich proroków, która została przelana od stworzenia świata, od krwi Abla aż do krwi Zachariasza, który zginął między ołtarzem a przybytkiem. Tak, mówię wam, na tym plemieniu będzie pomszczona.
Biada wam, uczonym w Prawie, bo wzięliście klucze poznania; samiście nie weszli, a przeszkodziliście tym, którzy wejść chcieli”.
Gdy wyszedł stamtąd, uczeni w Piśmie i faryzeusze poczęli gwałtownie nastawać na Niego i wypytywać Go o wiele rzeczy. Czyhali przy tym, żeby Go podchwycić na jakimś słowie.

Dzięki systematycznym oszczędnościom kupił właśnie najnowszy model wędki: lekką, ze sprężystych włókien, z superszybkim kołowrotkiem, niezwykle mocną żyłką i kompletem haczyków, spławików i wszystkiego tego, co do skutecznego wędkowania jest niezbędne. Pierwszego wolnego popołudnia postanowił wypróbować swój nabytek. Zanęcał i zarzucał haczyk przez pół dnia. Złowił ledwie kilka rybek, za małych do garnka, więc je wypuścił. Wracając spotkał w krzakach nieopodal chłopca, który łowił na zwykły patyk ze sznurkiem i haczykiem. W koszu obok plaskało tłustymi ogonami więcej, niż pół tuzina dorodnych pstrągów.
- Wyjaśnij mi, jak to możliwe? - poprosił, spoglądając to na swoją doskonałą wędkę, to na sękaty kij w ręku chłopca.
- Widocznie nie stał pan w ukryciu i ryby widząc pana cień omijały to miejsce z daleka.

Faryzeusz to ktoś, kto nie umie się ukryć, kto na wszystko, z Panem Bogiem włącznie, rzuca swój cień. Taki niczego nie ułowi.
Chcesz dać owocne świadectwo o Bogu? Ukryj się, nie rzucaj cienia, który inni będą omijać z daleka.


28. tydzień zwykły - piątek

Łk 12,1-7: Kiedy wielotysięczne tłumy zebrały się koło Jezusa, tak że jedni cisnęli się na drugich, zaczął mówić najpierw do swoich uczniów: „Strzeżcie się kwasu, to znaczy obłudy faryzeuszów. Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie wyszło na jaw, ani nic tajemnego, co by się nie stało wiadome. Dlatego wszystko, co powiedzieliście w mroku, w świetle będzie słyszane, a coście w izbie szeptali do ucha, głosić będą na dachach.
Lecz mówię wam, przyjaciołom moim: Nie bójcie się tych, którzy zabijają ciało, a potem nic więcej uczynić nie mogą. Pokażę wam, kogo się macie obawiać: Bójcie się Tego, który po zabiciu ma moc wtrącić do piekła. Tak, mówię wam: Tego się bójcie.
Czyż nie sprzedają pięciu wróbli za dwa asy? A przecież żaden z nich nie jest zapomniany w oczach Bożych. U was zaś nawet włosy na głowie wszystkie są policzone.
Nie bójcie się: jesteście ważniejsi niż wiele wróbli”.

Do księdza przyszedł strapiony mężczyzna:
- Ojcze, mój szesnastoletni syn zaczyna popijać. Co mam zrobić, by dobrze go wychować? - pociągnął głośno mocno zaczerwienionym nosem.
- Jest tylko jeden sposób na to, by dziecko szło przez życie dobrą drogą.
- Jaki?
- Iść nią najpierw samemu.

Obłuda faryzeuszów polega na zmuszaniu innych do kroczenia drogą, którą sami faryzeusze nie idą. Znajdź właściwą drogę, wejdź na nią. Jeżeli utrzymasz się w kursie, nawet nie obejrzysz się, a tłumy pójdą za tobą. Lecz nie chodzi tylko o to, by inni szli za tobą, ale byście razem doszli do Królestwa Niebieskiego.


28. tydzień zwykły - sobota

Łk 12,8-12: Jezus powiedział do swoich uczniów: „Kto się przyzna do Mnie wobec ludzi, przyzna się i Syn Człowieczy do niego wobec aniołów Bożych; a kto się Mnie wyprze wobec ludzi, tego wyprę się i Ja wobec aniołów Bożych.
Każdemu, kto mówi jakieś słowo przeciw Synowi Człowieczemu, będzie przebaczone, lecz temu, kto bluźni przeciw Duchowi Świętemu, nie będzie przebaczone. Kiedy was ciągnąć będą do synagog, urzędów i władz, nie martwcie się, w jaki sposób albo czym macie się bronić lub co mówić, bo Duch Święty nauczy was w tej właśnie godzinie, co mówić należy”.

- ... jest praktykującym katolikiem i może dostąpić godności ojca chrzestnego - ksiądz proboszcz kończył w kancelarii wypisywanie kolejnego zaświadczenia. - A pan wie, co znaczy być „praktykującym katolikiem”? - spytał oczekującego na dokument mężczyznę.
- Chodzić na Mszę do kościoła, spowiadać się, przyjmować księdza po kolędzie, mówić pacierz - mężczyzna wymienił jednym tchem.
- No tak, tak się mówi. Ale można to ująć jeszcze w inny sposób.
- Jak?
- A no tak, że praktykujący katolik, to ktoś taki, dzięki komu innym łatwiej uwierzyć w Pana Boga.

Czym się przyznajesz przed innymi do swojej wiary: złożonymi rękami, metryką, zaświadczeniem jakimś? To za mało. Pomóż innym uwierzyć w Boga. Bądź tak praktykującym!

27. tydzień zwykły

 27. tydzień zwykły - poniedziałek

Łk 10,25-37: Oto powstał jakiś uczony w Prawie i wysławiając Jezusa na próbę, zapytał: „Nauczycielu, co mam czynić, aby osiągnąć życie wieczne?”
Jezus mu odpowiedział: „Co jest napisane w Prawie? Jak czytasz?”
On rzekł: „Będziesz miłował Pana, Boga swego, całym swoim sercem, całą swoją duszą, całą swoją mocą i całym swoim umysłem; a swego bliźniego jak siebie samego”.
Jezus rzekł do niego: „Dobrześ odpowiedział. To czyń, a będziesz żył”.
Lecz on, chcąc się usprawiedliwić, zapytał Jezusa: „A kto jest moim bliźnim?”
Jezus nawiązując do tego rzekł: „Pewien człowiek schodził z Jerozolimy do Jerycha i wpadł w ręce zbójców. Ci nie tylko że go obdarli, lecz jeszcze rany mu zadali i zostawiwszy na pół umarłego, odeszli. Przypadkiem przechodził tą drogą pewien kapłan; zobaczył go i minął. Tak samo lewita, gdy przyszedł na to miejsce i zobaczył go, minął.
Pewien zaś Samarytanin, będąc w podróży, przechodził również obok niego. Gdy go zobaczył, wzruszył się głęboko: podszedł do niego i opatrzył mu rany, zalewając je oliwą i winem; potem wsadził go na swoje bydlę, zawiózł do gospody i pielęgnował go.
Następnego zaś dnia wyjął dwa denary, dał gospodarzowi i rzekł: «Miej o nim staranie, a jeśli co więcej wydasz, ja oddam tobie, gdy będę wracał».
Któryż z tych trzech okazał się według twego zdania bliźnim tego, który wpadł w ręce zbójców?”
On odpowiedział: „Ten, który mu okazał miłosierdzie”.
Jezus mu rzekł: „Idź i ty czyń podobnie”.

O pewnym wioskowym rabinie mówiono, że codziennie wstępuje do nieba. Jakiś niedowiarek postanowił to sprawdzić, mając nadzieję, że uda mu się zdemaskować i ośmieszyć rabina. Jeszcze przed świtem zaczaił się w krzakach przed jego chałupą. Z pierwszym brzaskiem rabin wyszedł z siekierą na ramieniu. Skierował się w stronę lasu, gdzie przygotował naręcze drew. Zarzuciwszy je sobie na plecy udał się następnie do chaty mieszkającej samotnie, obłożnie chorej staruszki. Na klęczkach wymiótł popiół i rozpalił w piecu. Wszystko to niedowiarek śledził z ukrycia.
- No i co, widziałeś rabina, jak wstępuje do nieba? – pytali go zniecierpliwieni koledzy, gdy tylko wrócił. A on tylko zniechęcony machnął ręką i krótko odpowiedział:
- On wstępuje jeszcze wyżej, niż tylko do nieba…
Unosisz się, przestrzegając przykazań. Trochę wyżej unosisz się, modlitwą i studium Pisma Świętego. Ale najwyżej wznosisz się, pełniąc uczynki miłosierdzia wobec bliźnich.
Panie, jeśli jestem zbyt ciężki, by się unieść, oderwawszy się od ziemi, pozwól mi chociaż stanąć na palcach, na chwilę…


27. tydzień zwykły - wtorek

Łk 10,38-42: Jezus przyszedł do jednej wsi. Tam pewna niewiasta, imieniem Marta, przyjęła Go do swego domu. Miała ona siostrę, imieniem Maria, która siadła u nóg Pana i przysłuchiwała się Jego mowie.
Natomiast Marta uwijała się koło rozmaitych posług. Przystąpiła więc do Niego i rzekła: „Panie, czy ci to obojętne, że moja siostra zostawiła mnie samą przy usługiwaniu? Powiedz jej, żeby mi pomogła”.
A Pan jej odpowiedział: „Marto, Marto, troszczysz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego. Maria obrała najlepszą cząstkę, której nie będzie pozbawiona”.

Seminarzysta chorując, skarżył się duchowemu przewodnikowi:
- Ojcze, cierpienie przeszkadza mi w modlitwie i w nauce. Westchnij za mną do Boga.
A ów spojrzawszy na niego, odpowiedział:
- A skąd ty wiesz, co się Bogu bardziej podoba: twoja modlitwa i nauka czy też twoje cierpienie?
Co oznacza lepsza cząstka, o której wspomina Jezus? Wyższość modlitwy nad pracą, nauki nad trudem i cierpieniem? Nie. Lepsza cząstka oznacza po prostu czynienie tego, czego Bóg w danym momencie oczekuje.


27. tydzień zwykły - środa

Łk 11,1-4: Gdy Jezus przebywał w jakimś miejscu na modlitwie i skończył ją, rzekł jeden z uczniów do Niego: „Panie, naucz nas się modlić, jak i Jan nauczył swoich uczniów”.
A On rzekł do nich: „Kiedy się modlicie, mówcie:
«Ojcze, święć się imię Twoje,
przyjdź królestwo Twoje.
Chleba naszego powszedniego daj nam dzisiaj
i przebacz nam nasze grzechy,
bo i my przebaczamy każdemu, kto nam zawini;
i nie dopuść, byśmy ulegli pokusie»”.

Do gospody na odludziu zawitało dwóch utrudzonych wędrowców z zamiarem pokrzepienia ciał posiłkiem i snem. Ledwo weszli do środka, pierwszy z nich odczuł strach:
- To miejsce wygląda jak mordownia. Możemy nie wyjść stąd cało. Ruszajmy dalej.
- Przynajmniej coś zjedzmy – zaproponował drugi.
Zamówili wieczerzę. Skulili się obaj, gdy nieogolony gospodarz o wzroku mordercy postawił przed nimi obitą miskę z dymiącą gorącem strawą.
- Wybaczcie, że nie będę wam towarzyszył, ale zawsze o tej porze wraz z żoną i dziećmi odmawiamy różaniec.
Kiedy tylko zniknął za kuchennymi drzwiami, pierwszy wędrowiec, szepnął na ucho swojemu towarzyszowi:
- Zmiana planów, zostajemy.
- Dlaczego?
- Bo w domu, w którym ludzie się modlą, nie może nas spotkać nic złego.
Dlaczego uczniowie proszą Jezusa: naucz nas modlić się? Czy chodzi tylko o słowa kierowane do Boga? Nie, za tą prośbą kryje się coś więcej. Modlić się, znaczy być dobrym człowiekiem. A więc uczniowie proszą Jezusa, by nauczył ich, jak być dobrymi.
Jeżeli twoja modlitwa nie czyni cię lepszym, oznacza to, że nie umiesz się modlić. Choćbyś najpiękniejsze i najdłuższe litanie znał na pamięć.


27. tydzień zwykły - czwartek

Łk 11,5-13: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Ktoś z was, mając przyjaciela, pójdzie do niego o północy i powie mu: «Przyjacielu, użycz mi trzy chleby, bo mój przyjaciel przybył do mnie z drogi, a nie mam co mu podać». Lecz tamten odpowie z wewnątrz: «Nie naprzykrzaj mi się. Drzwi są już zamknięte i moje dzieci leżą ze mną w łóżku. Nie mogę wstać i dać tobie».
Mówię wam: Chociażby nie wstał i nie dał z tego powodu, że jest jego przyjacielem, to z powodu jego natręctwa wstanie i da mu, ile potrzebuje.
I ja wam powiadam: Proście, a będzie wam dane; szukajcie, a znajdziecie; kołaczcie, a otworzą wam. Każdy bowiem, kto prosi, otrzymuje; kto szuka, znajdzie, a kołaczącemu otworzą.
Jeżeli którego z was, ojców, syn poprosi o chleb, czy poda mu kamień? Albo o rybę, czy zamiast ryby poda mu węża? Lub też gdy prosi o jajko, czy poda mu skorpiona? Jeśli więc wy, choć źli jesteście, umiecie dawać dobre dary swoim dzieciom, o ileż bardziej Ojciec z nieba da Ducha Świętego tym, którzy Go proszą”.

Ksiądz proboszcz, myśląc, iż w ten sposób pewniej trafi do parafian, strasznie na kazaniach krzyczał. Podczas kolejnej głośniej nauki jakaś dziewczynka zapytała swoją mamusię:
- Dlaczego on tak krzyczy?
Kobieta, lojalna parafianka, chcąc ratować jakoś przed dzieckiem twarz proboszcza, odpowiedziała:
- Bo chce, żeby go Pan Bóg usłyszał.
- a to ono nie wie, że zamiast tak wrzeszczeć, lepiej stanąć bliżej Pana Boga?
Skuteczność modlitwy nie zależy od tego jak głośno i jak długo, a nawet co mówimy, ale p tego, jak blisko Boga jesteśmy. A najbliżej Boga jesteś wówczas, gdy w nim trwasz. A trwasz w nim, jeśli nie ustajesz w modlitwie, kiedy modlisz się wytrwale. A co znaczy modlić się wytrwale? No dobrze, powiem: modlić się wytrwale, oznacza po prostu naprzykrzać się Panu Bogu.


27. tydzień zwykły - piątek

Łk 11,15-26: Gdy Jezus wyrzucał złego ducha, niektórzy z tłumu rzekli: „Przez Belzebuba, władcę złych duchów, wyrzuca złe duchy”. Inni zaś, chcąc Go wystawić na próbę, domagali się od Niego znaku z nieba.
On jednak znając ich myśli rzekł do nich: „Każde królestwo wewnętrznie skłócone pustoszeje i dom na dom się wali. Jeśli więc i szatan sam z sobą jest skłócony, jakże się ostoi jego królestwo? Mówicie bowiem, że Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy. Lecz jeśli Ja przez Belzebuba wyrzucam złe duchy, to przez kogo je wyrzucają wasi synowie? Dlatego oni będą waszymi sędziami. A jeśli Ja palcem Bożym wyrzucam złe duchy, to istotnie przyszło już do was królestwo Boże. Gdy mocarz uzbrojony strzeże swego dworu, bezpieczne jest jego mienie. Lecz gdy mocniejszy od niego nadejdzie i pokona go, zabierze wszystką broń jego, na której polegał, i łupy jego rozda.
Kto nie jest ze Mną, jest przeciwko Mnie; a kto nie zbiera ze Mną, rozprasza.
Gdy duch nieczysty opuści człowieka, błąka się po miejscach bezwodnych, szukając spoczynku. A gdy go nie znajduje, mówi: «Wrócę do swego domu, skąd wyszedłem». Przychodzi i zastaje go wymiecionym i przyozdobionym. Wtedy idzie i bierze siedem innych duchów, złośliwszych niż on sam; wchodzą i mieszkają tam.
I staje się późniejszy stan owego człowieka gorszy niż poprzedni”.

Ignacemu Paderewskiemu, politykowi i wirtuozowi fortepianu królowa angielska powiedziała, zachwycona jego koncertem:
- Panie Paderewski, jest pan geniuszem.
- Wasza wysokość – odpowiedział jej mistrz Ignacy – musi pani jednak wiedzieć, że nim zostałem geniuszem, byłem wołem roboczym.
Droga zbawienia jest podobna do drogi kariery – żeby osiągnąć prawdziwy sukces, trzeba się naharować niczym wół. Trzeba nawet, jak w wyścigu szczurów, porozpychać się łokciami – ze złem. I nie wolno przepuścić żadnej okazji – do dobrego. I nie wolno raz wyrzuconemu diabłu pozwolić, by powrócił. Bo całą zbawczą karierę on i inni diabli wezmą.


27. tydzień zwykły - sobota

Łk 11,27-28: Gdy Jezus mówił do tłumów, jakaś kobieta z tłumu głośno zawołała do Niego: „Błogosławione łono, które Cię nosiło, i piersi, które ssałeś”.
Lecz On rzekł: „Owszem, ale również błogosławieni ci, którzy słuchają słowa Bożego i zachowują je”.

Pewnemu muzykalnemu królowi przedstawiono cudowne dziecko: kilkuletniego chłopczyka, który cudownie grał na skrzypcach. Król wysłuchał jego popisu z uwagą, a potem, skinąwszy, przywołał go do siebie i rzekł mu:
- Pamiętaj do końca życia, że taka piękna gra nie jest twoją zasługą, ale twoim obowiązkiem…
Bycie Matką Bożą jest nie tylko zaszczytem, ale i powinnością Maryi. To znaczy, że bycie chrześcijaninem, uczniem Chrystusem jest nie tyle zaszczytem, co obowiązkiem. Zrób bilans zaszczytów ci przysługujących. Zlicz je, skataloguj, a potem wszystkie, co do jednego, przenieś do działu „moje obowiązki”. Uszczęśliwisz siebie i innych.