codzienne rozważanie Słowa Bożego

PrzeCZYTAJ, przeMYŚL, przeŻYJ, przeMÓW do innych, poSŁUCHAJ "Anioła Beskidów".

7. tydzień Okresu Wielkanocnego


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - poniedziałek


J 16,29-33: Uczniowie rzekli do Jezusa:
„Oto teraz mówisz otwarcie i nie opowiadasz żadnej przypowieści. Teraz wiemy, że wszystko wiesz i nie trzeba, aby Cię kto pytał. Dlatego wierzymy, że od Boga wyszedłeś”.
Odpowiedział im Jezus: „Teraz wierzycie? Oto nadchodzi godzina, a nawet już nadeszła, że się rozproszycie każdy w swoją stronę, a Mnie zostawicie samego. Ale Ja nie jestem sam, bo Ojciec jest ze Mną.
To wam powiedziałem, abyście pokój we Mnie mieli. Na świecie doznacie ucisku, ale miejcie odwagę: Jam zwyciężył świat”.

Ksiądz dotarł do znajdującej się w granicach parafii kapliczki, w położonej wysoko w górach wiosce. Niestety, czekał na niego tutaj tylko jeden, stary góral.
- Baco, powiedzcie, a gdyby wam została tylko jedna owieczka, dalibyście jej jeść?
- A czegóżby nie, przecież nie zostawiłbym jej głodną.
Ksiądz ubrał się więc do Mszy, podczas której wygłosił płomienne, trwające trzy kwadranse, kazanie. Po nabożeństwie znów podszedł do starego górala i zapytał:
- I co, baco, jak wam się podobało moje kazanie?
- No wiecie, dobrodzieju, jakby mi została tylko jedna owieczka, to zaś bym jej nie dał na raz całej tej paszy, która powinna wystarczyć całemu stadu owiec…
Jezusa nie zniechęca świadomość faktu, że uczniowie wkrótce uciekną gdzie pieprz rośnie i zostawią Go samemu sobie. Podziwiam Go za to: ileż trzeba cierpliwości, odwagi, a nade wszystko rozsądku…
Niech wspiera cię anioł umiaru, byś zawsze mówił tyle, ile trzeba, nie za dużo i nie za mało. Niech anioł umiera nade wszystko chroni cię jednak przed zniechęceniem, przed obawą, że to na nic, że nie ma sensu, że to nic nie da. Nawet jedną owcę trzeba nakarmić. I nie na zasadzie: wszystko, albo nic. Ale właśnie z umiarem. I z wytrwałością.


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - wtorek

J 17,1-11a: W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, rzekł: „Ojcze, nadeszła godzina! Otocz swego Syna chwałą, aby Syn Ciebie nią otoczył i aby mocą władzy udzielonej Mu przez Ciebie nad każdym człowiekiem dał życie wieczne wszystkim tym, których Mu dałeś. A to jest życie wieczne: aby znali Ciebie, jedynego prawdziwego Boga, oraz Tego, którego posłałeś, Jezusa Chrystusa.
Ja Ciebie otoczyłem chwałą na ziemi przez to, że wypełniłem dzieło, które Mi dałeś do wykonania. A teraz Ty, Ojcze, otocz Mnie u siebie tą chwałą, którą miałem u Ciebie pierwej, zanim świat powstał.
Objawiłem imię Twoje ludziom, których Mi dałeś ze świata. Twoimi byli i Ty Mi ich dałeś, a oni zachowali słowo Twoje. Teraz poznali, że wszystko, cokolwiek Mi dałeś, pochodzi od Ciebie. Słowa bowiem, które Mi powierzyłeś, im przekazałem, a oni je przyjęli i prawdziwie poznali, że od Ciebie wyszedłem, oraz uwierzyli, żeś Ty Mnie posłał.
Ja za nimi proszę, nie proszę za światem, ale za tymi, których Mi dałeś, ponieważ są Twoimi. Wszystko bowiem moje jest Twoje, a Twoje jest moje, i w nich zostałem otoczony chwałą. Już nie jestem na świecie, ale oni są jeszcze na świecie, a Ja idę do Ciebie”.

Pierwszy diabeł powiedział:
- Przekonam ludzi, że nie ma Boga.
- Nic to nie da – pokręcił rogatym łbem Lucyfer. – Ludzie i tak czują Jego obecność.
- A ja wmówię im, że nie ma piekła – postanowił drugi.
- No, to już lepiej – osądził diabelski herszt. – Ale tylko nieliczni dadzą się na to złapać, bo przecież każdy ma jakieś poczucie sprawiedliwości i czuje, że zło musi być ukarane.
- A ja mam inny pomysł – piekielne ogniki zapaliły się w oczach trzeciego diabła. – Ja nakłonię ludzi, żeby do niczego się nie przykładali, bo to wszystko jedno, czy zrobi się coś solidnie, czy byle jak.
To ostatnie diablątko działa odtąd, niestety, piekielnie skutecznie.
Wzrusza ostatnia modlitwa Jezusa w Wieczerniku, modlitwa za uczniów umiłowanych do końca, a więc nie byle jak, nie po łebkach, ale aż po śmierć, aż po krzyż.
Niech cię błogosławi anioł wypełniania woli Bożej, anioł oddania, anioł gorliwości, anioł zapału. Niech uzdolni cię do tego, byś – cokolwiek robisz – robił to porządnie, żebyś ci się chciało przyłożyć.


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - środa

J 17,11b-19: W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, zachowaj ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, aby tak jak My stanowili jedno. Dopóki z nimi byłem, zachowywałem ich w Twoim imieniu, które Mi dałeś, i ustrzegłem ich, a nikt z nich nie zginął z wyjątkiem syna zatracenia, aby się spełniło Pismo.
Ale teraz idę do Ciebie i tak mówię, będąc jeszcze na świecie, aby moją radość mieli w sobie w całej pełni. Ja im przekazałem Twoje słowo, a świat ich znienawidził za to, że nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata. Nie proszę, abyś ich zabrał ze świata, ale byś ich ustrzegł od złego. Oni nie są ze świata, jak i Ja nie jestem ze świata.
Uświęć ich w prawdzie. Słowo Twoje jest prawdą. Jak Ty Mnie posłałeś na świat, tak i Ja ich na świat posłałem. A za nich Ja poświęcam w ofierze samego siebie, aby i oni byli uświęceni w prawdzie”.

- Kiedy znajdę się w kościele, kiedy słucham Słowa Bożego i kazania, jestem tak pełen dobrych chęci i postanowień, a kiedy wracam do domu, znów wszystko jest po staremu. Dlaczego tak jest?
- Wyobraź sobie, że idziesz z przyjacielem przez tunel, gęsty las, albo zacieniony wąwóz. Twój towarzysz trzyma w ręku lampę, więc widzisz drogę. Ale kiedy się rozstaniecie zostaniesz w ciemności. Chyba, że wcześniej od jego płomienia zapalisz swoją lampę.
Wielu z nas przychodzi do kościoła, bo tak fajnie jest posiedzieć sobie przy świetle Chrystusa. I równie wielu z nas nawet nie przyjdzie do głowy, by od tego Światła zapalić swoje lampy. Kiedy Chrystus prosi Ojca, by Ten uświęcił nas w prawdzie, modli się tym samym o to, by każdemu z nas chciało się zapalić swoją lampę.
Niech twój anioł pozwoli ci wreszcie zrozumieć, że i ty jesteś posłany. I że być posłanym oznacza tyle, co mieć lampę zapaloną i oświetlać nią drogę – przynajmniej swoją, a, daj Boże, także bliźniego.


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - czwartek

J 17,20-26: W czasie ostatniej wieczerzy Jezus podniósłszy oczy ku niebu, modlił się tymi słowami: „Ojcze Święty, nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili jedno w Nas, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał.
I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy. Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś.
Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata.
Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich”.

Ojciec Pio miał stygmaty – krwawiące rany w tych samych miejscach, w których poranione było ciało Jezusa Ukrzyżowanego. Badano je, próbowano wytłumaczyć, zdiagnozować. Pewien znamienity lekarz zawyrokował:
- To wynik sugestii. Ojciec tak się zapatrzył w wizerunek Chrystusa Ukrzyżowanego, że na skutek sugestii na ciele ojca powstały krwawiące miejsca.
Ojciec Pio się zdenerwował:
- To niech pan się tak samo mocno zapatrzy w byka. Zobaczymy, czy wyrosną panu rogi.
Jezus modli się o wiarę dla świata. O wiarę, której niestety nie da się zdiagnozować, wytłumaczyć, nawet zmierzyć. O taką wiarę.
Niech twój dobry anioł uchroni cię przed próba dociekania tego, co można objąć tylko wiarą. Niech twój dobry anioł uchroni cię przed śmiesznością, cechującą ludzi, którym się wydaje, że wszystko można wytłumaczyć. Jeżeli ty uwierzysz bez warunków i zastrzeżeń, świat wraz z tobą może jeszcze nie uwierzy do końca, ale na pewno będzie wierzył odrobinę bardziej.


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - piątek

J 21,15-19: Gdy Jezus ukazał się swoim uczniom i spożył z nimi śniadanie, rzekł do Szymona Piotra: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie więcej aniżeli ci?”
Odpowiedział Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś baranki moje”. I powtórnie powiedział do niego: „Szymonie, synu Jana, czy miłujesz Mnie?” Odparł Mu: „Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego: „Paś owce moje”. Powiedział mu po raz trzeci: „Szymonie, synu Jana, czy kochasz Mnie?” Zasmucił się Piotr, że mu po raz trzeci powiedział: „Czy kochasz Mnie?” I rzekł do Niego: „Panie, Ty wszystko wiesz, Ty wiesz, że Cię kocham”. Rzekł do niego Jezus: „Paś owce moje. Zaprawdę, zaprawdę powiadam ci: Gdy byłeś młodszy, opasywałeś się sam i chodziłeś, gdzie chciałeś. Ale gdy się zestarzejesz, wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz”. To powiedział, aby zaznaczyć, jaką śmiercią uwielbi Boga. A wypowiedziawszy to rzekł do niego: „Pójdź za Mną!”

Prześladowany przez komunistów biskup czeskiej Pragi Franciszek Tomaszek, zapytany przez zagranicznego dziennikarza o to, co człowiek wierzący może zrobić dla Kościoła, odpowiedział:
- Może się pomodlić. Wówczas zrobi wiele. Może dla Kościoła po prostu pracować. Wtedy zrobi jeszcze więcej. Może też, jeśli zdoła, dla Kościoła cierpieć. W ten sposób zrobi najwięcej.
Dlaczego Jezus aż trzykrotnie pyta Piotra o miłość? Bo kiedy Piotr pierwszy raz mówi „kocham”, obiecuje: będę się modlił. Za drugim razem deklaruje: o.k., będę pracował dla Kościoła. Wreszcie, kiedy mówi – Panie, ty wiesz, że Cię miłuję – faktycznie deklaruje: tak, jestem gotów dla Ciebie cierpieć.
Niech dobry anioł da ci siłę do modlitwy. Niech da ci siłę do pracy. Niech da ci odwagę do cierpienia. Ale gdyby to było dla ciebie zbyt wiele, niech chociaż przynajmniej da ci silę do modlitwy.


7. tydzień Okresu Wielkanocnego - sobota

J 21,20-25: Gdy Jezus zmartwychwstały ukazał się uczniom nad jeziorem Genezaret, Piotr obróciwszy się zobaczył idącego za sobą ucznia, którego miłował Jezus, a który to w czasie uczty spoczywał na Jego piersi, i powiedział: „Panie, kto jest ten, który Cię zdradzi ?”
Gdy więc go Piotr ujrzał, rzekł do Jezusa: „Panie, a co z tym będzie ?”
Odpowiedział mu Jezus: „Jeżeli chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego? Ty pójdź za Mną”.
Rozeszła się wśród braci wieść, że uczeń ów nie umrze. Ale Jezus nie powiedział mu, że nie umrze, lecz: „Jeśli Ja chcę, aby pozostał, aż przyjdę, co tobie do tego?”
Ten właśnie uczeń daje świadectwo o tych sprawach i on je opisał. A wiemy, że świadectwo jego jest prawdziwe.
Jest ponadto wiele innych rzeczy, których Jezus dokonał, a które, gdyby je szczegółowo opisać, to sądzę, że cały świat nie pomieściłby ksiąg, które by trzeba napisać.

Powązki, to chyba najznamienitszy cmentarz w Polsce. Tutaj spoczywa między innymi obdarzony za życia cudownym głosem Chłopak z Sosnowca – Jan Kiepura. Na jego nagrobku płytką czcionką wyryto głęboką sentencję: kiedy człowiek umiera, nie pozostaje po nim na tej ziemi nic, oprócz dobra, które uczynił innym.
Ostatnie wiersze ewangelii Jana są o nim samym. Jan zostawił ciekawy ślad, ujęty w klamrę prawdy o Słowie, które stało się Ciałem, a którego nie są w stanie pomieścić wszystkie księgi całego świata.
Niech dobry anioł pozwoli ci zostawić po sobie dobry ślad uczyniony dobrym słowem. Niech twoje słowa wcielają się w czyn. Niech służą Bogu. I najważniejsze – zawsze mówi ludziom takie słowa, jakich nie powstydziłbyś się powiedzieć samemu Jezusowi.

6. tydzień Okresu Wielkanocnego


6. tydzień Okresu Wielkanocnego - poniedziałek


J 15,26-16, 4a: Jezus powiedział do swoich uczniów: „Gdy przyjdzie Pocieszyciel, którego Ja wam poślę od Ojca, Duch Prawdy, który od Ojca pochodzi, On będzie świadczył o Mnie. Ale wy też świadczycie, bo jesteście ze Mną od początku.
To wam powiedziałem, abyście się nie załamali w wierze. Wyłączą was z synagogi. Owszem, nadchodzi godzina, w której każdy, kto was zabije, będzie sądził, że oddaje cześć Bogu. Będą tak czynić, bo nie poznali ani Ojca, ani Mnie. Ale powiedziałem wam o tych rzeczach, abyście gdy nadejdzie ich godzina, pamiętali o nich, że Ja wam to powiedziałem”.

Pewien złośliwiec dotarłszy do oazy znalazł tutaj młodą palmę. By dać upust swej złośliwości, na wierzchu drzewka złożył znaleziony nieopodal kamień – tak, iż palma przygięła się aż do ziemi. Złośliwiec poszedł sobie. A Pan skierował jego kroki w stronę tej samej oazy dopiero dwadzieścia lal później. Kiedy przybył do oazy, jago uwagę przykuła szczególnie dorodnie wyrosła palma, wyraźnie górująca nad pozostałymi drzewami. Stojąc i jej stóp i podziwiając wśród gałęzi wypatrzył wysoko duży kamień. Przypomniał sobie więc swoją złośliwość sprzed dwóch dekad. Złośliwość, która pozwoliła palmie wyrosnąć najwyżej: ciężar spowodował bowiem, że drzewo musiało włożyć więcej sił w swój rozwój, niż pozostał, a przez to również większym od pozostałych urosło.
Jezus modli się za uczniów, aby przeciwności nie załamali się w wierze. Przeciwności dla człowieka, który naprawdę wierzy, nie są po to, by załamać, lecz aby uzdolnić do wydobycia większych sił.
Niech twój anioł stróż wciąż szepcze ci do ucha: co cię nie zabije, to cię wzmocni.


6. tydzień Okresu Wielkanocnego - wtorek

J 16,5-11: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Teraz idę do Tego, który Mnie posłał, a nikt z was nie pyta Mnie: «Dokąd idziesz?» Ale ponieważ to wam powiedziałem, smutek napełnił wam serce. Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Pocieszyciel nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, poślę Go do was.
On zaś gdy przyjdzie, przekona świat o grzechu, o sprawiedliwości i o sądzie. O grzechu, bo nie wierzą we Mnie; o sprawiedliwości zaś, bo idę do Ojca i już Mnie nie ujrzycie; wreszcie o sądzie, bo władca tego świata został osądzony”.

Statek wycieczkowy, wracając do portu, wpłynął do zatoki najeżonej skałami. Większość z nich złowrogo czaiła się tuż pod powierzchnią, w każdej chwili grożąc katastrofalnym rozoraniem burty.
- Czy zna Pan te wszystkie miejsca, w których grożą nam te śmiertelnie niebezpieczne skały? – pyta kapitana wyraźnie zdenerwowana pasażerka.
- Nie – odpowiada kapitan. – Ale na szczęście znam wszystkie te miejsca, w których możemy przepłynąć bez szwanku.
Jestem zmęczony ludźmi wierzącymi, którzy znają wszystkie niebezpieczeństwa, przestrzegają przed wszelkimi zagrożeniami, z jakąś wręcz łatwością przestrzegają przed tym, co złe. Znają tytuły gorszących czasopism, godziny emisji złych programów, nie pamiętają jednak, kiedy ostatnio sami widzieli albo słyszeli coś budującego.
Ty nie bądź jak oni. Niech dobry anioł zaprzątnie twoją uwagę tymi miejscami, które na pewno bezpiecznie zawiodą Cię do Chrystusa. On przecież odchodzi, by posłać nam Ducha. Ducha wiary i odwagi, nie ducha bojaźni i rezygnacji.


6. tydzień Okresu Wielkanocnego - środa

J 16,12-15: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Jeszcze wiele mam wam do powiedzenia, ale teraz jeszcze znieść nie możecie. Gdy zaś przyjdzie On, Duch Prawdy, doprowadzi was do całej prawdy. Bo nie będzie mówił od siebie, ale powie wszystko, cokolwiek słyszy, i oznajmi wam rzeczy przyszłe. On Mnie otoczy chwałą, ponieważ z mojego weźmie i wam objawi.
Wszystko, co ma Ojciec, jest moje. Dlatego powiedziałem, że z mojego bierze i wam objawi”.

Przeprowadzono następujący eksperyment: dwóm ludziom podarowano dziesięć tysięcy złotych – jednemu w gotówce, całą sumę od razu, drugiemu wydzielając co miesiąc tysiąc złotych. Pierwszy z uczestników eksperymentu nakupił sprzętu elektronicznego, ubrań, kosmetyków i delikatesów, w ciągu tygodnia wydając całą sumę. Drugi skromnie, ale skutecznie utrzymał się za te pieniądze przez dziesięć miesięcy i nawet jeszcze troszeczkę zaoszczędził.
Za dużo dobrego na raz rozpuszcza człowieka, psuje go, czasem rujnuje mu nawet życie. Dlatego Duch posłany nam przez Jezusa odsłania nam prawdę Bożą stopniowo, nie zaś całą naraz.
Niech Boży anioł pomoże ci wykorzystać dary Boże poprzez właściwe nimi gospodarowanie. Abyś z nich czerpał jak najdłużej. I aby zostało ci coś jeszcze, by podzielić się tym z innymi.


6. tydzień Okresu Wielkanocnego - czwartek

J 16,16-20: Jezus powiedział do swoich uczniów: „Jeszcze chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie”.
Wówczas niektórzy z Jego uczniów mówili między sobą: „Co to znaczy, co nam mówi: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie»; oraz: «Idę do Ojca?»” Powiedzieli więc: „Co znaczy ta chwila, o której mówi? Nie rozumiemy tego, co mówi”.
Jezus poznał, że chcieli Go pytać, i rzekł do nich: „Pytacie się jeden drugiego o to, że powiedziałem: «Chwila, a nie będziecie Mnie oglądać, i znowu chwila, a ujrzycie Mnie?» Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość”.

- Panie Boże, czy to prawda, że dla Ciebie chwila, to wieczność, a wieczność, to chwila?
- Prawda.
- Zatem czy mógłbyś mi dać milion złotych na chwilę?
- Za chwilę.
Chwila, a Mnie ujrzycie, chwila i znów mnie nie zobaczycie – mówi Jezus. A uczniowie się dziwią, co ta chwila właściwie oznacza. No cóż, z Panem Bogiem lepiej się na chwile i wieczność nie licytować.
Niech twój Anioł Stróż odbierze ci chęć, by czasem pokłócić się, powadzić, posprzeczać, podyskutować czy poprzegadywać z Panem Bogiem. Bo i po co, skoro ona tak Cię umiłował, że Syna swego ci dał, abyś miał życie dzięki Niemu.


6. tydzień Okresu Wielkanocnego - piątek

J 16,20-23a: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Wy będziecie płakać i zawodzić, a świat się będzie weselił. Wy będziecie się smucić, ale smutek wasz zamieni się w radość.
Kobieta, gdy rodzi, doznaje smutku, bo przyszła jej godzina. Gdy jednak urodzi dziecię, już nie pamięta o bólu z powodu radości, że się człowiek narodził na świat.
Także i wy teraz doznajecie smutku. Znowu jednak was zobaczę, i rozraduje się serce wasze, a radości waszej nikt wam nie zdoła odebrać. W owym zaś dniu o nic Mnie nie będziecie pytać”.

Niedowiarek zatrzymał pobożnego sąsiada:
- Dokąd idziesz?
- Do kościoła.
- Po co?
- By spotkać mojego Boga.
- A jakiż ten twój Bóg jest: duży czy mały? – zapytał z drwiną.
- Trudno to wyjaśnić – żachnął się pobożny sąsiad. – Powiem ci tak: On jest zbyt duży, by objęły Go niebiosa, a jednocześnie na tyle mały, że mieści się w moim sercu.
Czy smuci cię to, że świat się śmieje z ludzi wierzących, z ciebie? Nie martwi się. Role często się odwracają, śmiech zamienia się w smutek, łzy w uśmiech. Miłość wszystko zwycięża, nawet najbardziej złośliwą drwinę.
Niech Boży Anioł nakarmi cię chlebem płaczu i napoi kielichem łez.


6. tydzień Okresu Wielkanocnego - sobota

J 16,23b-28: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna.
Mówiłem wam o tych sprawach w przypowieściach. Nadchodzi godzina, kiedy już nie będę wam mówił w przypowieściach, ale całkiem otwarcie oznajmię wam o Ojcu. W owym dniu będziecie prosić w imię moje, i nie mówię, że Ja będę musiał prosić Ojca za wami. Albowiem Ojciec sam was miłuje, bo wyście Mnie umiłowali i uwierzyli, że wyszedłem od Boga.
Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znowu opuszczam świat i idę do Ojca”.

Dziecko zgubiło się w mieście.
- A gdzie mieszkasz – spytał policjant.
- Ulica Młyńska trzy.
- Ach, więc pójdziesz tą ulicą w dół, potem skręcisz w trzecią przecznicę w prawo, za dwieście metrów jeszcze raz w prawo i pójdziesz w stronę rzeki, skręcisz w ostatnią ulicę przed mostem w lewo i po przejściu kolejnych stu pięćdziesięciu metrów…
- Ale ja nie zapamiętam, psze pana – wychlipał przez łzy malec.
- Zaraz, zaraz – wtrącił jakiś przechodzień, starszy pan przyglądający się całej scenie. – Daj rękę, zaprowadzę cię, chłopcze, do domu.
Jezus nie będzie już mówił w przypowieściach, ale otwarcie oznajmi nam o Ojcu. To znaczy nie będzie już omawiał z nami drogi, ale po prostu bierze nas za rękę i prowadzi do Domu Ojca.

Poproś twojego Anioła Stróża niech ci zawsze podpowie, kiedy wystarczy komuś coś wytłumaczyć, a kiedy, zamiast tłumaczyć, lepiej po prostu wziąć za rękę i zaprowadzić, dać przykład i pociągnąć.

5. tydzień Okresu Wielkanocnego

5. tydzień Okresu Wielkanocnego - poniedziałek

J 14,21-26: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Kto ma przykazania moje i zachowuje je, ten Mnie miłuje. Kto zaś Mnie miłuje, ten będzie umiłowany przez Ojca mego, a również Ja będę go miłował i objawię mu siebie”.
Rzekł do Niego Juda, ale nie Iskariota: „Panie, cóż się stało, że nam się masz objawić, a nie światu?”
W odpowiedzi rzekł do niego Jezus: „Jeśli Mnie kto miłuje, będzie zachowywał moją naukę, a Ojciec mój umiłuje go, i przyjdziemy do niego, i będziemy w nim przebywać. Kto Mnie nie miłuje, ten nie zachowuje słów moich. A nauka, którą słyszycie, nie jest moja, ale Tego, który Mnie posłał, Ojca.
To wam powiedziałem przebywając wśród was. A Pocieszy-ciel, Duch Święty, którego Ojciec pośle w moim imieniu, On was wszystkiego nauczy i przypomni wam wszystko, co Ja wam powiedziałem”.

Punia się oszczeniła. Kiedy odkarmiła i odchowała swoje sobacze potomstwo, właściciel psa, któremu nie zależało na pieniądzach, umieścił anons w gazecie: oddam w dobre ręce szczenięta labradora. Minął tydzień, potem drugi. Nikt się nie zgłosił, nie zadzwonił nawet.
Właściciel Puni pomieścił więc kolejne ogłoszenie: sprzedam szczenięta labradora po tysiąc złotych sztuka! Labradory „chodzą” na psich giełdach po kilkaset złotych drożej. W ciągu dwóch dni szczenięta zostały wysprzedane.
Kto miłuje Jezusa? Nie ten, kto obwiesza się medalikami i różańcami, nie facet z rybką naklejoną na plecach samochodu, nie ktoś, kto jego imię wymawia po stokroć dziennie. Nie ten. Kto? Ten, kto zachowuje jego przykazania, kto się trudzie, kogo miłość do Jezusa coś kosztuje, któremu miłość do Jezusa nie przychodzi za łatwo.
Niech cię błogosławi anioł trudu i zniechęcenia. Niech na końcu każdego dzieła, które ci nie wyszło, każdego dnia, o którym myślisz „mogłem przeżyć go lepiej”, każdej modlitwy nie do końca pobożnej, ukoi twoje serce swoim ciepłym głosem: właśnie tak buduje się miłość do Jezusa: trudem, wysiłkiem, brakiem satysfakcji, wypełnianiem przykazań.


5. tydzień Okresu Wielkanocnego - wtorek

J 14,27-31a: Jezus powiedział do swoich uczniów: „Pokój zostawiam wam, pokój mój daję wam. Nie tak jak daje świat, Ja wam daję. Niech się nie trwoży serce wasze ani się nie lęka.
Słyszeliście, że wam powiedziałem: Odchodzę i przyjdę znów do was. Gdybyście Mnie miłowali, rozradowalibyście się, że idę do Ojca, bo Ojciec większy jest ode Mnie. A teraz powiedziałem wam o tym, zanim to nastąpi, abyście uwierzyli, gdy się to stanie.
Już nie będę z wami wiele mówił, nadchodzi bowiem władca tego świata. Nie ma on jednak nic swego we Mnie. Ale niech świat się dowie, że Ja miłuję Ojca i że tak czynię, jak Mi Ojciec nakazał”.

Muzeum klasyki malarstwa. Kustosz oprowadza zwiedzających. Dłużej zatrzymuje się przy wystawie obrazów, których autor specjalizował się w portretach dzieci.
- Czy wiecie państwo, że ów mistrz - geniusz jednym pociągnięciem pędzla potrafił zmienić w uśmiech twarz zapłakanego dziecka?
- Też tak potrafię, tyle że odwrotnie i nie pędzlem, ale pasem! - żachnął się jakiś tym ze środka grupy.
Słyszę o wojskowych misjach pokojowych. Z litości ich nie wyśmieję. Świat zaprowadza pokój serią z karabinu. Jezus zaś jest geniuszem pokoju. Narzędziem jego pokoju jest miłość. Czemu świat jej nie przyjmuje, choćby na obszarze zbrojnych konfliktów? Bo na każdej serii z karabinu ktoś zarabia. A na miłości Chrystusa - tu, na tym świecie - można raczej tylko stracić.
Niech błogosławi cię anioł pokoju. Niech da ci natchnienie i lekką rękę, byś jednym gestem, prostym słowem, umiał odmalować uśmiech na twarzy bliźniego.

5. tydzień Okresu Wielkanocnego - środa

J 15,1-8: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Ja jestem prawdziwym krzewem winnym, a Ojciec mój jest tym, który uprawia. Każdą latorośl, która we Mnie nie przynosi owocu, odcina, a każdą, która przynosi owoc, oczyszcza, aby przynosiła owoc obfitszy. Wy już jesteście czyści dzięki słowu, które wypowiedziałem do was. Trwajcie we Mnie, a Ja w was trwać będę. Podobnie jak latorośl nie może przynosić owocu sama z siebie, o ile nie trwa w winnym krzewie, tak samo i wy, jeżeli we Mnie trwać nie będziecie. Ja jestem krzewem winnym, wy - latoroślami.
Kto trwa we Mnie, a Ja w nim, ten przynosi owoc obfity, ponieważ beze Mnie nic nie możecie uczynić. Ten, kto we Mnie nie trwa, zostanie wyrzucony, jak winna latorośl i uschnie. I zbiera się ją i wrzuca do ognia i płonie. Jeżeli we Mnie trwać będziecie, a słowa moje w was, poproście, o cokolwiek chcecie, a to wam się spełni. Ojciec mój przez to dozna chwały, że owoc obfity przyniesiecie i staniecie się moimi uczniami”.

W drzwiach kościoła spotykasz dawno niewidzianego kolegę. Nie kryjesz zdziwienia:
- Od kiedy to chodzisz do kościoła?
- Od kiedy się nawróciłem.
- Nawróciłeś się? To musisz teraz dobrze znać Jezusa - drwisz sobie z niego. - Wiesz gdzie się urodził?
- Eee, w..., nie wiem - znajomy się wstydzi.
- A wiesz, ile miał lat kiedy umarł? Jaki pierwszy cud uczynił? Od czego zaczął publiczną działalność?
- Wiem tylko, że jeszcze pół roku temu w ciągu dwóch tygodni przepijałem całą wypłatę, a przez następne dwa tygodnie podkradałem pieniądze na wódkę żonie, czasem wyniosłem coś z domu i sprzedałem. Wiem, że w pracy trzymano mnie tylko z litości, dzieci uciekały na mój widok do sąsiadów, a wierzyciele grozili mojej żonie komornikiem. Wiem o Jezusie tyle, że pół roku temu wyciągnął mnie z bagna, że dzięki niemu nie piję, spłaciłem długi, dzieci przestały się mnie bać, kupujemy z żoną samochód na raty. Chodzę do kościoła, spowiadam się, jestem na Mszy. Tyle wiem o Jezusie. I na razie to mi wystarczy.
Droga do Królestwa Bożego nie jest olimpiadą wiedzy religijnej ani kursem teologii. Dobre życie nie zależy od tego, ile się wie o Jezusa, ale od tego, na ile się w Nim trwa, ile soków czerpie się z Niego, jak latorośl z winnego krzewu. Swoje o Jezusie - owszem - trzeba wiedzieć. Ale z umiarem. Bo wiesz, kto odrywa się od Kościoła - Chrystusowej latorośli? Najczęściej ludzie dwojakiej kategorii: ci, którzy wiedzą o Jezusie za mało i ci, którzy wiedzą o Nim za dużo.
Niech błogosławi Cię anioł wytrwałości w Jezusie. Niech pozwoli ci sycić się każdą chwilą ciszy, adoracji, modlitwy, każdą komunią świętą. Nie odsłania przed tobą tyle tajemnicy Jezusa, ile trzeba - ni mniej, ni więcej.

5. tydzień Okresu Wielkanocnego - czwartek

J 15,9-11: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Jak Mnie umiłował Ojciec, tak i Ja was umiłowałem. Wytrwajcie w miłości mojej! Jeśli będziecie zachowywać moje przykazania, będziecie trwać w miłości mojej, tak jak Ja zachowałem przykazania Ojca mego i trwam w Jego miłości.
To wam powiedziałem, aby radość moja w was była i aby radość wasza była pełna”.

Był w pewnej parafii od wielu lat stareńki proboszcz, którego kazań nikt już nie słuchał. On jednak co niedzielę wychodził na ambonę i - zdawało się, że z każdym tygodniem głośniej - wygłaszał płomienną mowę. Aż zapytał go raz przyjaciel - proboszcz z sąsiedniej parafii:
- Po co wciąż do nich mówisz, skoro cię nie słuchają?
- Wiele lat temu, kiedy biskup posłał mnie do tej parafii, przemawiałem do nich, bo myślałem, że ich zmienię. A teraz przemawiam do nich jeszcze głośniej, niż wówczas, bo się boję, żeby oni mnie nie zmienili.
Co znaczy „wytrwać w nauce Jezusa”. Długo by mówić. Ale ja sobie myślę, że najkrócej można to ująć tak: wytrwać w nauce Jezusa, to znaczy chociaż od czasu do czasu powiedzieć kazanie samemu sobie, żeby ludzie mnie nie zmienili w mojej miłości do Jezusa.
Niech cię błogosławi anioł przekonania. Niech ci pozwoli z przekonaniem przylgnąć do Jezusa i z przekonaniem wytrwać w jego nauce. Biada ci, gdybyś był chrześcijaninem bez przekonania. To już lepiej zupełnie wystygnij. Może ktoś cię poliże...


5. tydzień Okresu Wielkanocnego - piątek

J 15,12-17: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„To jest moje przykazanie, abyście się wzajemnie miłowali, tak jak Ja was umiłowałem. Nikt nie ma większej miłości od tej, gdy ktoś życie swoje oddaje za przyjaciół swoich.
Wy jesteście przyjaciółmi moimi, jeżeli czynicie to, co wam przykazuję. Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.
Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem i przeznaczyłem was na to, abyście szli i owoc przynosili i by owoc wasz trwał - aby wszystko dał wam Ojciec, o cokolwiek Go prosicie w imię moje. To wam przykazuję, abyście się wzajemnie miłowali”.

Pewien człowiek spacerując po lesie przysiadł w gąszczu, by odpocząć. Dopiero wówczas zauważył, że nieopodal, w kolejnej kępie drzew leży ciężko dysząc lis bez nóg. Pewnie stracił je wyrywając się z myśliwskich sideł. Nagle dał się słyszeć przejmujący szelest. Z zarośli wynurzył się niedźwiedź, wlokący ochłap padłej sarny. Przytargał go do lisiej kryjówki i pozwolił najeść się kalece do syta.
- O Boże, jak pięknie do uczyniłeś! Troszczysz się o beznogiego lisa, zatroszcz się i o mnie.
Z tą modlitwą na ustach człowiek wrócił do domu i położył się, daremnie jednak czekając, aż ktoś przyniesie mu coś do jedzenia. Aż zmorzony głodem zasnął. A we śnie Pan Bóg przemówił do niego:
- Wstawaj głupcze i bierz się do roboty! Twoim powołaniem jest być niedźwiedziem, a nie lisem!
Nie ma większej miłości, niż oddać życie za bliźniego. ODDAĆ! Miłość mierzy się rozmiarem tego, co się oddaje bliźniemu. Zastanawiam się tylko, co jest trudniejsze: oddać życie jeden raz, ale za to definitywnie, bezwarunkowo, jak święty Maksymilian w Auschwitz, czy też oddawać życie stopniowo, systematycznie, po kropelce, całymi latami, jak matka upośledzonego dziecka, córka ojca z Alzheimerem, żona męża alkoholika lub despoty?
Niech cię błogosławi twój Anioł Stróż, towarzysz i opiekun twojego życia. Niech chroni twoje życie przed tym co mu szkodzi, z tobą samym na czele. Niech wesprze cię, abyś uczynił ze swojego życia dobrą inwestycję, najlepszą.

5. tydzień Okresu Wielkanocnego - sobota

J 15,18-21: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Jeżeli was świat nienawidzi, wiedzcie, że Mnie pierwej znienawidził. Gdybyście byli ze świata, świat by was miłował jako swoją własność. Ale ponieważ nie jesteście ze świata, bo Ja was wybrałem sobie ze świata, dlatego was świat nienawidzi.
Pamiętajcie na słowo, które do was powiedziałem: «Sługa nie jest większy od swego pana». Jeżeli Mnie prześladowali, to i was będą prześladować. Jeżeli moje słowo zachowali, to i wasze będą zachowywać. Ale to wszystko wam będą czynić z powodu mego imienia, bo nie znają Tego, który Mnie posłał”.

Głupiec wspiął się na drzewo. Kiedy dołem przechodził mędrzec, cisnął mu na głowę orzech kokosowy. Mędrzec zabrał orzecha ze sobą. W domu rozłupał i posilił się zawartością jego wnętrza, a ze skorupy zrobił sobie dwie nowe miski.
Świat was znienawidzi tak jak mnie - mówi Jezus. No i dobrze. Tak powinno być. Świat ma wpisaną w swój kod genetyczny nienawiść, a chrześcijaństwo - prześladowanie. Jeżeli uczniowie Chrystusa nie są prześladowani, jeżeli opływają w przywileje - gnuśnieją, karłowacieją, chorują.
Niech cię błogosławi anioł męstwa, byś nie bał się przeciwności, które cię uszlachetniają i upodabniają do Jezusa. Niech anioł wytrwałości w cierpieniu będzie z tobą w każdym bólu i prześladowaniu. Nie lękaj się, a zobaczysz, że z tego, co spada na twoją, możesz mieć sporo korzyści, choć na pierwszy rzut oka wszystko to nie wygląda zbyt różowo.

4. tydzień Okresu Wielkanocnego

4. Tydzień Wielkanocy - niedziela

Bartolomé Esteban Murillo, Jezus Dobry Pasterz, 1660

J 10,1–10: Jezus powiedział: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. Kto jednak wchodzi przez bramę, jest pasterzem owiec. Temu otwiera odźwierny, a owce słuchają jego głosu; woła on swoje owce po imieniu i wyprowadza je. A kiedy wszystkie wyprowadzi, staje na ich czele, a owce postępują za nim, ponieważ głos jego znają. Natomiast za obcym nie pójdą, lecz będą uciekać od niego, bo nie znają głosu obcych”.
Tę przypowieść opowiedział im Jezus, lecz oni nie pojęli znaczenia tego, co im mówił. Powtórnie więc powiedział do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Ja jestem bramą owiec. Wszyscy, którzy przyszli przede Mną, są złodziejami i rozbójnikami, a nie posłuchały ich owce. Ja jestem bramą. Jeżeli ktoś wejdzie przeze Mnie, będzie zbawiony – wejdzie i wyjdzie, i znajdzie paszę. Złodziej przychodzi tylko po to, aby kraść, zabijać i niszczyć. Ja przyszedłem po to, aby owce miały życie i miały je w obfitości”.

- Niech pani zobaczy, kto tam - ksiądz Mateusz poprosił gospodynię, kiedy u drzwi plebani rozległ się dzwonek. Sam zajęty był przepisywaniem ksiąg parafialnych i nie chciał się odrywać niepotrzebnie od żmudnej pracy. Kobieta wróciła po chwili.
- Jakiś pan od księdza proboszcza. Mówi, że kancelaria teraz nieczynna, ale on przyjechał z miasta i ma pilną sprawę.
Proboszcz dopisał do końca kolejną rubrykę wielkiej księgi. Odłożył pióro, przeciągnął się i wstał, głośno odsuwając krzesło.
- Może to i dobrze - westchnął - Mała przerwa w pisaniu dobrze mi zrobi.
W drzwiach stał mężczyzna w średnim wieku, ubrany w garnitur i szeroko rozpiętą pod szyją koszulę.
- Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus - ukłonił się - Ja przyjechałem, proszę księdza z miasta...
- I co? - proboszcz nie pozwolił mu dokończyć - Metryka jest panu potrzebna czy jakie zaświadczenie.
- Nie, nie, nic z tych rzeczy. Choć odgadł ksiądz, że - co tu dużo mówić - przyjechałem po prośbie.
- Słucham, proszę mówić.
- Ja jestem żebrakiem i przychodzę z dość konkretną sprawą: czy nie ma ksiądz na zbyciu jakiegoś starego garnituru?
Ksiądz Mateusz uważnie przyjrzał się przybyszowi. Dwurzędowa marynarka i odprasowane w kantkę spodnie wyglądały zdecydowanie lepiej niż tylko przyzwoicie, co więcej, wydawało się, że ten właśnie garnitur ma ów człowiek na sobie zaledwie po raz trzeci czy czwarty.
- No wie pan, pewnie coś by się znalazło - ksiądz Mateusz nawet ucieszył się tą prośbą. Przed oczami stanęła mu szafa na poddaszu, w której wisiały dwa nie używane już garnitury. Granatowy, który mamusia nieboszczka sprawiła mu dawno, dawno temu, tuż przed maturą - nie był zniszczony, ale za mały i w dodatku czuło się doń sentyment. A czarny, kupił sobie ksiądz Mateusz sam, na pierwszej parafii. Chodził w nim tak długo, aż przetarły się łokcie w marynarce i spodnie na kolanach. I tylko - tak, po prostu - żal go było wyrzucić. Jedno nie dawało proboszczowi spokoju.
- Niech mi pan powie jeszcze: po co panu jakiś stary garnitur? Przecież ten, który pan ma na sobie, wygląda całkiem przyzwoicie, właściwie jak nowy.
- No właśnie, proszę księdza, jak nowy. A ja, jak już mówiłem, jestem żebrakiem. I ten nowy garnitur psuje mi interes.
Oceniasz innych według szaty. Czy wiesz ilu fałszywych proroków, złodziei i rozbójników nosi garnitury? Tylko Jezus naprawdę daje życie w obfitości. Słuchasz Jego głosu?


4. tydzień Okresu Wielkanocnego - poniedziałek

J 10,11-18: Jezus powiedział:
„Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach.
Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia i jeden pasterz.
Dlatego miłuje Mnie Ojciec, bo Ja życie moje oddaję, aby je potem znów odzyskać. Nikt mi go nie zabiera, lecz Ja od siebie je oddaję. Mam moc je oddać i mam moc je znów odzyskać. Taki nakaz otrzymałem od mojego Ojca”.

Pielgrzymka do Ziemi Świętej. W autokarze przewodnik zwraca się do pątników.
- Za chwilę zatrzymamy się w jednej z typowych wiosek pasterskich. Proszę zwrócić uwagę na to, że pasterz idzie zawsze na czele stada, a owce podążają za nim. Zupełnie tak, jak mówił o sobie Jezus.
Dojeżdżają do wioski. Wysiadają z autokaru. I co widzą? Stado owiec energicznie popędzane przez człowieka, który kroczy za nim, a nie na czele. Przewodnik podchodzi doń z pretensjami.
- Popsułeś mi całą robotę. Właśnie przed chwilą mówiłem tym ludziom, że tutaj pasterz zawsze prowadzi stado, idąc na jego czele. A ty pędzisz te zwierzęta idąc za nimi.
- Ale je nie jestem pasterzem tylko rzeźnikiem i właśnie prowadzę to stado na ubój!
Jeśli cię ktoś popędza i pogania, to na pewno nie jest Chrystus. Jego miłość przynagla Cię, ale On sam jest zawsze przed tobą i wskazuje ci drogę.
Sam tez nikogo nie popędzaj. Idź pierwszy, pokazuj drogę, dawaj przykład. Jak pasterz. Nie bądź rzeźnikiem.


4. tydzień Okresu Wielkanocnego - wtorek

J 10,22-30: Obchodzono w Jerozolimie uroczystość Poświęcenia Świątyni. Było to w zimie. Jezus przechadzał się w świątyni, w portyku Salomona.
Otoczyli Go Żydzi i mówili do Niego: „Dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Jeśli Ty jesteś Mesjaszem, powiedz nam otwarcie”.
Rzekł do nich Jezus: „Powiedziałem wam, a nie wierzycie. Czyny, których dokonuję w imię mojego Ojca, świadczą o Mnie. Ale wy nie wierzycie, bo nie jesteście z moich owiec.
Moje owce słuchają mojego głosu, a Ja znam je. Idą one za Mną i Ja daję im życie wieczne. Nie zginą one na wieki i nikt nie wyrwie ich z mojej ręki.
Ojciec mój, który Mi je dał, jest większy od wszystkich. I nikt nie może ich wyrwać z ręki mego Ojca. Ja i Ojciec jedno jesteśmy”.

Morze wyrzuciło na brzeg zakorkowana butelkę z listem w środku. Po otwarciu okazało się, że nie jest to nic niezwykłego: żadna prośba o ratunek czy coś w tym stylu. Ot, zwinięta karteczka z zapewnieniem, że taki to a taki kocha dozgonnie i z całego serca taką to a taką. List opatrzony był datą: ktoś napisał go, włożył do butelki i wrzucił do morza sto pięćdziesiąt lat temu. Ciekawe było to, że butelka była tak szczelnie zamknięta, iż list przetrwał w stanie nienaruszonym, w dodatku wyschnięty na pieprz półtorawieczne dryfowanie.
Żydzi pytają Jezusa: dokąd będziesz nas trzymał w niepewności? Czy mamy Ci wierzyć. Iluż ludzi i dziś całymi latami trwa w zanurzeniu w Jezusie: modli się, chodzi do kościoła, łamie opłatkiem w wigilię i święci wielkanocny koszyczek, a mimo to, jak butelka z listem w środku, dobrze zakorkowana i szczelna, wykazuje całkowitą odporność na Jego słowo, Jego cud, Jego miłość… Może sprzyja temu fakt, iż w wszystko w Kościele zmieniło się w symbol: chrzest nie jest już zanurzeniem, ale polaniem głowy odrobiną wody, Komunia, to maleńki opłatek, a pokuta zadana w konfesjonale nie kosztuje nawet połowy tego trudu, co ugotowanie obiadu.
Niech twój Anioł Stróż zedrze z ciebie nieprzemakalny płaszcz obojętności. Niech pozwoli ci „zmoknąć” Chrystusem, przeniknąć Mu do twego wnętrza, przyjąć Go całym sercem.


4. tydzień Okresu Wielkanocnego - środa

J 12,44-50: Jezus tak wołał:
„Ten, kto we Mnie wierzy, wierzy nie we Mnie, lecz w Tego, który Mnie posłał. A kto Mnie widzi, widzi Tego, który Mnie posłał.
Ja przyszedłem na świat jako światło, aby każdy, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności. A jeżeli ktoś posłyszy słowa moje, ale ich nie zachowa, to Ja go nie sądzę. Nie przyszedłem bowiem po to, aby świat sądzić, ale by świat zbawić.
Kto gardzi Mną i nie przyjmuje słów moich, ten ma swego sędziego: słowo, które powiedziałem, ono to będzie go sądzić w dniu ostatecznym. Nie mówiłem bowiem sam od siebie, ale Ten, który Mnie posłał, Ojciec, On Mi nakazał, co mam powiedzieć i oznajmić. A wiem, że przykazanie Jego jest życiem wiecznym. To, co mówię, mówię tak, jak Mi Ojciec powiedział”.

Podczas krótkiego spaceru w posiadłości swojej pewien cesarz poranił swoje stopy.
- Rozkazuję, aby od dziś wszystkie drogi mojego królestwa zasłano miękką, wołową skórą - zadecydował po powrocie do pałacu.
- Panie, a na cóż ten wielki wydatek? - wyśmiał go nadworny trefniś. - O wiele mniej pieniędzy i zachodu będzie cię to kosztować, jeżeli rozkażesz, by twoje stopy owinięto miękką wołową skórą.
Tak podobno zrodził się pomysł noszenia butów.
Kiwając głową wciąż powtarzasz: świat potrzebuje Jezusa! Światu potrzebna jest jego światłość! Bez niej świat nie będzie lepszy! To tak, jakbyś chciał obuć drogi. A nie prościej samemu przyjąć Jezusa, zapłonąć jego światłem? Świat się nie poprawi, jeśli ty nie będziesz lepszy.
Niech Anioł z nieba obuje twoje stopy swym blaskiem i uczyni twoje nogi pięknymi, abyś bez zmęczenia i zniechęcenia wnosił Światłość Świata, gdziekolwiek się znajdziesz.


4. tydzień Okresu Wielkanocnego - czwartek

J 13,16-20: Kiedy Jezus umył uczniom nogi, powiedział im:
„Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Sługa nie jest większy od swego pana ani wysłannik od tego, który go posłał. Wiedząc to będziecie błogosławieni, gdy według tego będziecie postępować.
Nie mówię o was wszystkich. Ja wiem, których wybrałem; lecz potrzeba, aby się wypełniło Pismo: «Kto ze Mną spożywa chleb, ten podniósł na Mnie swoją piętę». Już teraz, zanim się to stanie, mówię wam, abyście, gdy się stanie, uwierzyli, że Ja jestem.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto przyjmuje tego, którego Ja poślę, Mnie przyjmuje. A kto Mnie przyjmuje, przyjmuje Tego, który Mnie posłał”.

Podrożał chleb. A wszystko to przez wróble. Tak. Bo ktoś zauważył, że wróble wyjadają ziarno z kłosów. Więc w ramach kampanii uświadamiającej pouczono rolników, jak wytępić ptaki, a ci z zapałem zapewniającym skuteczność wzięli się do pracy. Tyle, że bez wróbli niemiłosiernie rozmnożyły się owady pasożytniczo niszczące uprawy. Żeby z kolei ich się pozbyć, trzeba było zainwestować ogromne pieniądze w opryski pól. To znacznie podniosło koszt uprawy zboża i w konsekwencji spowodowało wzrost cen chleba. Nie mówiąc już o tym, ile będzie kosztować leczenie nowotworów, wywołanych spożywaniem żywności sporządzonej z traktowanymi chemikaliami upraw. Gdyby zostawiono wróble w spokoju, chleb byłby tańszy i zdrowszy.
Kto przyjmuje Chrystusowego posłańca, ten przyjmuje Chrystusa. Ludzie tymczasem odrzucają swoich sprzymierzeńców - najpierw w trosce o chleb doczesny, a później nawet tych, którzy prowadzą ich do stołu zastawionego chlebem wiecznego życia.
Niech anioł dobrego spojrzenia pobłogosławi twoje oczy, byś umiał rozpoznać i przyjąć Bożego posłańca - twojego sprzymierzeńca w drodze do Pana.

4. tydzień Okresu Wielkanocnego - piątek

J 14,1-6: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Niech się nie trwoży serce wasze. Wierzycie w Boga? I we Mnie wierzcie. W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. Znacie drogę, dokąd Ja idę”.
Odezwał się do Niego Tomasz: „Panie, nie wiemy dokąd idziesz. Jak więc możemy znać drogę ?”
Odpowiedział mu Jezus: „Ja jestem drogą i prawdą, i życiem. Nikt nie przychodzi do Ojca inaczej jak tylko przeze Mnie”.

Na parterze tej samej kamienicy aż trzech kupców otworzyło sklepy. Problem tym, że wszyscy trzej handlowali tym samym: butami. Co zrobić, by przyciągnąć klientów? Właściciel sklepiku po prawej - patrząc na kamienicę od frontu - umieścił nad wejściem szyld „NAJTAŃSZE OBUWIE”. Sąsiad po przeciwnej stronie już nazajutrz wieszał napis: „NAJMODNIEJSZE OBUWIE”. A ten w środku? Cóż, trzeciego dnia wywiesił skromną tabliczkę: „WEJŚCIE GŁÓWNE”.
Napisy, znaki, mapy, szyldy, kolorowe reklamy, urządzenia elektroniczne - wszystko to pokazuje nam drogę, albo pomaga ją odnaleźć. W tym gąszczu dawnych i współczesnych udogodnień nie wolno nam zapomnieć o Chrystusie, który mówi JA jestem DROGĄ. Chrystus jest drogą człowieka, a człowiek jest drogą Kościoła. Człowiek jest najważniejszy i nie zastąpią go żadne urządzenia i wymysły techniki. Nie da się dojść do Chrystusa inaczej, niż przez człowieka. Nie da się dojść do Boga bez Chrystusa.
Niech Archanioł Rafał błogosławi cię i ochrania na wszystkich drogach twojego życia i w ich gąszczu pomoże ci odnaleźć tę jedyną, prawdziwą Drogę - Zmartwychwstałego Pana.


4. tydzień Okresu Wielkanocnego - sobota

J 14,1-6: Jezus powiedział do swoich uczniów:
„Gdybyście Mnie poznali, znalibyście i mojego Ojca. Ale teraz już Go znacie i zobaczyliście”.
Rzekł do Niego Filip: „Panie, pokaż nam Ojca, a to nam wy starczy”.
Odpowiedział mu Jezus: „Filipie, tak długo jestem z wami, a jeszcze Mnie nie poznałeś? Kto Mnie zobaczył, zobaczył także i Ojca. Dlaczego więc mówisz: «Pokaż nam Ojca?» Czy nie wierzysz, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie? Słów tych, które wam mówię, nie wypowiadam od siebie. Ojciec, który trwa we Mnie, On sam dokonuje tych dzieł. Wierzcie Mi, że Ja jestem w Ojcu, a Ojciec we Mnie. Jeżeli zaś nie, wierzcie przynajmniej ze względu na same dzieła.
Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, będzie także dokonywał tych dzieł, których Ja dokonuję, owszem i większe od tych uczyni, bo Ja idę do Ojca. A o cokolwiek prosić będziecie w imię moje, to uczynię, aby Ojciec był otoczony chwałą w Synu. O cokolwiek prosić Mnie będziecie w imię moje, Ja to spełnię”.

- Czego potrzebuje dobre rządzenie? - spytał władca pewnego mędrca.
- Trzech rzeczy: broni, jedzenia i zaufania.
- A gdybym tych trzech nie mógł zapewnić, to z której można zrezygnować?
- Z broni.
- A gdyby i dwie było za wiele?
- To z jedzenia.
- Jak to? - zdziwił się władca. - Bez jedzenia podwładni umrą!
- Śmierć wcześniej lub później i tak jest udziałem całego stworzenia. Bez chleba, choćby przez krótki czas, jednak można rządzić i być posłusznym. Ale kiedy umiera zaufanie, i władca, i lud jemu powierzony - giną marnie.
Jezus mówi: wierzcie Mi. Bez zaufania mu twoja modlitwa nie ma sensu, ani twój chrzest, ani spowiedź, ani komunia, ani... nic nie ma sensu. Nawet gdybyś był uzbrojony po zęby i syty.
Niech błogosławi cię anioł pokory, niech wciąż szepcze ci do ucha, że owszem, dasz sobie radę i zrobisz wiele, ale nie sam, tylko z Jezusem.

3. tydzień Okresu Wielkanocnego

3. tydzień Okresu Wielkanocnego - niedziela

Robert Zund, Droga do Emaus, 1877

Łk 24,13–35: Oto dwaj uczniowie Jezusa tego samego dnia, w pierwszy dzień tygodnia, byli w drodze do wsi, zwanej Emaus, oddalonej sześćdziesiąt stadiów od Jerozolimy. Rozmawiali oni ze sobą o tym wszystkim, co się wydarzyło. Gdy tak rozmawiali i roz­prawiali ze sobą, sam Jezus przybliżył się i szedł z nimi. Lecz oczy ich były niejako na uwięzi, tak że Go nie poznali.
On zaś ich zapytał: „Cóż to za rozmowy prowadzicie ze sobą w drodze?”. Zatrzymali się smutni. A jeden z nich, imie­niem Kleofas, odpowiedział Mu: „Ty jesteś chyba jedynym z przebywających w Jerozolimie, który nie wie, co się tam w tych dniach stało”.
Zapytał ich: „Cóż takiego?”.
Odpowiedzieli Mu: „To, co się stało z Jezusem z Nazaretu, który był prorokiem potężnym w czynie i słowie wobec Boga i całego ludu; jak arcykapłani i nasi przywódcy wydali Go na śmierć i ukrzyżowali. A myśmy się spodziewali, że właśnie On miał wyzwolić Izraela. Teraz zaś po tym wszystkim dziś już trzeci dzień, jak się to stało. Co więcej, niektóre z naszych kobiet przeraziły nas: były rano u grobu, a nie znalazłszy Jego ciała, wróciły i opowiedziały, że miały widzenie aniołów, którzy zapewniają, iż On żyje. Poszli niektórzy z naszych do grobu i zastali wszystko tak, jak kobiety opowiadały, ale Jego nie widzieli”.
Na to On rzekł do nich: „O, nierozumni, jak nieskore są wasze serca do wierzenia we wszystko, co powiedzieli prorocy! Czyż Mesjasz nie miał tego cierpieć, aby wejść do swojej chwały?”. I zaczynając od Mojżesza poprzez wszystkich proroków wykła­dał im, co we wszystkich Pismach odnosiło się do Niego.
Tak przybliżyli się do wsi, do której zdążali, a On okazywał, jakoby miał iść dalej. Lecz przymusili Go, mówiąc: „Zostań z nami, gdyż ma się ku wieczorowi i dzień się już nachylił”. Wszedł więc, aby zostać z nimi. Gdy zajął z nimi miejsce u stołu, wziął chleb, odmówił błogosławieństwo, połamał go i dawał im, Wtedy otworzyły się im oczy i poznali Go, lecz On zniknął im z oczu. I mówili nawzajem do siebie: „Czy serce nie pałało w nas, kiedy rozmawiał z nami w drodze i Pisma nam wyjaśniał?”.
W tej samej godzinie wybrali się i wrócili do Jerozolimy. Tam zastali zebranych Jedenastu i innych z nimi, którzy im oznajmili: „Pan rzeczywiście zmartwychwstał i ukazał się Szymonowi”. Oni również opowiadali, co ich spotkało w drodze, i jak Go poznali przy łamaniu chleba.

- Amen! - odpowiedzieli domownicy na koniec błogosławieństwa, którego ksiądz proboszcz szczodrobliwie udzielił im na rozpoczęcie wizyty duszpasterskiej.
- Usiądźmy - jegomość ciężko zwalił się na krzesło.
- A, prosimy, bardzo prosimy - gospodyni skinęła zachęcająco i usiadła z prawej. Dzieci stały dalej z boku, niecierpliwie przestępując z nogi na nogę. Wojciech - gospodarz - zajął miejsce naprzeciw dostojnego gościa. Usiadł jednak niepewnie, na samym brzegu krzesła, jakby się bał księżowskich odwiedzin.
- To może tu u was od najmłodszych zacznę - proboszcz posadził sobie na kolanach najbliżej stojącego chłopczyka.
- A to rzeczywiście nasz najmłodszy, Józik. Dwa roki będzie miał w lutym, ale zuch chłopak. - wyjaśniła Wojciechowa.
- Pamiętam, chrzciłem go przecież - żachnął się gość.
- A Zosia w listopadzie skończyła cztery -objaśniała w dalszym ciągu gospodyni - no i Krzyś, co ministrantem jest...
Chłopak, choć stał z dala, najmniej wydawał się być obecnością księdza zbity z tropu. Widywał go przecież i częściej niż pozostali domownicy, i, kiedy stał w kącie zakrystii ubrany w białą komżę czy też przy ołtarzu, z mniejszej odległości.
- A jak wam ten Rok Pański minął?
- Zdrowo i spokojnie, księże dobrodzieju - kobieta nie wiedząc, co począć z rękami, bawiła się obrączką.
- Oby ten nowy nie był gorszy - dopowiedział gospodarz.
- Skoroście się już i wy, Wojciechu, odezwali, to powiem wam, że do was, to ja mam taką jedną sprawę.
Oczy chłopa się zaiskrzyły ciekawością, przed którą wcześniejsza, niewyraźna bojaźń uciekła gdzieś, jak zbity pies.
- Chodzi mi o to, że was rzadko w kościele widzę - ksiądz odchrząknął nieco, jakby nie był całkiem pewny swego. - W kościele rzadko, a w karczmie, znaczy się w niedzielę, a właściwie nie w karczmie, tylko kiedy z niej już chwiejnym krokiem wychodzicie - często. Jak tak dalej pójdzie, to się chyba jednak w raju nie spotkamy!
- W raju się nie spotkamy? - Wojciech robił wrażenie szczerze zdziwionego - A co też ksiądz dobrodziej za grzechy ma takie, żebyśmy się w raju spotkać nie mieli?
Oczy na uwięzi. Ma je ten, kto widząc drzazgę w oku brata, belki we własnym nie widzi. Cierpi z ich powodu każdy, kto w bliźnim celnika i grzesznika miast człowieka, a przez to i samego Chrystusa dostrzega. Oby tylko owo łamanie chleba, które pozwala rozpoznać kim są ci wszyscy spotkani na drodze życia, nie przyszło za późno...


3. tydzień Okresu Wielkanocnego - poniedziałek

J 6,22-29: Nazajutrz po rozmnożeniu chlebów lud, stojąc po drugiej stronie jeziora, spostrzegł, że poza jedną łodzią nie było tam żadnej innej oraz że Jezus nie wsiadł do łodzi razem ze swymi uczniami, lecz że Jego uczniowie odpłynęli sami. Tymczasem w pobliże tego miejsca, gdzie spożyto chleb po modlitwie dziękczynnej Pana, przypłynęły od Tyberiady inne łodzie.
A kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że nie ma tam Jezusa, a także Jego uczniów, wsiedli do łodzi, przybyli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy Go zaś odnaleźli na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?”
W odpowiedzi rzekł im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, żeście widzieli znaki, ale dlatego, żeście jedli chleb do sytości. Troszczcie się nie o ten pokarm, który ginie, ale o ten, który trwa na wieki, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec”.
Oni zaś rzekli do Niego: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boże?”
Jezus odpowiadając, rzekł do nich: „Na tym polega dzieło zamierzone przez Boga, abyście uwierzyli w Tego, którego On posłał”.

Sposób na upolowanie małpy: w dziupli z wąskim otworem umieść świeżego banana, albo inny smakowity kąsek. Małpa widząc to przybiegnie tutaj, skoro tylko się nieco oddalisz. Z trudem wsadzi rękę do dziupli i chwyci owoc. Lecz trzymając go, nie będzie w stanie wyjąć łapy z dziupli. Znieruchomieje, bo żal jej będzie pożegnać się ze smakowitym kąskiem. Wówczas łatwo ją podejdziesz i schwytasz.
Jezus łapie ludzi na rozmnożony chleb. Jednak nie dla przyjemności, zysku lub zabawy, ale dla ich dobra. I to wiecznego.
Coś się nie udaje, idzie nie tak. Idź do Komunii. Pozwól, by Jezus złapał cię na Chleb – złapał i już nigdy nie wypuścił.


3. tydzień Okresu Wielkanocnego - wtorek

J 6,30-35: W Kafarnaum lud powiedział do Jezusa:
„Jakiego dokonasz znaku, abyśmy go widzieli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: «Dał im do jedzenia chleb z nieba»”.
Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój da wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”.
Rzekli więc do Niego: „Panie, dawaj nam zawsze tego chleba”.
Odpowiedział im Jezus: „Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”.

Jak zbudować most nad przepaścią? Przy pomocy latawca. Przywiązuje się doń lichy sznurek, który w ten sposób przerzuca się na przeciwległy skraj przepaści. Potem do sznurka przewiązuje się powróz, do powroza drut, wreszcie stalową linę, na której zawiśnie cała konstrukcja z jezdnią, ścieżką dla pieszych i barierkami. A kiedy przez most ruszą pojazdy i ludzie, o latawcu, od którego wszystko się zaczęło, nikt już nie będzie pamiętał.
Jezus zaczyna od lichych kawałków chleba, którymi karmi tłumy, by wreszcie dać im prawdziwy pokarm z nieba. To, co wielkie, zaczyna się od tego co małe, liche, niepozorne, niczym lawina – od małego kamienia lub burza – od pierwszej kropli.
Chcesz zrobić coś wielkiego? Zacznij od czegoś małego. Dam ci przykład: chciałbyś uczynić świat lepszym? O.K. W takim razie zacznij od jednego człowieka – od siebie.


3. tydzień Okresu Wielkanocnego - środa

J 6,35-40: Jezus powiedział do ludu:
„Jam jest chleb życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie. Powiedziałem wam jednak: Widzieliście Mnie, a przecież nie wierzycie. Wszystko, co Mi daje Ojciec, do Mnie przyjdzie, a tego, który do Mnie przychodzi, precz nie odrzucę, ponieważ z nieba zstąpiłem nie po to, aby czynić swoją wolę, ale wolę Tego, który Mnie posłał.
Jest wolą Tego, który Mię posłał, abym ze wszystkiego, co Mi dał, niczego nie stracił, ale żebym to wskrzesił w dniu ostatecznym. To bowiem jest wolą Ojca mego, aby każdy, kto widzi Syna i wierzy w Niego, miał życie wieczne. A Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym?”.

Gospodyni dziwiła się, że w najciemniejszym kącie piwnicy wyrosły i zakwitły przechowywane tutaj ziemniaki. Dopiero po chwili uważnej obserwacji znalazła przyczynę tego niezwykłego zjawiska. Na środku stropu piwnicy, na zardzewiałym haku wisiał stary miedziany sagan. Nikłe promienie słońca, wpadające przez okienko w drugim końcu piwnicy, dotarłszy od niego, przez kilka godzin dziennie oświetlały ciemny zakątek z ziemniakami. To wystarczyło, by wyrosły i zakwitły.
Jezus odbija chwałę Ojca, pozwalając nam Go poznać i napełnić się jej blaskiem, a tym samym wydać zakwitnąć i zaowocować. Nie, żebym przyrównywał Jezusa do miedzianego sagana, ale trochę tak to działa.
Otrząśnij się z ciemności. Poszukaj Blasku. Idź za Światłem. Nie zatrzymuj go dla siebie, ale pozwól, by odbiwszy się w twoich słowach i uczynkach, dotarło Ono do innych i przyczyniło się do ich wzrostu.

3. tydzień Okresu Wielkanocnego - czwartek

J 6,44-51: Jezus powiedział do ludu:
„Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli go nie pociągnie Ojciec, który Mnie posłał; Ja zaś wskrzeszę go w dniu ostatecznym. Napisane jest u Proroków: «Oni wszyscy będą uczniami Boga».
Każdy, kto od Ojca usłyszał i nauczył się, przyjdzie do Mnie. Nie znaczy to, aby ktokolwiek widział Ojca; jedynie Ten, który jest od Boga, widział Ojca. Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Kto we Mnie wierzy, ma życie wieczne.
Jam jest chleb życia. Ojcowie wasi spożywali mannę na pustyni i pomarli. To jest chleb, który z nieba zstępuje: kto go spożywa, nie umrze. Ja jestem chlebem żywym, który zstąpił z nieba. Jeśli kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki. Chlebem, który Ja dam, jest moje ciało za życie świata”.

Sąsiad spotyka sąsiada, ciągnącego solidny łańcuch.
- Witajcie, panie sąsiedzie.
- Ano, witajcie.
- Dlaczegóż to tak, panie sąsiedzie, ten łańcuch ciągniecie?
- A co, mam go pchać?
Nikt nie może przyjść do Mnie – mówi Jezus – jeśli go nie pociągnie Ojciec. Najciekawsze jest to „pociągnie”, wskazuje ono bowiem na to, jak bardzo Bóg szanuje człowieka, jego wolność i wolę, skoro nie działa na siłę, nie popycha, tylko pociąga.
Też pociągaj innych. Pamiętaj – pociągać, to znaczy iść przodem, dawać przykład. W odróżnieniu od „pchać”, które oznacza nakładanie ciężarów, co to się ich samemu nie dźwiga.


3. tydzień Okresu Wielkanocnego - piątek

J 6,52-59: Żydzi sprzeczali się między sobą mówiąc: „Jak On może nam dać swoje ciało na pożywienie?”
Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę powiadam wam: Jeżeli nie będziecie spożywali ciała Syna Człowieczego i nie będziecie pili krwi Jego, nie będziecie mieli życia w sobie. Kto spożywa moje ciało i pije moją krew, ma życie wieczne, a Ja go wskrzeszę w dniu ostatecznym.
Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojem. Kto spożywa moje ciało i pije krew moją, trwa we Mnie, a Ja w nim.
Jak Mnie posłał żyjący Ojciec, a Ja żyję przez Ojca, tak i ten, kto Mnie spożywa, będzie żył przeze Mnie. To jest chleb, który z nieba zstąpił. Nie jest on taki jak ten, który jedli wasi przodkowie, a poumierali. Kto spożywa ten chleb, będzie żył na wieki”.
To powiedział ucząc w synagodze w Kafarnaum.

Powszechnie się dziwiono, mówiąc:
- Zobaczcie, takie stare drzewo prze drodze, powyginane i nieładne, liści na nim niewiele, gałązki koślawe i naciągnięte ku ziemi, w owoców wciąć takie mnóstwo…
Wyciągali ręce i rwali owoce, a drzewo wciąż rodziło nowe. Aż skrawek ziemi przy drodze kupił pewien człowiek. Wzniósł ogrodzenie i zabronił ludziom zrywać owoców ze starego drzewa.
- Moje i basta. Nie dla was – zapowiedział. Sam zresztą tych owoców też nie zrywał.
A drzewo? Smutno to napisać, ale wkrótce uschło sromotnie. To właśnie zrywanie owoców i rodzenie nowych sprawiało, że wciąż rześko krążyły w nim życiodajne soki.
Jezus na to przyszedł na świat, aby dać siebie. Przestać karmić się Nim, oznacza tyle samo, co powtórnie przybić Go do krzyża.
Wyciągnij rękę, zaczerpnij Jezusa. Trwajcie w sobie nawzajem. Jeśli będziesz chodził do piekarni tylko po to, by oglądać wystawę, wkrótce obaj – zarówno ty, jak i piekarz – wkrótce umrzecie z głodu. Ze Mszą świętą bez Komunii – aż strach pomyśleć – może być podobnie.


3. tydzień Okresu Wielkanocnego - sobota

J 6,55.60-69: W synagodze w Kafarnaum Jezus powiedział: „Ciało moje jest prawdziwym pokarmem, a krew moja jest prawdziwym napojeni”.
Wielu spośród Jego uczniów, którzy to usłyszeli mówiło: „Trudna jest ta mowa. Któż jej może słuchać?”
Jezus jednak świadom tego, że uczniowie Jego na to szemrali, rzekł do nich: „To was gorszy? A gdy ujrzycie Syna Człowieczego, jak będzie wstępował tam, gdzie był przedtem? Duch daje życie; ciało na nic się nie przyda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem. Lecz pośród was są tacy, którzy nie wierzą”.
Jezus bowiem od początku wiedział, którzy to są, co nie wierzą, i kto miał Go wydać. Rzekł więc: „Oto dlaczego wam powiedziałem: Nikt nie może przyjść do Mnie, jeżeli mu to nie zostało dane przez Ojca”. Odtąd wielu uczniów Jego się wycofało i już z Nim nie chodziło. Rzekł więc Jezus do Dwunastu: „Czyż i wy chcecie odejść?”
Odpowiedział Mu Szymon Piotr: „Panie, do kogóż pójdziemy? Ty masz słowa życia wiecznego. A myśmy uwierzyli i poznali, że Ty jesteś Świętym Boga”.

- Życie jest jak motyl.
- To może twoje, takie kolorowe i beztroskie. Ja o swoim życiu tego nie mogę powiedzieć.
- Mylisz się. Życie jest jak motyl, ale pod innym względem.
- Pod jakim?
- Próbujesz schwytać motyla, biegniesz za nim, klaszcze pułapką dłoni, A on ci się wymyka. Ale czasem wystarczy, byś przystanął, albo usiadł, a on, nieproszony, zatacza koło i spoczywa na twojej głowie lub ramieniu. Teraz już rozumiesz, co miałem na myśli, mówiąc, że życie jest jak motyl?
Ciągle biegniesz, próbujesz uchwycić prawdę, piękno, sens, nie wiadomo, co jeszcze. Posłuchaj wyznania Piotr: Panie, do kogóż pójdziemy, Ty masz słowa życia wiecznego.
Zatrzymaj się, usiądź w pobliżu Chrystusa, a On sam napełni twoje serce.