codzienne rozważanie Słowa Bożego

PrzeCZYTAJ, przeMYŚL, przeŻYJ, przeMÓW do innych, poSŁUCHAJ "Anioła Beskidów".

5. tydzień zwykły

5. tydzień zwykły - poniedziałek

Mk 6,53-56
Gdy Jezus i uczniowie Jego się przeprawili, przypłynęli do ziemi Genezaret i przybili do brzegu.
Skoro wysiedli z łodzi, zaraz Go poznano. Ludzie biegali po całej owej okolicy i zaczęli znosić na noszach chorych, tam gdzie, jak słyszeli, przebywa. I gdziekolwiek wchodził do wsi, do miast czy do osad, kładli chorych na otwartych miejscach i prosili Go, żeby choć frędzli u Jego płaszcza mogli się dotknąć. A wszyscy, którzy się Go dotknęli, odzyskiwali zdrowie.

Niezbyt trzeźwy mężczyzna wraca późnym wieczorem do domu. Wychodzi na piętro kamienicy, w której mieszka. Wspinając się po schodach zgrzał się nieco, więc zdejmuje płaszcz. Kiedy manipuluje kluczem w zamku płaszcz zsuwa się z jego ręki i turlając po schodach spada na sam dół. Zniechęcony mężczyzna ostrożnie schodzi w ślad za nim, schyla się z mozołem i podnosząc płaszcz wzdycha głęboko:
- Całe szczęście, że mnie w tym płaszczu nie było...

Jezus - na całe szczęście - jest w swoim płaszczu, a ludzie mogą dotknąć jego frędzli - to tradycyjny znak wierności Bożym przykazaniom. W ten sposób Jezus dając łaskę, niejako przy okazji uczy posłuszeństwa Ojcu.


5. tydzień zwykły - wtorek

Mk 7,1-13
U Jezusa zebrali się faryzeusze i kilku uczonych w Piśmie, którzy przybyli z Jerozolimy. I zauważyli, że niektórzy z Jego uczniów brali posiłek nieczystymi, to znaczy nieumytymi rękami. Faryzeusze bowiem i w ogóle Żydzi, trzymając się tradycji starszych, nie jedzą, jeśli sobie rąk nie obmyją, rozluźniając pięść. I gdy wrócą z rynku, nie jedzą, dopóki się nie obmyją. Jest jeszcze wiele innych zwyczajów, które przejęli i których przestrzegają, jak obmywanie kubków, dzbanków, naczyń miedzianych.
Zapytali Go więc faryzeusze i uczeni w Piśmie: „Dlaczego Twoi uczniowie nie postępują według tradycji starszych, lecz jedzą nieczystymi rękami?”
Odpowiedział im: „Słusznie prorok Izajasz powiedział o was obłudnikach, jak jest napisane: «Ten lud czci Mnie wargami, lecz sercem swym daleko jest ode Mnie. Ale czci Mnie na próżno, ucząc zasad, podanych przez ludzi». Uchyliliście przykazanie Boże, a trzymacie się ludzkiej tradycji, dokonujecie obmywania dzbanków i kubków. I wiele innych podobnych rzeczy czynicie”.
I mówił do nich: „Umiecie dobrze uchylać przykazanie Boże, aby swoją tradycję zachować. Mojżesz tak powiedział: «Czcij ojca swego i matkę swoją» oraz: «Kto złorzeczy ojcu lub matce, niech śmiercią zginie». A wy mówicie: «Jeśli kto powie ojcu lub matce: Korban, to znaczy darem złożonym w ofierze jest to, co by ode mnie miało być wsparciem dla ciebie», to już nie pozwalacie mu nic uczynić dla ojca ni dla matki. I znosicie słowo Boże przez waszą tradycję, którąście sobie przekazali. Wiele też innych tym podobnych rzeczy czynicie”.

Na koncercie dostrzegł tak piękną kobietę, że zakochał się w niej od pierwszego wejrzenia. Zaczął jej szukać, rozpytywać o nią, tęsknić i marzyć. Zaczął też pisać gorące uczuciami listy, które chował do szuflady. W końcu, po wielu tygodniach, spotkał kogoś, kto ją znał i przez tego kogoś umówił się z nią na spotkanie.
Kiedy usiedli na umówionej ławeczce parkowej wyjął zza pazuchy zawiniątko z listami i zaczął czytać jeden po drugim, jak to tęskni za nią i pragnie ją spotkać. Po kwadransie straciła cierpliwość:
- Głupi jesteś - powiedziała przerywając rzewliwą lekturę. - Zanudzasz mnie lekturą listów o tęsknocie, jakbyś nie zauważył że siedzę tuż obok ciebie, na wyciągnięcie ręki...

Życie wyłącznie przeszłością, proroctwami i przepisami, wieszczącymi nadejście Mesjasza może zaślepić na jego rzeczywistą obecność. Ciesz się więc Jego obecnością. Mówienie o tęsknocie za Bogiem jest co nieco nie na miejscu, skoro Bóg zawsze jest tuż obok, na wyciągnięcie ręki.


5. tydzień zwykły - środa

Mk 7,14-23
Jezus przywołał znowu tłum do siebie i rzekł do niego: „Słuchajcie Mnie wszyscy i zrozumiejcie. Nic nie wchodzi z zewnątrz w człowieka, co mogłoby uczynić go nieczystym; lecz co wychodzi z człowieka, to czyni człowieka nieczystym. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
Gdy się oddalił od tłumu i wszedł do domu, uczniowie pytali Go o to przysłowie. Odpowiedział im: „I wy tak niepojętni jesteście? Nie rozumiecie, że nic z tego, co z zewnątrz wchodzi w człowieka, nie może uczynić go nieczystym; bo nie wchodzi do jego serca, lecz do żołądka i na zewnątrz się wydala”. Tak uznał wszystkie potrawy za czyste.
I mówił dalej: „Co wychodzi z człowieka, to czyni go nieczystym. Z wnętrza bowiem, z serca ludzkiego pochodzą złe myśli, nierząd, kradzieże, zabójstwa, cudzołóstwa, chciwość, przewrotność, podstęp, wyuzdanie, zazdrość, obelgi, pycha, głupota. Całe to zło z wnętrza pochodzi i czyni człowieka nieczystym”.

Żyjący w odosobnieniu mnich przyszedł do opata:
- Moja pustelnia strasznie cuchnie. Czy mogę zmienić ją na nową?
Opat się zgodził. Po pół roku mnich ugiął się przed opatem z taką samą prośbą. Opat również przychylił się tej prośbie. Kiedy po kolejnych sześciu miesiącach po raz trzeci przedstawił identyczną sprawę, opat postanowił przyjrzeć się problemowi nieco uważniej. Po wnikliwym badaniu przedstawił jego wynik mnichowi:
- Mój drogi, na nic się zda zmiana pustelni co kilka miesięcy, bowiem źródłem tego nieprzyjemnego zapachu jesteś ty sam.

Często..., nie - zawsze człowiek szuka źródła zła na zewnątrz. A Jezus dziś przedstawia wyniki własnych badań ludzkiego wnętrza w tym względzie: źródłem zła jest twoje wnętrze, jesteś nim ty sam.


5. tydzień zwykły - czwartek

Mk 7,24-30
Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu.
Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki.
Odrzekł jej: „Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom”.
Ona Mu odparła: „Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci”.
On jej rzekł: „Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę”. Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł.

Byli bardzo młodym małżeństwem. I bardzo biednym: on posiadał tylko zegarek, ale bez paska. Je całym majątkiem były piękne, długie włosy, których nie miała jednak czym uczesać, w związku z czym zawsze nosiła na głowie chustkę. Na pierwszą rocznice ślubu, jedno w tajemnicy przed drugim postanowili zrobić sobie nawzajem jakiś miły, drobny prezent. Zaczęła ona:
- Kupiłam ci, kochany, pasek do twojego zegarka.
On, nieco zmieszany wyjął z kieszeni małe zawiniątko.
- A ja kupiłem ci grzebień. Tylko... wiesz... ten pasek nie będzie mi potrzebny, bo żeby kupić ci grzebień, sprzedałem zegarek.
- To nic, kochanie, bo ja, żeby kupić ci pasek do zegarka ścięłam i sprzedałam moje włosy.

Jezus przypomina o właściwej kolejności: najpierw jedzenie dla dzieci, potem dla psów. Nie jest to „ekologiczna” kolejność. Ale faktycznie nie o samą kolejność tutaj tylko idzie. Cała historia z Syrofenicjanką jest dowodem konieczności dialogu i rozmowy, bez których międzyludzkie relacje ocierają się o ból.


5. tydzień zwykły - piątek

Mk 7,31-37
Jezus opuścił okolice Tyru i przez Sydon przyszedł nad Jezioro Galilejskie, przemierzając posiadłości Dekapolu.
Przyprowadzili Mu głuchoniemego i prosili Go, żeby położył na niego rękę. On wziął Go na bok osobno od tłumu, włożył palce w jego uszy i śliną dotknął mu języka; a spojrzawszy w niebo, westchnął i rzekł do niego: „Effatha”, to znaczy: „Otwórz się”. Zaraz otworzyły się jego uszy, więzy języka się rozwiązały i mógł prawidłowo mówić.
Jezus przykazał im, żeby nikomu nie mówili. Lecz im bardziej przykazywał, tym gorliwiej to rozgłaszali.
I pełni zdumienia mówili: „Dobrze uczynił wszystko. Nawet głuchym słuch przywraca i niemym mowę”.

Chłop pewien przyjechał do miasta w odwiedziny do rodzonego brata.
Kiedy szli zgiełkliwą ulicą, przybysz zatrzymał się gwałtownie.
- Słyszysz? - chwycił za rękę.
- Co? Ulica, auta jeżdżą, ludzie drepcą, gadają, ciamkają lody...
- Nie, jeszcze coś, świerszcz tu gdzieś rzępoli, poczekaj, o tu, w klombie...
Chłopu udało się znaleźć świerszcza.
- Ty, popatrz, nie usłyszałem - brat stał zmieszany.
- Bo wam tu w mieście nie świerszcze w głowie.
- A co?
Chłop wyjął z kieszeni dwa złote i ostentacyjnie upuścił monetę na chodnik. Na ten odgłos kilkunastu przechodniów odruchowo zwolniło, a kilku nawet zaczęło się rozglądać, czy może nie uda im się znaleźć szczęśliwie małego pieniążka.

Otwórz się - woła Jezus- otwórz się, by usłyszeć coś innego, niż tylko odgłosy tego świata. Bo trzeba usłyszeć miłość, dobro, spokój, nawet ciszę też trzeba usłyszeć...


5. tydzień zwykły - sobota

Mk 8,1-10
Gdy znowu wielki tłum był z Jezusem i nie mieli co jeść, przywołał do siebie uczniów i rzekł im: „Żal mi tego tłumu, bo już trzy dni trwają przy Mnie, a nie mają co jeść. A jeśli ich puszczę zgłodniałych do domu, zasłabną w drodze; bo niektórzy z nich przyszli z daleka”.
Odpowiedzieli uczniowie: „Skąd tu na pustkowiu będzie mógł ktoś nakarmić ich chlebem?”
Zapytał ich: „Ile macie chlebów?”
Odpowiedzieli: „Siedem”.
I polecił ludowi usiąść na ziemi. A wziąwszy te siedem chlebów, odmówił dziękczynienie, połamał i dawał uczniom, aby je rozdzielali. I rozdali tłumowi. Mieli też kilka rybek. I nad tymi odmówił błogosławieństwo i polecił je rozdać.
Jedli do sytości, a pozostałych ułomków zebrali siedem koszów. Było zaś około czterech tysięcy ludzi. Potem ich odprawił.
Zaraz też wsiadł z uczniami do łodzi i przybył w okolice Dalmanuty.

Dwóm przestępcom zasługującym na śmierć król wyznaczył niezwykły sposób egzekucji bądź łaski: kazał im przejść po linie rozciągniętej nad bezdenną przepaścią. Jeśliby dotarli szczęśliwie na drugi brzeg, mogli zachować swoje życie.
Pierwszy ze skazańców ruszył śmiało naprzód... i przeszedł. Uradowany zaczął skakać z radości. Wówczas ten drugi pokrzykując zaczął go prosić:
- Jak tego dokonałeś?
- Nie wiem - odpowiedział. - Jakoś tak po prostu: kiedy ciągnęło mnie w lewo, odchylałem sie w prawo i odwrotnie. Oto cały sekret.

Gdyby zapytać apostołów, w jaki sposób nakarmili tłumy, odpowiedzieliby: nie wiemy. Po prostu: kiedy brakowało im chleba w rękach, szli do Jezusa i brali kolejne kawałki. I w ten sposób starczyło chleba dla wszystkich. Tak jest z łaską, dobrem, miłością, ze wszystkim w życiu: jeżeli czegoś zaczyna brakować, trzeba po prostu - nie pytając o nic - iść do Jezusa.

4. tydzień zwykły

4. tydzień zwykły - poniedziałek Mk 5,1-20 Jezus i uczniowie Jego przybyli na drugą stronę jeziora do kraju Gerazeńczyków. Ledwie wysiadł z łodzi, zaraz wybiegł Mu naprzeciw z grobów człowiek opętany przez ducha nieczystego. Mieszkał on stale w grobach i nawet łańcuchem nie mógł go już nikt związać. Często bowiem wiązano go w pęta i łańcuchy; ale łańcuchy kruszył, a pęta rozrywał, i nikt nie zdołał go poskromić. Wciąż dniem i nocą krzyczał, tłukł się kamieniami w grobach i po górach. Skoro z daleka ujrzał Jezusa, przybiegł, oddał Mu pokłon i krzyczał wniebogłosy: „Czego chcesz ode mnie, Jezusie, Synu Boga Najwyższego? Zaklinam Cię na Boga, nie dręcz mnie”. Powiedział mu bowiem: „Wyjdź, duchu nieczysty, z tego człowieka”. I zapytał go: „Jak ci na imię?” Odpowiedział Mu: „Na imię mi legion, bo nas jest wielu”. I prosił Go na wszystko, żeby ich nie wyganiał z tej okolicy. A pasła się tam na górze wielka trzoda świń. Prosili Go więc: „Poślij nas w świnie, żebyśmy w nie wejść mogli”. I pozwolił im. Tak duchy nieczyste wyszły i weszły w świnie. A trzoda około dwutysięczna ruszyła pędem po urwistym zboczu do jeziora. I potonęły w jeziorze. Pasterze zaś uciekli i rozpowiedzieli to w mieście i po zagrodach, a ludzie wyszli zobaczyć, co się stało. Gdy przyszli do Jezusa, ujrzeli opętanego, który miał w sobie legion, jak siedział ubrany i przy zdrowych zmysłach. Strach ich ogarnął. A ci, którzy widzieli, opowiedzieli im, co się stało z opętanym, a także o świniach. Wtedy zaczęli Go prosić, żeby odszedł z ich granic. Gdy wsiadł do łodzi, prosił Go opętany, żeby mógł zostać przy Nim. Ale nie zgodził się na to, tylko rzeki do niego: „Wracaj do domu, do swoich, i opowiadaj im wszystko, co Pan ci uczynił i jak ulitował się nad tobą”. Poszedł więc i zaczął rozgłaszać w Dekapolu wszystko, co Jezus z nim uczynił, a wszyscy się dziwili.

Egzorcysta pyta ducha nieczystego:
- Czym mogę cię wypędzić? Postem?
- Przecież jako duch i tak nie potrzebuję jedzenia...
- To może pragnieniem?
- Nie używam napojów...
- W takim razie czuwaniem?
- Nie potrzebuję snu...
- Więc czym? W imię Boga zaklinam cię, powiedz wreszcie!
- Pokorą. Bo racją mojego istnienia jest pycha...

Tajemnice zła:
1. Źródłem jest pycha.
2. Zło musi się jakoś materializować. Dlatego duch nieczysty przed opuszczeniem człowieka prosi Jezusa: poślij mnie do świń. Inaczej musiałby wrócić do Gehenny - miejsca, gdzie nie ma Boga.
3. Legion może oznaczać zarówno mnogość złych duchów (w starożytnym Rzymie legion składał się z co najmniej 6000 żołnierzy), może też oznaczać po prostu wojownika.
4. Zło powoduje zatarcie granicy między tragedią i komizmem. Dla Żydów wpuścić diabła w stado świń - zwierząt pogardzanych i nieczystych - to tak, jak dla nas posłużyć się w tym samym celu jakąś zgrają małp czy skunksów.
5. Gwałt się gwałtem odciska. Zło można zwyciężyć tylko dobrem: pokorą, życzliwością, nadstawionym drugim policzkiem

Parę dobrych rad:
1. Odpowiadaj spokojnie temu, kto na ciebie krzyczy.
2. Staraj się dyskutować na siedząco - postawa stojąca sprzyja agresji.
3. Zło kryje się w grobach i jaskiniach. Nie chowaj dobra. Nie zapala się światła i nie stawia pod korcem, ale na świeczniku, aby świeciło wszystkim, którzy są w domu.


4. tydzień zwykły - wtorek Mk 5, 21-43 Gdy Jezus przeprawił się z powrotem w łodzi na drugi brzeg, zebrał się wielki tłum wokół Niego, a On był jeszcze nad jeziorem. Wtedy przyszedł jeden z przełożonych synagogi, imieniem Jair. Gdy Go ujrzał, upadł Mu do nóg i prosił usilnie: „Moja córeczka dogorywa, przyjdź i połóż na nią ręce, aby ocalała i żyła”. Poszedł więc z nim, a wielki tłum szedł za Nim i zewsząd Go ściskali. A pewna kobieta od dwunastu lat cierpiała na upływ krwi. Wiele przecierpiała od różnych lekarzy i całe swe mienie wydała, a nic jej nie pomogło, lecz miała się jeszcze gorzej. Słyszała ona o Jezusie, więc zbliżyła się z tyłu, między tłumem, i dotknęła się Jego płaszcza. Mówiła bowiem: „Żebym się choć Jego płaszcza dotknęła, a będę zdrowa”. Zaraz też ustał jej krwotok i poczuła w ciele, że jest uzdrowiona z dolegliwości. A Jezus natychmiast uświadomił sobie, że moc wyszła od Niego. Obrócił się w tłumie i zapytał: „Kto dotknął się mojego płaszcza?” Odpowiedzieli Mu uczniowie: „Widzisz, że tłum zewsząd Cię ściska, a pytasz: «Kto się Mnie dotknął?»” On jednak rozglądał się, by ujrzeć tę, która to uczyniła. Wtedy kobieta przyszła zalękniona i drżąca, gdyż wiedziała, co się z nią stało, upadła przed Nim i wyznała Mu całą prawdę. On zaś rzekł do niej: „Córko, twoja wiara cię ocaliła, idź w pokoju i bądź uzdrowiona ze swej dolegliwości”. Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: „Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?” Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: „Nie bój się, wierz tylko”. I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia wszedł i rzekł do nich: „Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi”. I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: „Talitha kum”, to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań”. Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść.

Pewien człowiek miał zwyczaj od czasu do czasu spędzić noc w kościele na samotnej modlitwie. I nie chodziło tylko o pobożność, ale i o to, by przy okazji zyskać opinię pobożnego.
Pewnego wieczoru, u progu kolejnej nocy spędzonej w kościele, doznał uczucia, że nie jest sam. Tak, zdecydowanie czuł na swoich plecach czyjeś spojrzenie, jakieś uważnie wpatrujące się weń oczy. Tym mocniej więc zaczął szeptać pacierze, z trudem powstrzymując chęć spojrzenia za siebie, by sprawdzić, kto zacz. Ta aktorska modlitwa tak go pochłonęła, że nawet nie wiedział kiedy sen zmorzył jego biedne powieki.
Ocknął się o brzasku, gdy kościół wypełniała już delikatna poświata.
- Czy jest tu jeszcze ten ktoś? - przemknęło mu przez myśl pytanie. Nawet nie próbował się pokusie. Odwrócił wzrok - zdecydowanie, choć powoli. O kilka kroków za nim, w przejściu między ciężkimi, dębowymi ławkami, siedział sobie cichutko jakiś poczciwy, wiejski kundel, który pochwyciwszy jego spojrzenie radośnie zamachał ogonem.
Całą noc modlił się dla psa...

Jair i kobieta cierpiąca na krwotok - nie oglądając się na innych, spieszą do Jezusa. Bo prawdziwa wiara nie gapi się dookoła.


4. tydzień zwykły - środa Mk 6,1-6 Jezus przyszedł do swego rodzinnego miasta. A towarzyszyli Mu Jego uczniowie. Gdy nadszedł szabat, zaczął nauczać w synagodze. A wielu, przysłuchując się, pytało ze zdziwieniem: „Skąd On to ma? I co za mądrość, która Mu jest dana? I takie cuda dzieją się przez Jego ręce. Czy nie jest to cieśla, syn Maryi, a brat Jakuba, Józefa, Judy i Szymona? Czyż nie żyją tu u nas także Jego siostry?” I powątpiewali o Nim. A Jezus mówił im: „Tylko w swojej ojczyźnie, wśród swoich krewnych i w swoim domu może być prorok tak lekceważony”. I nie mógł tam zdziałać żadnego cudu, jedynie na kilku chorych położył ręce i uzdrowił ich. Dziwił się też ich niedowiarstwu. Potem obchodził okoliczne wsie i nauczał.

- Coś pan taki smutny? - pyta ksiądz proboszcz jednego ze swoich parafian zaraz po Mszy świętej w środę popielcową.
- Bo dziś ksiądz jegomość przypomniał tę najsmutniejszą prawdę: z prochu powstałeś i w proch sie obrócisz.
- Najsmutniejszą? - zdziwił się ksiądz. - Człowieku, smutek to by był wówczas, gdyby człowiek powstał ze złota, a obracał się w proch. Ale skoro zmierza dokładnie do takiego stanu, w jakim znajduje swój początek, nie może to być powodem do smutku.

Blokujące cuda niedowiarstwo jest czymś w rodzaju nieuzasadnionych pretensji wobec Pana Boga. O co? Że w proch obraca coś, co z prochu podźwignął? Przecież i w życiu, i w śmierci należymy do Niego.


4. tydzień zwykły - czwartek Mk 6,7-13 Jezus przywołał do siebie Dwunastu i zaczął rozsyłać ich po dwóch. Dał im też władzę nad duchami nieczystymi. I przykazał im, żeby nic z sobą nie brali na drogę prócz laski: ani chleba, ani torby, ani pieniędzy w trzosie. „Ale idźcie obuci w sandały i nie wdziewajcie dwóch sukien”. I mówił do nich: „Gdy do jakiego domu wejdziecie, zostańcie tam, aż stamtąd wyjdziecie. Jeśli w jakim miejscu was nie przyjmą i nie będą was słuchać, wychodząc stamtąd strząśnijcie proch z nóg waszych na świadectwo dla nich”. Oni więc wyszli i wzywali do nawrócenia. Wyrzucali też wiele złych duchów oraz wielu chorych namaszczali olejem i uzdrawiali.

Wędrowiec przysiadł obok straganu kupca przeróżnych tkanin, kiedy zbliżył się doń prosty tkacz, oferując kupcowi sprzedaż koca.
- Ile za niego chcesz? - spytał kupiec tkacza.
- Trzy złote monety.
- Trzy złote monety? Za taki podły, byle jaki, cienki koc? Dam ci dwie złote monety, nic więcej.
Tkacz zgodził się. Kupiec zwinął koc i włożył go do skrzyni obok straganu. Po pół godzinie przy straganie stanęła schludnie odziana niewiasta.
- Chcę kupić koc - oznajmiła.
Kupiec dobył ze skrzyni koc, który dopiero co był nabył, rozwinął go przed kobietą i zaczął zachwalać:
- To najlepszy, z najprzedniejszej wełny, najbarwniejszy i najcieplejszy koc. I w znakomitej cenie jedynie pięciu złotych monet.
Kobieta nie była skłonna do licytacji i po krótkich targach nabyła koc za cztery złote monety. Kiedy tylko oddaliła się nieco, wędrowiec zwrócił się do kupca:
- Zamknij mnie, proszę, na pół godziny w twojej skrzyni...
Kupiec spojrzał nań mocno zdziwiony.
- Zamknij mnie w nim, bo i ja, ja ten koc, chciałbym w tak krótkim czasie ulec tak wielkiej i wartościowej przemianie!

Jezus posyła uczniów, by przemieniali ludzi, by podnosili ich wartość. Każde spotkanie z Jezusem, także w jego apostołach, to okazja, by stać się cieplejszym, piękniejszym, barwniejszym - w niewiarygodnie krótkim czasie.


4. tydzień zwykły - piątek Mk 6,14-29 Król Herod posłyszał o Jezusie, gdyż Jego imię nabrało rozgłosu, i mówił: „Jan Chrzciciel powstał z martwych i dlatego moce cudotwórcze działają w nim”. Inni zaś mówili: „To jest Eliasz”; jeszcze inni utrzymywali, że to prorok, jak jeden z dawnych proroków. Herod, słysząc to, twierdził: „To Jan, którego kazałem ściąć, zmartwychwstał”. Ten bowiem Herod kazał pochwycić Jana i związanego trzymał w więzieniu z powodu Herodiady, żony brata swego Filipa, którą wziął za żonę. Jan bowiem wypominał Herodowi: „Nie wolno ci mieć żony twego brata”. A Herodiada zawzięła się na niego i rada byłaby go zgładzić, lecz nie mogła. Herod bowiem czuł lęk przed Janem, znając go jako męża prawego i świętego, i brał go w obronę. Ilekroć go posłyszał, odczuwał duży niepokój, a przecież chętnie go słuchał. Otóż chwila sposobna nadeszła, kiedy Herod w dzień swoich urodzin wyprawił ucztę swym dostojnikom, dowódcom wojskowym i osobom znakomitym w Galilei. Gdy córka tej Herodiady weszła i tańczyła, spodobała się Herodowi i współbiesiadnikom. Król rzekł do dziewczęcia: „Proś mię, o co chcesz, a dam ci”. Nawet jej przysiągł: „Dam ci, o co tylko poprosisz, nawet połowę mojego królestwa”. Ona wyszła i zapytała swą matkę: „O co mam prosić?” Ta odpowiedziała: „O głowę Jana Chrzciciela”. Natychmiast weszła z pośpiechem do króla i prosiła: „Chcę, żebyś mi zaraz dał na misie głowę Jana Chrzciciela”. A król bardzo się zasmucił, ale przez wzgląd na przysięgę i na biesiadników nie chciał jej odmówić. Zaraz też król posłał kata i polecił przynieść głowę jego. Ten poszedł, ściął go w więzieniu i przyniósł głowę jego na misie; dał ją dziewczęciu, a dziewczę dało swej matce. Uczniowie Jana, dowiedziawszy się o tym, przyszli, zabrali jego ciało i złożyli je w grobie.

Król szuka właściwego człowieka na stanowisko ministra finansów. Kolejnych kandydatów poddaje identycznej próbie, każdemu zadając to samo pytanie:
- Co byś zrobił, gdybyś znalazł na ulicy diament wielkości pięści?
- Szukałbym właściciela, żeby mu go oddać - odpowiedział pierwszy z chętnych do ministerialnej teki.
- Zabrałbym go, przecież należy mi się jako znalazcy! - przekonywał drugi.
Ale ministrem został trzeci, który na pytanie, co by zrobił, gdyby znalazł diament na ulicy, odpowiedział:
- Najjaśniejszy panie, niech mi dane będzie najpierw ten kamień znaleźć. A kiedy go już znajdę, to już na pewno będę wiedział, co z nim zrobić

Herod znalazł diament, a nawet dwa: Jana Chrzciciela, a później Jezusa. I oba znaleziska zmarnował. Dlaczego? Ze strachu. Strach przed Bogiem, popycha do marnowania Jego łaski. Bojaźń Boża tym różni się od strachu, że pociąga do poddania się Bożej łasce.


4. tydzień zwykły - sobota Mk 6,30-34 Po swojej pracy apostołowie zebrali się u Jezusa i opowiedzieli Mu wszystko, co zdziałali i czego nauczali. A On rzekł do nich: „Pójdźcie wy sami osobno na miejsce pustynne i wypocznijcie nieco”. Tak wielu bowiem przychodziło i odchodziło, że nawet na posiłek nie mieli czasu. Odpłynęli więc łodzią na miejsce pustynne osobno. Lecz widziano ich odpływających. Wielu zauważyło to i zbiegli się tam pieszo ze wszystkich miast, a nawet ich uprzedzili. Gdy Jezus wysiadł, ujrzał wielki tłum i zdjęła Go litość nad nimi; byli bowiem jak owce nie mające pasterza. I zaczął ich nauczać.

Po całym dniu męczącej pracy oboje małżonkowie opadli z sił. Zdołali tylko umyć zęby, ona włożyła nocna koszulę, on piżamę i położyli się do łóżka. Sen jednak nie przychodził. Dlaczego?
- Nie mogę zasnąć, kiedy jest jasno. Zapomnieliśmy zgasić światło - powiedziała żona. - A ja jestem tak zmęczona, że nie mogę wstać by je zgasić - dodała znaczącą.
- To jeszcze nic - westchnął ciężko mąż - ja jestem tak zmęczony, że nie miałem siły nawet na to, żeby ci o tym powiedzieć...

Choćbyś był nie wiem jak zmęczony, idź do Jezusa. A jeśli nie masz już sił, by iść, to przynajmniej powiedz mu o swojej słabości. Nie, nigdy nie jesteś aż tak zmęczony, żeby nie móc powiedzieć Jezusowi, jak bardzo potrzebujesz sił od Niego.

3. tydzień zwykły

3. tydzień zwykły - poniedziałek

Mk 3,22-30
Uczeni w Piśmie, którzy przyszli z Jerozolimy, mówili o Jezusie: „Ma Belzebuba i przez władcę złych duchów wyrzuca złe duchy”.
Wtedy Jezus przywołał ich do siebie i mówił im w przypowieściach: „Jak może szatan wyrzucać szatana? Jeśli jakieś królestwo wewnętrznie jest skłócone, takie królestwo nie może się ostać. I jeśli dom wewnętrznie jest skłócony, to taki dom nie będzie mógł się ostać. Jeśli więc szatan powstał przeciw sobie i wewnętrznie jest skłócony, to nie może się ostać, lecz koniec z nim. Nie, nikt nie może wejść do domu mocarza i sprzęt mu zagrabić, jeśli mocarza wpierw nie zwiąże, i wtedy dom jego ograbi.
Zaprawdę powiadam wam: wszystkie grzechy i bluźnierstwa, których by się ludzie dopuścili, będą im odpuszczone. Kto by jednak zbluźnił przeciw Duchowi Świętemu, nigdy nie otrzyma odpuszczenia, lecz winien jest grzechu wiecznego”. Mówili bowiem: „Ma ducha nieczystego”.

W czasach, kiedy w kościołach nie było jeszcze prądu organista potrzebował pomocnika, który depcząc drewnianą dźwignię pompował powietrze do miechów, stąd dostarczane następnie do piszczałek. To deptanie nazywano „kalikowaniem”, a depczącego określano mianem „kalikanta”.
- To co, ostatnią Mszę dzisiaj gramy i do domu! - zagadnął pomocnik organistę w zacnym kościele.
- Jak to gramy? - oburzył się mistrz klawiatury. - Jak to gramy? Ja gram!
Zaczęła się Msza. Próżno organista przebiega palcami po klawiaturze. Organy milczą. Nawet mdły podmuch powietrza nie dociera do piszczałek, więc trudno oczekiwać, że wydadzą jakikolwiek dźwięk. By ratować resztki honoru intonuje pieśń, która kościół śpiewa a capella. Zaraz też biegnie do pomocnika ukrytego za ściana piszczałek. Kalikant siedzi z założonymi rękami.
- Przepraszam - organista wyciąga rękę na zgodę. Podczas kolejnej pieśni organy swym dźwiękiem wprawiają mury zacnego kościoła w drżenie.

Faryzeusze miotają w stronę Jezusa stek oskarżeń. Nie jest nam potrzebny, sami sobie poradzimy - myślą. Głupcy. Wszak sami z siebie nie wydadzą nawet lichego dźwięku. Dopiero tchnienie Jezusa budzi wprawiającą w drżenie melodię.


3. tydzień zwykły - wtorek

Mk 3,31-35
Nadeszła Matka Jezusa i bracia i stojąc na dworze, posłali po Niego, aby Go przywołać. Właśnie tłum ludzi siedział wokół Niego, gdy Mu powiedzieli: „Oto Twoja Matka i bracia na dworze pytają się o Ciebie”.
Odpowiedział im: „Któż jest moją matką i którzy są braćmi?” I spoglądając na siedzących dokoła Niego rzekł: „Oto moja matka i moi bracia. Bo kto pełni wolę Bożą, ten Mi jest bratem, siostrą i matką”.

Nie był księdzem. Nie mówił kazań. Nie potrafił pięknie śpiewać. Jedynie co mógł zrobić, to zaprosić na niedzielny obiad dwie, trzy osoby. I robił to. Przy okazji rozmawiał z nimi o Panu Bogu.
Trwało to trzydzieści lat. Już na łożu śmierci doliczył się stu pięćdziesięciu ludzi, których w ten sposób udało mu się nawrócić.

Nie trzeba być Matką czy bratem Jezusa, nie trzeba być papieżem, biskupem ani księdzem, by nawracać ludzi, żeby ich przyciągać do Pana Boga. Wystarczy odrobina dobrych chęci, zamieniona w czyn.


3. tydzień zwykły - środa

Mk 4,1-20
Jezus znowu zaczął nauczać nad jeziorem i bardzo wielki tłum ludzi zebrał się przy Nim. Dlatego wszedł do łodzi i usiadł w niej na jeziorze, a cały lud stał na brzegu jeziora. Uczył ich wiele w przypowieściach i mówił im w swojej nauce:
„Słuchajcie: Oto siewca wyszedł siać. A gdy siał, jedno padło na drogę; i przyleciały ptaki, i wydziobały je. Inne padło na miejsce skaliste, gdzie nie miało wiele ziemi, i wnet wzeszło, bo gleba nie była głęboka. Lecz po wschodzie słońca przypaliło się i nie mając korzenia, uschło. Inne znów padło między ciernie, a ciernie wybujały i zagłuszyły je, tak że nie wydało owocu. Inne w końcu padły na ziemię żyzną, wzeszły, wyrosły i wydały plon: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”. I dodał: „Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
A gdy był sam, pytali Go ci, którzy przy Nim byli razem z Dwunastoma, o przypowieści. On im odrzekł: „Wam dana jest tajemnica królestwa Bożego, dla tych zaś, którzy są poza wami, wszystko dzieje się w przypowieściach, aby patrzyli oczami, a nie widzieli, słuchali uszami, a nie rozumieli, żeby się nie nawrócili i nie była im wydana tajemnica”.
I mówił im: „Nie rozumiecie tej przypowieści? Jakże zrozumiecie inne przypowieści?
Siewca sieje słowo. A oto są ci posiani na drodze: u nich sieje się słowo, a skoro je usłyszą, zaraz przychodzi szatan i porywa słowo zasiane w nich. Podobnie na miejscach skalistych posiani są ci, którzy gdy usłyszą słowo, natychmiast przyjmują je z radością; lecz nie mają w sobie korzenia i są niestali. Gdy potem przyjdzie ucisk lub prześladowanie z powodu słowa, zaraz się załamują. Są inni, którzy są zasiani między ciernie: to są ci, którzy słuchają wprawdzie słowa, lecz troski tego świata, ułuda bogactwa i inne żądze wciskają się i zagłuszają słowo, tak że zostaje bezowocne. W końcu na ziemię żyzną zostali posiani ci, którzy słuchają słowa, przyjmują je i wydają owoc: trzydziestokrotny, sześćdziesięciokrotny i stokrotny”.

- Dużo pracujesz? - pyta lekarz swojego kolegę z bloku operacyjnego.
- Dwadzieścia cztery godziny na dobę.
- Wiem, wiem, tak się mówi.
- Nie, mówię serio. Widzisz, kiedyś chciałem zostać misjonarzem. Ale jako jedynak musiałem pozostać przy starzejących się rodzicach. Zrezygnowałem z planów. Mam jednak kolegę, misjonarza w Ameryce Południowej. Co miesiąc posyłam mu połowę mojej wypłaty. Kiedy ja tutaj śpię, on tam, na drugiej półkuli pracuje. Kiedy wstaję, on kładzie się spać. W ten sposób faktycznie pracuję dwadzieścia cztery godziny na dobę.

Człowiek przynoszący owoc, jest jak anioł w niebie: służy Bogu bez ustanku, nawet wówczas, gdy śpi. W każdym razie umie to sobie tak zorganizować, by służyć bez ustanku.


3. tydzień zwykły - czwartek

Mk 4,21-25
Jezus mówił ludowi:
„Czy po to wnosi się światło, by je postawić pod korcem lub pod łóżkiem? Czy nie po to, aby je postawić na świeczniku? Nie ma bowiem nic ukrytego, co by nie miało wyjść na jaw. Kto ma uszy do słuchania, niechaj słucha”.
I mówił im: „Uważajcie na to, czego słuchacie. Taką samą miarą, jaką wy mierzycie, odmierzą wam i jeszcze wam dołożą. Bo kto ma, temu będzie dane; a kto nie ma, pozbawią go i tego, co ma”.

Król zachorowawszy wezwał do siebie medyka. Nim pozwolił mu sie zbadać, ostrzegł do jednak stanowczo:
- Zważ, iż masz do czynienia z majestatem królewskim, więc traktuj mnie z należną czcią, nie zaś jak pierwszego lepszego nieszczęśnika, z którym masz do czynienia na co dzień.
- Bądź wasz wysokość spokojny, gdyż każdy z tych nieszczęśników jest w moich oczach jak sam król!

Być światłem, to znaczy świecić wszystkim jednakowo jasnym światłem, nie tylko dla ważnych czy wybranych, każdego traktować jak króla, jak samego Chrystusa, każdego mierzyć jednaką miarą miłości.


3. tydzień zwykły - piątek

Mk 4,26-34
Jezus mówił do tłumów:
„Z królestwem Bożym dzieje się tak, jak gdyby ktoś nasienie wrzucił w ziemię. Czy śpi, czy czuwa, we dnie i w nocy nasienie kiełkuje i rośnie, on sam nie wie jak. Ziemia sama z siebie wydaje plon, najpierw źdźbło, potem kłos, a potem pełne ziarno w kłosie. A gdy stan zboża na to pozwala, zaraz zapuszcza sierp, bo pora już na żniwo”.
Mówił jeszcze: „Z czym porównamy królestwo Boże lub w jakiej przypowieści je przedstawimy? Jest ono jak ziarnko gorczycy; gdy się je wsiewa w ziemię, jest najmniejsze ze wszystkich nasion na ziemi. Lecz wsiane, wyrasta i staje się większe od innych jarzyn; wypuszcza wielkie gałęzie, tak że ptaki powietrzne gnieżdżą się w jego cieniu”.
W wielu takich przypowieściach głosił im naukę, o ile mogli ją zrozumieć. A bez przypowieści nie przemawiał do nich. Osobno zaś objaśniał wszystko swoim uczniom.

Ogrodnik oprowadzał przyjaciela po swym sadzie. Szli wzdłuż i w szerz drzew równych, prostych, obsypanych owocem jak wojsko na defiladzie orderami. Aż nagle - co to? Regularny szereg karnych drzew zakłóciło jedno wyłamujące się z ogólnego porządku: rosło krzywo, poza szeregiem, koślawe, pokrzywione, wstyd i obraza.
- Na twoim miejscu natychmiast pozbyłbym sie tego drzewa, które psuje doskonale panujący tutaj porządek - westchnął gość.
- Też bym tak zrobił - odpowiedział ogrodnik - gdyby nie fakt, iż co roku zbieram z niego trzykrotnie więcej owoców, niż z każdego innego drzewka, które rośnie prosto.

Jedno o wzroście Królestwa Bożego można powiedzieć z całą pewnością: jest on tajemnicą. I nieoczekiwanie najwięcej pożytku przynosi mu to, co pokrzywione, cierpiące i słabe. I co ludzie najchętniej wyrwaliby i wyrzucili spośród siebie, żeby nie psuło widoku ani statystyk.


3. tydzień zwykły - sobota

Mk 4,35-41
Przez cały dzień Jezus nauczał w przypowieściach. Gdy zapadł wieczór owego dnia, rzekł do uczniów: „Przeprawmy się na drugą stronę”. Zostawili więc tłum, a Jego zabrali, tak jak był w łodzi. Także inne łodzie płynęły z Nim.
Naraz zerwał się gwałtowny wicher. Fale biły w łódź, tak że łódź się już napełniała. On zaś spał w tyle łodzi na wezgłowiu. Zbudzili Go i powiedzieli do Niego: „Nauczycielu, nic Cię to nie obchodzi, że giniemy?” On wstał, rozkazał wichrowi i rzekł do jeziora: „Milcz, ucisz się”. Wicher się uspokoił i nastała głęboka cisza.
Wtedy rzekł do nich: „Czemu tak bojaźliwi jesteście? Jakże wam brak wiary?” Oni zlękli się bardzo i mówili jeden do drugiego : „Kim właściwie On jest, że nawet wicher i jezioro są Mu posłuszne?”

Legenda o Janie Gutenbergu z Moguncji, wynalazcy druku, mówi, iż kiedy już miał swój pomysł wcielić w życie, pewnej nocy usłyszeć we śnie ostrzeżenie. Nieznany głos szeptał doń natarczywie:
- Ludzie użyją twojego wynalazku do głoszenia oszczerstw, kłamstw i pomówień. Będą nim gorszyć i przywodzić niewinnych do zguby...
Rakiem, bez wahania, ujął w dłoń ciężki młot i porozbijał do szczętu wcześniej przygotowane czcionki. Ale następnej nocy znów miał sen.
- Dzięki temu, co wymyśliłeś, Dobra Nowina dotrze na krańce ziemi - mówił inny, ciepły głos.
Rano pozbierał okruchy czcionek. Naprawił je, odlał na nowo, wrócił do życia. Pierwszą odciśniętą przezeń księgą było Pismo święte.

Jezus nie przeklina burzy, lecz wykorzystuje ją do ukazania swej mocy. Patrz na Niego i ucz się: nie ma co się boczyć na narzędzia grzechu, ale przemieniać je w narzędzia dobra.

2. tydzień zwykły

2. tydzień zwykły - poniedziałek

Mk 2,18-22 Uczniowie Jana i faryzeusze mieli właśnie post. Przyszli więc do Jezusa i pytali: „Dlaczego uczniowie Jana i uczniowie faryzeuszów poszczą, a Twoi uczniowie nie poszczą?” Jezus im odpowiedział: „Czy goście weselni mogą pościć, dopóki pan młody jest z nimi? Nie mogą pościć, jak długo pana młodego mają u siebie. Lecz przyjdzie czas, kiedy zabiorą im pana młodego, a wtedy, w ów dzień, będą pościć. Nikt nie przyszywa łaty z surowego sukna do starego ubrania. W przeciwnym razie nowa łata obrywa jeszcze część ze starego ubrania i robi się gorsze przedarcie. Nikt też młodego wina nie wlewa do starych bukłaków. W przeciwnym razie wino rozerwie bukłaki; i wino przepadnie, i bukłaki. Lecz młode wino należy lać do nowych bukłaków”.

Różnie ludzie odreagowują swoje stresy. Pewna kobieta w tym celu zwykła wchodzić do sklepu obuwniczego, by kupnem nowych butów zażegnać swoje wzburzenie. Tak było i tym razem. Długo chodziła od półki do półki, od regału do regału. Z pomocą młodej sprzedawczyni przymierzała szpilki, czółenka i kozaki. Żadne nie były dość wygodne i piękne zarazem, by przynieść ukojenie. Wreszcie, w kolejnej założonej na stopy parze poczuła się dobrze, bardzo dobrze, jak w raju.
- Ile kosztują? - spytała sprzedawczyni.
- Nic.
- Jak to, nic? Dlaczego?
- Bo to są buty, w których pani tu przyszła.

Zdarza się, że jak uczniowie Jana i my mierzymy innych: mniej się modlą, rzadziej poszczą... Porównywanie się z innymi, a tym bardziej żywienie pretensji do ich sposobu modlitwy, postu, czy w ogóle życia, jest co najmniej niestosowne.
Właściwe wino we właściwym bukłaku. Powołaniem każdego z nas nie jest czynienie tego samego, ale z jednakową miłością spełnianie woli Bożej względem siebie.


2. tydzień zwykły - wtorek

Mk 2,23-28 Pewnego razu, gdy Jezus przechodził w szabat wśród zbóż, uczniowie Jego zaczęli po drodze zrywać kłosy. Na to faryzeusze rzekli do Niego: „Patrz, czemu oni robią w szabat to, czego nie wolno?”. On im odpowiedział: „Czy nigdy nie czytaliście, co uczynił Dawid, kiedy znalazł się w potrzebie, i był głodny on i jego towarzysze? Jak wszedł do domu Bożego za Abiatara, najwyższego kapłana, i jadł chleby pokładne, które tylko kapłanom jeść wolno; i dał również swoim towarzyszom”. I dodał: „To szabat został ustanowiony dla człowieka, a nie człowiek dla szabatu. Zatem Syn Człowieczy jest panem szabatu”.

Wbrew zakazowi prawa Koranu młoda kobieta przeszła obok modlącego się na skraju drogi muftiego. Ten szybko skończył bicie czołem w ziemię, zwinął swój dywanik i ruszył, by dogonić kobietę.
- Jak mogłaś to zrobić? Złamałaś prawo! Przeszłaś obok mnie, kiedy odmawiałem modlitwę!
- A co to jest modlitwa? - kobieta zaskoczyła go pytaniem.
- Nie wiesz...? Kiedy się modlę, rozmawiam z Bogiem, a moja dusza i serce wznosi się do nieba.
- Jeżeli twoja dusza i serce były w tej chwili w niebie, jakim cudem zauważyłeś, że przeszłam obok ciebie? - zdziwiła się kobieta.

Jeśli modlisz się naprawdę, jesteś tak blisko Boga, że nie zważasz, co się dzieje obok ciebie. Modlić się, to zapomnieć o innych, o całym świecie, zatopić sie w Bogu, zapomnieć, że ktoś przechodzi obok, że łuska jakieś kłosy, że jest jakiś szabat...
Modlić się, to zatracić się w Nim.


2. tydzień zwykły - środa

Mk 3,1-6 W dzień szabatu Jezus wszedł do synagogi. Był tam człowiek, który miał uschłą rękę. A śledzili Go, czy uzdrowi go w szabat, żeby Go oskarżyć. On zaś rzekł do człowieka, który miał uschłą rękę: „Stań tu na środku”. A do nich powiedział: „Co wolno w szabat: uczynić coś dobrego, czy coś złego? Życie ocalić czy zabić?” Lecz oni milczeli. Wtedy spojrzawszy wkoło po wszystkich z gniewem, zasmucony z powodu zatwardziałości ich serca, rzekł do człowieka: „Wyciągnij rękę”. Wyciągnął i ręka jego stała się znów zdrowa. A faryzeusze wyszli i ze zwolennikami Heroda zaraz odbyli naradę przeciwko Niemu, w jaki sposób Go zgładzić.

Standardowe pytanie na godzinie wychowawczej:
- Kim chcecie być w życiu dorosłym?
- Lekarzem!
- Oficerem!
- Nauczycielką... - wymieniają coraz to nowe profesje dzieci. Tylko jeden chłopiec siedzi nic nie mówiąc.
- A ty, kim chcesz być?
- A ja chce być możliwym.
- Jak to, możliwym?
- Bo moja mama ciągle mi powtarza, że na razie jestem niemożliwy...

Być człowiekiem zatwardziałego serca - faryzeuszem - oznacza niemożliwość - zauważenia, docenienia dobra w ludziach i zdarzeniach wokół.
Panie, uczyń mnie przynajmniej znośnym, czyli możliwym do zniesienia.


2. tydzień zwykły - czwartek

Mk 3,7-12 Jezus oddalił się ze swymi uczniami w stronę jeziora. A szło za Nim wielkie mnóstwo ludu z Galilei. Także z Judei, z Jerozolimy, z Idumei i Zajordania oraz z okolic Tyru i Sydonu szło do Niego mnóstwo wielkie na wieść o Jego wielkich czynach. Toteż polecił swym uczniom, żeby łódka była dla Niego stale w pogotowiu ze względu na tłum, aby się na Niego nie tłoczyli. Wielu bowiem uzdrowił i wskutek tego wszyscy, którzy mieli jakieś choroby, cisnęli się do Niego, aby się Go dotknąć. Nawet duchy nieczyste na Jego widok padały przed Nim i wołały: „Ty jesteś Syn Boży”. Lecz On surowo im zabraniał, żeby Go nie ujawniały.

Podczas kolacji, na którą pan wójt zaprosił same osobistości z całej gminy, ksiądz proboszcz zauważa w pewnej chwili:
- Ubodzy mają wiele zalet!
- Ja osobiście nie widzę w nich nic szczególnego - oponuje siedzący obok księdza jubiler.
- Zajmuje się pan handlem drogimi kamieniami? - pyta ksiądz.
- W samej rzeczy.
- A ma pan może jakieś przy sobie?
- Oczywiście! - z dumą wyciąga w ku księdzu odwiniętą chustkę aksamitną, w środku której połyskują kosztowne kamienie.
- Nie widzę w nich nic szczególnego - wzdycha ksiądz. - Dobrze oszlifowane kryształki, które ciekawie załamują światło.
- Bo t jest tak, proszę jegomościa, że aby ocenić prawdziwą wartość diamentów, trzeba się na nich znać!
- Dokładnie tak samo jest z ludźmi, drogi panie - wzdycha ksiądz

Ludzie idą do Jezusa tłumnie. Poznali się na Nim, że ich rozumie, że wie o ich potrzebach, że wychodzi im naprzeciw. „Syn Boży”, to fachowiec od ludzkiej biedy.


2. tydzień zwykły - piątek

Mk 3,13-19 Jezus wyszedł na górę i przywołał do siebie tych, których sam chciał, a oni przyszli do Niego. I ustanowił Dwunastu, aby Mu towarzyszyli, by mógł wysyłać ich na głoszenie nauki i by mieli władzę wypędzać złe duchy. Ustanowił więc Dwunastu: Szymona, któremu nadał imię Piotr; dalej Jakuba, syna Zebedeusza, i Jana, brata Jakuba, którym nadał przydomek Boanerges, to znaczy: Synowie gromu; dalej Andrzeja, Filipa, Bartłomieja, Mateusza, Tomasza, Jakuba, syna Alfeusza, Tadeusza, Szymona Gorliwego i Judasza Iskariotę, który właśnie Go wydał.

Pytał ktoś świętego Jana Vianney’a:
- Dlaczego ksiądz, gdy mówi kazanie, krzyczy tak głośno, zaś modli się po cichu?
- Bo modlitwy kieruję do Boga, a on ma słuch doskonały - odpowiedział proboszcz z Ars. - Zaś kazania mówię do ludzi, a ci często przysypiają albo po prostu są głusi...

Jezus wyszedł na górę i przywołał uczniów. Skoro był na górze, musiał do nich krzyczeć.
Czy słyszysz, co Bóg mówi do ciebie, jak cię woła? Czy też jesteś wśród przysypiających, albo - co gorsza - głuchych?


2. tydzień zwykły - sobota

Mk 3,20-21 Jezus przyszedł do domu, a tłum znów się zbierał, tak że nawet posilić się nie mogli. Gdy to posłyszeli Jego bliscy, wybrali się, żeby Go powstrzymać. Mówiono bowiem: „Odszedł od zmysłów”.

- Gdzie jest Bóg?
- W niebie.
- Dlaczego więc modląc się tak głęboko pochylasz się do ziemi?
- Bo na ziemi Pan Bóg opiera swoje stopy. Pochylając się do ziemi, dotykam stóp Boga.

Racja: Bóg zwariował, Jezus odszedł od zmysłów. Miast cieszyć się niebem, On schodzi na ziemię, pochyla się nad biednymi tak często, że nawet nie ma czasu na posiłek. Zwariował? Nie. Pochyla się, by w biednych dotknąć stopy Boga. To ziemia jest pierwszym miejscem spotkania człowieka z Bogiem. Takie to Boże zwariowanie.

1. Tydzień Zwykły

1. tydzień zwykły - poniedziałek

Mk 1,14-20
Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: „Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię”.
Przechodząc brzegiem Jeziora Galilejskiego ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: „Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi”. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim.
Idąc nieco dalej ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego, Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim.

Statek pasażerski z Tokyo zawija do portu w Nowym Jorku. Kiedy po trapie schodzi na ląd gwiazda piosenki estradowej, która przez dwa tygodnie koncertowała w Kraju Kwitnącej Wiśni, na nadbrzeżu witają ja wiwatujące tłumy. Tuż za nią postępuje misjonarz, który w Japonii przepracował ostatnie trzydzieści lat. Na niego nikt nie czeka.
- Panie, to niesprawiedliwe! - wzdycha w sercu. I od razu słyszy głos Pana:
- Nie przejmuj się. Ona jest już w swoim prawdziwym domu, a ty jeszcze nie...

W historii powołania apostołów szczególnie zastanawiający jest zwrot „zostawili wszystko”. Zostawić dla Jezus wszystko, oznacza uświadomić somie lokalizację prawdziwego domu - niezniszczalnego, wiecznego, przy wejściu do którego będzie nas witać radość i spontaniczny entuzjazm samego Boga.


1. tydzień zwykły - wtorek

Mk 1,21-28
W mieście Kafarnaum Jezus w szabat wszedł do synagogi i nauczał. Zdumiewali się Jego nauką: uczył ich bowiem jak ten, który ma władzę, a nie jak uczeni w Piśmie.
Był właśnie w synagodze człowiek opętany przez ducha nieczystego. Zaczął on wołać: „Czego chczesz od nas, Jezusie Nazarejczyku? Przyszedłeś nas zgubić. Wiem, kto jesteś: Święty Boży”.
Lecz Jezus rozkazał mu surowo: „Milcz i wyjdź z niego”. Wtedy duch nieczysty zaczął go targać i z głośnym krzykiem wyszedł z niego.
A wszyscy się zdumieli, tak że jeden drugiego pytał: „Co to jest? Nowa jakaś nauka z mocą. Nawet duchom nieczystym rozkazuje i są Mu posłuszne”. I wnet rozeszła się wieść o Nim wszędzie po całej okolicznej krainie galilejskiej.

Pewien człowiek długie godziny spędzał na modlitwie. Pewnego razu, przerywając zwykły potok pobożnych słów, żachnął się:
- Mam wrażenie, że nic do mnie nie mówisz, Panie.
- A ja mam wrażenie, że ty tylko mówisz i w ogóle mnie nie słuchasz! - odpowiedział mu natychmiast Pan Bóg.

Pozwól Panu Bogu działać, zacznij słuchać, a On ci odpowie. Modlitwa potrzebuje spokoju. Kiedy na modlitwie umiesz mówić, jesteś dopiero na początku drogi do Boga. Kiedy umiesz milczeć i milcząc - słuchać - jesteś znacznie bliżej Niego.


1. tydzień zwykły - środa

Mk 1,29-39
Po wyjściu z synagogi Jezus przyszedł z Jakubem i Janem do domu Szymona i Andrzeja. Teściowa zaś Szymona leżała w gorączce. Zaraz powiedzieli Mu o niej. On podszedł do niej i podniósł ją ująwszy za rękę. Gorączka ją opuściła i usługiwała im.
Z nastaniem wieczora, gdy słońce zaszło, przynosili do Niego wszystkich chorych i opętanych; i całe miasto było zebrane u drzwi. Uzdrowił wielu dotkniętych rozmaitymi chorobami i wiele złych duchów wyrzucił, lecz nie pozwalał złym duchom mówić, ponieważ wiedziały, kim On jest.
Nad ranem, gdy jeszcze było ciemno, wstał, wyszedł i udał się na miejsce pustynne, i tam się modlił. Pośpieszył za Nim Szymon z towarzyszami, a gdy Go znaleźli, powiedzieli Mu: „Wszyscy Cię szukają”.
Lecz On rzekł do nich: „Pójdźmy gdzie indziej, do sąsiednich miejscowości, abym i tam mógł nauczać, bo na to wyszedłem”. I chodził po całej Galilei, nauczając w ich synagogach i wyrzucając złe duchy.

Spotkało się dwóch hodowców róż. Pierwszy z nich trzyma je w zamkniętym, sterylnym ogrodzie, do którego niechętnie wpuszcza nawet przyjaciół, nikomu nie pozwala ich dotknąć. Drugiego ogród jest otwarty, a on sam chętnie rozdaje kwiaty każdemu, kto go odwiedzi.
- Jak możesz tak marnotrawić swoją hodowlę? - dziwi się pierwszy. - Raczej tak jak ja powinieneś w nagrodę za swój trud sam napawać sie ich widokiem i zapachem...
- A wiesz, że ja właśnie dla zapachu rozdaję moje róże?
- Jak to?
- Bo róże wydają piękną woń w ogrodzie i na stole. Ale najpiękniejszy zapach pozostawiają na dłoniach tych, którzy ofiarują je innym...

Jakże pachną dłonie Jezusa, nie zamknięte dla siebie, ale wciąż otwarte dla ubogich, którym niosą uzdrowienie i radość. Otwórz dłonie. By ci nie zatęchły.


1. tydzień zwykły - czwartek

Mk 1,40-45
Trędowaty przyszedł do Jezusa i upadając na kolana, prosił Go: „Jeśli chcesz, możesz mnie oczyścić”. Zdjęty litością, wyciągnął rękę, dotknął go i rzekł do niego: „Chcę, bądź oczyszczony”. Natychmiast trąd go opuścił i został oczyszczony.
Jezus surowo mu przykazał i zaraz go odprawił, mówiąc mu: „Uważaj, nikomu nic nie mów, ale idź, pokaż się kapłanowi i złóż za swe oczyszczenie ofiarę, którą przepisał Mojżesz, na świadectwo dla nich”.
Lecz on po wyjściu zaczął wiele opowiadać i rozgłaszać to, co zaszło, tak że Jezus nie mógł już jawnie wejść do miasta, lecz przebywał w miejscach pustynnych. A ludzie zewsząd schodzili się do Niego.

Umarł minister. Król ogłosił konkurs na jego następcę. Zgłosiło sie wielu chętnych. Mieli do wykonania zadanie: trzeba było otworzyć ciężkie, opatrzone solidnym zamkiem drzwi. Zaglądali do środka, grzebali w nim drutami i przypadkowymi kluczami. Bezskutecznie. Wreszcie przyszedł taki jeden, który ujął klamkę oburącz, nacisnął ja i pchnął drzwi z całych sił, a te otwarły się bez większego trudu, bo zamek, choć solidny, wcale ich nie blokował. Ten też został ministrem.
- Bo odważył się spróbować! - wyjaśnił król zdumionym dworzanom.

Trędowaty też zdał sie na najprostszy sposób otwarcia drzwi Jezusowego serca: zwyczajnie upadł na twarz i prosił. I został uzdrowiony, w przeciwieństwie do wielu, stosujących skomplikowanych medykamentów. Dlaczego prosta modlitwa jest taka skuteczna? Bo oznacza, że ktoś sie odważył...


1. tydzień zwykły - piątek

Mk 2,1-12
Gdy Jezus po pewnym czasie wrócił do Kafarnaum, posłyszeli, że jest w domu. Zebrało się tyle ludzi, że nawet przed drzwiami nie było miejsca, a On głosił im naukę.
Wtem przyszli do Niego z paralitykiem, którego niosło czterech. Nie mogąc z powodu tłumu przynieść go do Niego, odkryli dach nad miejscem, gdzie Jezus się znajdował, i przez otwór spuścili łoże, na którym leżał paralityk. Jezus widząc ich wiarę rzekł do paralityka: „Synu, odpuszczają ci się twoje grzechy”.
A siedziało tam kilku uczonych w Piśmie, którzy myśleli w duszy: „Czemu On tak mówi? On bluźni. Któż może odpuszczać grzechy, jeśli nie Bóg sam jeden?”
Jezus poznał zaraz w swym duchu, że tak myślą, i rzekł do nich: „Czemu nurtują te myśli w waszych sercach? Cóż jest łatwiej powiedzieć do paralityka: «Odpuszczają ci się twoje grzechy», czy też powiedzieć: «Wstań, weź swoje łoże i chodź»? Otóż żebyście wiedzieli, iż Syn Człowieczy ma na ziemi władzę odpuszczania grzechów rzekł do paralityka: „Mówię ci: «Wstań, weź swoje łoże i idź do domu»”.
On wstał, wziął zaraz swoje łoże i wyszedł na oczach wszystkich. Zdumieli się wszyscy i wielbili Boga mówiąc: „Jeszcze nie widzieliśmy czegoś podobnego”.

Niewidomy żebrak zarabiał na życie uliczną grą na skrzypcach. Dzięki talentowi i zaradności, nie tylko utrzymał rodzinę, ale jeszcze zebrał całkiem spory mająteczek. Na starość podzielił go między troje z czwórki swoich dzieci. Jedynie najstarszy syn, również niewidomy, nie dostał od ojca ani grosza.
- To niesprawiedliwe, coś zrobił swojemu pierworodnemu! - gorszyli się sąsiedzi.
- Nie obawiajcie się - uspokoił ich. - Ta trójka niczego pożytecznego nie potrafi, więc moje pieniądze pozwolą im nie umrzeć z głodu. A mój pierworodny, choć ociemniały, gra na skrzypcach lepiej ode mnie. Więc on sam sobie w życiu doskonale poradzi i jemu moje pieniądze nie są potrzebne.

Jezus sam wie najlepiej, co komu jest potrzebne. Widać sparaliżowany bardziej potrzebuje czystego sumienia, niż atletycznie sprawnych kończyn.
Kiedy się modlisz, nie wyliczaj przed Panem Bogiem, czego chcesz. Mów: daj mi, Panie, to, co mi jest najbardziej potrzebne. Ty sam wiesz najlepiej, co to takiego.


1. tydzień zwykły - sobota

Mk 2,13-17
Jezus wyszedł znowu nad jezioro. Cały lud przychodził do Niego, a On go nauczał. A przechodząc ujrzał Lewiego, syna Alfeusza, siedzącego w komorze celnej, i rzekł do niego: „Pójdź za Mną”. On wstał i poszedł za Nim.
Gdy Jezus siedział w jego domu przy stole, wielu celników i grzeszników siedziało razem z Jezusem i Jego uczniami. Było bowiem wielu, którzy szli za Nim. Niektórzy uczeni w Piśmie spośród faryzeuszów widząc, że je z grzesznikami i celnikami, mówili do Jego uczniów: „Czemu On je i pije z celnikami i grzesznikami?”
Jezus usłyszał to i rzekł do nich: „Nie potrzebują lekarza zdrowi, lecz ci, którzy się źle mają. Nie przyszedłem powołać sprawiedliwych, ale grzeszników”.

Przyszli do mistrza uczniowie, spierający się o to, co było pierwsze: kura czy jajko. Prosili go, by rozsądził, kto ma rację.
- Kura była pierwsza - udowadniał pierwszy z nich. - Bo gdyby nie było kury, kto zniósłby jajko!
- Masz rację - powiedział mu mistrz.
- A właśnie, że nie - oponował drugi. - Jajko musiało być pierwsze. Z niego wykluła się ta kura! - dowodził drugi.
- Ty też masz rację, dziecko - rozsądził mistrz.
Na to odezwał się trzeci uczeń.
- Mistrzu, ależ to jest tego rodzaju spór, iż żadną miarą oni obaj nie mogą mieć równocześnie racji!
- I ty też masz rację, moje dziecko - westchnął mistrz.

Mateusz pobiera opłaty celne - to zgodne z prawem i słuszne. Jezus powołuje go do grona apostołów - to także słuszne. Obserwujący to faryzeusze gorszą się obcowaniem Jezusa z celnikami. I to także jest na swój sposób słuszne. A kto powiedział, że Miłosierdzie Boże musi być wolne od paradoksów?